poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Bahamy część 1

Witam wszystkich czytających. Ostatnie dwa tygodnie byłam sama w pracy jak wiadomo każdy kiedyś musi mieć ten urlop. Dzięki temu, że siedziałam sama miałam czas, żeby coś napisać. I o to jest miniaturka w minimum 8-10 części, które mam nadzieję, że będą pojawiać się w każdy poniedziałek. Mam już napisanych 5 części. Typowa romantyczna i wakacyjna. Na pożegnanie z latem :) 
Mam nadzieję, że się Wam spodoba

EMELIA, dziękuję za komentarze, oczywiście co do ostatniej miniaturki to niestety nie będzie ciągu dalszego. Bo oczywiście, że Amanda będzie zdrową dziewczynką z nową mamusią:)



Był ciepły jesienny wieczór gdy w jednym z apartamentów w Londynie dwie kobiety siedziały przytulone do siebie. I nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie ich ubranie. Jedna z nich rudowłosa miała na sobie białą suknię ślubną a druga o brązowych włosach długą złotą sukienkę. 
- Hermi, ale jak on tak mógł – płakała i mówiła – przecież mówił, że mnie kocha, że nie widzi świata po za mną i co ja mam teraz zrobić. Ja już nie chcę żyć, nie mam dla kogo
- Ginny co ty wygadujesz, masz mnie. A on jeśli tak postąpił widocznie jest tchórzem i łajdakiem. Nie zostawia się ukochanej osoby jedynie z listem. Proszę nie płacz już, połóż się do łóżka i prześpij się, a ja coś wymyślę co mamy zrobić. Proszę napij się eliksiru słodkiego snu, dzięki czemu będzie ci łatwiej – mówiąc to Hermiona podała fiolkę z eliksirem dziewczynie, wyszła z sypialni i udała się do salonu przemyśleć dzisiejszy dzień. Pełen niespodzianek dzień, niestety tych złych niespodzianek. Zamiast ślubu Ginny Weasley z Markiem Gordonem doszło do porzucenia przed ołtarzem i to jeszcze listownie. Jak on tak mógł? Hermi nie mogła tego zrozumieć. Teraz wchodząc do salonu zauważyła rzeczy Ginny, czyli jej wielką walizkę na kółkach i torebkę, spakowaną na wyjazd na Bahamy, prezent ślubny Ginny dla męża.
- Mam pomysł, jutro lecimy na wyspy. A co? Zakupiony wyjazd nie może się zmarnować  – zadowolona z pomysłu Hermiona najpierw zadzwoniła do szpitala i poprosiła o urlop a potem poszła do swojej sypialni i spakowała wszystko co będzie jej potrzebne na 2 tygodnie pobytu w najlepszym hotelu na Bahamach. Zadzwoniła jeszcze na lotnisko i podając nr biletu przebukowała go na swoje nazwisko. Dzięki temu dziewczyny mogły lecieć pierwszą klasą na nazwisko Granger a nie tak jak było wcześniej Gordon. Z uśmiechem na twarzy poszła pod prysznic i przebrała się do spania. Idąc do swojego pokoju, zajrzała jeszcze do sypialni przyjaciółki i widząc, że dziewczyna zasnęła, zaklęciem zdjęła jej suknie ślubną. Poszła do swojej sypialni z suknią i schowała ją na dno swojej szafy. Nastawiła budzik na 5:45 rano, położyła się do łóżka i zapadła w sen.
            Następnego dnia brązowowłosą obudził budzik. Poszła pod prysznic i opatulając się ręcznikiem poszła obudzić Rudą.
- Ginny, kochanie obudź się – mówiąc to lekko ją szturchała
- Jeszcze 5 minut mamusiu – odezwała się zaspana dziewczyna
- Ginny, to ja Miona, Musisz wstać, bo nie mamy czasu i za godzinę musimy wyjść
- Powiedz mi, że to był zły sen i dzisiaj będzie najszczęśliwszy dzień w moim życiu – w oczach Rudej znów zaczęły się zbierać łzy – I co ja mam teraz zrobić?
- Ruda nie płacz już, tylko idź pod prysznic i ubieraj się, jedziemy na wycieczkę
- Jaką wycieczkę, ja nie chcę nigdzie jechać a tym bardziej nikogo nie chcę widzieć
- Wiem o tym, dlatego jedziemy na Bahamy, Mark powinien żałować tego, że odszedł i nie skorzystał z takiej okazji jak ten wyjazd. Dlatego też jedziemy razem ok.? Słońce, plaża i nikt ze znajomych. Nikt nie będzie o tym wiedział, bo będziemy na drugim krańcu świata. Więc jak zgadzasz się?
- Ok. Hermi dziękuję ci. Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła – mówiąc to powoli podniosła się łóżka i poszła do łazienki.         
Hermiona zadowolona, że udało jej się namówić przyjaciółkę na wyjazd, poszła do swojego pokoju i przebrała się w kremowe rurki, czerwoną koszulkę i czarne trampki, potem zamówiła taxi na godz 7:00 i poszła zrobić na śniadanie tosty i kawę. Po kilku minutach do kuchni zeszła Ruda ubrana już w taki sam zestaw jak Miona, tylko, że cały czarny. Dziewczyny zjadły śniadanie, zaklęciem wymyły naczynia i były gotowe na wyjście z domu. Zabierając walizki i torebki z biletami na samolot opuściły apartament i zjechawszy windą, wsiadły do taxi, która już na nie czekała.

