niedziela, 21 grudnia 2014

miniaturka nr 2 Zimowe Marzenia część 5

- Czy ja właśnie podjąłem decyzję i przyjąłem twoją matkę do pracy? - zapytał się zdezorientowany Malfoy
- Chyba tak - i oboje zaczęli się śmiać
- A teraz na poważnie, co mam zrobić z tym wszystkim?
- Z czym dokładnie Malfoy? Nie chcesz mojej matki? - zapytała Hermiona
- Nie o to mi chodzi Granger. Zrobiłem przed chwilą szybką kalkulację i uważam, że twoja mama będzie dobrą opcją dla małej. Jest sama więc może przyjść w każdej chwili. Podaj mi jej numer telefonu, żebym mógł zadzwonić do niej wieczorem - zaskoczona dziewczyna powiedziała mu numer, który szybko wpisał do spisu numerów - A teraz Granger musisz się ubrać ciepło i wychodzimy do mojego domu. W końcu trzeba wykonać telefon do Giny.

Gdy ubrali się, a Miona dała zmniejszony wcześniej gruby sweter dla Amandy wyszli z domu i skierowali się w stronę posiadłości blondyna. Okazało się, że jego dom oddalony jest tylko o kilka posiadłości. Brunetka była zdziwiona widokiem. Była pewna, że zobaczy wielką rezydencję, z podjazdem, fontanną i mimo zimy idealnym ogródkiem. Zamiast tego zobaczyła ładny piętrowy dom rodzinny, troszkę większy od jej własnego, ale tak samo zadbany i nie wyróżniający się z ogółu domków na osiedlu. Stanęli kilka metrów od płotu, w cieniu drzew i Malfoy wyjął telefon:
- Gina? To ja. Za jakieś dziesięć minut podjeżdżam pod dom. Ubierz małą, zabieram ją ze sobą.

Rozłączył się i czekali. Nie minęło może pięć minut, jak usłyszeli krzyk kobiety wołającej Amandę, a potem z domu wyleciała wysoka blondynka skąpo ubrana, która zaczęła biegać po podwórku szukając dziecka. Dali jej 2 minuty i wtedy Malfoy wyszedł z małą i Hermioną do niej. Na początku gdy niania zobaczyła blondyna zbladła, a gdy zobaczyła nieznaną jej kobietę z dzieckiem zbladła jeszcze bardziej. Zdawała sobie sprawę, że mała jej zniknęła, nie było jej w domu mimo nawoływania. A tu takie zaskoczenie.
- Gina czy masz mi coś do powiedzenia? - zapytał cicho Malfoy
- Ależ Draco, co miałabym ci powiedzieć. Bawiłam się z księżniczką w chowanego i widzisz jak się schowała? - dość szybko zmieniła strategię i zwróciła się do dziecka - Gdzie się schowałaś kochanie? Nie mogłam ciebie znaleźć.
- Nie jestem twoją księżniczką i nie bawię się z tobą. Tato jak chcę do Sisi.
- Nie teraz. Wejdź do środka z Granger i poczekajcie tam na mnie, dobrze? A ja sobie porozmawiam z Giną.
Gdy weszły do domu, usiadły w salonie i nie minęły nawet dwie minuty jak usłyszały głośny kobiecy płacz z korytarza i uśmiech Malfoya. Drzwi zatrzasnęły się z hukiem gdy kobieta wybiegła z domu.
Hermiona wstała z salonu i wyszła do blondyna
- Malfoy, ja wychodzę. Zadzwoń do mojej mamy.
- Nie zostaniesz na obiad? - szybciej powiedział niż pomyślał, ale cóż stało się i zapytał się dziewczyny
- Mówisz serio? Może innym razem dziś nie dam rady - i z tymi słowami wyszła do swojego domu.

Przez kilka następnych dni dziewczyna nie widziała się z Malfoyem. Oczywiście jej mama dzwoniła do niej z nowinami, jak i wychwalaniem małej i jej ojca. Jacy to oni uroczy, kochani, a mała wprost jest jej teraz ukochaną wnuczką. Miona przez ten czas ciężko pracowała. Zima była okresem urlopów i zwolnień, dlatego też co raz częściej w szpitalu spędzała po 3-4 dni. Wracała zmęczona i marzyła wtedy tylko o kąpieli i łóżku.

Tak samo było w sobotę gdy wróciła po nocce do domu. I wszystko byłoby dobrze, gdyby ta nocka nie kończyła się po południu. Operacja się przedłużyła, więc czas pracy tak samo. W takich momentach Miona nienawidziła swojej pracy. Wróciła do domu przebrała się w luźne rzeczy i z filiżanką kawy usiadła przed kominkiem, który rozpaliła za pomocą magii. Włączyła delikatnie muzykę i zamknęła oczy. Ale cisza nie mogła trwać wiecznie, bo ktoś jej w tym przeszkodził.

czwartek, 18 grudnia 2014

Miniaturka nr 2 Zimowe Marzenia część 4

Mam nadzieję, że nie ma błędów, wzrok mi się rozmywa i widzę co raz gorzej. 
Zapraszam do kolejnej części. W niedzielę kolejna część.
pozdrawiam

Rozmowę Hermiony z Draco przerwało pukanie do drzwi, dziewczyna wstała i poszła je otworzyć. Była zdziwiona, bo nie spodziewała się żadnych gości, a z sąsiadami nawet nie utrzymywała kontaktów.
- Mama? - w drzwiach stała kobieta z wyglądu identyczna co jej córka
- Cześć kochanie, byłam w pobliżu i postanowiłam cię odwiedzić. Mam nadzieję, że ci nie prze... - i nie dokończyła zdania, gdyż zamarła w chwili gdy zobaczyła małą białą kulkę, która wybiegła z salonu a za psem uroczą dziewczynkę.
- Mamo, mamo! - dopiero po chwili usłyszała krzyk córki, skierowany do niej
- Tak córeczko? - odpowiedziała
- Coś cię zabolało, czy może coś innego się stało? Dlaczego byłaś przez chwilę nieobecna? Oh pogłaszcz Sisi, bo zaraz z tego szczęścia ogon jej odpadnie - powiedziała Miona i przyglądała się swojej matce jak ta bawi się z psem jednocześnie zastanawiając się kim jest małą dziewczynka obok.

