środa, 11 listopada 2015

Bahamy 11

Mamy dziś piękne święto, wolność która pozostała dała nam wszystko. Nawet to, że dziś każdy z nas Polaków, może bez problemów pisać swojego bloga i opisywać w nim co tylko chce. Nigdy nie wiadomo gdybyśmy mieli coś innego niż demokrację. Gdyby ktoś patrzył na nasze słowa, teksty. Mamy wolność i cieszmy się z tego, że możemy mieć dostęp do wszystkiego. To jest ważne. Możemy powiedzieć i napisać co chcemy i nie jesteśmy z tego rozliczani. Ale też piszemy dla innych.

Ja piszę dla siebie, lubię pisać. Daje mi to radość i moim marzeniem jest wydać książkę z takimi własnie krótkimi opowiadaniami. Czy mi się uda? Nie wiem, ale będę dążyć do tego. Bo dzięki wolności każdy z nas ma taką możliwość. 

Dziś wstawiam kolejny rozdział opowiadania Bahamy. Pozostał już tylko jeden rozdział, który dodam w ciągu dwóch tygodni. 

Zapraszam.


Poranek minął im na czekaniu. Malfoy obdzwaniał wszystkie miejsca jakie tylko mu przyszły do głowy. Niestety nic, więc zaczął również dzwonić po szpitalach, policji i nawet do izby wytrzeźwień. I dalej nie było efektu. Hermiona wiedziała, że jej przyjaciółka jest szalona i robi dziwne rzeczy, ale nigdy nie odeszłaby bez odzewu, bez swoich rzeczy. Bali się początkowo, że może wypłynęli w rejs i są gdzieś na środku oceanu. Na szczęście wszystkie łódki były. Nie mogli zgłosić zaginięcia, bo niby gdzie? Pozostało im czekać na wiadomość. Czekali i czekali, aż w końcu chłopak nie wytrzymał.
- Dobra Hermiona, nie możemy się tak martwic. Są dorośli, może pojechali na wycieczkę i jak to oni zapomnieli nam powiedzieć.
- Ginny by nigdy nie zapomniała o takim czymś. Nie wyjechałaby bez informacji.
- Widziałaś ich ostatnio na pomoście, te spojrzenie, radość chłopaka. Pewnie chcieli mieć spokojne miejsce tylko we dwoje. I nie chcą nam powiedzieć, że są razem. Jakbyśmy nie wiedzieli. Musimy poczekać do tej doby, albo więcej... 
- No...
- Do której godziny jesteś wstanie wytrzymać bez wpadania w panikę?
- Nie wiem do 19? - powiedziała cicho dziewczyna
- Dobra, to jeśli o 19 ich nie będzie to ty wpadasz w panikę, a ja dzwonię na policję i zgłaszam zaginięcie, ok?
- Ok.
- Więc mamy plan, a teraz chodź na śniadanie, bo musimy coś zjeść. 
Oboje udali się na posiłek do gabinetu chłopaka, gdzie zamówili lekkie dania. 
- Nie możemy tak siedzieć bez rozmowy, tak w ciszy. Powiedz coś?
- Co chcesz wiedzieć? - powiedziała od niechcenia dziewczyna
- Pomyślmy - odpowiedział z uśmiechem chłopak - Masz kogoś?
- Co?
- Zapytałem się czy spotykasz się z kimś?
- Nie, nie spotykam się z nikim. Czemu robisz taką zdziwioną minę? 
- Jesteś śliczną dziewczyną i do tego mądrą, więc dziwię się.
- Nie mam czasu na facetów, randki i życie dodatkowe. Jedyne co robię to praca i praca. 
- Sama to wybrałaś? Takie życie w pracy?
- Ty Draco też jesteś cały czas w pracy i jakoś ja się nie dziwie temu.
- Ale ja mam ocean i moja praca jest spokojna. Rzadko dzieje się coś złego w hotelu. Jedyne dziwne rzeczy jakie są to nagłe śluby i to wszystko. Plan był dobry żeby zrobić hotel tylko dla par, jest łatwiej. A ty sama wybrałaś taką pracę, żeby tyle pracować?
- Są braki w szpitalu i niestety czasami pracuję nawet i za trzy osoby. Kocham tą pracę, lubię pomagać ludziom, ale...
- Czasami chciałabyś zapomnieć i odpocząć?
- I to bardzo. Bałam się, że mogę się wypalić w najbliższym czasie, że nie będę mogła wejść do szpitala nie myśląc o tym kiedy wyjdę. Mówiono mi, że może nastać dzień, kiedy stanę przed pacjentem będę trzymała różdżkę i nie będę wstanie zrobić żadnego ruchu względem chorego. Tak nawet mówiła psycholog, która współpracuje ze wszystkimi lekarzami.
- Kto?
- Psycholog. Taka nowość, ze świata mugolskiego. Osoba, która ma za zadanie rozmawianie z lekarzami, pielęgniarkami, aby wspomagać ich rozmową i pomocą psychiczną. Każdy lekarz co pół roku ma taką rozmowę i bez jej zgody nie można wykonywać swojej pracy. Przyznaję i nie skacz z radości teraz - powiedziała z uśmiechem - ale cieszę się, że tutaj jestem. Wyciszyłam się i jest mi łatwiej, stres i zmęczenie gdzieś znikło. Więc jest lepiej, byłoby idealnie ale nie ma pewnej rudej dziewczyny. To jedyny minus na ta chwilą.
Dziewczyna mówiąc to na początku zaczęła się uśmiechać, Draco widział uśmiech na jej twarzy pierwszy raz od wieczoru na pomoście. Wczoraj i dziś była bardzo smutna i chłopak nie chciał żeby była znowu nieszczęśliwa. Popatrzył przez okno i wpadł mu do głowy pomysł.
- Tak się zastanawiam... - zaczął blondyn
- Tak?
- Co zrobimy teraz? Przyznam się, że nudzi mi się i muszę zrobić coś żeby myśleć o czymś innym. Mam pewien pomysł.
- Jaki? 
- Masz ochotę nurkować? Jest piękna pogoda i moglibyśmy poszukać Nemo - uśmiechnął się i mrugnął do dziewczyny
- Wiesz co to Nemo? Teraz to jestem zaskoczona.
- Oczywiście, w końcu mieszkam na Bahamach. Pełno ludzi szuka Nemo i je znajduje, więc musiałem się nauczyć czym to jest. To jak płyniemy?
- Niech ci będzie, ale od razu mówię, że nie umiem nurkować. 
- Tym się nie martw, potrzebne będą ci tylko płetwy i maska z rurką. Daje ci 30 minut i spotykamy się na pomoście. 
Oboje udali się do swoich pokoi i przebrali się. Po 30 minutach Hermiona i Draco płynęli już za wyspę gdzie była rafa koralowa i możliwość oglądania życia podwodnego. Była piękna pogoda, słońce świeciło i chłopak wiedział, że widoczność w wodzie będzie idealna. 
Weszli do wody i spędzili na podziwianiu rafy całą godzinę. Hermiona miała początkowo obawy i na początku cały czas trzymała za rękę chłopaka. Dzięki temu czuła się bezpieczniej, ale po paru minutach zaczęła sama oglądać to co się działo pod wodą. A widok był niesamowity. Może nie przypominało to Wielkiej Rafy Koralowej, ale i tak było ślicznie. W oddali widziała zatopiony statek i chciała tam podpłynąć, zaczęła się oddalać w tamtą stronę, ale coś ją powstrzymało. Tą osobą był Draco, który tylko pokiwał głową, że to nie najlepszy pomysł i pociągnął ją w stronę powrotną do łódki. Jeszcze kilka minut pobyli w wodzie i wrócili na łódkę.
- Czemu nie pozwoliłeś mi popłynąć w stronę statku? - zapytała jako pierwsza dziewczyna
- Bo po pierwsze to za daleko, nie można aż tak daleko odpływać, a po drugie tam nic nie ma. To tylko jakiś wrak bardziej nowoczesny niż historyczny. Nic ciekawego. No i już musimy wracać do hotelu. Nie wiem jak ty, ale ja strasznie zgłodniałem i mam ochotę na jakieś kraby. 
- Niech będzie, ale może zjemy na wyspie? 
- Nie ma sprawy. 
Popłynęli na wyspę, zamówili kraby i zupę rybną. Przy lampce białego wina Hermiona zapytała się:
- Dlaczego mówisz, że statek był za daleko. Przecież było blisko. Nie rozumiem tego.
- Nie powiedziałem ci, że nie można oddalać się od łódki dalej niż 15 metrów. Zapomniałem o tym, chodzi o bezpieczeństwo. Dawno nie były widziane tutaj rekiny, ale nigdy nie wiadomo. Dlatego te 15 metrów jest ważne, łatwiej dopłynąć. No i jednak to jest woda, żywioł nigdy nic nie wiadomo. Przeważnie jak wypływa się na wodę to na łódce zostają minimum 2 osoby. Jedna pilnuje ludzi a druga patrzy na wodę. Bezpieczeństwo ponad wszystko.
- Stała czujność - powiedziała dziewczyna i zaczęła się śmiać, gdy przypomniała sobie białą kulkę, popatrzyła na chłopaka i jeszcze bardziej zaczęła się śmiać, ten jakby czytał w jej myślach zrobił złą minę, ale po chwili również się uśmiechnął - Tak to były fajne czasy. Gdyby nie pewien idiota pewnie nasze życie by wyglądało inaczej. 
- Masz rację. Niestety urodziliśmy się w takich czasach i nic nie zrobimy. Ważne, że teraz jest już spokój i można podróżować, żyć bez obawy o rodzinę, swoje własne zdrowie, życie. 
- Niestety są osoby, które musiały opuścić kraj i wyjechać daleko - powiedział smutniejszym głosem chłopak
- Nie masz tak źle. Nadal jesteś pod brytyjską flagą, a tutaj jest pięknie z chęcią bym została na dłużej. - powiedziała dziewczyna rozmarzonym głosem i popatrzyła się na ocean - To miejsce ma jakąś magiczną aurę. Jest pięknie, daje chęć do wszystkiego
- Więc zostań. Tutaj też jest szpital, może nie magiczny, ale co to dla ciebie nauczyć się mogolskich sztuczek. A jak coś możesz w hotelu mieć gabinet lekarski. Jest też Miami tylko 40 minut samolotem - wymieniał chłopak opcje możliwości zatrzymania jej na wyspie
- Widzę, że masz wyobraźnię. Ale to chyba nie dla mnie. Nie wiem czy byłabym wstanie opuścić Londyn
- Mówisz chyba, więc to jakaś nadzieja dla mojego hotelu - uśmiechnął się chłopak - Hermiona jak coś drzwi mojego hotelu stoją otwarte. Ale dosyć tego dobrego i na nas już czas dochodzi 18. 
- 18? Już? Kiedy ten czas minął. Została nam godzinka i... - posmutniała brunetka
- Będzie dobrze i tego się trzymamy, jasne? A teraz wracajmy.
Gdy dopłynęli do pomostu i wysiedli, udali się do swoich pokoi gdzie każde z nich wzięło prysznic i przebrało się w czyste ubrania. Spotkali się ponownie w holu ich budynku i wyszli w stronę biura chłopaka. Gdy mieli już wchodzić do budynku recepcji usłyszeli jak ktoś biegnie i woła imię dziewczyny. Brunetka odwróciła się i zobaczyła swoją przyjaciółkę.
- Ginny?
- Miona! Nie uwierzysz co się stało!
- Co się stało? Ja tu się zamartwiam wydzwaniam po szpitalach, policji, kostnicy a ty tu tak... - nie mogła dokończyć swoich słów bo przyjaciółka przytuliła się do niej i krzyknęła coś co sprawiło, że odebrało jej głos
- Wyszłam za mąż!!!

