sobota, 24 października 2015

Bahamy część 9

Jestem i witam wszystkich. Wybaczcie, że rozdziału nie było w poniedziałek. Ale ostatnie trzy tygodnie są dla mnie ciężkie. Problemy w rodzinie sprawiły, że był problem abym mogła napisac nawet jedno zdanie. Jednak dziś mi się udało. Pisałam od rana. I udało się.
W dużej mierze pomogła mi muzyka. Pisząc ten rozdział słuchałam w pierwszej połowie rozdziału o Ginny piosenek Alicji Keys i najbardziej dala mi pozytywnego kopa ta melodia https://www.youtube.com/watch?v=gN-az8fkaKc uwielbiam ta piosenkarkę i ta https://www.youtube.com/watch?v=rywUS-ohqeE są genialne, o miłości i są mega pozytywne czyli coś co było mi bardzo potrzebne w ostatnich dniach
Zapraszam na rozdział


Ginny całą resztę dnia i noc po spotkaniu z Zabinim spędziła w łóżku sama, gdyż poprosiła Hermionę, żeby ta wróciła do siebie. Całą ten czas myślała, zastanawiała się i wspominała.

- Ginny! Zaczekaj! - krzyknął Zabini widząc jak dziewczyna idzie szybko korytarzem do pokoju, ta nawet na niego nie spojrzała, więc musiał biec szybciej, żeby nie zamknęła drzwi przed nim bo wtedy byłoby wszystko zmarnowaneDziewczyna nawet nie słyszała go, była zła i wkurzona na chłopaka. Szła szybko nie zwracając uwagi na nic. Otworzyła drzwi i nie patrząc w tył chciała je zamknąć z rozmachem, niestety nie trzasnęły. Odwróciła się i zobaczyła chłopaka pochylającego się do przodu i ciężko oddychającego
- Zabini? Co tu robisz? Byłeś na dole ze swoim przygłupim kumplem.
- Wołałem cię, biegłem za tobą. Od kiedy tak pędzisz?
- Co troszkę ruchu i już biedny Zabini ma problem? - powiedziała z nutką sarkazmu dziewczyna
- Oj Ginny, Ginny widzę, że żarty masz nadal kiepskie - uśmiechnął się chłopak
- To nie był żart, tylko fakt.
- Przyszedłem by błagać się o miłość, wiem, że przyjechałaś tu dla mnie i tylko dla mnie, bo mój urok nie dał o sobie zapomnieć. - mówiąc to uśmiechnął się do niej i pochylił się do nie z zamiarem pocałowania
- Ty! Ty! Jak możesz? - mówiąc to i nie myśląc co robi wyciągnęła dłoń i nawet chłopak nie zauważył jak dziewczyna spoliczkowała go - No teraz mi troszkę lepiej, więc zapytam raz jeszcze. Co tu robisz Zabini?

- Nie widzisz? Biegłem za tobą, musimy porozmawiać. - potarł ręką swój policzek 
- Nie mamy o czym Zabini. To co było między nami już dawno uciekło. Nie ma tego, wyfrunęło w momencie gdy się rozstaliśmy i każdy poszedł w swoją drogę. I każdy sobie ułożył inaczej życie. Ty wybrałeś tę wyspę, wyjechałeś z Londynu a ja tam zostałam i mam tam wszystko.
- Jak na osobę, która mówi, że nie ma nic, coś za dużo słów wypowiadasz. A myślałaś o tym, że to był błąd? Że może byliśmy za młodzi i głupi?

- Chyba ty byłeś głupi. - powiedziała cicho dziewczyna
- Masz rację byłem głupi i byłem idiotą, bo nigdy nie powinienem zostawić cię. Powinienem walczyć, być jak lew broniący swojego stada a nie jak wąż, odejść na drugi koniec świata. Bądź znów ze mną, kocham cię i już nigdy nie pozwolę ci odejść tylko daj mi nadzieję na lepsze jutro.Nie opuszczaj mnie już nigdy w życiu. Przyjedź tutaj i zostań na zawsze. Ze mną i tylko ze mną. Ty, ja i ta rajska wyspa. A jak nie ta to druga, gdzie będzie drugi hotel. Zostań... - mówiąc to Zabini czuł jak jego serce co raz bardziej staje się wolne, cieszył się, że mógł w końcu wyznać jej prawdę i teraz czekał tylko na jej słowa. Stał wpatrzony w nią i czekał. Nie mówiła nic, widział jej oczy i widział małą iskierkę, ale nie wiedział czym była spowodowana, czy była zła, czy może to nadzieja na lepsze jutro? Nie wiedział, ale miał nadzieję, że to drugie. 
- Zabini - zaczęła cicho dziewczyna - Czy uważasz, że te twoje słowa są teraz odpowiednie? Że po tylu latach nic się nie zmieniło? Albo zmieniło się tyle, że znów będziemy razem? Jak widzisz staram sobie układać życie, no i może Mark to nie był dobry pomysł, ale staram się zapomnieć o przeszłości. O Marku zapomnę zaraz tak jak o Tobie i będę dalej żyć przyszłością, a nie tym co było. Twoje słowa są nie na miejscu. Nie powinieneś przychodzić do mnie, iść za mną a tym bardziej mówić o tym co było.
               Każde słowo dziewczyny było mówione cicho i miało być powiedziane stanowczo, ale jednak jej głos nie był taki. Diabeł zrobił tylko jedną rzecz, aby nie słyszeć tego co ona mówi i wbił się w jej usta. Na początku dziewczyna zamarła, ale on się nie poddał i całował ją dalej, zmuszając ją do oddania pocałunku, a gdy wreszcie to zrobiła był w siódmym niebie. W pocałunek dał całego siebie, było czuć namiętność i tęsknotę. Czuł również zaangażowanie z jej strony. Wiedział, że mogła mówić różne głupstwa, ale jej usta tworzyły własną historię, były takie same jak kiedyś. Trzymał ją mocno w swoich ramionach i nie pozwolił jej upaść. Czuł jak drży i zdawał sobie sprawę, że już jest jego, teraz musi tylko wrócić do niego.             Ginny tak jak była zaskoczona pocałunkiem to była również zdziwiona tym jak jej całe ciało zareagowało na niego. Jakby te lata po rozstaniu nie istniały. Jej ciało pamiętało wszystko i była tym przerażona, ale chciała więcej i więcej. I tylko jedna myśl w jej głowie była: Czy mówił prawdę? Czy naprawdę nadal ją kocha? Ale również myślała: Jak on może ją całować po tym wszystkim? Jak?
            Gdy przestał ją całować, była rozczarowana i zła, że przestał i że w ogóle ją pocałował. Stała i patrzyła na niego, wdzięczna za to, że nadal trzymał ją w swoich ramionach, bo już dawno by poleciała z tych emocji na ziemię. 
- Ginny - powiedział Zabini patrząc się w jej oczy - Mam nadzieję, że czułaś to wszystko co chciałem ci przekazać. Czekam na ciebie juto wieczorem o 20 na wyspie na kolacji. Jeśli będziesz to będzie oznaczać, że mam jeszcze jakąś szansę, jeśli nie to zamknę się na zawsze i już nigdy nie odezwę się do ciebie, ani nie będę cię nachodzić. Daj mi szansę, wiem, że coś jeszcze do mnie czujesz, ten pocałunek mi to pokazał. Pamiętaj 20 wyspa. - mówiąc to wyszedł zostawiając ją samą. 
Dziewczyna była wściekła, zaczęła chodzić po pokoju i taką zobaczyła ją przyjaciółka.