Po chwili pani Granger wstała, zdjęła płaszcz i powiesiła go na wieszaku.
- Może byś mi powiedziała w końcu, kim jest ta mała istotka schowana za twoimi nogami?
- Jestem Amanda, a mój tatuś jest w kuchni - powiedziała mała wychylając się
- Tatuś powiadasz? - powiedziała troszkę głośniej kobieta - Czy jest coś o czymś nie mam pojęcia, a moja córka to ukrywa? - mówiąc to poszła do kuchni, gdzie zastała przystojnego blondyna opartego o parapet i trzymającego kubek z kawą, którą przed chwilą sobie nalał
- Witam panią - powiedział i podszedł do niej - Draco Malfoy, a pani to pewnie matka Granger, chciałem powiedzieć Hermiony. Widzę duże podobieństwo.
- Tak jestem Jane Granger, witam Pana. Nie spodziewałam się zastać nikogo u córki zwłaszcza gdy miała nockę w szpitalu, bo rozumiem, że miałaś nockę? - mówiąc to ostatnie zwróciła się do córki, która zaczęła jej robić kawę
- Mamo, oczywiście, że miałam nockę. Wracając ze sklepu spotkałam Amandę czyli córkę Malfoya. Była sama na podwórku, więc wzięłam ją do siebie, zadzwoniłam do jej ojca i przed chwilą on przyszedł.
- Ale dlaczego dziecko w jej wieku samo bawiło się na podwórku w taką zimnicę? - dopytywała kobieta
- Bo niania jest do niczego - odpowiedziała Miona - trzeba ją zwolnić i znaleźć nową - mówiąc to podała kawę mamie
- Dziękuję. A jak minęła ci zmiana, widzę, że jesteś zmęczona
- Była ciężko, ale daję radę.
- Zawsze mówisz, że dajesz radę, a wyglądasz na bardzo zmęczoną. Spałaś?
- Mamo, nie mam 5 lat, oczywiście, że spałam i skończ z tym przesłuchaniem. Mam gości jak widzisz
- No właśnie panie Malfoy co pan porabia w życiu? - zwróciła się do blondyna
- Mamo? - krzykneła Miona i spojrzała się na matkę wzrokiem mówiącym "Co ty robisz?", popatrzyła również w stronę blondyna i zobaczyła delikatny, ale szczery uśmiech. Powiedziała sobie, że chociaż on się dobrze bawi.
- Oj kochanie, chcę jakoś rozpocząć rozmowę, ale jeśli nie podoba ci się to pytanie to zadam inne. Dlaczego musi pan zwolnić nianię?
- Amanda sama wyszła z domu i to już jakąś godzinę temu, do tej chwili opiekunka nie zadzwoniła. Teraz szukam nowej. Granger powiedziała, że mam szukać takiej co już wychowała swoje.
- I ma rację. Taka kobieta zna się na dzieciach, wie, że trzeba je pilnować. Jak nie ma pan nic przeciwko to zgadzam się na ochotnika- powiedziała z uśmiechem, który mówił, że ma dodatkowo plan w głowie, bo taki miała patrząc na swoją córkę i blondyna
- Co? - krzyknęła Miona
- No co? Co? Córciu, nie mam co robić więc nie widzę problemu - zwróciła się do chłopaka - Panie Malfoy, wychowałam mądrą córkę, więc to najlepsza referencja ją posiadam. Praktykę mam, więc kiedy mogę zacząć?
- Słucham? - zapytał się zdziwiony chłopak - Chce pani u mnie pracować, nie znając mnie?
- Mamo, nie wiem czy to dobry pomysł - powiedziała Hermiona - Takie rzeczy jak praca to trzeba dobrze przemyśleć
- Miona, właśnie wszystko przemyślałam. Od czasu wypadku nie mogę pracować w moim zawodzie. A nie do końca sprawna ręka w pilnowaniu dziecka mi nie będzie przeszkadzać. To jak panie Malfoy od jutra? Proszę do mnie zadzwonić, na którą ma być godzinę u pana. Miona ma mój numer -  i z tymi słowami Jane Granger wstała i wyszła z domu córki z uśmiechem na twarzy i planem w głowie