pozdrawiam

LIEBSTER AWARD

Zostałam nominowana do Liebster Award przez 

Emelia z blogu http://hp-around-the-world.blogspot.com/

Dziękuję za nominację.

 Przyznam się, że dość długi czas zastanawiałam się nad tym co zrobić. Oczywiście odpowiem na Twoje pytania ale nie będę chyba nominować nikogo innego. Moim głównym argumentem jest to, że co raz mniej osób pisze, dużo blogów, które pokochałam albo jest zawieszonych, albo już skończonych, bądź też nie biorą w tym udziału. Dlatego też taka moja decyzja

1. Gdzie chciałabyś spędzić wakacje swoich marzeń?
Wakacje, marzeń to nie jest jedno miejsce ale wiele miejsc na świecie np.: Włochy, Francja, Hiszpania, Grecja, Japonia, USA, Kanada itd. dla mnie ważne jest poznawania kultury i tym się kieruję, wybierając miejsce na wakacje. Więc idealnie, żeby było miejsce bogate kulturowo, do tego piękne krajobrazy, idealna pogoda i czas na relaks.

2. Jaki masz znak zodiaku?
Bliźnięta

3. Która grupa krwi?
AB+

4. Mając do wyboru, jaką śmiercią umrzesz, którą byś wybrała?
Szybką, nie chciałabym cierpieć i najlepiej we śnie

5. Wolisz zgubić się w lesie czy w górach?
Wolałabym się nigdzie nie zgubić, ale jeśli już to z zaradnym przystojniakiem, który mi umili ten czas i nie pozwoli, żebym miała atak paniki, wtedy nie ma znaczenia miejsce

6. Co sądzisz o homoseksualistach?
Są mi obojętni. Nie znam prywatnie żadnej takiej osoby, więc trudno mi powiedzieć jacy są. 

7. Czy kiedykolwiek myślałaś o wywołaniu ducha Krwawej Mary?
Nigdy nie myślałam o tym. To nie moja bajka.

8. Czy masz w pokoju jakieś rośliny?
Mam trzy białe storczyki.

9. Która pora roku jest dla ciebie najfajniejsza i dlaczego akurat ta?
Uwielbiam wiosnę i lato. Wszystko budzi się do życia, dojrzewa, są piękne róże i kwiaty i przede wszystkim świeże owoce i warzywa.

10. Co jest najnowocześniejszą rzeczą w twoim pokoju?
Mój pokój jest klasyczny więc oprócz laptopa i kindla nie ma żadnego innego sprzętu

11. Jakiego koloru paprykę jesz najczęściej?
czerwoną

pozdrawiam

środa, 12 sierpnia 2015

Miniaturka nr 3:)

Może nie tyle co miniaturka a przemyślenia DM

Te kilka zdań to jest coś czego mi brakowało i co chciałabym żeby zostało zawarte w książce. W poniedziałek w pracy jakoś tak mnie natchnęło...