             Nie powiedziała Hermionie wczoraj o słowach chłopaka. I mimo, że całą noc nie spała nie wiedziała co sądzić. Z jednej strony jego słowa, wyznanie było prawdziwe, widziała to w jego oczach. Ale czy ona była gotowa po tych kilku dniach od rozstania z Markiem? Tego nie wiedziała. Wiedziała jednak, ze mimo wszystko pocałunek był magiczny. Przypomniały jej się wszystkie te chwile z chłopakiem i niestety musiała przyznać, że całując Marka nigdy tego nie czuła. Teraz to widziała. Moc pocałunku. Niby taka prosta rzecz, prawda? Ale ten pierwszy i kolejny z tą właściwą osobą był magiczny i potrafił sprawić, że zapominało się o wszystkim co ich otaczało. Tylko czy była gotowa znów zaryzykować? Niby Zabini powiedział, że mogą tutaj zostać, być razem do końca. Widać, że wyrósł. Już nie był młodym chłopakiem myślącym tylko o kobietach, o zabawie i alkoholu. Miał cel, ten hotel i czyżby następny też? Widziała, że ma pomysł na życie, więc się zmienił. 

              Jej rozmyślenia trwały bardzo długo. Nie spala, nie jadła, piła jedynie wodę. Zastanawiała się co robić. Czy dać mu szansę raz jeszcze na wspólny związek? Dzięki Mionie, wiedziała już, że Mark nie był dla niej, żałowała jedynie, że musiała zostać sama przed ołtarzem i wyjechać na drugi koniec świata, żeby się dowiedzieć o tym. Ale jednak Mark to przeszłość. Zabini też przeszłość. Ale jakimś cudem znów jest tutaj, a raczej to ona wybrała ten hotel. Ale to on ją pocałował i powiedział te słowa. Jej głowa to była w tym momencie jedną wielką zagadką, pytania i odpowiedzi zderzały się ze sobą szukając odpowiedzi.
           Wzięła długą kąpiel nadal zastanawiając się czy pójść na spotkanie. Chciała z kimś pogadać, ale bala się powiedzieć Mionie o rozmowie, wstydziła się. Z drugiej strony to musiała być jej decyzja. I chyba już ją podjęła.



W czasie gdy Ginny walczyła ze sobą, Hermiona zjadła sama kolację, poszła na wieczorny spacer i widząc pary oglądające gwiazdy uciekła do pokoju. Była smutna i zazdrosna, że nie ma nikogo takiego z kim sama mogłaby usiąść i oglądać gwiazdy, niebo, kogoś z kimś mogłaby porozmawiać i posiedzieć w ciszy. Była sama i doszła do wniosku, że chyba już tak pozostanie.

Następnego dnia z daleka było widać smutek na jej twarzy, myślała jednak, że nikt tego nie zobaczy. Ginny nie otworzyła nawet drzwi, więc zostawiła ją samą w pokoju. Sama zeszła na śniadanie. Zjadła jedynie owoce i wypiła kawę. Chciała pójść po następną, ale niespodziewanie do jej stolika podszedł Malfoy z tacą.
- Co tak sama siedzisz?
- Ginny nie jest w najlepszym humorze, więc zostałam sama. A ty bez swojego przyjaciela?
- Jest dziś jakiś dziwny. Głupio się uśmiecha, nie słyszy co się do niego mówi, wiem tylko, że dziś chciał mieć wolny dzień. - powiedział chłopak i mówiąc to położył tace i podał jej filiżankę kawy i muffiny czekoladowe.
- Tak sobie pomyślałem, że może masz ochotę? Razem zawsze raźniej wypić poranną kawę. - uśmiechnął się do niej. - Masz jakieś plany na dzisiejszy dzień?
- Pewnie to co zawsze plaża i książka. - odpowiedziała dziewczyna
- A może masz ochotę zwiedzić miasto? Pójdziemy na główną ulicę.
- Draco, nie zmieniaj dla mnie planów. To że jestem sama nie oznacza, że musisz plan dnia mi układać - powiedziała dziewczyna troszkę smutnym głosem, poczuła się jakby się nad nią litowano. Czyżby aż tak źle dziś wyglądała
- Muszę jechać do banku i pomyślałem, że chciałabyś mi towarzyszyć.
- Oh... - brunetka poczuła się troszkę głupio - Ok, w takim razie się zgadzam. Daleko z hotelu jest do centrum?
- Z 10 minut się jedzie. Wydaje mi się, że koło 10 jak wyjedziemy to będzie najlepsza godzina. Jestem umówiony w banku na 10:30, a potem pokażę ci kilka fajnych miejsc.

Kawa minęła im szybko i oboje opuścili restaurację. Każdy poszedł w innym kierunku. Malfoy chciał jeszcze kilka minut poświecić dla pracy, Granger za to musiała się spakować i przebrać. 

O 10 dziewczyna czekała już przed głównym wejściem na chłopaka. Ubrana była w letnią błękitną sukienkę, włosy zostawiła rozpuszczone. Do tego ogromny kapelusz i okulary przeciwsłoneczne, wzięła ze sobą jedynie wielką torbę. Miała plan - zakupy. Ale o tym chłopak nie musiał wiedzieć jeszcze. Nie czekała na niego zbyt długo. Podjechał po nią i gdy wsiadła do samochodu odjechał z piskiem opon.