niedziela, 14 grudnia 2014

Miniaturka nr 2 Zimowe Marzenia część 3

Hermiona zaparzyła sobie filiżankę kawy i czekała w salonie na ojca Amandy. Równo 15 minut po rozmowie usłyszała dźwięk dzwonka. Otworzyła drzwi i zamarła. Przed nią stał elegancko ubrany wysoki blondyn o niebiesko-szarych oczach. Tej twarzy nigdy by nie zapomniała, tylko co on tutaj robi?
- Malfoy?
- Granger? - krzyknęli w tym samym czasie
- Co ty tutaj robisz? Zgubiłeś się?
- Chyba tak – i zaczął się wycofywać
- Tato – zawołała Amanda wybiegając z domu i przytulając się do blondyna
- Tato? Proszę powiedz mi, że to żart i ta słodka dziewczynka nie jest twoją córką
- Jaki żart kobieto, bardziej zastanawia mnie co moja córka robi w twoim domu – z tymi słowami wziął małą na ręce i wszedł do kuchni
- Nie no jasne rozgość się i najlepiej czuj się jak u siebie w domu – Miona zamknęła drzwi i poszła za nim do pomieszczenia, gdzie Malfoy siedział z córką na kolanach przy stole
- Dobra Granger, co się dzieje? Dlaczego Amanda jest u ciebie, a nie z nianią w domu?
- Nie pytaj się mnie tylko córki. W końcu to ona sama wyszła z domu i nie nałożyła na siebie kurtki i butów. To co miałam zrobić? Zaprosiłam ją do siebie, żeby nie zachorowała – mówiąc to przyglądała się chłopakowi i musiała przyznać, że prezentuje się jak Apollo, ciemny garnitur idealnie był dopasowany, a biała koszula i ciemnoszary krawat bardzo dobrze współgrały z karnacją. Wyglądał bosko.
 - Tatusiu, czy ty mnie jeszcze kochasz? - zapytała się po chwili ciszy dziewczyna
- Oczywiście skarbie, a dlaczego się pytasz?
- Bo Gina powiedziała, że jak będzie z tobą i zamieszkacie razem, to przestaniesz mnie kochać. Więc uciekłam, chcę żebyś mnie kochał. Nie lubię Giny. - zrobiła tak smutną minkę, że aż zrobiło się smutno dorosłym
- Amando, córeczko, jesteś jedyną kobietą w moim życiu, rozumiesz? – powiedział Malfoy patrząc w oczka dziecka, jego głos był bardzo delikatny – pamiętaj, że żadna kobieta ani Gina ani żadna inna nie zostanie twoją mamusią. Jesteśmy tylko my, tylko ty i ja, rozumiesz?
- Tak. A mogę pobawić się z Sisi?
- A kto to jest?
- To mój piesek. Oczywiście Amando możesz pójść do salonu. Sisi pewnie leży przed kominkiem, a ja porozmawiam sobie z twoim tatą – gdy mała zniknęła dziewczyna zwróciła się do chłopaka
- Malfoy, nawet nie wiem co powiedzieć, ale ty ojcem tego aniołka? I w ogóle co to za niania? Mała jest u mnie od jakiejś godziny, a czy ona dzwoniła do ciebie?
- Nie, kurde Granger co mam robić? To już kolejny raz jak mała znika. Przeważnie zawsze się chowała gdzieś w domu a dziś pierwszy raz uciekła. Wiesz jak się przestraszyłem twoim telefonem? – chłopak złapał się za głowę i pochylił do przodu
- Mój telefon nic nie ma do tego. Pytanie co zrobisz z nianią? Miała chociaż jakieś doświadczenie? Referencję?
- Oczywiście, że miała
- Ale nie chodzi mi o takie dwa przednie duże, tylko prawdziwe referencję od osób, którym bawiła dzieci. Jak można pilnować tak dziecka, że te ucieka a ona nawet tego nie widzi? A gdyby coś się stało z małą, porwanie, zgubiła się by naprawdę, albo zachorowała, lub miała wypadek? – co raz bardziej histerycznie brunetka podchodziła do tej sytuacji. Malfoy pomyślał, że chyba za bardzo się tym przejęła, ale i zrobiło mu się ciepło na sercu, że ktoś tak myśli o jego dziecku i przejmuje się tym
- Więc wg ciebie co mam zrobić?
- Zwolnic nianię, ale najpierw zadzwonić do niej, że będziesz za 10 minut i że chcesz z małą wyjść na spacer i żeby ją ubrała w ciepłe ubranka.
- Oczywiście, że ją zwolnię. A ten plan jest dobry, nie pomyślałbym, że gryfonka ułoży ślizgoński plan zemsty na pracowniku.
- Powinieneś zatrudnić kobietę po 40 lub 50 roku życia, która wychowała już własne dzieci. Uważam, że taka kobieta byłaby najlepszym wyjściem.

- Może masz rację. Nie będzie chciała taka wyjść za mnie.