        Jakie to życie jest przewrotne. Jednego dnia mając 11 lat zacząłem szkołę i zanim ją ukończyłem zdarzyło się tak dużo różnych rzeczy, że do dziś nie wierzę, że to wszystko się stało. Nazywam się Draco Malfoy, mam teraz 30 lat i uważam, że życie moje i wielu czarodziejów jest jak pudełko z niespodzianką. Tak jestem czarodziejem i jestem dumny z bycia nim.
         Na moim 7 roku nauki w najlepszej szkole w Wielkiej Brytanii w Hogwarcie wybuchła Wielka Wojna, to te miejsce wybrał Lord Voldemort, żeby pokazać swoją potęgę i zniszczyć Pottera. Ale nie udało mu się, został pokonany z rąk "Złotego Chłopca" i jego przyjaciół, jak ja się wtedy cieszyłem. On Voldzio wielki czarodziej przegrał i to była najpiękniejsza rzecz jaka mi się przytrafiła.
        Wcześniejsze lata nauki nie były zbyt piękne i nie jestem do końca dumny z tego jaki byłem. Chciałem być jak ojciec, ale przeszło mi to, gdy wstąpiłem w szeregi Śmierciorzeńców i zobaczyłem jacy oni są naprawdę. Słowa Voldzia na początku brzmiały pięknie. Świat tylko dla czystokrwistych. Zero mugoli, najlepiej ich wszystkich wytępić i posłać do piekła i to w jak najpiękniejszym stylu. I zaczęły się morderstwa, tortury, gwałty na początku było śmiesznie i ciekawie, ale tylko do pewnego momentu. Mimo, że sam nie brałem w tym udziału bo przecież chodziłem do szkoły gdzie Dyrektor mógł sprawdzić jakie były rzucane zaklęcia i mógłbym mieć problem to jednak brałem w tym udział. Stałem obok i przyglądałem się. Czasami owszem uważałem, że ktoś już za bardzo został "uszkodzony", ale i tak kibicowałem mojemu ojcu i innym.
        Jedna istota w ich rękach zmieniła wszystko, co wcześniej uważałem za słuszne. Była nią Granger, irytująca najlepsza uczennica. Naczelna kujonica szkoły i pupilka wszystkich nauczycieli oprócz oczywiście Snape. Granger była torturowana przez moją ciotkę. Ten moment i ta chwila gdy widziałem jej oczy do dziś mi się śnią. Jej krzyk, oczy błagające mnie o pomoc. Ale i jej siła walki i odwaga. Nie poddała się, nie wyjawiła niczego. To był ten moment gdy zmieniłem swoje postrzeganie świata. Znałem ją i nienawidziłem ale zobaczyć jak ktoś kogo na co dzień obrażasz jest torturowany przez kogoś innego to już inna rzecz. Ja ją mogłem tak traktować i nikt inny.
       Po tym wydarzeniu wszystko się zmieniło i gdy doszło do Wielkiej bitwy już nie chciałem walczyć. Wolałem się schować na drugim końcu świata i tam pozostać, ale musiałem tam być i udawać, że walczę w imieniu Voldzia. Udało mi się i większość bitwy spędziłem w Pokoju Życzeń ze Złotą Trójcą. Uratowali mnie przed ogniem, nie pozwolili żebym został w pomieszczeniu, które się paliło i tylko sekundy zdecydowały, że teraz mając te 30 lat mogę odprowadzić mojego synka do szkoły. Moja mała kopia stresuje się bardzo, wychowałem go najlepiej jak potrafiłem i mam nadzieję, że jego lata w szkole będą o wiele przyjemniejsze niż moje. Stojąc na peronie 9 i 3/4 przypominają mi się wszystkie lata kiedy wyczekiwałem lokomotywy, która mogłaby mnie zabrać do szkoły, teraz będę wyczekiwać przyjazdów syna i jego odjazdów. 
         A życie będzie dalej wielkim pudełkiem niespodzianek.

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

miniaturka nr 2 Zimowe Marzenia część 6

Czy ktoś widział mój ostatni post wigilijny? Szukam i nie wiem gdzie jest. W Wigilię dodałam ostatnią część miniaturki świątecznej i chyba coś poszło nie tak bo nie ma jej na blogu. 
Była również notka o chwilowym zawieszeniu ale i tego nie ma.
Szkoda.
Niestety nie mam już na komputerze tamtego zakończenia więc w weekend napisałam nowe. Takie bardziej dla każdego do wyobraźni dalszych losów. Mam nadzieję, że się Wam spodoba. 
W środę dodam krótką miniaturkę.