poniedziałek, 2 listopada 2015

Bahamy część 10

Witajcie!

Dziś troszkę krótszy rozdział, właśnie ukończony. 

             Hermiona i Draco wieczór spędzili na plaży przy lampce wina. Rozmawiali na temat Ginny i Blaise, o ich przeszłości i przyszłości. Oboje uważali, że ta dwójka ich przyjaciół pasuje do siebie. Oczywiście Hermiona była zdziwiona przemianą blondyna, zawsze był przeciwko związkom, miłości, ale widocznie te lata zmieniły ich wszystkich, dojrzeli do tego aby myśleć o czymś więcej niż zabawa i że to rodzina jest czymś ważnym w życiu. Chłopak opowiadał jej również o planach związanych z nowym hotelem na Jamajce, wspomniał, że to pomysł jego wspólnika i prawdopodobnie to Zabini się tam wyprowadzi w przyszłości, a on sam zostanie na Bahamach. 
            Wieczór minął im spokojnie, długo czekali na powrót przyjaciół. Chłopak powiedział jej, że na wyspie można być normalnie do 21, ale dla właścicieli, lub też z ich polecenia czas wydłużony jest nawet do północy. Wraz z biegiem godzin co raz mniej osób było na plaży. Owszem leżenie i możliwość obserwowania gwiazd była czymś wyjątkowym, ale ile można. W pewnym momencie Hermiona nawet pomyślała o książce, niestety brak światła przeszkodziłby jej czytać. Więc siedzieli i czekali. Oczywiście oboje w myślach uważali, że jest miło, spokojnie.
           Żadne z nich nie czuło się źle w swoim towarzystwie. Draco dostrzegł, że dziewczyna nadal jest mądra i oczytana, ale już nie jest przemądrzała, można z nią wyjść, posiedzieć w ciszy, albo i tez porozmawiać na wszystkie tematy. A do tego była piękna, tego nie mógł zapomnieć no i oczywiście nie chciała jego pieniędzy, jak większość kobiet z którymi się spotykał. Ale czy chciał się spotykać z Granger? Tego nie wiedział. Imponowała mu, podobała mu się, ale nie wiedział do końca czy to ta. Owszem w wyobraźni widział ich razem, tylko czy przeszłość pozwoli im na przyszłość. Tego nie wiedział...
        Kilka minut przed północą, kiedy Hermiona powoli odpływała w świat snów. Usłyszeli i zobaczyli motorówkę zbliżającą się do pomostu. Najpierw wysiadł z niej Blaise i przywiązał łódkę. Podszedł i podał rękę Ginny i pomógł jej wejść na pomost. Razem szli obok siebie przez kilka metrów i w pewnym momencie stanęli i odwrócili się w swoją stronę. Zabini wziął dłoń dziewczyny w swoją i położył ją na swoim sercu. Dziewczyna drugą dłoń położyła na jego policzku. Uśmiechnęła się do niego delikatnie, a potem odwróciła się i odeszła w stronę pokoju. A chłopak stał i patrzył jak odchodzi. Gdy zobaczył jak zniknęła za wejściem do budynku, odwrócił się w stronę oceanu i podniósł ręce do góry gestem zwycięstwa.
               Hermiona popatrzyła na Draco i uśmiechnęła się do niego. Oboje wiedzieli już o co chodzi i jak przebiegło spotkanie dawnych zakochanych. Dzięki temu również i im wszystko nagle się spodobało. Gdy zobaczyli, że Zabini wraca do hotelu tanecznym krokiem, dziewczyna wstała podziękowała blondynowi i również udała się do pokoju. Wzięła szybki prysznic i położyła się spać. 
          Następnego dnia wstała troszkę później i nie zastała już przyjaciółki w pokoju. Z nadzieją, że Ginny będzie na śniadaniu lub nad basenem poszła na posiłek. Po drodze do restauracji nigdzie jej nie widziała i niestety w sali przy stolikach też jej nie było. Zjadła śniadanie sama, pomyślała, że to kolejny posiłek na Bahamach gdzie jest sama, mimo przyjazdu z przyjaciółką. Miały być razem, a są osobno i troszkę to ją denerwowało. Do tego na śniadaniu zabrakło mleka do płatków i musiała zjeść pancakes. Miała co raz gorszy humor i wiedziała, że teraz będzie już tylko gorzej. Czuła to w środku, jeśli coś się nie zmieni lepiej do niej nie podchodzić. Musiała przyznać, że pierwszy raz od przyjazdu źle działało na nią bycie samą. Żałowała, że nie ma w ośrodku dzieci, singli, większych grup znajomych. W pewnym momencie nie wiedząc jak i kiedy wkurzyło ją przyglądanie się zakochanym i jedyne co mogła zrobić, to wyjść z restauracji. Wzięła jedynie na talerz cztery czekoladowe muffinki i troszkę owoców i wróciła do pokoju.                    
              Zdawała sobie sprawę, że przesadza i nie wie co się z nią dzieje, ale to była jakaś siła, która wciągnęła ją w smutek i rozdrażnienie. I nie były to te dni. Ale co to było nie wiedziała. Przeszła i minęła bez słowa Draco, których z uśmiechem chciał coś powiedzieć. Nie odezwała się do niego i nawet nie spojrzała w jego kierunku. Poszła dalej, aż weszła do swojego pokoju, wyjęła butelkę wina z barku, otworzyła ją, wzięła kieliszek  i położyła się na łóżku. Włączyła jakiś film i tak spędziła cały dzień. Oglądała film za filmem aż zasnęła.
          Następnego dnia obudziło ją pukanie do drzwi. Była zła, że ktoś ją obudził. Wstała wściekła i podeszła do drzwi, po drodze zobaczyła swoje odbicie w lustrze i jedyne co mogła powiedzieć, to to, że wyglądała jak jakiś potwór. Miała to gdzieś, najchętniej nawet by nie otworzyła, ale osoba po drugiej stronie drzwi nie dawała za wygraną. W końcu otworzyła je i spojrzała na osobę, która ją obudziła.
- Czego Malfoy?
- Malfoy? Już nie wspaniały Draco? 
- Odczep się! - i gdy chciała mu zamknąć drzwi ten wszedł do pokoju. Zauważył, że musiał ją obudzić, ale to z czym przyszedł było ważniejsze.
- Jeszcze raz się zapytam. Czego?
- Nie ma ich.
- Kogo? Wyjaśnij o czym mówisz i opuść mój pokój. Zajęta jestem. - mówiąc to znów weszła do łóżka i odwróciła się od niego, miała nadzieję, że tym pokaże mu, ze ma jej nie przeszkadzać.
- Zabini zaginął gdzieś i Ginny również. Od wczoraj, a nawet od momentu gdy się rozstali na pomoście nie widział ich nikt.
- Że co? - słowa te sprawiły, że dziewczyna wstała z łóżka i podeszła do chłopaka. Złapała go za marynarkę i spojrzała mu w oczy - Co takiego? Jak to zniknęła?
- Nie wiem i chcę wejść do jej pokoju, dlatego jesteś mi potrzebna. 
- A Zabini?
- Nie ma go, nie zostawił żadnej wiadomości, a w jego pokoju nic nie brakuje. Wszystko pozostało na miejscu. Dzwoniłem na Jamajkę nic nie wiedzą, nie kontaktował się. Do Anglii by nie wrócił, jedyna możliwość to Miami, ale dałby znać że się tam wybiera. Chciałem wczoraj się ciebie zapytać o nich, ale mogli wypłynąć na wyspę, lub nurkować. Więc sobie odpuściłem, ale dziś doszedłem do wniosku, że mogło coś się stać. On jest szalony, ale nie aż tak, żeby zniknąć bez śladu. 
- Dobra przestań gadać, daj mi 5 minut. Potrzebuję prysznicu i czystych ubrań - mówiąc to dziewczyna poszła do łazienki, chłopak w tym czasie zobaczył dokładnie jej pokój i doszedł do wniosku, że było źle. Wielki bałagan, pusta butelka po winie i puste talerze. Nie wiedział co się działo z brunetką i był tego ciekawy. Ale teraz nie było na to czasu. Miał inne zmartwienia.
Gdy dziewczyna wyszła z łazienki poszli do pokoju jej przyjaciółki. Oczywiście był wielki bałagan, Hermiona przejrzała szafki, szafę i łazienkę i nie znalazła nic co mogłoby naprowadzić ją na Ginny.
- Chyba mamy problem. Nie zginęło nic. Wszystko zostało, syf jaki był taki jest dalej. W łazience leży jej sukienka, którą miała na kolacji na wyspie. Czy brakuje jakiegoś ubrania nie wiem, ale wątpię. 
- Więc co robimy?
- Nie mam pojęcia Draco. Musimy czekać. 