- Od kiedy ty prowadzisz?
- Od kiedy? Od zawsze. Tak naprawdę to jedyna rozrywka mugolska na którą pozwalał mój ojciec. Jak miałem 15 lat, pierwszy raz wsiadłem do auta. Na początku się dziwiłem ojcu, że lubi coś mugolskiego. Ale kiedy sam wyruszyłem to było coś. To najlepsze co stworzyliście. - powiedział to z taką radością, że jedyne co mogła zrobić dziewczyna to uśmiechać się.

Kiedy przyjechali do centrum, poszli najpierw do banku, gdzie chłopak musiał podpisać jakieś papiery związane z drugim hotelem. Potem zabrał ją na spacer główną ulicą. W pewnej chwili z głównej ulicy skręcili w jakieś wejście, gdzie na początku myślała, że jest mały stragan. A okazało się, że był to rynek tak naprawdę schowany w samym centrum. Ryneczek był pewien rzemiosła domowego. Było widać, że wszystko było robione ręcznie. Dużo było wyrobów z wikliny, ale to nie było coś co chciała dziewczyna. Szukała czegoś innego. To było owszem ciekawe, pełne kolorów, ale za bardzo kolorowe. Nie dla niej. Dlatego też chłopak zabrał ją do innych sklepów z pamiątkami. Bo tak naprawdę tylko te sklepy przy głównej ulicy można było odwiedzić. reszta w mieście nie była do końca bezpieczna i nie była tak naprawdę warta zobaczenia.
- Tak naprawdę, tylko na tej ulicy są sklepy, gdzie jest coś co można kupic. Ja przeważnie lecę do Miami, jeśli potrzebuję ubrań, lub jakiś innych rzeczy. Nassau jest pod turystów. Jak widzisz cała główna ulica to albo jubiler albo pamiątki lub ubrania. Złoto jest drogie i to naprawdę drogie, nie opłaca się kupować go tutaj. Ubrania są nawet ciekawe, ale nie wiem co by cie interesowało?
- Pamiątki, tylko to.
- Więc jest jeden sklep, gdzie mają naprawdę piękne rzeczy, droższe, ale wyjątkowe. - mówiąc to chłopak poprowadził ją do jednego ze sklepów, który może z zewnątrz nie wyglądał zbyt ładnie, ale w środku był piękny. Było pełno różnego rodzaju gadżetów: magnesy, koszulki, kule śnieżne, porcelana, muszle i coś co najbardziej zdziwiło dziewczynę to ozdoby choinkowe. Była nimi tak zauroczona, że kupiła tylko to dla wszystkich. Wybierała ponad godzinę i brała dla wszystkich o kim pamiętała. Najbardziej spodobały jej się białe muszle z czerwoną kokardką na choinkę, ale również inne "bombki" były fascynujące.
Spędziła w tym miejscu ponad godzinę, kilka razy zerkała w stronę chłopaka, ale nie widziała, żeby był zły z tego powodu, więc była zadowolona.
Wyszli ze sklepu z wielkimi pudlami zakupów i od razu poszli do samochodu żeby je zostawić. Po zakupach, chłopak zabrał dziewczynę do innego hotelu na obiad i deser i miło spędzili ten czas. Przez ten czas jaki spędziła ona z chłopakiem zapomniała o porannych przemyśleniach. Ten czas sprawił, co było dziwne radość i szczęście. Czas minął im szybko, potem przejażdżka wzdłuż brzegu oceanu i życie stało się jakby piękniejsze. 

Wrócili do hotelu gdy dochodziła godzina 20. Wyglądali jak para, ona szła pierwsza zadowolona z życia a on za nią jak potulny piesek z zakupami.
W pewnym momencie dziewczyna stanęła i spojrzała się w stronę pomostu. Draco nie zauważył tego i wpadł na nią.
- Coś się stało?
- Tak Draco, patrz tam na pomost
I oboje patrzyli jak pewna ruda dziewczyna w wysokich czarnych szpilkach i zielonej sukience wsiada do łódki i odpływa w stronę wyspy. Hermiona i Draco spojrzeli na siebie i pierwszy powiedział chłopka
- To się porobiło, myślisz, że do niego?
- Chyba tak, to jej jedyna elegancka sukienka jaką miała w walizce
- I do tego zielona - powiedział blondyn uśmiechając się do niej
- Czyżby miała nadejść znów miłość?
- Chyba tak, więc co powiesz na lampkę wina w niedalekiej odległości od pomostu. Poczekamy na nasze gołąbki i zobaczymy jak wrócą?
- Z przyjemnością - dziewczyna uśmiechnęła się i odeszli w stronę pokoi.

poniedziałek, 12 października 2015

Bahamy część 8

Coś co miało być miniaturką już dawno przestało nią być. Tak mnie to wkręciło, że mam ochotę pisać i pisać i nie mam dosyć tego opowiadania.  

Przed wami już 8 część. I jak widzicie już nie miniaturka ale same Bahamy. Staram się napisać prawdziwą miniaturkę i mam 2 pomysły, które tak naprawdę przyśniły mi się, teraz muszę tylko je opisać i przenieść w świat Harrego Pottera.


Liczę na pozytywne komentarze, albo jakiekolwiek.