- Mama? - krzyknęła Hermiona na widok Jane Granger z Amandą na rękach - Co tu robisz z małą na rękach?
- Jest chora - mówiąc to mama dziewczyny weszła do domu nie czekając na zaproszenie córki, słyszała tylko, że Miona zamknęła drzwi i poszła za nią - Mała jest rozpalona i nie wiem co robić. Dałam jej tabletki, robiłam kompres i nic.
- Ona jest czarownicą, mamo. Nie pamiętasz co było ze mną jak chorowałam? Nic mi nie pomagało i tak samo jest z nią. Połóż ją na kanapie i przykryj kocem. - mówiąc to rozpaliła zaklęciem kominek i poszła na górę do sypialni. Z jednej z szafek wyjęła potrzebne jej eliksiry i zeszła na dół.
- Od kiedy jest gorączka?
- Wczoraj w południe zaczęła już delikatnie mieć podniesioną temperaturę. Myślałam, że to lekka gorączka i wystarczy kompres i jakieś leki. Ale temperatura nie schodziła tylko było jeszcze gorzej. Zamiast maleć to rosła. Nie wiedziałam co robić, więc z nadzieją, że jesteś w domu przyszłam tutaj.
            Dziewczynka miała wysoką gorączkę, w pewnym momencie zaczęła przez sen wołać tatę. Hermiona podała jej kilka mikstur. Domyślała się co może się dziać. Każde dziecko magiczne przechodzi w bardzo młodym wieku tak zwaną inicjację magii i widocznie właśnie przyszedł czas na Amandę. Niestety Miona nie mogła dać jej normalnych dawek, bo dziewczynka mogłaby mieć problem z przejściem. Podała jej jedynie minimalne dawki i miała nadzieję, że to wystarczy i zmniejszy cierpienie dziecka. Spojrzała na matkę i powiedziała
- Mamo, idź do domu. Ja się nią zajmę. Trzeba ją inaczej leczyć, więc i tak nie możesz mi pomóc. Podałam jej leki i teraz trzeba czekać. Szkoda, że dopiero teraz przyszłaś z tym. Przeważnie czarodzieje gdy zobaczą już pierwsze symptomy przychodzą do szpitala. Mugolskie leki nie pomagają, a czarodziejskie nie do końca są odpowiednie dla dzieci w tym okresie. Ale to zawsze coś. Nie pytaj się dlaczego tak się dzieje, bo tego nikt nie wie.
- Jeśli będziesz coś wiedziała zadzwoń.
- Jasne mamo, a Malfoy wie?
- A nie powiedziałam ci? Wyjechał dwa dni temu i ma wrócić jutro. Zostawiłam mu karteczkę, że jestem u ciebie. Dbaj o księżniczkę...
- Oczywiście. A ty odpocznij troszkę. - Mówiąc to Miona odprowadziła mamę do drzwi, pocałowała w policzek na pożegnanie i wróciła do małej. Wzięła Amandę na ręce i zaniosła na górę gdzie położyła ją w swojej sypialni, zasłoniła okna i usiadła na fotelu obok. Przykryła się kocem i zaczęła rozmyślać.
            Inicjacja młodych czarodziejów jest czymś co w głównej mierze pokazuje, czy dziecko będzie miało moc. Te dzieci, które tego nie przejdą do 8 roku życia w przyszłości są charłakami. Oczywiście może być i tak, że dziecko będzie przed inicjacją wykazywać oznaki magii ale nie zawsze ona pozostanie w ciele dziecka i bez inicjacji ta magia zaniknie. Im szybciej inicjacja tym lepiej oczywiście dla czystokrwistych rodzin, dla których to jest ona dumą.
            Teraz Hermiona miała duży problem, nie zajmowała się nigdy bezpośrednio w szpitalu tym zdarzeniem, jedyne co, to była świadkiem i uczyła się na uniwersytecie o tym. A teraz pozostała sama z małą Amandą, do której żywiła co raz głębsze uczucia. Myśląc o małej zasnęła na fotelu. Była tak śpiąca, że nie usłyszała nawet jak ktoś wszedł do jej sypialni.

            Tą osobą był Malfoy. Wcześniej wrócił z delegacji i chciał zrobić niespodziankę córeczce, kupił jej pluszowego białego króliczka i chciał zobaczyć uśmiech na jej twarzy. Ale gdy wszedł do domu i zawołał ją i nie usłyszał nikogo to zmartwił się. Wszedł do kuchni gdzie poprosił wcześniej, żeby Jane na lodówce zostawiała wiadomości. Wisiała tylko jedna karteczka:

"Draco, coś jest z Małą. Chyba jest chora i nie wiem co robić. Zabieram ją do Hermiony."

Pod spodem zostało dopisane zdanie

"Miona mówi, że zajmie się sama Amandą i że nie będę potrzebna, więc idę do siebie jak coś. Dziecko jest w dobrych rękach, więc nie martw się."