sobota, 24 października 2015

Bahamy część 9

Jestem i witam wszystkich. Wybaczcie, że rozdziału nie było w poniedziałek. Ale ostatnie trzy tygodnie są dla mnie ciężkie. Problemy w rodzinie sprawiły, że był problem abym mogła napisac nawet jedno zdanie. Jednak dziś mi się udało. Pisałam od rana. I udało się.
W dużej mierze pomogła mi muzyka. Pisząc ten rozdział słuchałam w pierwszej połowie rozdziału o Ginny piosenek Alicji Keys i najbardziej dala mi pozytywnego kopa ta melodia https://www.youtube.com/watch?v=gN-az8fkaKc uwielbiam ta piosenkarkę i ta https://www.youtube.com/watch?v=rywUS-ohqeE są genialne, o miłości i są mega pozytywne czyli coś co było mi bardzo potrzebne w ostatnich dniach
Zapraszam na rozdział


Ginny całą resztę dnia i noc po spotkaniu z Zabinim spędziła w łóżku sama, gdyż poprosiła Hermionę, żeby ta wróciła do siebie. Całą ten czas myślała, zastanawiała się i wspominała.

- Ginny! Zaczekaj! - krzyknął Zabini widząc jak dziewczyna idzie szybko korytarzem do pokoju, ta nawet na niego nie spojrzała, więc musiał biec szybciej, żeby nie zamknęła drzwi przed nim bo wtedy byłoby wszystko zmarnowaneDziewczyna nawet nie słyszała go, była zła i wkurzona na chłopaka. Szła szybko nie zwracając uwagi na nic. Otworzyła drzwi i nie patrząc w tył chciała je zamknąć z rozmachem, niestety nie trzasnęły. Odwróciła się i zobaczyła chłopaka pochylającego się do przodu i ciężko oddychającego
- Zabini? Co tu robisz? Byłeś na dole ze swoim przygłupim kumplem.
- Wołałem cię, biegłem za tobą. Od kiedy tak pędzisz?
- Co troszkę ruchu i już biedny Zabini ma problem? - powiedziała z nutką sarkazmu dziewczyna
- Oj Ginny, Ginny widzę, że żarty masz nadal kiepskie - uśmiechnął się chłopak
- To nie był żart, tylko fakt.
- Przyszedłem by błagać się o miłość, wiem, że przyjechałaś tu dla mnie i tylko dla mnie, bo mój urok nie dał o sobie zapomnieć. - mówiąc to uśmiechnął się do niej i pochylił się do nie z zamiarem pocałowania
- Ty! Ty! Jak możesz? - mówiąc to i nie myśląc co robi wyciągnęła dłoń i nawet chłopak nie zauważył jak dziewczyna spoliczkowała go - No teraz mi troszkę lepiej, więc zapytam raz jeszcze. Co tu robisz Zabini?

- Nie widzisz? Biegłem za tobą, musimy porozmawiać. - potarł ręką swój policzek 
- Nie mamy o czym Zabini. To co było między nami już dawno uciekło. Nie ma tego, wyfrunęło w momencie gdy się rozstaliśmy i każdy poszedł w swoją drogę. I każdy sobie ułożył inaczej życie. Ty wybrałeś tę wyspę, wyjechałeś z Londynu a ja tam zostałam i mam tam wszystko.
- Jak na osobę, która mówi, że nie ma nic, coś za dużo słów wypowiadasz. A myślałaś o tym, że to był błąd? Że może byliśmy za młodzi i głupi?

- Chyba ty byłeś głupi. - powiedziała cicho dziewczyna
- Masz rację byłem głupi i byłem idiotą, bo nigdy nie powinienem zostawić cię. Powinienem walczyć, być jak lew broniący swojego stada a nie jak wąż, odejść na drugi koniec świata. Bądź znów ze mną, kocham cię i już nigdy nie pozwolę ci odejść tylko daj mi nadzieję na lepsze jutro.Nie opuszczaj mnie już nigdy w życiu. Przyjedź tutaj i zostań na zawsze. Ze mną i tylko ze mną. Ty, ja i ta rajska wyspa. A jak nie ta to druga, gdzie będzie drugi hotel. Zostań... - mówiąc to Zabini czuł jak jego serce co raz bardziej staje się wolne, cieszył się, że mógł w końcu wyznać jej prawdę i teraz czekał tylko na jej słowa. Stał wpatrzony w nią i czekał. Nie mówiła nic, widział jej oczy i widział małą iskierkę, ale nie wiedział czym była spowodowana, czy była zła, czy może to nadzieja na lepsze jutro? Nie wiedział, ale miał nadzieję, że to drugie. 
- Zabini - zaczęła cicho dziewczyna - Czy uważasz, że te twoje słowa są teraz odpowiednie? Że po tylu latach nic się nie zmieniło? Albo zmieniło się tyle, że znów będziemy razem? Jak widzisz staram sobie układać życie, no i może Mark to nie był dobry pomysł, ale staram się zapomnieć o przeszłości. O Marku zapomnę zaraz tak jak o Tobie i będę dalej żyć przyszłością, a nie tym co było. Twoje słowa są nie na miejscu. Nie powinieneś przychodzić do mnie, iść za mną a tym bardziej mówić o tym co było.
               Każde słowo dziewczyny było mówione cicho i miało być powiedziane stanowczo, ale jednak jej głos nie był taki. Diabeł zrobił tylko jedną rzecz, aby nie słyszeć tego co ona mówi i wbił się w jej usta. Na początku dziewczyna zamarła, ale on się nie poddał i całował ją dalej, zmuszając ją do oddania pocałunku, a gdy wreszcie to zrobiła był w siódmym niebie. W pocałunek dał całego siebie, było czuć namiętność i tęsknotę. Czuł również zaangażowanie z jej strony. Wiedział, że mogła mówić różne głupstwa, ale jej usta tworzyły własną historię, były takie same jak kiedyś. Trzymał ją mocno w swoich ramionach i nie pozwolił jej upaść. Czuł jak drży i zdawał sobie sprawę, że już jest jego, teraz musi tylko wrócić do niego.             Ginny tak jak była zaskoczona pocałunkiem to była również zdziwiona tym jak jej całe ciało zareagowało na niego. Jakby te lata po rozstaniu nie istniały. Jej ciało pamiętało wszystko i była tym przerażona, ale chciała więcej i więcej. I tylko jedna myśl w jej głowie była: Czy mówił prawdę? Czy naprawdę nadal ją kocha? Ale również myślała: Jak on może ją całować po tym wszystkim? Jak?
            Gdy przestał ją całować, była rozczarowana i zła, że przestał i że w ogóle ją pocałował. Stała i patrzyła na niego, wdzięczna za to, że nadal trzymał ją w swoich ramionach, bo już dawno by poleciała z tych emocji na ziemię. 
- Ginny - powiedział Zabini patrząc się w jej oczy - Mam nadzieję, że czułaś to wszystko co chciałem ci przekazać. Czekam na ciebie juto wieczorem o 20 na wyspie na kolacji. Jeśli będziesz to będzie oznaczać, że mam jeszcze jakąś szansę, jeśli nie to zamknę się na zawsze i już nigdy nie odezwę się do ciebie, ani nie będę cię nachodzić. Daj mi szansę, wiem, że coś jeszcze do mnie czujesz, ten pocałunek mi to pokazał. Pamiętaj 20 wyspa. - mówiąc to wyszedł zostawiając ją samą. 
Dziewczyna była wściekła, zaczęła chodzić po pokoju i taką zobaczyła ją przyjaciółka.