niedziela, 30 listopada 2014

Miniaturka nr 2 Zimowe Marzenia część 2

Przed Wami druga część miniaturki


Obudził ją dźwięk budzika i przerwał piękny sen. Plaża, błękitne niebo, krystaliczna woda to tylko mogły być Bahamy. Jak zawsze Sisi widząc, że jej pani się obudziła nastawiła się do drapania i pieszczot.
- Sisi już się wyspałaś, więc dość tego dobrego, ubieramy się i idziemy zjeść coś – i z tymi słowami dziewczyna wstała z łóżka, ubrała leginsy i długi sweter. Wchodząc do kuchni zastanawiała się co by zjeść, miała wielką ochotę na pyszne kanapeczki z łososiem i warzywkami. Ale niestety otwierając lodówkę zobaczyła tylko, że stoi w niej jedynie majonez, masło i dżem.
- Sisi zmiana planów, najpierw zakupy. Więc gdzie masz smyczkę?
Dziewczyna ubierając się w kozaki i płaszcz myślała o liście zakupów. I tak we dwie poszły do najbliższego marketu, dzięki czemu zaliczyła i kupienie produktów i spacer psa.
            Wracając z zakupów kilkanaście metrów od swojego małego królestwa Miona zobaczyła uroczy obrazek. Około 4 letnia dziewczynka podskakiwała radośnie na śniegu, podrzucając śnieg, tak żeby delikatnie na nią opadał. I nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że dziewczynka była w samym sweterku i kapciach, a było dosyć zimno. Podeszła bliżej i zauważyła, że mała miała blond loczki i duże niebieskie oczy wpatrzone teraz w pieska.
- Czy piesek gryzie? – zapytała się słodkim głosikiem
- Witaj skarbie, piesek jest dobry i nie gryzie – dziewczynka podbiegła do Sisi i zaczęła go głaskać – A jak się nazywasz kochanie? Nigdy nie widziałam ciebie w tej okolicy – rozpoczęła Miona jak najmilszym głosem, aby móc rozmawiać z dzieckiem, mimo, że w środku była wściekła na jej rodziców. Jak mogli wypuścić tak ubrane dziecko na dwór
- Amanda jestem i od trzech dni tu mieszkam
- A dlaczego sama jesteś na tym mrozie i to tak ubrana? Przecież jest zimno i gdzie jest Twoja mamusia?
- Ja nie mam mamusi, mam tatusia, który jest najlepszy
- To dlaczego nie jesteś z nim w domu?
- To proste
- Tak? Powiedz mi dlaczego Amando to jest proste
- Bo uciekłam – odpowiedziała z uśmiechem dziewczynka
- Uciekłaś od tatusia?
- Nie, tatuś w pracy, uciekłam od zlej pani
Ze względu na pogodę, Hermiona musiała zacząć działać. Dlatego też postanowiła, że zabierze małą do siebie i dopiero wtedy postanowi co dalej.
- Choć Amando do mnie, zrobimy coś do picia ciepłego
- Ok. A psina pójdzie z nami? I daleko to jest? Bo jak daleko, to mi się nie chce
- Mieszkam dwa domy dalej, więc jest blisko, a Sisi oczywiście idzie z nami.

I tak obie kobiety poszły do domu. Miona rozpaliła w kominku bez użycia czarów i poszła zrobić ciepłą czekoladę i kanapki. Gdy usiadły w kuchni to obie zjadły posiłek, a dziewczynka również dokarmiała Sisi.
- Amando? Czy wiesz gdzie tata pracuje? Jaka to firma?
- Nie, a po co ci to?
- Bo chciałabym się z nim skontaktować, powiedzieć, że jesteś cała i zdrowa.
- To zadzwoń do niego
- Ale nie mam jeszcze jego telefonu
- Ale ja mam i mogę ci podać – powiedziała dziewczynka i podała cyfry – tatuś uważa, że te cyfry są bardzo ważne i muszę je pamiętać, nawet gdyby obudził mnie w nocy
- Twój tatuś jest bardzo mądry
- Wiem.
Hermiona wyszła z kuchni i wyjęła komórkę. Wpisała numer, który podała jej Amanda i czekała, aż ktoś odezwie się po drugiej stronie. Po kilku sekundach odezwał się męski głos
- Tak słucham?
- Dzień dobry – przywitała się Hermiona – jestem pana sąsiadką i mieszkam na Rosestreet 16 i jakby to powiedzieć - zawahała się 
- Najlepiej od początku, wiem który to dom, ale nie miałem możliwości pani poznać jeszcze, ale słucham co ma pani mi do powiedzenia?
- Proszę się tylko nie denerwować, jest u mnie Amanda
- Co? Amanda? Porwałaś ją? Dzwonię na policję!!! - krzyk mężczyzny sprawił, że musiała oddalić słuchawkę od ucha
- Proszę się uspokoić - powiedziała delikatnym głosem
- Jak mam się uspokoić jak moja córka jest u jakieś obcej kobiety!!! - usłyszała przerażony głos ojca dziewczynki
- Jest u mnie bo bawiła się sama na ulicy w samym sweterku. Powiedziała, że pan jest w pracy a ona uciekła od złej kobiety, więc co miałam robić? Jak pan sądzi? – powiedziała szybko dziewczyna z nutką irytacji w głosie
- Może mogła pani odprowadzić ją do domu? Albo wie pani co? Ubieram się i za 15 będę u pani więc lepiej, żeby moja córka była cała i zdrowa

- Ok. czekam – Miona odłożyła słuchawkę i uznała, że to była chyba jej najdziwniejsza rozmowa w życiu

niedziela, 23 listopada 2014

Miniaturka nr 2 Zimowe Marzenia część 1

                 Przed Wami miniaturka zimowa. Będzie miała kilka rozdziałów i mam nadzieję, że do Wigilii się wyrobię. Będę dodawać dosyć krótkie części.            
Mam nadzieję, że się Wam spodoba.