            Gdy tylko przeczytał tą wiadomości wypadł z domu i biegiem udał się do domku Miony. Zdziwił się, że drzwi nie zostały zamknięte na klucz ani zabezpieczone żadnym zaklęciem, co było niepodobne do dziewczyny. Wpadł do środku i obszedł cały dół, nie znalazł nikogo, więc udał się na górę. Wszedł do sypialni i zobaczył swoją córkę na łóżku przykrytą kołdrą. Dotknął jej czoła i była rozpalona, zobaczył dopiero po chwili siedzącą obok Mionę. Poprawił koc, który osunął się na jej kolana i wyczarował sobie również fotel i usiadł w nim z dala łóżka, za to miał świetny widok na dwie kobiety.

            Patrząc na córkę wiedział, że przechodzi inicjację. Czuł magię już wchodząc do domu i był dumny. O tak duma wręcz go rozpierała. Sama myśl, że córka będzie magiczna dawała mu wielką nadzieję, że będzie inna niż on w szkole. Oczywiście będzie najmądrzejsza i najlepsza we wszystkim, ale też zrobi wszystko aby miała lepszy charakter niż on. W tym momencie usłyszał cichy jęk z fotela obok i popatrzył na Granger. Zauważył, że nie wyglądała najlepiej, worki pod oczami, szara cera to nie była ta pełna wigoru dziewczyna co w szkole. Wiedział od jej matki, że potrafi nawet kilka dni siedzieć w szpitalu i jedyny kontakt z nią to był telefon, aby ktoś wyszedł z psem i nakarmił go. Wg słów matki jej życie to pomoc innym. Tak samo jak kiedyś, ale teraz chociaż brała pieniądze za to, i miała jakiś wyższy cel. Podziwiał ją, z dnia na dzień co raz bardziej i to była zasługa Amandy, która mogła tylko o niej mówić, mimo, że widziała ją kilka razy, już nazywała ją mamą. Doszedł do wniosku, że taka kobieta jak Granger będzie idealna jako matka jego córki. Tylko teraz potrzebny jest plan zdobycia i tym planem będzie Amanda już się on o to postara. Gdy zobaczył, że Hermiona się obudziła i pierwsze co zrobiła to podejście do łóżka i sprawdzenie czoła małej, a do tego delikatny pocałunek, wiedział już, że nie ma innego wyjścia i musi sprawić aby Granger zmieniła w nazwisko w najbliższym czasie. I uda mu się to inaczej nie nazywałby się Draco Malfoy...

niedziela, 21 grudnia 2014

miniaturka nr 2 Zimowe Marzenia część 5

- Czy ja właśnie podjąłem decyzję i przyjąłem twoją matkę do pracy? - zapytał się zdezorientowany Malfoy
- Chyba tak - i oboje zaczęli się śmiać
- A teraz na poważnie, co mam zrobić z tym wszystkim?
- Z czym dokładnie Malfoy? Nie chcesz mojej matki? - zapytała Hermiona
- Nie o to mi chodzi Granger. Zrobiłem przed chwilą szybką kalkulację i uważam, że twoja mama będzie dobrą opcją dla małej. Jest sama więc może przyjść w każdej chwili. Podaj mi jej numer telefonu, żebym mógł zadzwonić do niej wieczorem - zaskoczona dziewczyna powiedziała mu numer, który szybko wpisał do spisu numerów - A teraz Granger musisz się ubrać ciepło i wychodzimy do mojego domu. W końcu trzeba wykonać telefon do Giny.

Gdy ubrali się, a Miona dała zmniejszony wcześniej gruby sweter dla Amandy wyszli z domu i skierowali się w stronę posiadłości blondyna. Okazało się, że jego dom oddalony jest tylko o kilka posiadłości. Brunetka była zdziwiona widokiem. Była pewna, że zobaczy wielką rezydencję, z podjazdem, fontanną i mimo zimy idealnym ogródkiem. Zamiast tego zobaczyła ładny piętrowy dom rodzinny, troszkę większy od jej własnego, ale tak samo zadbany i nie wyróżniający się z ogółu domków na osiedlu. Stanęli kilka metrów od płotu, w cieniu drzew i Malfoy wyjął telefon:
- Gina? To ja. Za jakieś dziesięć minut podjeżdżam pod dom. Ubierz małą, zabieram ją ze sobą.