                Hermiona i Ginny spędziły miły wieczór oglądając maraton z filmami romantycznymi. Dwa filmy, półmisek owoców, serów i butelka wina sprawiły, że obie zasnęły w pokoju rudej. Rano obudziły się dopiero koło 10 i wiedziały, że nie mają co liczyć na śniadanie. Pozostało im jedynie ubrać się w kostiumy i lekkie sukienki i wybrać się na brunch. 
Ich posiłek to oczywiście krewetki nad basenem, ale pod parasolem i z dużą ilością olejku z wysokim filtrem. Okazało się, że obie dziewczyny troszkę za bardzo wcześniejszego dnia pokochały słońce i teraz cierpiały.
- Tak się zastanawiam co my będziemy tu robić przez następne dni. Wczorajszy dzień był fajny, dawno tak się nie bawiłam. Tak teraz myślę, że naprawdę dawno Ginny nie miałyśmy możliwości spędzić same tyle czasu. - powiedziała brunetka
- Masz rację. W szkole nie byłyśmy aż tak zaprzyjaźnione. I nie było możliwości abyśmy się lepiej poznały. Moja matka myślała, że w przyszłości będziesz jej córką, ale jak ja się cieszę, że nie jesteś z moim durnym bratem - mówiąc to uśmiechnęła się - naprawdę takiego idioty jak on to świat nie widział nigdy
- Nie powinnaś tak mówić o nim. Pogubił się chłopak.
- Pogubił? Zwariowałaś? Przecież on uważał się za BOHATERA!!! Nie wiem skąd ten pomysł. Zawsze był w cieniu moich starszych braci, ale bez przesady. Za bardzo popadł w euforię po wygraniu. I nie ma co się dziwić, że wylądował na oddziale zamkniętym.
- Szkoda mi go, jednak tyle lat razem przeżyliśmy razem a tu niestety wyszło jak wyszło. - posmutniała brunetka - Najgorsze, gdy dzieje się źle z osobą, którą znasz tyle lat i nie możesz nic zmienić, nie możesz pomóc. 
- Nawet nie można go normalnie odwiedzić. Byłam u niego miesiąc temu chciałam mu powiedzieć o ślubie i Marku, myślałam, że może coś do niego dojdzie, ale niestety nadal wszystkich traktuje wrogo. Dobrze, że nie ma różdżki, bo tylko Avadą strzela jakby walczył z Voldziem. Nic się nie da z nim już zrobić. Pozostało nam wszystkim pogodzić się ze stratą. Już nie będzie taki jak kiedyś, niestety... Ale to zmieniło nas wszystkich wiesz? Tak mi się wydaje, nie wiem czy dobrze uważam.
- Co masz na myśli mówiąc zmieniło? 
- Przede wszystkim chłopaki są częściej w domu, rzadko u nas bywasz więc nie widziałaś tego. Ale wydorośleli, albo raczej są bardziej poważni, zaczęli inaczej patrzeć na świat. Pomagają rodzicom i starają się uczestniczyć w życiu. Dzięki temu ja mogłam troszkę oddalić się od tego wszystkiego. Bracia w domu, mama była dla nich, a ja miałam wolność. Ale jeszcze nigdy nie byłam tak wolna jak tutaj. Tu jest bosko.

- Masz rację Ginny, tu jest bosko, popatrz tylko na ocean. Patrzysz na wodę i widzisz tylko i wyłącznie przestrzeń i daje to taką wolność, że człowiek marzy jedynie aby móc tu zamieszkać na stałe.
- Ciekawe jak tu jest w zimę, na pewno pięknie, nie ma pewnie śniegu, ale chyba powinno być ciepło. Jak myślisz Miona?
- A skąd ona ma wiedzieć, jak nigdy nie była tutaj, co? - dziewczyny za swoimi plecami usłyszały męski głos
- Ale zawsze jesteście tutaj mile widziane. Zwłaszcza ty moja wiewióreczko.

        Gdy dziewczyny się odwróciły zobaczyły przed sobą bruneta i blondyna ubranych plażowo i trzymających tacę z drinkami. Malfoy podszedł od razu do leżaka Hermiony i usiadł obok niej podając jej szklankę z napojem. Ta podziękowała mu skinieniem głowy i nie bardzo wiedząc co zrobić, upiła od razu łyk i spojrzała na Ginny, która wręcz patrzyła na bruneta tak jakby chciała mu zrobić krzywdę, ale też i była zaskoczona i nie wiedziała o co chodzi. Zabini za to podsunął sobie leżak stojący kilka metrów dalej i rozłożył się na nim przed Ginny
- Zabini? Malfoy? Co wy tu robicie? - zapytała Ginny
- Jak to co wiewióreczko? Jesteśmy tu dla was, nie widać. Zapomniałyście uzupełniać płyny, więc przybyliśmy na ratunek.
- A raczej Zabini nie powinieneś ratować z opresji jakiejś głupiutkiej blondynki? Idź i zobacz może jakaś się topi w basenie - odpowiedziała mu rudowłosa.
- Wiesz, że nigdy blondynki nie były w moim guście, wole namiętne lisice, dzięki nim życie jest piękniejsze.
- Lisice? Czy ty się słyszysz Zabini? Kto ci pozwolił do nas podejść? Jak? Dlaczego? Ale...? 
- Ginny. uspokój się i oddychaj. Powoli wdech, wydech, wdech, wydech, no idzie co ci co raz lepiej, a teraz spokojnie posiedzimy sobie, porozmawiamy i kto wie co będzie dalej - mówiąc to mrugnął do dziewczyny
- Ty... Ty... Aaaaaa - dziewczyna wstała i szybkim krokiem odeszła w stronę pokoju. Za nią pobiegł Zabini z uśmiechem na ustach
- No dobra. Co się tutaj dzieje? - zapytała zaskoczona Hermiona do Draco gdy zostali sami
- Mnie się nie pytaj. Ja chciałem tylko troszkę zaczerpnąć świeżego powietrza, mieliśmy zrobić anonimowy obchód, ale Blaise zobaczył was z daleka i doszedł do wniosku, że potrzebujecie coś zimnego do picia i ...
- I nie mógł oczywiście być obojętnym i musiał wkurzyć Ginny, tak? - zakończyła za blondyna brunetka
- Coś w tym sensie - uśmiechnął się chłopak, wstał i położył się na pustym leżaku i popatrzył na dziewczynę - Nie bądź zła na niego, od wczoraj chciał wpaść do jej pokoju i przytulić się do niej i reszty co chciał zrobić i o czym mówił już byś nie chciała wiedzieć. I tak dziwne, że tyle wytrzymał. 
- Rozmawiałam z nim wczoraj, powiedziałam mu, żeby zachowywał się normalnie i uważał. A on co? Od razu wielki zakochany Zabini
- Czyli też to zauważyłaś? 
- Co takiego miałam zauważyć?
- To, że Blaise nadal jest zakochany w niej.
- Naprawdę? Myślałam, że się wygłupia tylko.
- Oj Miona, Miona, przecież to widać z daleka. Zabini świata po za nią nie widzi. Więc mam nadzieję, że teraz mu się uda. 
- A ja nie wiem czy powinno im się udać, w każdym bądź razie powinnam iść poszukać Ginny.
- Na twoim miejscu bym tego nie robił. Jak znam mojego przyjaciela, to nie dał jej uciec. Lepiej posiedź tu ze mną. Może masz ochotę na mrożoną kawę?
- Wybacz Malfoy, ale nie mam ochoty na kawę a tym bardziej nie chcę teraz siedzieć z tobą, gdy moja przyjaciółka jest sama i skazana na twojego kumpla. Odchodzę - mówiąc to brunetka wstała i poszła do budynku do którego wbiegła wcześniej Ginny. 
         Blondyn, gdy został sam uśmiechnął się i rozłożył na leżaku. Wiedział, że za kilka minut wróci jego kumpel. Bo taki był prawdziwy plan. Wkurzyć rudą, żeby odeszła a za nią brunet, a on miał zostać z brunetką. I mimo, że Hermiona odeszła to wiedział, że z wyspy nie ucieknie. 