 Był mroźny styczniowy poranek gdy Hermiona wróciła do domu po nocnej zmianie ze szpitala. Jedyne o czym marzyła to gorąca czekolada, gorąca kąpiel i gorące łóżko. I tak też zrobiła. Gdy tylko przekroczyła próg domu podbiegła do niej ukochana suczka Sisi rasy Spitzu. Dziewczyna pogłaskała pieska i wypuściła ją na kilka minut na dwór, a sama w tym czasie przygotowała sobie gorącą czekoladę. Z kubkiem w ręku zastanawiała się jak wszystko szybko się zmienia. Po skończeniu szkoły dostała się na magomedocynę i nawet nie zauważyła kiedy minęły jej cztery lata pracy w Mungu. Jej życie to ciągła praca, nie miała życia prywatnego, może czasami jakaś randka, ale to raz na kila miesięcy jakieś spotkanie, kolacja i na tym koniec. Czasami zastanawiała się co jest z nią nie tak, że faceci uciekają od niej, ale nigdy nie znalazła dobrego argumentu.
            Dopiła czekoladę i poszła wpuścić Sisi do domu. Zamknęła drzwi i na wszelki wypadek rzuciła kilka zaklęć dla bezpieczeństwa. Choć wojna minęła kilka lat temu, to uważała, że lepiej dmuchać na zimno.
            Weszła po schodach na górę, wzięła prysznic i przeszła do sypialni. Stojąc przed lustrem musiała przyznać, że zmieniła się. Już nie jest tą dziewczyną ze szkoły. Teraz jej kasztanowe włosy układały się w delikatne fale, a duże czekoladowe oczy świeciły się blaskiem i widać w nich było odwagę i mądrość. Mimo, że była niska bo tylko 155cm wzrostu, to figurę miała idealną, może nie taką jaką mają modelki, ale była zaokrąglona tam gdzie trzeba. I wręcz była dumna ze swoich nóg, biustu i pośladków, zawdzięczała to ćwiczeniom i była zadowolona z efektów. Zmieniła również styl ubierania. Workowate ubrania zamieniła na eleganckie, wygodne i kobiece stroje. Uwielbiała tego typu styl i zawsze starała się wyglądać perfekcyjnie przy jak najmniejszym czasie wykonywania go. Teraz zakładając delikatna jedwabną zieloną koszulkę nocną uśmiechnęła się w duchu i pomyślała o szkole, że za ten kolor przyjaciele by się na nią obrazili.      

            Kładąc się do łóżka nastawiła zegarek na 11:00, uważała, że 5 godzin snu wystarczy jej. Sisi widząc, że jej pani śpi, również położyła się obok niej i obie odpłynęły w objęcia Morfeusza.

sobota, 15 listopada 2014

Rozdział 18 część 2

A o to i przed Wami druga część rozdziału 18. Powrót do tego opowiadania będzie dopiero w nowym roku, ze względu na opowiadanie miniaturkę świąteczną, której możecie się już spodziewać w następny weekend. Mam nadzieję, że się wam spodoba. 
Tak sobie pomyślałam, nominowałam osoby więc podam również link do ich opowiadań
Wygląda to tak:
http://great-unknown-feeling.blogspot.com/ Alexis Nott
http://hgranger-dmalfoy.blogspot.com/ Clover
http://mojeminiopowiadania.blogspot.com/ Gisia
http://more-than-enemies-dramione.blogspot.com/ Villemo
http://wspolkochac-przyszlam-dramione.blogspot.com/ Madeline

i oczywiście osoba, która mnie nominowała to mildredred http://well-you-are-quite-nice-you-know.blogspot.com/
Zapraszam do czytania