Rozłączył się i czekali. Nie minęło może pięć minut, jak usłyszeli krzyk kobiety wołającej Amandę, a potem z domu wyleciała wysoka blondynka skąpo ubrana, która zaczęła biegać po podwórku szukając dziecka. Dali jej 2 minuty i wtedy Malfoy wyszedł z małą i Hermioną do niej. Na początku gdy niania zobaczyła blondyna zbladła, a gdy zobaczyła nieznaną jej kobietę z dzieckiem zbladła jeszcze bardziej. Zdawała sobie sprawę, że mała jej zniknęła, nie było jej w domu mimo nawoływania. A tu takie zaskoczenie.
- Gina czy masz mi coś do powiedzenia? - zapytał cicho Malfoy
- Ależ Draco, co miałabym ci powiedzieć. Bawiłam się z księżniczką w chowanego i widzisz jak się schowała? - dość szybko zmieniła strategię i zwróciła się do dziecka - Gdzie się schowałaś kochanie? Nie mogłam ciebie znaleźć.
- Nie jestem twoją księżniczką i nie bawię się z tobą. Tato jak chcę do Sisi.
- Nie teraz. Wejdź do środka z Granger i poczekajcie tam na mnie, dobrze? A ja sobie porozmawiam z Giną.
Gdy weszły do domu, usiadły w salonie i nie minęły nawet dwie minuty jak usłyszały głośny kobiecy płacz z korytarza i uśmiech Malfoya. Drzwi zatrzasnęły się z hukiem gdy kobieta wybiegła z domu.
Hermiona wstała z salonu i wyszła do blondyna
- Malfoy, ja wychodzę. Zadzwoń do mojej mamy.
- Nie zostaniesz na obiad? - szybciej powiedział niż pomyślał, ale cóż stało się i zapytał się dziewczyny
- Mówisz serio? Może innym razem dziś nie dam rady - i z tymi słowami wyszła do swojego domu.

Przez kilka następnych dni dziewczyna nie widziała się z Malfoyem. Oczywiście jej mama dzwoniła do niej z nowinami, jak i wychwalaniem małej i jej ojca. Jacy to oni uroczy, kochani, a mała wprost jest jej teraz ukochaną wnuczką. Miona przez ten czas ciężko pracowała. Zima była okresem urlopów i zwolnień, dlatego też co raz częściej w szpitalu spędzała po 3-4 dni. Wracała zmęczona i marzyła wtedy tylko o kąpieli i łóżku.

Tak samo było w sobotę gdy wróciła po nocce do domu. I wszystko byłoby dobrze, gdyby ta nocka nie kończyła się po południu. Operacja się przedłużyła, więc czas pracy tak samo. W takich momentach Miona nienawidziła swojej pracy. Wróciła do domu przebrała się w luźne rzeczy i z filiżanką kawy usiadła przed kominkiem, który rozpaliła za pomocą magii. Włączyła delikatnie muzykę i zamknęła oczy. Ale cisza nie mogła trwać wiecznie, bo ktoś jej w tym przeszkodził.

czwartek, 18 grudnia 2014

Miniaturka nr 2 Zimowe Marzenia część 4

Mam nadzieję, że nie ma błędów, wzrok mi się rozmywa i widzę co raz gorzej. 
Zapraszam do kolejnej części. W niedzielę kolejna część.
pozdrawiam

Rozmowę Hermiony z Draco przerwało pukanie do drzwi, dziewczyna wstała i poszła je otworzyć. Była zdziwiona, bo nie spodziewała się żadnych gości, a z sąsiadami nawet nie utrzymywała kontaktów.
- Mama? - w drzwiach stała kobieta z wyglądu identyczna co jej córka
- Cześć kochanie, byłam w pobliżu i postanowiłam cię odwiedzić. Mam nadzieję, że ci nie prze... - i nie dokończyła zdania, gdyż zamarła w chwili gdy zobaczyła małą białą kulkę, która wybiegła z salonu a za psem uroczą dziewczynkę.
- Mamo, mamo! - dopiero po chwili usłyszała krzyk córki, skierowany do niej
- Tak córeczko? - odpowiedziała
- Coś cię zabolało, czy może coś innego się stało? Dlaczego byłaś przez chwilę nieobecna? Oh pogłaszcz Sisi, bo zaraz z tego szczęścia ogon jej odpadnie - powiedziała Miona i przyglądała się swojej matce jak ta bawi się z psem jednocześnie zastanawiając się kim jest małą dziewczynka obok.