             Nie powiedziała Hermionie wczoraj o słowach chłopaka. I mimo, że całą noc nie spała nie wiedziała co sądzić. Z jednej strony jego słowa, wyznanie było prawdziwe, widziała to w jego oczach. Ale czy ona była gotowa po tych kilku dniach od rozstania z Markiem? Tego nie wiedziała. Wiedziała jednak, ze mimo wszystko pocałunek był magiczny. Przypomniały jej się wszystkie te chwile z chłopakiem i niestety musiała przyznać, że całując Marka nigdy tego nie czuła. Teraz to widziała. Moc pocałunku. Niby taka prosta rzecz, prawda? Ale ten pierwszy i kolejny z tą właściwą osobą był magiczny i potrafił sprawić, że zapominało się o wszystkim co ich otaczało. Tylko czy była gotowa znów zaryzykować? Niby Zabini powiedział, że mogą tutaj zostać, być razem do końca. Widać, że wyrósł. Już nie był młodym chłopakiem myślącym tylko o kobietach, o zabawie i alkoholu. Miał cel, ten hotel i czyżby następny też? Widziała, że ma pomysł na życie, więc się zmienił. 

              Jej rozmyślenia trwały bardzo długo. Nie spala, nie jadła, piła jedynie wodę. Zastanawiała się co robić. Czy dać mu szansę raz jeszcze na wspólny związek? Dzięki Mionie, wiedziała już, że Mark nie był dla niej, żałowała jedynie, że musiała zostać sama przed ołtarzem i wyjechać na drugi koniec świata, żeby się dowiedzieć o tym. Ale jednak Mark to przeszłość. Zabini też przeszłość. Ale jakimś cudem znów jest tutaj, a raczej to ona wybrała ten hotel. Ale to on ją pocałował i powiedział te słowa. Jej głowa to była w tym momencie jedną wielką zagadką, pytania i odpowiedzi zderzały się ze sobą szukając odpowiedzi.
           Wzięła długą kąpiel nadal zastanawiając się czy pójść na spotkanie. Chciała z kimś pogadać, ale bala się powiedzieć Mionie o rozmowie, wstydziła się. Z drugiej strony to musiała być jej decyzja. I chyba już ją podjęła.



W czasie gdy Ginny walczyła ze sobą, Hermiona zjadła sama kolację, poszła na wieczorny spacer i widząc pary oglądające gwiazdy uciekła do pokoju. Była smutna i zazdrosna, że nie ma nikogo takiego z kim sama mogłaby usiąść i oglądać gwiazdy, niebo, kogoś z kimś mogłaby porozmawiać i posiedzieć w ciszy. Była sama i doszła do wniosku, że chyba już tak pozostanie.

Następnego dnia z daleka było widać smutek na jej twarzy, myślała jednak, że nikt tego nie zobaczy. Ginny nie otworzyła nawet drzwi, więc zostawiła ją samą w pokoju. Sama zeszła na śniadanie. Zjadła jedynie owoce i wypiła kawę. Chciała pójść po następną, ale niespodziewanie do jej stolika podszedł Malfoy z tacą.
- Co tak sama siedzisz?
- Ginny nie jest w najlepszym humorze, więc zostałam sama. A ty bez swojego przyjaciela?
- Jest dziś jakiś dziwny. Głupio się uśmiecha, nie słyszy co się do niego mówi, wiem tylko, że dziś chciał mieć wolny dzień. - powiedział chłopak i mówiąc to położył tace i podał jej filiżankę kawy i muffiny czekoladowe.
- Tak sobie pomyślałem, że może masz ochotę? Razem zawsze raźniej wypić poranną kawę. - uśmiechnął się do niej. - Masz jakieś plany na dzisiejszy dzień?
- Pewnie to co zawsze plaża i książka. - odpowiedziała dziewczyna
- A może masz ochotę zwiedzić miasto? Pójdziemy na główną ulicę.
- Draco, nie zmieniaj dla mnie planów. To że jestem sama nie oznacza, że musisz plan dnia mi układać - powiedziała dziewczyna troszkę smutnym głosem, poczuła się jakby się nad nią litowano. Czyżby aż tak źle dziś wyglądała
- Muszę jechać do banku i pomyślałem, że chciałabyś mi towarzyszyć.
- Oh... - brunetka poczuła się troszkę głupio - Ok, w takim razie się zgadzam. Daleko z hotelu jest do centrum?
- Z 10 minut się jedzie. Wydaje mi się, że koło 10 jak wyjedziemy to będzie najlepsza godzina. Jestem umówiony w banku na 10:30, a potem pokażę ci kilka fajnych miejsc.

Kawa minęła im szybko i oboje opuścili restaurację. Każdy poszedł w innym kierunku. Malfoy chciał jeszcze kilka minut poświecić dla pracy, Granger za to musiała się spakować i przebrać. 

O 10 dziewczyna czekała już przed głównym wejściem na chłopaka. Ubrana była w letnią błękitną sukienkę, włosy zostawiła rozpuszczone. Do tego ogromny kapelusz i okulary przeciwsłoneczne, wzięła ze sobą jedynie wielką torbę. Miała plan - zakupy. Ale o tym chłopak nie musiał wiedzieć jeszcze. Nie czekała na niego zbyt długo. Podjechał po nią i gdy wsiadła do samochodu odjechał z piskiem opon.

- Od kiedy ty prowadzisz?
- Od kiedy? Od zawsze. Tak naprawdę to jedyna rozrywka mugolska na którą pozwalał mój ojciec. Jak miałem 15 lat, pierwszy raz wsiadłem do auta. Na początku się dziwiłem ojcu, że lubi coś mugolskiego. Ale kiedy sam wyruszyłem to było coś. To najlepsze co stworzyliście. - powiedział to z taką radością, że jedyne co mogła zrobić dziewczyna to uśmiechać się.

Kiedy przyjechali do centrum, poszli najpierw do banku, gdzie chłopak musiał podpisać jakieś papiery związane z drugim hotelem. Potem zabrał ją na spacer główną ulicą. W pewnej chwili z głównej ulicy skręcili w jakieś wejście, gdzie na początku myślała, że jest mały stragan. A okazało się, że był to rynek tak naprawdę schowany w samym centrum. Ryneczek był pewien rzemiosła domowego. Było widać, że wszystko było robione ręcznie. Dużo było wyrobów z wikliny, ale to nie było coś co chciała dziewczyna. Szukała czegoś innego. To było owszem ciekawe, pełne kolorów, ale za bardzo kolorowe. Nie dla niej. Dlatego też chłopak zabrał ją do innych sklepów z pamiątkami. Bo tak naprawdę tylko te sklepy przy głównej ulicy można było odwiedzić. reszta w mieście nie była do końca bezpieczna i nie była tak naprawdę warta zobaczenia.
- Tak naprawdę, tylko na tej ulicy są sklepy, gdzie jest coś co można kupic. Ja przeważnie lecę do Miami, jeśli potrzebuję ubrań, lub jakiś innych rzeczy. Nassau jest pod turystów. Jak widzisz cała główna ulica to albo jubiler albo pamiątki lub ubrania. Złoto jest drogie i to naprawdę drogie, nie opłaca się kupować go tutaj. Ubrania są nawet ciekawe, ale nie wiem co by cie interesowało?
- Pamiątki, tylko to.
- Więc jest jeden sklep, gdzie mają naprawdę piękne rzeczy, droższe, ale wyjątkowe. - mówiąc to chłopak poprowadził ją do jednego ze sklepów, który może z zewnątrz nie wyglądał zbyt ładnie, ale w środku był piękny. Było pełno różnego rodzaju gadżetów: magnesy, koszulki, kule śnieżne, porcelana, muszle i coś co najbardziej zdziwiło dziewczynę to ozdoby choinkowe. Była nimi tak zauroczona, że kupiła tylko to dla wszystkich. Wybierała ponad godzinę i brała dla wszystkich o kim pamiętała. Najbardziej spodobały jej się białe muszle z czerwoną kokardką na choinkę, ale również inne "bombki" były fascynujące.
Spędziła w tym miejscu ponad godzinę, kilka razy zerkała w stronę chłopaka, ale nie widziała, żeby był zły z tego powodu, więc była zadowolona.
Wyszli ze sklepu z wielkimi pudlami zakupów i od razu poszli do samochodu żeby je zostawić. Po zakupach, chłopak zabrał dziewczynę do innego hotelu na obiad i deser i miło spędzili ten czas. Przez ten czas jaki spędziła ona z chłopakiem zapomniała o porannych przemyśleniach. Ten czas sprawił, co było dziwne radość i szczęście. Czas minął im szybko, potem przejażdżka wzdłuż brzegu oceanu i życie stało się jakby piękniejsze. 

Wrócili do hotelu gdy dochodziła godzina 20. Wyglądali jak para, ona szła pierwsza zadowolona z życia a on za nią jak potulny piesek z zakupami.
W pewnym momencie dziewczyna stanęła i spojrzała się w stronę pomostu. Draco nie zauważył tego i wpadł na nią.
- Coś się stało?
- Tak Draco, patrz tam na pomost
I oboje patrzyli jak pewna ruda dziewczyna w wysokich czarnych szpilkach i zielonej sukience wsiada do łódki i odpływa w stronę wyspy. Hermiona i Draco spojrzeli na siebie i pierwszy powiedział chłopka
- To się porobiło, myślisz, że do niego?
- Chyba tak, to jej jedyna elegancka sukienka jaką miała w walizce
- I do tego zielona - powiedział blondyn uśmiechając się do niej
- Czyżby miała nadejść znów miłość?
- Chyba tak, więc co powiesz na lampkę wina w niedalekiej odległości od pomostu. Poczekamy na nasze gołąbki i zobaczymy jak wrócą?
- Z przyjemnością - dziewczyna uśmiechnęła się i odeszli w stronę pokoi.

poniedziałek, 12 października 2015

Bahamy część 8

Coś co miało być miniaturką już dawno przestało nią być. Tak mnie to wkręciło, że mam ochotę pisać i pisać i nie mam dosyć tego opowiadania.  