Miona nie dogoniła przyjaciółki, minęła za to wysiadającego z windy bruneta, który przechodząc obok niej powiedział:
- Jak się masz Mionuś?
- Dobrze się czujesz? Gdzie jest? - odpowiedziała mu dziewczyna
- U siebie w pokoju, ale na twoim miejscu nie wchodziłabym tam. Wystawia pazurki - jego uśmiech jeszcze bardziej się pogłębił i potarł się o zaczerwieniony policzek - Ale może dla ciebie będzie milsza i nie pobije cię. Wracam do Smoka.
Gdy wyszła z windy dziewczyna przyśpieszyła kroku i podeszła do pokoju. Nie musiała pukać, bo drzwi były otwarte, a Ginny chodziła po pokoju. Mimo, że nic nie mówiła to wściekłość na jej twarzy była ogromna. Jej oczy ciskały piorunami.
- Kochana? Co się stało? Co Diabeł ci zrobił? - zapytała się brunetka
- Co mi zrobił? Ten gad, ten mały robak? To, to coś? 
- Tak on, co on ci zrobił? Ginny uspokój się, weź głęboki wdech i wydech i powiedz mi.
- Przywaliłam mu.
- Co zrobiłaś? - zapytała zaskoczona Hemiona
- Przywaliłam mu, ale tak mocno wiesz? Tak jak ty w 3 klasie
- A dlaczego? - zapytała, choć do końca chyba wiedziała co mogło spowodować taką agresję przyjaciółki
- On! On! Pocałował mnie!!! - mówiąc to Ginny rzuciła się na łóżko i zakryła głowę poduszką.