Po chwili pani Granger wstała, zdjęła płaszcz i powiesiła go na wieszaku.
- Może byś mi powiedziała w końcu, kim jest ta mała istotka schowana za twoimi nogami?
- Jestem Amanda, a mój tatuś jest w kuchni - powiedziała mała wychylając się
- Tatuś powiadasz? - powiedziała troszkę głośniej kobieta - Czy jest coś o czymś nie mam pojęcia, a moja córka to ukrywa? - mówiąc to poszła do kuchni, gdzie zastała przystojnego blondyna opartego o parapet i trzymającego kubek z kawą, którą przed chwilą sobie nalał
- Witam panią - powiedział i podszedł do niej - Draco Malfoy, a pani to pewnie matka Granger, chciałem powiedzieć Hermiony. Widzę duże podobieństwo.
- Tak jestem Jane Granger, witam Pana. Nie spodziewałam się zastać nikogo u córki zwłaszcza gdy miała nockę w szpitalu, bo rozumiem, że miałaś nockę? - mówiąc to ostatnie zwróciła się do córki, która zaczęła jej robić kawę
- Mamo, oczywiście, że miałam nockę. Wracając ze sklepu spotkałam Amandę czyli córkę Malfoya. Była sama na podwórku, więc wzięłam ją do siebie, zadzwoniłam do jej ojca i przed chwilą on przyszedł.
- Ale dlaczego dziecko w jej wieku samo bawiło się na podwórku w taką zimnicę? - dopytywała kobieta
- Bo niania jest do niczego - odpowiedziała Miona - trzeba ją zwolnić i znaleźć nową - mówiąc to podała kawę mamie
- Dziękuję. A jak minęła ci zmiana, widzę, że jesteś zmęczona
- Była ciężko, ale daję radę.
- Zawsze mówisz, że dajesz radę, a wyglądasz na bardzo zmęczoną. Spałaś?
- Mamo, nie mam 5 lat, oczywiście, że spałam i skończ z tym przesłuchaniem. Mam gości jak widzisz
- No właśnie panie Malfoy co pan porabia w życiu? - zwróciła się do blondyna
- Mamo? - krzykneła Miona i spojrzała się na matkę wzrokiem mówiącym "Co ty robisz?", popatrzyła również w stronę blondyna i zobaczyła delikatny, ale szczery uśmiech. Powiedziała sobie, że chociaż on się dobrze bawi.
- Oj kochanie, chcę jakoś rozpocząć rozmowę, ale jeśli nie podoba ci się to pytanie to zadam inne. Dlaczego musi pan zwolnić nianię?
- Amanda sama wyszła z domu i to już jakąś godzinę temu, do tej chwili opiekunka nie zadzwoniła. Teraz szukam nowej. Granger powiedziała, że mam szukać takiej co już wychowała swoje.
- I ma rację. Taka kobieta zna się na dzieciach, wie, że trzeba je pilnować. Jak nie ma pan nic przeciwko to zgadzam się na ochotnika- powiedziała z uśmiechem, który mówił, że ma dodatkowo plan w głowie, bo taki miała patrząc na swoją córkę i blondyna
- Co? - krzyknęła Miona
- No co? Co? Córciu, nie mam co robić więc nie widzę problemu - zwróciła się do chłopaka - Panie Malfoy, wychowałam mądrą córkę, więc to najlepsza referencja ją posiadam. Praktykę mam, więc kiedy mogę zacząć?
- Słucham? - zapytał się zdziwiony chłopak - Chce pani u mnie pracować, nie znając mnie?
- Mamo, nie wiem czy to dobry pomysł - powiedziała Hermiona - Takie rzeczy jak praca to trzeba dobrze przemyśleć
- Miona, właśnie wszystko przemyślałam. Od czasu wypadku nie mogę pracować w moim zawodzie. A nie do końca sprawna ręka w pilnowaniu dziecka mi nie będzie przeszkadzać. To jak panie Malfoy od jutra? Proszę do mnie zadzwonić, na którą ma być godzinę u pana. Miona ma mój numer -  i z tymi słowami Jane Granger wstała i wyszła z domu córki z uśmiechem na twarzy i planem w głowie