- Witaj Narcyzo!
- Hermiona? Nie usłyszałam jak idziesz. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu, że zajęłam się ogrodem?
- Oczywiście, że nie. Też lubię się nim zajmować, ale przeważnie nie mam czasu na to. Dawno tu nie byłam. A nie wiem czy wiesz Narcyzo, to jest mój kawałek ziemi, moja samotnia gdzie kocham spędzać czas.
- Więc musisz mi wybaczyć, że tu jestem, ale również spodobało mi się to miejsce. Ma jakiś urok w sobie, zwłaszcza, że jest bardzo oddalony od domu. Musi być pięknie na wiosnę,
- Nie mam nic przeciwko, żebyś i ty tutaj przebywała. Co do wyjątkowości tego miejsca na wiosnę, to nawet nie wiesz jak bardzo. Szkoda, tylko, że szkoła uniemożliwiła mi podziwianie i przez ostatnie lata nie mogłam przebywać w tym miejscu zbyt długo. Ale co tu robisz tak wcześnie rano?
- Przez pogodę niestety jest co raz bardziej szaro na zewnątrz, ale i również w domu, więc pomyślałam że troszkę kwiatów się przyda. Te na ławce są do twojej sypialni i do salonu, jeszcze tylko wezmę kilka dla siebie i do sypialni rodziców.
- Nawet nie pomyślałam o tym, żeby coś dla rodziców przygotować. Jakoś ostatnio za dużo mam chyba na głowie
- Hermiono, wiem, że obcy i nielubiani ludzie zwalili ci się na głowę i uwierz nam, gdyby była inna możliwość już dawno by nas tutaj nie było - powiedziała troszkę smutno Narcyza
- Nie o to mi chodziło - odpowiedziała szybko brunetka, bo doszło do niej, co właśnie powiedziała i jak mogła to odczytać kobieta - chodziło mi o to, że nie wiem co robić. Naprawdę... Wczoraj dowiedziałam się, że w grudniu mam egzamin. Ja i twój syn idziemy na przyśpieszony kurs prawa, do tego znów mam świetny kontakt z przyjaciółmi i z chęcią spędzałabym z nimi cały wolny czas. A tak muszę się uczyć i nie znajdę dla nich czasu. A jeszcze do tego ta cała akcja z Ministerstwem. Założyłam kilka czarów tak dodatkowo. Dzięki czemu będziemy wiedzieć, gdy ktoś się zbliża, nawet ludzie z ministerstwa. Więc będziemy bezpieczni. Gdybyś zobaczyła coś na kształt mgły szybko sunącej po posiadłości to będzie oznaczać, że obcy są blisko. Wtedy daj znać mi jak najszybciej.
- Cieszę się, że jesteśmy tu bezpieczni. Tylko, dlaczego czuję się jak w więzieniu? Mimo, że naprawdę jest mi tutaj dobrze, piękne miejsce, dużo zieleni, ale nie mam kontaktu ze światem zewnętrznym, co mnie denerwuję. Zero przyjemności, spotkań z przyjaciółkami, a najgorsze, że za dwa tygodnie zaczyna się fashion week i nawet nie mam możliwości tam się wybrać. Zawsze w pierwszym rzędzie, a teraz? Do tego jeszcze nawet nie mam zaproszenia.
- Ale ja mam wolny bilet. - powiedziała uśmiechnięta brunetka - Dostałam dwa bilety, na pokaz Marcusa, więc jeśli masz ochotę to możesz się ze mną wybrać
- Masz dwa bilety na Marcusa? Uwielbiam go, jego podejście do mody jest ponadczasowe, ale z nutką fantazji. Jak ci się udało dostać zaproszenia? Przecież on daje tylko ikonom mody, innym projektantom i samej śmietance modowej, nigdy osobom z poza kręgu.
- Ma się te znajomości, a tak na serio to Ginny odbywa u niego staż. I załatwiła mi w pierwszym rzędzie dwa bilety, ze względu na to, że jestem bohaterem wojennym. Zbytnio nie chciałam iść, ale jeśli masz ochotę, to mam nadzieję, że wybierzemy się razem. Z kimś będzie raźniej.
- Tylko jak to zrobimy? Jeśli nie mogę się wybrać gdzieś po za posiadłość to niby jak mam być na pokazie?
- Nie tylko na pokazie, ale też i na after party po pokazie. A jeśli chodzi o wyjście to coś wymyślę. Ale wydaje mi się, że eliksir wieloskokowy wystarczy. Troszkę go zmodyfikowałam, nie będzie nikt mógł wyczuć twojej magicznej aury. Tylko jest jedno ale - Miona na chwilę się zamyśliła, mimo, że była zadowolona z pomysłu to zapomniała powiedzieć o jednym, teraz widząc radość na twarzy Narcyzy pomyślała, że chyba jednak zaraz ta radość zniknie
- Jakie ale Hermiono?
- Musisz być moją mamą.
- Słucham?
- Narcyzo, chodzi o to, że jedyne wyjście to włos mojej mamy. Zamienisz się wtedy w mugolkę i będziesz miała problem z czarowaniem. Ale dzięki temu nie będzie można wyczuć aury, a o to chodzi prawda?
- To jest świetny pomysł, jeśli będę mogła zobaczyć pokaz to zrobię wszystko- w oczach Narcyzy pojawiła się iskierka nadziei na lepsze jutro, na możliwość wyjścia do świata i nie miało teraz dla niej znaczenia, że będzie mamą brunetki - Zgadzam się, robi się zimniej, więc może wracajmy na filiżankę kawy - mówiąc to wzięła połowę kwiatów i podała je Hemionie, a drugą połowę zabrała sama i udały się do posiadłości.
Gdy weszły do środka przekazały kwiaty Amandzie mówiąc jej gdzie ma poukładać róże. Same usiadły w salonie przy rozpalonym kominku i czekały na kawę, którą przyniósł po kilku minutach Lucas.
- Hermiono, zastanawia mnie jedno, jeśli udało ci się uwarzyć eliksir i tak go zmodyfikować to dlaczego, nie możemy go używać na co dzień? 
- Niestety działa jedynie przez dzień a potem, przez kilka dni jest problem z idealnym używaniem czarów. Więc dla nas czarodziejów to nie najlepsze rozwiązanie, nie moglibyśmy normalnie funkcjonować. Teraz to do ciebie zależy czy chcesz ryzykować?
- Oczywiście. Zwłaszcza, że i tak nie używam żadnych czarów jak tu jestem. Tych kilka dni spędziłam bez magii i jakoś nie czuję się źle z tym. A nawet spodobało mi się. Wszystko dzieje się powoli, bez presji. Może dlatego, że masz ludzi pod sobą, które się o wszystko troszczą w domu.