poniedziałek, 5 października 2015

Bahamy część 7

               W czasie gdy Malfoy i Zabini omawiali sprawy firmowe, Ginny i Miona bawiły się w najlepsze. Chociaż słowo bawiły to troszkę zbyt dużo powiedziane, bardziej odpoczywały, rozmawiały i podziwiały. Zwłaszcza podziwiały ośrodek, były na spacerze, zobaczyły budowle, korty, fontanny, alejki. Było pięknie, wręcz idealnie. Weszły na dach gdzie widziały wszystko z góry i były tym wręcz oczarowane. Cały ośrodek wyglądał przepięknie, a do tego lekki ciepły wiatr sprawiał, że można było stać na tym dachu i stać i wręcz pokochać to miejsce. Jakie życie byłoby wtedy proste... W tym momencie obie myślaly tak samo. że życie na Bahamach byłoby idealne.
              Po spacerze poszły zjeść krewetki w tempurze i znów wybrały się na zwiedzanie, tym razem brzegiem oceanu. Możliwość spaceru nie była zbyt duża. Niestety plaża należąca do ośrodka skończyła się w pewnym momencie i dziewczyny trafiły na skałki a za nimi na prywatne posesje. Pozostało im usiąść na skałkach i patrzeć w dal. Siedziały w ciszy dłuższy czas. Każda myślała o czymś innym, ale myśl była jedna  - przyszłość. Pierwsza z rozmyśleń ocknęła się brunetka i dziewczyny stwierdziły, że czas wracać i usiąść na czymś wygodniejszym. 
             W pewnym momencie zobaczyły w oddali parę młodą, ich gości i księdza, który udzielał im ślubu. Widok ten sprawił, że w oczach Ginny znów pokazały się łzy.
- Chodź Ruda, nie patrz tam - mówiąc to Hermiona przytuliła przyjaciółkę i skręciły w stronę basenu, gdzie usiadły na leżakach jak najdalej od wszystkich ludzi, wcześniej miały położone w tym miejscu swoje rzeczy, więc nie musiały wracać do pokoju po torby. Oczywiście brunetka wybrała leżak pod parasolem, żeby znów się nie poparzyć.
- Wiesz Miona, myślałam, że już mi przeszło, że zaczynam zapominać, a tu jedna mała rzecz i znów chce mi się płakać. Tylko nie wiem po czym?
- Kochanie, to naturalne, że jesteś smutna. Byłaś w pięknej białej sukni, wszystko było przygotowane i miało być idealnie. Ale nie zmienisz przeszłości i mimo wszystko musisz jakoś zapomnieć. Nie zrobisz tego w dwa dni.
- Wiem o tym, ale to takie smutne. Myślałam, że jakoś ułożę sobie już życie, że będziemy ze sobą na dobre i złe. Praca, potem wspólna kolacja i film i tak będziemy do końca żyć. Potem dzieci i życie by było piękne.
- Ginny? Nie obraź się, dobrze? Mam pytanie, które od kilku miesięcy za mną chodzi. Nie pytałam się ciebie o to wcześniej, bo byłaś taka przejęta całym tym weselem i Markiem, wydawałaś się szczęśliwa, ale czy ty go kochałaś? Tak prawdziwie?
Ginny nie odpowiedziała od razu tylko dopiero po kilku sekundach - Tak Miona, tak.
- Nie powiedziałaś tego od razu, więc zastanów się raz jeszcze. Gdybyś kochała go szczerze i prawdziwie to bez zająknięcia byś mi potwierdziła to. Może jednak to nie była miłość a przywiązanie? Wiesz, że jesteś dla mnie jak siostra, ale czasami miłość ucieka, szukałaś czegoś nowego i pojawił się Mark. Może i miał coś w sobie, choć to nie mój typ, ale może to było zauroczenie tylko... Miłość nie jest prosta i szybka. Z dnia na dzień nie zmieni się wszystkiego, będziesz teraz cierpiała tego jestem pewna. Ale uwierz, że tak będzie lepiej, czasami wydaje mi się, a nawet jestem pewna, że on nie był dla ciebie. Mówisz, że chciałaś ustatkowania się, wspólnych wieczorów, kolacji, ale to nie jesteś ty.
- Tak sądzisz Miona?
- Jestem pewna tego. Ile cię znam, co? Jak długo jesteśmy przyjaciółkami? No właśnie. Nawet nie ma sensu już liczyć. Więcej życia spędziłyśmy jako przyjaciółki niż z daleka od siebie. Znam cię bardzo dobrze i wiem, że to nie było dla ciebie. To ty z nas dwóch jesteś tą co kocha taniec, muzykę, wieczory z przyjaciółmi, więc przez ten czas z Markiem, gdzie się z tym podziałaś? Gdzie jest moja przyjaciółka, która raz w tygodniu wyciągała mnie na tańce, co? - w czasie tego monologu Hermiony, Ginny siedziała i rozmyślała nad jej słowami, zanim się odezwała minęło troszkę czasu
- Już wiem, dlaczego mówili, że jesteś najmądrzejsza. To jest trudne, wiesz? Masz rację, co do tego, że potrzebowałam zmiany i troszkę brakowało mi tych wspólnych wypadów. Zwłaszcza żałuję, że dawno nie tańczyłyśmy. Obawiam się jedynie, że to troszkę jeszcze potrwa. - zakończyła smutniej
- Nie martw się, nigdzie mi się nie śpieszy. Jeszcze mi się nie znudziła nasza przyjaźń, choć czasami za dużo ode mnie wymagasz.
- Jak to za dużo? Czy ty uważasz, że kupowanie ubrań raz w tygodniu i wyjście na imprezę to za dużo? Jesteś ważną i piękną kobietą, która musi dbać o siebie, oraz raz na jakiś czas odprężyć się w dobrym towarzystwie. Ratowanie życia to nie taka prosta sprawa. - powiedziała Ginny
- I widzę, że powraca moja dawna przyjaciółka - uśmiechnęła się brunetka - To jaki masz teraz plan?
- Jak to jaki? Wracam do żywych, albo raczej mogę powiedzieć, że taki mam plan. I tego teraz się trzymamy, ok? Zero rozmowy o nieudanym weselu, Marku, oraz o Londynie. Będziemy się bawić, opalać i zero facetów.
- No z tym może być problem Ginny. Pamiętaj, że gdzieś tu się kręci pewien brunet.
- O nim mi nawet nie wspominaj, a zresztą to już zamknięty temat i możemy normalnie się z nim spotkać. To co krem z filtrem, okulary i opalanie? Chociaż to dziś robimy cały czas, prawda? Jest bosko - mówiąc to posmarowała się kremem i położyła się na leżaku, wystawiając ciało na promienie słoneczne.
            Tak samo zrobiła brunetka i po chwili już obie słuchały muzyki i uspakajały się. W ciszy poleżały z 30 minut, w między czasie Miona wyjęła książkę i zaczęła dalej czytać tam gdzie skończyła ostatnio.
            Czas mijał im szybko, nie patrzyły na zegarek, nie wiedziały jaki jest czas, to że mijał szybko wiedziały tylko dlatego, że brzuch rudej zaczął wydawać dziwne odgłosy, więc brunetka wstała i poszła do baru gdzie wzięła kilka rzeczy do jedzenia. Na wielkiej tacy miała, po 2 kawałki pizzy z owocami morza, oczywiście krewetki i muffiny czekoladowe. Do tego mrożona herbata i była gotowa na ucztę bogów. 
              Zjadły słuchając muzyki i zastanawiały się co dalej mają dziś robić. W końcu doszły do wniosku, że wieczór spędzą w pokoju i zobaczą jakiś dobry film. Najbardziej z tego była zadowolona Ginny, która skrycie troszkę denerwowała się spotkaniem z dawną miłością. Bała się tego co on sobie o niej pomyśli. Bo owszem rozmowa taka szczera z Mioną dała jej do myślenia. Inaczej spojrzała dzięki niej na swój związek z Markiem i chyba musiała przyznać jej rację, że nie końca to była prawdziwa miłość. 
             Po posiłku poszły do swoich pokoi gdzie każda z nich wzięła prysznic. Później brunetka posmarowała sobie plecy aloesem tam gdzie dosięgnęła i oczywiście przypomniały jej się sprawne dłonie pewnego blondyna, żeby nie myśleć o tym wykonała telefon i zamówiła półmisek serów i owoców i białe wino na godzinę 19, W między czasie rozpakowała swoje walizki, które od początku były zapakowane i wyjmowała z nich tylko to co aktualnie było potrzebne. Teraz miała czas więc mogła to zrobić. Gdy już wszystko pięknie było poukładane i powieszone, nałożyła bawełniane spodenki i bluzkę i wyszła do przyjaciółki. Jak tylko wyszła z pokoju i zamknęła go drzwi po przeciwnej stronie otworzyły się i wyszedł z nich Zabini.
- Psst Miona - szepnął do niej - Mam sprawę, pomożesz mi?
- Czemu mówisz tak cicho? - z uśmiechem na twarzy odpowiedziała mu dziewczyna
- Bo to tajemnica, wejdź do mnie na moment - mówiąc to otworzył szerzej drzwi i przepuścił dziewczynę, która podeszła do niego - Cieszę się, że tu jesteś i to z Ginny.
- Nie jesteś zaskoczony? No nie dziwię się, że nie jesteś, pewnie Malfoy się wygadał co?
- Tak nie do końca. Szczerze, Granger? Usłyszałem śmiech mojego słoneczka i Draco mi powiedział, że spędzacie tutaj wakacje, bo nie odbyło się wesele. Powiesz mi coś więcej o tym?
- Nie wiem czy mogę ci powiedzieć dokładnie. Wiesz, że wam kibicowałam. Wyszło jak wyszło i teraz nie wiem jak się zachować. Nie wiem co Ginny by o tym sądziła, nie chciałabym robić nic przeciwko niej. Lubię cię, ale musisz zrozumieć, że jeśli ona będzie chciała, to sama opowie ci o tym. Nie gniewasz się?
- Nie, choć nie ukrywam, że chcę wiedzieć. Wiem, że nie było wesela. Miał być kilka dni temu, ale... No dobrze. - mówił smutnym głosem - A możesz mi powiedzieć jak ona się z tym czuje?
- A jak myślisz? Miała być teraz z mężem na swoim miesiącu miodowym a jest ze mną, więc? To nie było za mądre pytanie, jest roztrzęsiona, zła, wściekła i smutna. Jak się z nią zobaczysz, to proszę uważaj dobrze? - ostatnie słowa brzmiały jak wielka prośba względem jej najlepszej przyjaciółki - Cieszę się, że ciebie widzę - mówiąc to wyszła i poszła do przyjaciółki, Nie zauważyła błysku w oku bruneta, który w swojej głowie tworzył plan.

poniedziałek, 28 września 2015

Bahamy część 6

I przed Wami kolejna część mojego krótkiego opowiadania. Liczę na pozytywne komentarze, albo jakiekolwiek. Wystarczy napisać: "Fajne". 