niedziela, 14 grudnia 2014

Miniaturka nr 2 Zimowe Marzenia część 3

Hermiona zaparzyła sobie filiżankę kawy i czekała w salonie na ojca Amandy. Równo 15 minut po rozmowie usłyszała dźwięk dzwonka. Otworzyła drzwi i zamarła. Przed nią stał elegancko ubrany wysoki blondyn o niebiesko-szarych oczach. Tej twarzy nigdy by nie zapomniała, tylko co on tutaj robi?
- Malfoy?
- Granger? - krzyknęli w tym samym czasie
- Co ty tutaj robisz? Zgubiłeś się?
- Chyba tak – i zaczął się wycofywać
- Tato – zawołała Amanda wybiegając z domu i przytulając się do blondyna
- Tato? Proszę powiedz mi, że to żart i ta słodka dziewczynka nie jest twoją córką
- Jaki żart kobieto, bardziej zastanawia mnie co moja córka robi w twoim domu – z tymi słowami wziął małą na ręce i wszedł do kuchni
- Nie no jasne rozgość się i najlepiej czuj się jak u siebie w domu – Miona zamknęła drzwi i poszła za nim do pomieszczenia, gdzie Malfoy siedział z córką na kolanach przy stole
- Dobra Granger, co się dzieje? Dlaczego Amanda jest u ciebie, a nie z nianią w domu?
- Nie pytaj się mnie tylko córki. W końcu to ona sama wyszła z domu i nie nałożyła na siebie kurtki i butów. To co miałam zrobić? Zaprosiłam ją do siebie, żeby nie zachorowała – mówiąc to przyglądała się chłopakowi i musiała przyznać, że prezentuje się jak Apollo, ciemny garnitur idealnie był dopasowany, a biała koszula i ciemnoszary krawat bardzo dobrze współgrały z karnacją. Wyglądał bosko.
 - Tatusiu, czy ty mnie jeszcze kochasz? - zapytała się po chwili ciszy dziewczyna
- Oczywiście skarbie, a dlaczego się pytasz?
- Bo Gina powiedziała, że jak będzie z tobą i zamieszkacie razem, to przestaniesz mnie kochać. Więc uciekłam, chcę żebyś mnie kochał. Nie lubię Giny. - zrobiła tak smutną minkę, że aż zrobiło się smutno dorosłym
- Amando, córeczko, jesteś jedyną kobietą w moim życiu, rozumiesz? – powiedział Malfoy patrząc w oczka dziecka, jego głos był bardzo delikatny – pamiętaj, że żadna kobieta ani Gina ani żadna inna nie zostanie twoją mamusią. Jesteśmy tylko my, tylko ty i ja, rozumiesz?
- Tak. A mogę pobawić się z Sisi?
- A kto to jest?
- To mój piesek. Oczywiście Amando możesz pójść do salonu. Sisi pewnie leży przed kominkiem, a ja porozmawiam sobie z twoim tatą – gdy mała zniknęła dziewczyna zwróciła się do chłopaka
- Malfoy, nawet nie wiem co powiedzieć, ale ty ojcem tego aniołka? I w ogóle co to za niania? Mała jest u mnie od jakiejś godziny, a czy ona dzwoniła do ciebie?
- Nie, kurde Granger co mam robić? To już kolejny raz jak mała znika. Przeważnie zawsze się chowała gdzieś w domu a dziś pierwszy raz uciekła. Wiesz jak się przestraszyłem twoim telefonem? – chłopak złapał się za głowę i pochylił do przodu
- Mój telefon nic nie ma do tego. Pytanie co zrobisz z nianią? Miała chociaż jakieś doświadczenie? Referencję?
- Oczywiście, że miała
- Ale nie chodzi mi o takie dwa przednie duże, tylko prawdziwe referencję od osób, którym bawiła dzieci. Jak można pilnować tak dziecka, że te ucieka a ona nawet tego nie widzi? A gdyby coś się stało z małą, porwanie, zgubiła się by naprawdę, albo zachorowała, lub miała wypadek? – co raz bardziej histerycznie brunetka podchodziła do tej sytuacji. Malfoy pomyślał, że chyba za bardzo się tym przejęła, ale i zrobiło mu się ciepło na sercu, że ktoś tak myśli o jego dziecku i przejmuje się tym
- Więc wg ciebie co mam zrobić?
- Zwolnic nianię, ale najpierw zadzwonić do niej, że będziesz za 10 minut i że chcesz z małą wyjść na spacer i żeby ją ubrała w ciepłe ubranka.
- Oczywiście, że ją zwolnię. A ten plan jest dobry, nie pomyślałbym, że gryfonka ułoży ślizgoński plan zemsty na pracowniku.
- Powinieneś zatrudnić kobietę po 40 lub 50 roku życia, która wychowała już własne dzieci. Uważam, że taka kobieta byłaby najlepszym wyjściem.

- Może masz rację. Nie będzie chciała taka wyjść za mnie.