- Pewnie tak się dzieje. Sama rzadko używam czarów gdy jestem w domu, chyba że ćwiczę to wtedy tak. Człowiek całe życie się kształci, więc muszę dbać o swoją magię.
- A jak wpadłaś na ten eliksir? Nie słyszałam o nim jeszcze, a ze względu na Draco, który kocha eliksiry i kupuje pełno literatury, którą pożyczam, to nie czytałam o tym jeszcze.
- Udoskonaliłam go troszeczkę. Jak szukaliśmy z Harrym i Ronem horkruksów musieliśmy często korzystać z eliksiru wieloskokowego, więc musiałam go modyfikować. Za często spotykaliśmy na swojej drodze zwłaszcza na początku sługusów Voldzia. Deptali nam po piętach i nie miałam wyjścia. Jedyną przeszkodą było jednak to, że był problem z późniejszym użyciem magii. Ale jak to się mówi coś za coś.
- Jestem pod wrażeniem i naprawdę nie masz w swojej rodzinie czarodziejów? Jeszcze nigdy nie spotkałam na swojej drodze mugolki z takim umysłem.
- Na 100% nie mam nikogo magicznego w swojej rodzinie. - powiedziała z pełnym przekonaniem brunetka, na co jedynie Narcyza kiwnęła głową i obiecała sobie, że napisze do Severusa, aby ten dokładnie zbadał przeszłość dziewczyny.
- Narcyzo, miło się z tobą spędziło czas, ale muszę poszukać twojego syna. Potrzebuję książek, które on posiada, a zostały one skierowane do mnie. Bez nich nie zacznę nauki.
         Z tymi słowami dziewczyna wstała i skierowała się do pokoju blondyna. Zapukała raz, drugi i trzeci i nic. Zero odzewu. Pomyślała sobie, że przecież to jej dom i może sobie wejść do jego pokoju i zabrać to co do niej należy. Przecież książki są dla niej, dzięki temu uniknie kontaktu z chłopakiem. I jak pomyślała tak też zrobiła. Weszła do środka i zastała ją cisza.
- Malfoya nie ma, więc muszę tylko poszukać książek i się wynieść z pokoju, szczęście mi dziś dopisuje - z uśmiechem na ustach podeszła do stolika, potem komody i zaczęła szukać swoich rzeczy. Tak bardzo się tym zajęła, że nie zauważyła blondyna wychodzącego z łazienki w samym roczniku na biodrach. Chłopak tak się zdziwił, że aż stanął w miejscu, ale po chwili oprzytomniał i powiedział
- No, no Granger, nie wiedziałem, że tak lubisz mój pokój. Ale nie musisz się skradać po cichu, żeby wejść do mojej sypialni- dziewczyna wręcz podskoczyła na miejscu i odwróciła się szybko. Na jej twarzy było widać zdziwienie, wielkie oczy patrzyły się na chłopaka. Nie wiedziała wręcz na co patrzeć, na twarz, czy na jego ciało, na jego mięśnie, brzuch, biodra. Wzrokiem przeszła przez całe jego ciało aż zatrzymała się na najważniejszej części ciała każdego faceta, zarumieniła się więc szybko przeniosła wzrok na jego twarz i zobaczyła uśmieszek
- I co Granger podoba ci się to co widzisz?
- Może być, ale czegoś mi brakuje. - powiedziała dziewczyna po chwili namysłu
- Naprawdę? A czego może tu brakować? - powiedział powoli podchodząc do dziewczyny - Kobiety od zawsze zabijały się o te ciało
- No właśnie kobiety, zawsze ich było wiele prawda? Co noc inna, przez co przewinęło się ich wiele przez twoje łóżko, prawda? - mówiąc to cofała się do tyłu, a w jej głos brzmiał jakby mu wypominała, że za dużo było kobiet w jego życiu. 
- Rozumiem, że chciałabyś być jedną z nich? Muszę cię rozczarować, ale nie pasujesz do ogółu, chyba, że bardzo prosisz, to może się zgodzę - był bardzo już blisko dziewczyny, która cofając się wpadła na komodę i nie miała jak uciec - widzę, że nawet nie masz gdzie uciec. Ciekawe, co można z tym zrobić prawda?
- Nie za bardzo wychodzisz na przód Malfoy? Chcę tylko swoje książki i musimy ustalić program nauki - gdy zobaczyła zdziwienie na jego twarzy powiedziała dalej - Myślałeś, że nie wiem nic na temat, że nie dostałam wiadomości o podręcznikach? Jedyne co mnie przywiodło do twojej sypialni to książki i nic więcej, więc daj mi je i pozwól mi wyjść.
Próbowała przecisnąć się, ale blondyn stał tak blisko niej, że nie miała jak, a do tego jeszcze zbliżył się jeszcze bardziej, że prawie dotykali się. Była przerażona i podniecona jednocześnie, bała się chłopaka, ale jeszcze bardziej bała się reakcji swojego ciała, które wręcz domagało się bliskości z blondynem. Do tego chłopak przycisnął ją do komody, położył swoje ręce po bokach jej ciała, pochylił się do niej i szeptem mówiąc wywołał na jej ciele dreszcze
- Gdybyś tak bardzo chciała te książki to wystarczyłoby poczekać, miałem w planie ci dziś je dostarczyć i powiedzieć, że jutro zaczynamy naukę. Ale ty wolałaś sama je jakby to powiedzieć... Ukraść? Więc niestety poczekasz teraz na to, ale ten czas możemy inaczej wykorzystać, jak jesteś już u mnie. Sama się rozbierzesz, czy mam ci pomóc? - ostatnie zdanie powiedział już głośniej i odsunął twarz od jej twarzy
- Chyba śnisz! - krzyknęła brunetka
- Ja? Nie, to ty sobie za dużo pozwalasz, wchodzisz jak do siebie i szperasz po moich rzeczach.
- Czy mam ci przypomnieć, dlaczego wchodzę jak do siebie? To jest mój dom.
- Ale powiedziałaś, że to moja sypialnia i mam się czuć jak u siebie, więc wymagam szacunku i jeśli nie masz ochoty wejść do mojego łóżka to radzę ci nie wchodzić bez pozwolenia. A teraz lepiej, żebyś wyszła - mówiąc to odsunął się od niej i przeszedł na drugą stronę pokoju.
Miona w tym samym czasie przesunęła się do drzwi i wychodząc powiedziała jeszcze- Jutro o 10 w bibliotece, lepiej się nie spóźnij i zabierz wszystko ze sobą - wychodząc i zamykając drzwi zauważyła, tylko lecący w jej stronę ręcznik i usłyszała śmiech blondyna
            Gdy tylko weszła do pokoju położyła się na łóżku