Dziś więcej panów w opowiadaniu. I jeszcze jedno, w moim opowiadaniu czarodzieje mogą używać teleportacji tylko w danym kraju, nie między kontynentami, a już tym bardziej nie między państwami. A jak wiadomo Jamajka i Bahamy to dwa różne kraje :)

Jestem daleko w tyle, od 3 tygodni piszę kolejną odsłonę i mam jakąś blokadę. Mam nadzieję, że do poniedziałku wyrobię się.

Zapraszam do czytania i komentowania :)



             Nowy dzień, nowe przyjemności, nowe wyzwania. O tym myślała pewna brunetka budząc się w hotelowym pokoju. Wiedziała i czuła, że dziś będzie ciekawie i jeśli uda jej się przetrwać ten dzień to będzie wręcz idealnie. Ale z drugiej strony obawiała się spotkania z pewnym niestety bardzo przystojnym blondynem, który sprawił, że w końcu udało jej się spędzić miło dzień. Zapomnieć o pracy, domu, życiu i nawet o Ginny.
             Ale co będzie, to będzie. Ubrała się w krótkie szorty i niebieską bluzkę na długi rękaw z bardzo cienkiego materiału. Zakładając stanik i zapinając go z jej ust było słyszeć jęk bólu spowodowany oczywiście tym, że plecy ją nadal piekły, na szczęście już nie tak jak wczoraj. Musiała przyznać, że aloes w dużej ilości bardzo pomógł. Wyszła z pokoju i zaszła po Ginny, która również już była gotowa na śniadanie. Ubrana była w zieloną sukienkę i płaskie sandałki. Skierowały się w stronę windy, wsiadły do pierwszej która nadjechała i zjechały na dół. 
             W tym samym momencie gdy one wychodziły z windy na dole, na górze pewien przystojny brunet również wysiadł z windy i skierował się w stronę swojego apartamentu. Obok drzwi do swojego małego królestwa on i jego wspólnik mieli zamontowane  zamki elektryczne na kod. Co było dużym ułatwieniem, nie potrzebowali kluczy i w każdej chwili mogli wchodzić do swoich pokoi nawzajem. Zabini wystukał kod i wszedł do pokoju, wziął prysznic i przebrany w czyste ubrania zaszedł po przyjaciela, aby móc z nim omówić sprawy jakie załatwiał na Jamajce.
- Malfoy! - zawołał od progu - Wstawaj ty leniu śmierdzący. Jest 9 rano i już dawno powinieneś dbać o gości hotelowych, a nie leżysz i... Ty myślisz? Co taki rozmarzony jesteś? Nie mów, że znów jakaś kobieta zawróciła ci w głowie, mam nadzieję, że nie jakaś kelnereczka lub ta z recepcji idiotka, która ma problem z napisaniem własnego imienia.
- Zabini, uspokój się. Nie żadna kelnerka, a tą z recepcji zwolniłem. - powiedział Malfoy wstając z łóżka.
              Po wczorajszym dniu nie mógł spać. Spotkanie z Granger rozbiło go na kawałki. Cały dzień praktycznie pod nią ustawił. Nie zrobił niczego co miałoby wspólnego z zarządzaniem. No oprócz zwolnienia Pameli, która okazała się nie najlepszym nabytkiem dla hotelu. A potem prawie cały dzień z Granger. Zaczął od śniadania, potem basen i obiad i na koniec kolacja na wyspie. Dawno nie spędził tak dnia i podobało mu się to. Zwłaszcza, gdy zdał sobie sprawę, że było wręcz idealnie i czas jej poświęcony pozwolił mu odpocząć od pracy. Ale co było wczoraj to było i teraz musiał zabrać się za pracę. Miał już wstawać, gdy przeszkodził mu Zabini. Wiedział, że dziś wraca i trzeba przemyśleć kilka spraw. Teraz gdy wspólnik stał nad nim, podniósł się z łóżka i poszedł do łazienki. Gdy wyszedł zobaczył, że Zabini jest na tarasie, więc ubrał się szybko, zawołał przyjaciela i poszli razem do głównego budynku, gdzie znajdowało się ich biuro. W środku czekało na nich śniadanie, zamówione przez bruneta. Na omawianiu sytuacji na Jamajce czas mijał im bardzo szybko, nawet nie zauważyli, że była już pora lunchu i trzeba by było coś zjeść. Dlatego zadzwonili do jednej z 7 knajp, gdzie w kompleksie można było coś zamówić. A że mieli ochotę na kraby to zamówili posiłek w najlepszej restauracji. Napili się kawy jeszcze w biurze i skierowali się w stronę knajpy. Wchodząc do środka brunet nagle się odwrócił.
- Słyszałeś to? - zapytał blondyna
- Co takiego?
- Ten śmiech, słyszałeś go? - mówiąc to odwracał się na wszystkie strony jakby chciał usłyszeć skąd dobiegał
- Diabeł, tu jest pełno ludzi, którzy się śmieją, bawią, do tego leci muzyka, więc wybacz, ale nie zwracam uwagi na to co się dzieje w ośrodku, chyba, że ktoś woła o pomoc - powiedział Malfoy znudzonym głosem i wszedł do środka, kierując się w stronę swojego stolika w kącie sali.
- Ale ten śmiech jakby był rudej. Chyba mi się jednak przesłyszało, bo co ona mogłaby tu robić, prawda? - mówiąc to posmutniał, wiedział, że w weekend było jej wesele. I już teraz nie jest jego Ginny, tylko jakiegoś innego faceta. Ile by dal, żeby to zmienić, cofnąć czas, powrócić do tych chwil, kiedy było tak pięknie i móc zostać
 z nią na zawsze. Wiedział, że nie jest to już możliwe. Miłość z jej strony przepadła na zawsze. Pozostało mu jedynie życie na drugim końcu świata. Rozmyślając tak usiadł przy stoliku i zapatrzył się na salę restauracji. Myślał o tych wszystkich ludziach siedzących sobie i patrzących w oczy ukochanej osobie. Też by tak chciał... Tak rozmyślając nie zauważył, że w między czasie kelner przyniósł ich zamówienie, a nawet nie usłyszał słów przyjaciela.
- Co mówiłeś Smoku?
- Nie przesłyszałeś się - gdy zobaczył zdziwiony wzrok przyjaciela, mówił dalej - to znaczy nie wiem czy to był śmiech Rudej, ale ona tu jest.
- Jak to jest? Nie mów, że spędza tu swój miesiąc miodowy. To gwóźdź do mojej trumny - jego słowa były co raz bardziej cicho mówione, jego oczy jakby zgasły, były bez błysku tak charakterystycznego dla niego
- Jest sama, ale jakby nie sama. to znaczy nie wiem co się stało dokładnie, ale owszem spędza tu miesiąc miodowy, tyle, że z Granger - powiedział Malfoy, sam gubiąc się w słowach - Musisz pogadać, ale z Granger ona ci wytłumaczy o co chodzi.