Przed wami już 8 część. I jak widzicie już nie miniaturka ale same Bahamy. Staram się napisać prawdziwą miniaturkę i mam 2 pomysły, które tak naprawdę przyśniły mi się, teraz muszę tylko je opisać i przenieść w świat Harrego Pottera.


Liczę na pozytywne komentarze, albo jakiekolwiek.


                Hermiona i Ginny spędziły miły wieczór oglądając maraton z filmami romantycznymi. Dwa filmy, półmisek owoców, serów i butelka wina sprawiły, że obie zasnęły w pokoju rudej. Rano obudziły się dopiero koło 10 i wiedziały, że nie mają co liczyć na śniadanie. Pozostało im jedynie ubrać się w kostiumy i lekkie sukienki i wybrać się na brunch. 
Ich posiłek to oczywiście krewetki nad basenem, ale pod parasolem i z dużą ilością olejku z wysokim filtrem. Okazało się, że obie dziewczyny troszkę za bardzo wcześniejszego dnia pokochały słońce i teraz cierpiały.
- Tak się zastanawiam co my będziemy tu robić przez następne dni. Wczorajszy dzień był fajny, dawno tak się nie bawiłam. Tak teraz myślę, że naprawdę dawno Ginny nie miałyśmy możliwości spędzić same tyle czasu. - powiedziała brunetka
- Masz rację. W szkole nie byłyśmy aż tak zaprzyjaźnione. I nie było możliwości abyśmy się lepiej poznały. Moja matka myślała, że w przyszłości będziesz jej córką, ale jak ja się cieszę, że nie jesteś z moim durnym bratem - mówiąc to uśmiechnęła się - naprawdę takiego idioty jak on to świat nie widział nigdy
- Nie powinnaś tak mówić o nim. Pogubił się chłopak.
- Pogubił? Zwariowałaś? Przecież on uważał się za BOHATERA!!! Nie wiem skąd ten pomysł. Zawsze był w cieniu moich starszych braci, ale bez przesady. Za bardzo popadł w euforię po wygraniu. I nie ma co się dziwić, że wylądował na oddziale zamkniętym.
- Szkoda mi go, jednak tyle lat razem przeżyliśmy razem a tu niestety wyszło jak wyszło. - posmutniała brunetka - Najgorsze, gdy dzieje się źle z osobą, którą znasz tyle lat i nie możesz nic zmienić, nie możesz pomóc. 
- Nawet nie można go normalnie odwiedzić. Byłam u niego miesiąc temu chciałam mu powiedzieć o ślubie i Marku, myślałam, że może coś do niego dojdzie, ale niestety nadal wszystkich traktuje wrogo. Dobrze, że nie ma różdżki, bo tylko Avadą strzela jakby walczył z Voldziem. Nic się nie da z nim już zrobić. Pozostało nam wszystkim pogodzić się ze stratą. Już nie będzie taki jak kiedyś, niestety... Ale to zmieniło nas wszystkich wiesz? Tak mi się wydaje, nie wiem czy dobrze uważam.
- Co masz na myśli mówiąc zmieniło? 
- Przede wszystkim chłopaki są częściej w domu, rzadko u nas bywasz więc nie widziałaś tego. Ale wydorośleli, albo raczej są bardziej poważni, zaczęli inaczej patrzeć na świat. Pomagają rodzicom i starają się uczestniczyć w życiu. Dzięki temu ja mogłam troszkę oddalić się od tego wszystkiego. Bracia w domu, mama była dla nich, a ja miałam wolność. Ale jeszcze nigdy nie byłam tak wolna jak tutaj. Tu jest bosko.

- Masz rację Ginny, tu jest bosko, popatrz tylko na ocean. Patrzysz na wodę i widzisz tylko i wyłącznie przestrzeń i daje to taką wolność, że człowiek marzy jedynie aby móc tu zamieszkać na stałe.
- Ciekawe jak tu jest w zimę, na pewno pięknie, nie ma pewnie śniegu, ale chyba powinno być ciepło. Jak myślisz Miona?
- A skąd ona ma wiedzieć, jak nigdy nie była tutaj, co? - dziewczyny za swoimi plecami usłyszały męski głos
- Ale zawsze jesteście tutaj mile widziane. Zwłaszcza ty moja wiewióreczko.

        Gdy dziewczyny się odwróciły zobaczyły przed sobą bruneta i blondyna ubranych plażowo i trzymających tacę z drinkami. Malfoy podszedł od razu do leżaka Hermiony i usiadł obok niej podając jej szklankę z napojem. Ta podziękowała mu skinieniem głowy i nie bardzo wiedząc co zrobić, upiła od razu łyk i spojrzała na Ginny, która wręcz patrzyła na bruneta tak jakby chciała mu zrobić krzywdę, ale też i była zaskoczona i nie wiedziała o co chodzi. Zabini za to podsunął sobie leżak stojący kilka metrów dalej i rozłożył się na nim przed Ginny
- Zabini? Malfoy? Co wy tu robicie? - zapytała Ginny
- Jak to co wiewióreczko? Jesteśmy tu dla was, nie widać. Zapomniałyście uzupełniać płyny, więc przybyliśmy na ratunek.
- A raczej Zabini nie powinieneś ratować z opresji jakiejś głupiutkiej blondynki? Idź i zobacz może jakaś się topi w basenie - odpowiedziała mu rudowłosa.
- Wiesz, że nigdy blondynki nie były w moim guście, wole namiętne lisice, dzięki nim życie jest piękniejsze.
- Lisice? Czy ty się słyszysz Zabini? Kto ci pozwolił do nas podejść? Jak? Dlaczego? Ale...? 
- Ginny. uspokój się i oddychaj. Powoli wdech, wydech, wdech, wydech, no idzie co ci co raz lepiej, a teraz spokojnie posiedzimy sobie, porozmawiamy i kto wie co będzie dalej - mówiąc to mrugnął do dziewczyny
- Ty... Ty... Aaaaaa - dziewczyna wstała i szybkim krokiem odeszła w stronę pokoju. Za nią pobiegł Zabini z uśmiechem na ustach
- No dobra. Co się tutaj dzieje? - zapytała zaskoczona Hermiona do Draco gdy zostali sami
- Mnie się nie pytaj. Ja chciałem tylko troszkę zaczerpnąć świeżego powietrza, mieliśmy zrobić anonimowy obchód, ale Blaise zobaczył was z daleka i doszedł do wniosku, że potrzebujecie coś zimnego do picia i ...
- I nie mógł oczywiście być obojętnym i musiał wkurzyć Ginny, tak? - zakończyła za blondyna brunetka
- Coś w tym sensie - uśmiechnął się chłopak, wstał i położył się na pustym leżaku i popatrzył na dziewczynę - Nie bądź zła na niego, od wczoraj chciał wpaść do jej pokoju i przytulić się do niej i reszty co chciał zrobić i o czym mówił już byś nie chciała wiedzieć. I tak dziwne, że tyle wytrzymał. 
- Rozmawiałam z nim wczoraj, powiedziałam mu, żeby zachowywał się normalnie i uważał. A on co? Od razu wielki zakochany Zabini
- Czyli też to zauważyłaś? 
- Co takiego miałam zauważyć?
- To, że Blaise nadal jest zakochany w niej.
- Naprawdę? Myślałam, że się wygłupia tylko.
- Oj Miona, Miona, przecież to widać z daleka. Zabini świata po za nią nie widzi. Więc mam nadzieję, że teraz mu się uda. 
- A ja nie wiem czy powinno im się udać, w każdym bądź razie powinnam iść poszukać Ginny.
- Na twoim miejscu bym tego nie robił. Jak znam mojego przyjaciela, to nie dał jej uciec. Lepiej posiedź tu ze mną. Może masz ochotę na mrożoną kawę?
- Wybacz Malfoy, ale nie mam ochoty na kawę a tym bardziej nie chcę teraz siedzieć z tobą, gdy moja przyjaciółka jest sama i skazana na twojego kumpla. Odchodzę - mówiąc to brunetka wstała i poszła do budynku do którego wbiegła wcześniej Ginny. 
         Blondyn, gdy został sam uśmiechnął się i rozłożył na leżaku. Wiedział, że za kilka minut wróci jego kumpel. Bo taki był prawdziwy plan. Wkurzyć rudą, żeby odeszła a za nią brunet, a on miał zostać z brunetką. I mimo, że Hermiona odeszła to wiedział, że z wyspy nie ucieknie. 