- Ja nie przetrwam z nim tej nauki. Trzy miesiące obok siebie, to się źle skończy. 

środa, 12 listopada 2014

Rozdział 18 część 1

            Tak sobie pomyślałam, że dodam pierwszą część najnowszego rozdziału. Głównie to przemyślenia Draco i Hermiony. 
Dravelio dziękuje za te miłe słowa, jeśli chodzi o Paula to oczywiście nim jest. Pomyślałam, że potrzebuję postać, przy której kobiety nie będą miały oporu się rozebrać. Nie mówiąc już o tym, że musiała być dosyć charakterystyczna i mieć wpływ na resztę

Kolejna część rozdziału w niedzielę, a potem już będzie świąteczna miniaturka. 

               Malfoy był zły i to bardzo, uważał, że cały świat odwrócił się do niego plecami. Po pierwsze dlaczego jeśli dzieje się coś złego to on jest w pierwszej kolejności? Najpierw mordują jego ojca, potem Ministerstwo zamiast łapać mordercę wymyśla sobie, że lepiej dać im jakąś przynętę w formie pewnego młodego, przystojnego blondyna i to oczywiście za jego plecami. A potem jeszcze to!!! Zawsze chciał pomagać ludziom pokrzywdzonym przez prawo, a teraz patrząc na poczynania Ministerstwa jeszcze bardziej tego zapragnął. Ale jak to ma się udać, jeśli na taki sam plan wpadła również pewna irytująca i mega pociągająco- wkurzająca gryfonka? I to jeszcze 3 metry? To było pewnie jakieś głupstwo Dyrektorki i na 100% można to obejść, wystarczy tylko dobre zaklęcie, przecież jest czarodziejem.
            Wziął do ręki paczkę z jego nazwiskiem i otworzył ją, a w środku było około 20 różnych pozycji. Otworzył pierwszą tą z tytułem "Prawo w czasach Merlina" i okazało się, że nie wszystkie strony może zobaczyć. Zaczął więc przeglądać następne książki i niestety dyrektorka miała rację. Albo nie mógł ich otworzyć albo nie było wszystko w nich dostępne. Zastanawiał się czy tak było u wszystkich. Bo przecież nie każdy tak jak on miał pecha, że ze swoją akademicką połówką mieszkają w jednym miejscu. A co z innymi? Pewnie McGonagall coś namieszała. Nie miał wyboru i musiał zanieść książki do Granger, ale uznał, że ma czas i zrobi to jutro, bo przecież ona i tak nie wie o tym.
            Nie wiedział tylko, że jego koleżanka również dostała list od byłej dyrektorki informujący ją o podręcznikach, egzaminie i konieczności nauki w odległości 3 metrów. Nie wiedział również o tym, że czas po dostaniu i przeczytaniu listu minął jej na malutkiej histerii, która zakończyła się rozwaleniem lampki, telefonu i wazonu i otworzeniem butelki wina i rozmyślaniem nad stworzeniem laleczki Voodoo z twarzą blondyna. Dopiero po wypiciu dwóch lampek wyjęła różdżkę i naprawiła rozwalone rzeczy, dziękowała również wszystkim niebiosom, że jest czarownicą. Inaczej byłby problem, troszkę szkoda by było telefonu. Po tym wszystkim wzięła długą kąpiel z kolejną lampką wina i słuchając głosu Matta Dusk próbowała myśleć i wyluzować się, ale się nie udało. Wyszła z wanny nałożyła na siebie koszulkę od Griffina i poszła spać.
            Następnego dnia rano postanowiła, że koniec z zamknięciem w pokoju, trzeba stawić czoło wszelkim przeciwnościom, zwłaszcza, że czeka ją nauka w bliskiej odległości od blondyna. Do tego rano dostała wiadomość od rodziców, że wieczorem wracają, a w weekend szykuje się bal u rodziny Connonów, więc musi znaleźć sobie partnera, ale z tym to nie był problem, bo, od czego jest Griffin. Wystarczy jeden krótki sms i to będzie mieć już z głowy. Jak pomyślała tak też zrobiła. Potem szybko się ubrała i zeszła do jadalni na śniadanie. Schodząc po schodach spotkała Amandę, która niosła jej tacę z jedzeniem.
- Wybacz Amando, zapomniałam poinformować cię o zmianie moich planów. Zjem dziś w jadalni, czy Harry już zszedł?
- Nic się nie stało panienko. Pan Harry ostatnio wychodzi wcześnie rano i prosi jedynie żeby mu zostawić w lodówce coś do jedzenia. Wraca również bardzo późno i prawie wcale go nie widzimy.
- Aha. Ma niestety bardzo dużo pracy i niestety tak to bywa. Proszę przekaż wszystkim, że macie mu jak najbardziej pomóc. Jedzenie i poranna kawa, żeby była zawsze świeżo zaparzona. Wiem, że ją uwielbia rano wypić, a pewnie nie ma czasu sam zrobić. I nie ważne, o jakiej dziś wróci dziś godzinie, jeśli go ktoś z was zobaczy, przekażcie mu, że chciałabym z nim porozmawiać i może mnie obudzić.
- Oczywiście, a co mam z tacą zrobić?
- Zanieś ją do jadalni i połóż na moim miejscu, przecież nie będziesz tego wywalać.
- Ja muszę jeszcze coś zrobić - i mówiąc to wróciła do pokoju, zmieniła buty na adidasy, wzięła do ręki kurtkę i dopiero wtedy zeszła. Doszła do wniosku, że jeśli dziś nie pada to może sobie pozwolić na spacer po ogrodzie. I chociaż tak pomyśli o czymś przyjemnym na świeżym powietrzu.
            Zjadła w samotności szybkie śniadanie i zakładając kurtkę zastanawiała się czy reszta już jest po posiłku czy może jeszcze przed. Przez te trzy dni nie wiedziała co się dzieje w domu a przecież to ona powinna być przykładną gospodynią i zajmować się chociaż Narcyzą. Zwłaszcza, że egzaminy co raz bliżej a ona nadal nie ma podręczników. Zostały tylko trzy miesiące...

            Spacerowała po ogrodzie i jak zawsze cieszyła się możliwością mieszkania w domu obok którego jest tyle zieleni. Zazdrościła sama sobie. Przeszła do miejsca, które pokochała najbardziej czyli ogrodu różanego po środku którego stała altanka. Ogród różany to było zbyt duże słowo, bardziej zagajnik, jej mała samotnia z bordowymi różami. Gdy podeszła bliżej okazało się, że ktoś już tam jest, stoi do niej tyłem i wycina jej róże...