Miona nie dogoniła przyjaciółki, minęła za to wysiadającego z windy bruneta, który przechodząc obok niej powiedział:
- Jak się masz Mionuś?
- Dobrze się czujesz? Gdzie jest? - odpowiedziała mu dziewczyna
- U siebie w pokoju, ale na twoim miejscu nie wchodziłabym tam. Wystawia pazurki - jego uśmiech jeszcze bardziej się pogłębił i potarł się o zaczerwieniony policzek - Ale może dla ciebie będzie milsza i nie pobije cię. Wracam do Smoka.
Gdy wyszła z windy dziewczyna przyśpieszyła kroku i podeszła do pokoju. Nie musiała pukać, bo drzwi były otwarte, a Ginny chodziła po pokoju. Mimo, że nic nie mówiła to wściekłość na jej twarzy była ogromna. Jej oczy ciskały piorunami.
- Kochana? Co się stało? Co Diabeł ci zrobił? - zapytała się brunetka
- Co mi zrobił? Ten gad, ten mały robak? To, to coś? 
- Tak on, co on ci zrobił? Ginny uspokój się, weź głęboki wdech i wydech i powiedz mi.
- Przywaliłam mu.
- Co zrobiłaś? - zapytała zaskoczona Hemiona
- Przywaliłam mu, ale tak mocno wiesz? Tak jak ty w 3 klasie
- A dlaczego? - zapytała, choć do końca chyba wiedziała co mogło spowodować taką agresję przyjaciółki
- On! On! Pocałował mnie!!! - mówiąc to Ginny rzuciła się na łóżko i zakryła głowę poduszką.

poniedziałek, 5 października 2015

Bahamy część 7

               W czasie gdy Malfoy i Zabini omawiali sprawy firmowe, Ginny i Miona bawiły się w najlepsze. Chociaż słowo bawiły to troszkę zbyt dużo powiedziane, bardziej odpoczywały, rozmawiały i podziwiały. Zwłaszcza podziwiały ośrodek, były na spacerze, zobaczyły budowle, korty, fontanny, alejki. Było pięknie, wręcz idealnie. Weszły na dach gdzie widziały wszystko z góry i były tym wręcz oczarowane. Cały ośrodek wyglądał przepięknie, a do tego lekki ciepły wiatr sprawiał, że można było stać na tym dachu i stać i wręcz pokochać to miejsce. Jakie życie byłoby wtedy proste... W tym momencie obie myślaly tak samo. że życie na Bahamach byłoby idealne.
              Po spacerze poszły zjeść krewetki w tempurze i znów wybrały się na zwiedzanie, tym razem brzegiem oceanu. Możliwość spaceru nie była zbyt duża. Niestety plaża należąca do ośrodka skończyła się w pewnym momencie i dziewczyny trafiły na skałki a za nimi na prywatne posesje. Pozostało im usiąść na skałkach i patrzeć w dal. Siedziały w ciszy dłuższy czas. Każda myślała o czymś innym, ale myśl była jedna  - przyszłość. Pierwsza z rozmyśleń ocknęła się brunetka i dziewczyny stwierdziły, że czas wracać i usiąść na czymś wygodniejszym. 
             W pewnym momencie zobaczyły w oddali parę młodą, ich gości i księdza, który udzielał im ślubu. Widok ten sprawił, że w oczach Ginny znów pokazały się łzy.
- Chodź Ruda, nie patrz tam - mówiąc to Hermiona przytuliła przyjaciółkę i skręciły w stronę basenu, gdzie usiadły na leżakach jak najdalej od wszystkich ludzi, wcześniej miały położone w tym miejscu swoje rzeczy, więc nie musiały wracać do pokoju po torby. Oczywiście brunetka wybrała leżak pod parasolem, żeby znów się nie poparzyć.
- Wiesz Miona, myślałam, że już mi przeszło, że zaczynam zapominać, a tu jedna mała rzecz i znów chce mi się płakać. Tylko nie wiem po czym?
- Kochanie, to naturalne, że jesteś smutna. Byłaś w pięknej białej sukni, wszystko było przygotowane i miało być idealnie. Ale nie zmienisz przeszłości i mimo wszystko musisz jakoś zapomnieć. Nie zrobisz tego w dwa dni.
- Wiem o tym, ale to takie smutne. Myślałam, że jakoś ułożę sobie już życie, że będziemy ze sobą na dobre i złe. Praca, potem wspólna kolacja i film i tak będziemy do końca żyć. Potem dzieci i życie by było piękne.
- Ginny? Nie obraź się, dobrze? Mam pytanie, które od kilku miesięcy za mną chodzi. Nie pytałam się ciebie o to wcześniej, bo byłaś taka przejęta całym tym weselem i Markiem, wydawałaś się szczęśliwa, ale czy ty go kochałaś? Tak prawdziwie?
Ginny nie odpowiedziała od razu tylko dopiero po kilku sekundach - Tak Miona, tak.
- Nie powiedziałaś tego od razu, więc zastanów się raz jeszcze. Gdybyś kochała go szczerze i prawdziwie to bez zająknięcia byś mi potwierdziła to. Może jednak to nie była miłość a przywiązanie? Wiesz, że jesteś dla mnie jak siostra, ale czasami miłość ucieka, szukałaś czegoś nowego i pojawił się Mark. Może i miał coś w sobie, choć to nie mój typ, ale może to było zauroczenie tylko... Miłość nie jest prosta i szybka. Z dnia na dzień nie zmieni się wszystkiego, będziesz teraz cierpiała tego jestem pewna. Ale uwierz, że tak będzie lepiej, czasami wydaje mi się, a nawet jestem pewna, że on nie był dla ciebie. Mówisz, że chciałaś ustatkowania się, wspólnych wieczorów, kolacji, ale to nie jesteś ty.
- Tak sądzisz Miona?
- Jestem pewna tego. Ile cię znam, co? Jak długo jesteśmy przyjaciółkami? No właśnie. Nawet nie ma sensu już liczyć. Więcej życia spędziłyśmy jako przyjaciółki niż z daleka od siebie. Znam cię bardzo dobrze i wiem, że to nie było dla ciebie. To ty z nas dwóch jesteś tą co kocha taniec, muzykę, wieczory z przyjaciółmi, więc przez ten czas z Markiem, gdzie się z tym podziałaś? Gdzie jest moja przyjaciółka, która raz w tygodniu wyciągała mnie na tańce, co? - w czasie tego monologu Hermiony, Ginny siedziała i rozmyślała nad jej słowami, zanim się odezwała minęło troszkę czasu
- Już wiem, dlaczego mówili, że jesteś najmądrzejsza. To jest trudne, wiesz? Masz rację, co do tego, że potrzebowałam zmiany i troszkę brakowało mi tych wspólnych wypadów. Zwłaszcza żałuję, że dawno nie tańczyłyśmy. Obawiam się jedynie, że to troszkę jeszcze potrwa. - zakończyła smutniej
- Nie martw się, nigdzie mi się nie śpieszy. Jeszcze mi się nie znudziła nasza przyjaźń, choć czasami za dużo ode mnie wymagasz.
- Jak to za dużo? Czy ty uważasz, że kupowanie ubrań raz w tygodniu i wyjście na imprezę to za dużo? Jesteś ważną i piękną kobietą, która musi dbać o siebie, oraz raz na jakiś czas odprężyć się w dobrym towarzystwie. Ratowanie życia to nie taka prosta sprawa. - powiedziała Ginny
- I widzę, że powraca moja dawna przyjaciółka - uśmiechnęła się brunetka - To jaki masz teraz plan?
- Jak to jaki? Wracam do żywych, albo raczej mogę powiedzieć, że taki mam plan. I tego teraz się trzymamy, ok? Zero rozmowy o nieudanym weselu, Marku, oraz o Londynie. Będziemy się bawić, opalać i zero facetów.
- No z tym może być problem Ginny. Pamiętaj, że gdzieś tu się kręci pewien brunet.
- O nim mi nawet nie wspominaj, a zresztą to już zamknięty temat i możemy normalnie się z nim spotkać. To co krem z filtrem, okulary i opalanie? Chociaż to dziś robimy cały czas, prawda? Jest bosko - mówiąc to posmarowała się kremem i położyła się na leżaku, wystawiając ciało na promienie słoneczne.
            Tak samo zrobiła brunetka i po chwili już obie słuchały muzyki i uspakajały się. W ciszy poleżały z 30 minut, w między czasie Miona wyjęła książkę i zaczęła dalej czytać tam gdzie skończyła ostatnio.
            Czas mijał im szybko, nie patrzyły na zegarek, nie wiedziały jaki jest czas, to że mijał szybko wiedziały tylko dlatego, że brzuch rudej zaczął wydawać dziwne odgłosy, więc brunetka wstała i poszła do baru gdzie wzięła kilka rzeczy do jedzenia. Na wielkiej tacy miała, po 2 kawałki pizzy z owocami morza, oczywiście krewetki i muffiny czekoladowe. Do tego mrożona herbata i była gotowa na ucztę bogów. 
              Zjadły słuchając muzyki i zastanawiały się co dalej mają dziś robić. W końcu doszły do wniosku, że wieczór spędzą w pokoju i zobaczą jakiś dobry film. Najbardziej z tego była zadowolona Ginny, która skrycie troszkę denerwowała się spotkaniem z dawną miłością. Bała się tego co on sobie o niej pomyśli. Bo owszem rozmowa taka szczera z Mioną dała jej do myślenia. Inaczej spojrzała dzięki niej na swój związek z Markiem i chyba musiała przyznać jej rację, że nie końca to była prawdziwa miłość. 
             Po posiłku poszły do swoich pokoi gdzie każda z nich wzięła prysznic. Później brunetka posmarowała sobie plecy aloesem tam gdzie dosięgnęła i oczywiście przypomniały jej się sprawne dłonie pewnego blondyna, żeby nie myśleć o tym wykonała telefon i zamówiła półmisek serów i owoców i białe wino na godzinę 19, W między czasie rozpakowała swoje walizki, które od początku były zapakowane i wyjmowała z nich tylko to co aktualnie było potrzebne. Teraz miała czas więc mogła to zrobić. Gdy już wszystko pięknie było poukładane i powieszone, nałożyła bawełniane spodenki i bluzkę i wyszła do przyjaciółki. Jak tylko wyszła z pokoju i zamknęła go drzwi po przeciwnej stronie otworzyły się i wyszedł z nich Zabini.
- Psst Miona - szepnął do niej - Mam sprawę, pomożesz mi?
- Czemu mówisz tak cicho? - z uśmiechem na twarzy odpowiedziała mu dziewczyna
- Bo to tajemnica, wejdź do mnie na moment - mówiąc to otworzył szerzej drzwi i przepuścił dziewczynę, która podeszła do niego - Cieszę się, że tu jesteś i to z Ginny.
- Nie jesteś zaskoczony? No nie dziwię się, że nie jesteś, pewnie Malfoy się wygadał co?
- Tak nie do końca. Szczerze, Granger? Usłyszałem śmiech mojego słoneczka i Draco mi powiedział, że spędzacie tutaj wakacje, bo nie odbyło się wesele. Powiesz mi coś więcej o tym?
- Nie wiem czy mogę ci powiedzieć dokładnie. Wiesz, że wam kibicowałam. Wyszło jak wyszło i teraz nie wiem jak się zachować. Nie wiem co Ginny by o tym sądziła, nie chciałabym robić nic przeciwko niej. Lubię cię, ale musisz zrozumieć, że jeśli ona będzie chciała, to sama opowie ci o tym. Nie gniewasz się?
- Nie, choć nie ukrywam, że chcę wiedzieć. Wiem, że nie było wesela. Miał być kilka dni temu, ale... No dobrze. - mówił smutnym głosem - A możesz mi powiedzieć jak ona się z tym czuje?
- A jak myślisz? Miała być teraz z mężem na swoim miesiącu miodowym a jest ze mną, więc? To nie było za mądre pytanie, jest roztrzęsiona, zła, wściekła i smutna. Jak się z nią zobaczysz, to proszę uważaj dobrze? - ostatnie słowa brzmiały jak wielka prośba względem jej najlepszej przyjaciółki - Cieszę się, że ciebie widzę - mówiąc to wyszła i poszła do przyjaciółki, Nie zauważyła błysku w oku bruneta, który w swojej głowie tworzył plan.

poniedziałek, 28 września 2015

Bahamy część 6

I przed Wami kolejna część mojego krótkiego opowiadania. Liczę na pozytywne komentarze, albo jakiekolwiek. Wystarczy napisać: "Fajne". 

Dziś więcej panów w opowiadaniu. I jeszcze jedno, w moim opowiadaniu czarodzieje mogą używać teleportacji tylko w danym kraju, nie między kontynentami, a już tym bardziej nie między państwami. A jak wiadomo Jamajka i Bahamy to dwa różne kraje :)

Jestem daleko w tyle, od 3 tygodni piszę kolejną odsłonę i mam jakąś blokadę. Mam nadzieję, że do poniedziałku wyrobię się.

Zapraszam do czytania i komentowania :)



             Nowy dzień, nowe przyjemności, nowe wyzwania. O tym myślała pewna brunetka budząc się w hotelowym pokoju. Wiedziała i czuła, że dziś będzie ciekawie i jeśli uda jej się przetrwać ten dzień to będzie wręcz idealnie. Ale z drugiej strony obawiała się spotkania z pewnym niestety bardzo przystojnym blondynem, który sprawił, że w końcu udało jej się spędzić miło dzień. Zapomnieć o pracy, domu, życiu i nawet o Ginny.
             Ale co będzie, to będzie. Ubrała się w krótkie szorty i niebieską bluzkę na długi rękaw z bardzo cienkiego materiału. Zakładając stanik i zapinając go z jej ust było słyszeć jęk bólu spowodowany oczywiście tym, że plecy ją nadal piekły, na szczęście już nie tak jak wczoraj. Musiała przyznać, że aloes w dużej ilości bardzo pomógł. Wyszła z pokoju i zaszła po Ginny, która również już była gotowa na śniadanie. Ubrana była w zieloną sukienkę i płaskie sandałki. Skierowały się w stronę windy, wsiadły do pierwszej która nadjechała i zjechały na dół. 
             W tym samym momencie gdy one wychodziły z windy na dole, na górze pewien przystojny brunet również wysiadł z windy i skierował się w stronę swojego apartamentu. Obok drzwi do swojego małego królestwa on i jego wspólnik mieli zamontowane  zamki elektryczne na kod. Co było dużym ułatwieniem, nie potrzebowali kluczy i w każdej chwili mogli wchodzić do swoich pokoi nawzajem. Zabini wystukał kod i wszedł do pokoju, wziął prysznic i przebrany w czyste ubrania zaszedł po przyjaciela, aby móc z nim omówić sprawy jakie załatwiał na Jamajce.
- Malfoy! - zawołał od progu - Wstawaj ty leniu śmierdzący. Jest 9 rano i już dawno powinieneś dbać o gości hotelowych, a nie leżysz i... Ty myślisz? Co taki rozmarzony jesteś? Nie mów, że znów jakaś kobieta zawróciła ci w głowie, mam nadzieję, że nie jakaś kelnereczka lub ta z recepcji idiotka, która ma problem z napisaniem własnego imienia.
- Zabini, uspokój się. Nie żadna kelnerka, a tą z recepcji zwolniłem. - powiedział Malfoy wstając z łóżka.
              Po wczorajszym dniu nie mógł spać. Spotkanie z Granger rozbiło go na kawałki. Cały dzień praktycznie pod nią ustawił. Nie zrobił niczego co miałoby wspólnego z zarządzaniem. No oprócz zwolnienia Pameli, która okazała się nie najlepszym nabytkiem dla hotelu. A potem prawie cały dzień z Granger. Zaczął od śniadania, potem basen i obiad i na koniec kolacja na wyspie. Dawno nie spędził tak dnia i podobało mu się to. Zwłaszcza, gdy zdał sobie sprawę, że było wręcz idealnie i czas jej poświęcony pozwolił mu odpocząć od pracy. Ale co było wczoraj to było i teraz musiał zabrać się za pracę. Miał już wstawać, gdy przeszkodził mu Zabini. Wiedział, że dziś wraca i trzeba przemyśleć kilka spraw. Teraz gdy wspólnik stał nad nim, podniósł się z łóżka i poszedł do łazienki. Gdy wyszedł zobaczył, że Zabini jest na tarasie, więc ubrał się szybko, zawołał przyjaciela i poszli razem do głównego budynku, gdzie znajdowało się ich biuro. W środku czekało na nich śniadanie, zamówione przez bruneta. Na omawianiu sytuacji na Jamajce czas mijał im bardzo szybko, nawet nie zauważyli, że była już pora lunchu i trzeba by było coś zjeść. Dlatego zadzwonili do jednej z 7 knajp, gdzie w kompleksie można było coś zamówić. A że mieli ochotę na kraby to zamówili posiłek w najlepszej restauracji. Napili się kawy jeszcze w biurze i skierowali się w stronę knajpy. Wchodząc do środka brunet nagle się odwrócił.
- Słyszałeś to? - zapytał blondyna
- Co takiego?
- Ten śmiech, słyszałeś go? - mówiąc to odwracał się na wszystkie strony jakby chciał usłyszeć skąd dobiegał
- Diabeł, tu jest pełno ludzi, którzy się śmieją, bawią, do tego leci muzyka, więc wybacz, ale nie zwracam uwagi na to co się dzieje w ośrodku, chyba, że ktoś woła o pomoc - powiedział Malfoy znudzonym głosem i wszedł do środka, kierując się w stronę swojego stolika w kącie sali.
- Ale ten śmiech jakby był rudej. Chyba mi się jednak przesłyszało, bo co ona mogłaby tu robić, prawda? - mówiąc to posmutniał, wiedział, że w weekend było jej wesele. I już teraz nie jest jego Ginny, tylko jakiegoś innego faceta. Ile by dal, żeby to zmienić, cofnąć czas, powrócić do tych chwil, kiedy było tak pięknie i móc zostać
 z nią na zawsze. Wiedział, że nie jest to już możliwe. Miłość z jej strony przepadła na zawsze. Pozostało mu jedynie życie na drugim końcu świata. Rozmyślając tak usiadł przy stoliku i zapatrzył się na salę restauracji. Myślał o tych wszystkich ludziach siedzących sobie i patrzących w oczy ukochanej osobie. Też by tak chciał... Tak rozmyślając nie zauważył, że w między czasie kelner przyniósł ich zamówienie, a nawet nie usłyszał słów przyjaciela.
- Co mówiłeś Smoku?
- Nie przesłyszałeś się - gdy zobaczył zdziwiony wzrok przyjaciela, mówił dalej - to znaczy nie wiem czy to był śmiech Rudej, ale ona tu jest.
- Jak to jest? Nie mów, że spędza tu swój miesiąc miodowy. To gwóźdź do mojej trumny - jego słowa były co raz bardziej cicho mówione, jego oczy jakby zgasły, były bez błysku tak charakterystycznego dla niego
- Jest sama, ale jakby nie sama. to znaczy nie wiem co się stało dokładnie, ale owszem spędza tu miesiąc miodowy, tyle, że z Granger - powiedział Malfoy, sam gubiąc się w słowach - Musisz pogadać, ale z Granger ona ci wytłumaczy o co chodzi.

- Z Granger? Mówisz serio? One są tutaj we dwie tak? Czyli, że ślubu nie było? - widząc potakiwania Smoka za każdym pytaniem, Diabeł zapiszczał ze szczęścia
- Dobra nie piszcz jak baba, zjedzmy obiad i ustalmy co dalej.
- Jak to co dalej? Oczywiście spotykamy się z dziewczynami i do dzieła. Moje Słoneczko przyjechało do mnie - powiedział rozbawiony brunet
- Zabini jak ja cię zaraz walnę. Mówiłem o Jamajce, że chyba jeden z nas musi się tam przeprowadzić a nie, że idziemy do dziewczyn. Swoją drogą, to będzie ciekawe jak Ginny na ciebie zareaguje. - mówiąc to uśmiechnął się widząc pierwszy raz od wielu miesięcy szczęście na twarzy przyjaciela.
- No chyba, trzeba się tam przeprowadzić na jakiś czas, myślałem o tym i wcześniej chciałem to zrobić. W końcu Jamajka to był mój pomysł i ja nalegałem na tą lokalizację. Wiesz jakieś nowe miejsce, ale to i tak dopiero najszybciej chyba za pół roku. Jak na razie nie ma po co. Wszystko stoi w ruinie, tak to można nazwać. Widziałeś w każdym bądź razie zdjęcia. Mam nadzieję, że remont dosyć szybko się skończy.
- Zobaczymy jak to będzie, jak będziesz się chciał przenieść tam, to nie ma sprawy. Lot jest szybki, więc będzie łatwo się przemieszczać jak coś. Tylko Zabini, jak będziesz uważać, że nie ma sensu się bawić w kompleks na Jamajce, to możemy to sprzedać i zostawić za sobą. Mamy kasy więc nie musimy się za to zabierać. Sandals do naszej śmierci będzie idealny. Zobacz, że nasz hotel jest najlepszy, owszem są tutaj jeszcze jakieś ośrodki, ale nie takie jak nasze. Granger już się zakochała jak pokazałem jej wyspę. To był strzał z zakupem jej.
- Czekaj, czekaj, Smoku czy ty powiedziałeś, że pokazałeś jej wyspę?
- Zjedliśmy tam kolację.
- Kolację? - Zabini był zdziwiony, że jego kolega zabrał na wyspę dziewczynę. Jeśli chodziło o Malfoya to tylko kobieta była potrzebna do łóżka, nigdy na kolację romantyczną. Wyspa dla wszystkich kojarzyła się z wieczorem magii - Ale jak to, tak normalnie? Kolacja, świece, owoce morza? Tylko ty i ona, oboje na wyspie miłości? To co było jeszcze? Spędziłeś z nią jeszcze więcej czasu czy jak? Wieczór, noc, śniadanie? Muszę wiedzieć wszystko, mów, teraz, zaraz, wszystko...
- Powtarzasz się Blaise, oddychaj po pierwsze i uspokój się. Czy ktoś ci mówił, że zachowujesz się jak baba, która przyszła do sąsiadki na poranne ploteczki? W dniu wczorajszym pokazałem wyspę Granger no i cały nas ośrodek.
- A swój apartament? - przerwał mu brunet, wyciągając dłoń żeby przybić "piątkę",  ale został zignorowany
- Hotel, przyjacielu, hotel jej pokazałem i zjadłem z nią śniadanie i obiad i kolację. Chyba zbyt dużo z nią spędziłem czasu, ale to pierwsza osoba z naszej przeszłości, którą widzę w naszym miejscu i byłem ciekawy.
- I tak dziwnie się złożyło, że teraz o niej gadasz i gadasz, a jakoś nigdy nie mówiłeś nic o swoich podbojach. Nie uważasz, że jest coś na rzeczy?
- Nie wymyślaj, po prostu byłem miły i zastanawiałem się, czemu nie było ślubu. Wiesz jak było dziwnie, jak zobaczyłem kłócącą się Granger na monitorze z recepcji? Myślałem, że zobaczyłem ducha, bo co ona by tu mogła robić. I później okazało się wszystko. Nie rób takiej miny, nie powiem ci. Musisz sam się dowiedzieć co i jak. A teraz może wróćmy do biura i porozmawiajmy dalej o Jamajce.

poniedziałek, 21 września 2015

Bahamy część 5

I przychodzę do Was z kolejną częścią. Jest krótszy niż inne części, ale jakoś tak łatwiej mi było rozłączyć w tym konkretnym miejscu. Widzimy się za tydzień.

pozdrawiam

- Miona! Malfoy! Co to ma znaczyć? Co się dzieje? Jak? - krzyknęła Ginny i wróciła do pokoju zostawiając otwarte drzwi, które oznaczały nie tyle co zaproszenie ale "Miona do mnie!!!"
Hermiona tylko spojrzała w kierunku Rudej i wiedziała, co ma robić. Przeprosiła Malfoya i udała się za przyjaciółką.
Gdy weszła do pokoju, zobaczyła, że dziewczyna wyjęła dwie szklanki i nalewa whisky do nich. Jedną wzięła do ręki i wypiła, popatrzyła na przyjaciółkę i nalała sobie raz jeszcze. Drugą szklaneczkę dała brunetce
- Dobra Miona, bez owijania co się tu do cholery dzieje? Jak długo wiedziałaś, że blondas tu jest?
- Od wczoraj? - powiedziała pytająco dziewczyna i wzięła duży łyk alkoholu - W recepcji go spotkałam, pomógł z tymi pokojami. Nie chciałam ci mówić wczoraj a dziś nadal byłaś słaba więc też nie wspomniałam.
- Co on tu robi i dlaczego się z nim całowałaś, jak do tego doszło? Tylko mów prawdę, błagam. Nie zniosę więcej kłamstw - powiedziała wręcz ze smutkiem ruda
- Ginny, jest dobra wiadomość i zła, a dokładniej tych złych jest więcej. Ale zacznę od momentu spotkania w recepcji. Wiesz, że ten hotel jest tylko dla par, prawda? Jak byłam w recepcji, jakaś głupia recepcjonistka nie chciała mi dać ani dostawki, ani dwóch pokoi ani nic. Kłóciłam się z nią i wtedy z bocznego wejścia wyszedł Malfoy. Załatwił nam te dwa pokoje za darmo. Jak to ujął po starej znajomości. Powiedział, że jest współwłaścicielem a jego wspólnik jest teraz po za wyspą. Rano dosiadł się do mnie na śniadaniu, potem przyszedł z obiadem i zaprosił mnie na kolację. Właśnie z niej wróciliśmy i tak jakoś mało brakowało a byłby pocałunek, tylko na szczęście ktoś nam przerwał. Więc dzięki Ginny za to, serio. Nie wiem co by było potem. Pewnie czułabym się jak idiotka.
- Właściciel tak? Wie co się stało? Dlaczego jesteśmy tu same razem?
- Musiałam mu powiedzieć o tym, dzięki temu możesz siedzieć ile chcesz w hotelu i nie musisz się martwić o nic i to jedyna dobra wiadomość.
- To jaka jest zła oprócz tego, że Malfoy jest tutaj?
- Jego wspólnik. Nie wiem jak ci to powiedzieć, ale przypominam, że to był twój pomysł odnośnie hotelu. Nie pozwoliłaś mi sprawdzić tego miejsca i niestety...
- No wyduś to z siebie, przecież nie może być nic gorszego niż porzucenie w dniu ślubu.
- Może być, uwierz mi, że może być i jest to Zabini - ostatnie słowo Hermiona powiedziała tak cicho, że Ginny nie usłyszała dokładnie
- Możesz powtórzyć? Bo nie usłyszałam.
- To Zabini. On jest wspólnikiem. I jutro wraca z Jamajki. - Na te słowa ruda nalała sobie kolejną porcję whisky, wypiła ją, pomyślała o Zabinim tutaj i wypiła kolejną porcję alkoholu. Podeszła do okna, odsłoniła je, popatrzyła na ocean i na  niebo zasłane gwiazdami. Minęło kilka minut zanim się odezwała.
- I co teraz? - zapytała - Wyjeżdżamy? Wracamy do Londynu? Nie wiem czy jeszcze wytrzymam i jego.
- Ginny a nie mówiłaś mi, że Diabeł to już zamknięta sprawa? Jeśli nadal tak uważasz to nie ma co wyjeżdżać. Tu jest tyle miejsc, że będziesz rzadko go widywać - mówiąc to Hermiona sama nie wierzyła w to co mówiła.
Jej samotny dzień był wypełniony w 70% pewnym blondynem, więc wiedziała, że Zabini nie pozwoli zapomnieć o sobie pewnej rudej osóbce. I na to po cicho liczyła. Czas gdy Ginny była w związku z nim był mimo wszystko najlepszy ze wszystkich w jakich była. I mimo, że nie rozumiała postępowania przyjaciółki, która sama była szalona i idealnie z Diabłem współgrali. Ale niestety to nie wystarczyło i zmiana jakiej dokonali nie wyszła na dobre. Teraz patrzyła na Ginny i widziała, że jest pod wpływem whisky, ale mimo wszystko starała się myśleć. Wyglądało to śmiesznie. Chodziła po pokoju i próbowała wyszukać wady i zalety pobytu na Bahamach. W końcu przystanęła i popatrzyła znów na gwiazdy.
- Dobra zostajemy i udajemy, że wybrałyśmy się na wakacje. Więc lepiej, żeby Zabini się nie dowiedział o moim ślubie. Jutro będzie tak jakby się nic nie stało. Będzie zabawa, słońce, plaża i drinki z palemką - z tymi słowami poszła do łazienki zapominając, że w pokoju ktoś został. Hermiona słysząc ostatnie zdanie i jej wyjście do łazienki, uśmiechnęła się i doszła do wniosku. że również czas na nią. Wiedziała, że musi być wypoczęta na jutrzejszy dzień. Zwłaszcza, że odbędzie się zderzenie Rudej z Diabełkiem.