- Z Granger? Mówisz serio? One są tutaj we dwie tak? Czyli, że ślubu nie było? - widząc potakiwania Smoka za każdym pytaniem, Diabeł zapiszczał ze szczęścia
- Dobra nie piszcz jak baba, zjedzmy obiad i ustalmy co dalej.
- Jak to co dalej? Oczywiście spotykamy się z dziewczynami i do dzieła. Moje Słoneczko przyjechało do mnie - powiedział rozbawiony brunet
- Zabini jak ja cię zaraz walnę. Mówiłem o Jamajce, że chyba jeden z nas musi się tam przeprowadzić a nie, że idziemy do dziewczyn. Swoją drogą, to będzie ciekawe jak Ginny na ciebie zareaguje. - mówiąc to uśmiechnął się widząc pierwszy raz od wielu miesięcy szczęście na twarzy przyjaciela.
- No chyba, trzeba się tam przeprowadzić na jakiś czas, myślałem o tym i wcześniej chciałem to zrobić. W końcu Jamajka to był mój pomysł i ja nalegałem na tą lokalizację. Wiesz jakieś nowe miejsce, ale to i tak dopiero najszybciej chyba za pół roku. Jak na razie nie ma po co. Wszystko stoi w ruinie, tak to można nazwać. Widziałeś w każdym bądź razie zdjęcia. Mam nadzieję, że remont dosyć szybko się skończy.
- Zobaczymy jak to będzie, jak będziesz się chciał przenieść tam, to nie ma sprawy. Lot jest szybki, więc będzie łatwo się przemieszczać jak coś. Tylko Zabini, jak będziesz uważać, że nie ma sensu się bawić w kompleks na Jamajce, to możemy to sprzedać i zostawić za sobą. Mamy kasy więc nie musimy się za to zabierać. Sandals do naszej śmierci będzie idealny. Zobacz, że nasz hotel jest najlepszy, owszem są tutaj jeszcze jakieś ośrodki, ale nie takie jak nasze. Granger już się zakochała jak pokazałem jej wyspę. To był strzał z zakupem jej.
- Czekaj, czekaj, Smoku czy ty powiedziałeś, że pokazałeś jej wyspę?
- Zjedliśmy tam kolację.
- Kolację? - Zabini był zdziwiony, że jego kolega zabrał na wyspę dziewczynę. Jeśli chodziło o Malfoya to tylko kobieta była potrzebna do łóżka, nigdy na kolację romantyczną. Wyspa dla wszystkich kojarzyła się z wieczorem magii - Ale jak to, tak normalnie? Kolacja, świece, owoce morza? Tylko ty i ona, oboje na wyspie miłości? To co było jeszcze? Spędziłeś z nią jeszcze więcej czasu czy jak? Wieczór, noc, śniadanie? Muszę wiedzieć wszystko, mów, teraz, zaraz, wszystko...
- Powtarzasz się Blaise, oddychaj po pierwsze i uspokój się. Czy ktoś ci mówił, że zachowujesz się jak baba, która przyszła do sąsiadki na poranne ploteczki? W dniu wczorajszym pokazałem wyspę Granger no i cały nas ośrodek.
- A swój apartament? - przerwał mu brunet, wyciągając dłoń żeby przybić "piątkę",  ale został zignorowany
- Hotel, przyjacielu, hotel jej pokazałem i zjadłem z nią śniadanie i obiad i kolację. Chyba zbyt dużo z nią spędziłem czasu, ale to pierwsza osoba z naszej przeszłości, którą widzę w naszym miejscu i byłem ciekawy.
- I tak dziwnie się złożyło, że teraz o niej gadasz i gadasz, a jakoś nigdy nie mówiłeś nic o swoich podbojach. Nie uważasz, że jest coś na rzeczy?
- Nie wymyślaj, po prostu byłem miły i zastanawiałem się, czemu nie było ślubu. Wiesz jak było dziwnie, jak zobaczyłem kłócącą się Granger na monitorze z recepcji? Myślałem, że zobaczyłem ducha, bo co ona by tu mogła robić. I później okazało się wszystko. Nie rób takiej miny, nie powiem ci. Musisz sam się dowiedzieć co i jak. A teraz może wróćmy do biura i porozmawiajmy dalej o Jamajce.

poniedziałek, 21 września 2015

Bahamy część 5

I przychodzę do Was z kolejną częścią. Jest krótszy niż inne części, ale jakoś tak łatwiej mi było rozłączyć w tym konkretnym miejscu. Widzimy się za tydzień.

pozdrawiam

- Miona! Malfoy! Co to ma znaczyć? Co się dzieje? Jak? - krzyknęła Ginny i wróciła do pokoju zostawiając otwarte drzwi, które oznaczały nie tyle co zaproszenie ale "Miona do mnie!!!"
Hermiona tylko spojrzała w kierunku Rudej i wiedziała, co ma robić. Przeprosiła Malfoya i udała się za przyjaciółką.
Gdy weszła do pokoju, zobaczyła, że dziewczyna wyjęła dwie szklanki i nalewa whisky do nich. Jedną wzięła do ręki i wypiła, popatrzyła na przyjaciółkę i nalała sobie raz jeszcze. Drugą szklaneczkę dała brunetce
- Dobra Miona, bez owijania co się tu do cholery dzieje? Jak długo wiedziałaś, że blondas tu jest?
- Od wczoraj? - powiedziała pytająco dziewczyna i wzięła duży łyk alkoholu - W recepcji go spotkałam, pomógł z tymi pokojami. Nie chciałam ci mówić wczoraj a dziś nadal byłaś słaba więc też nie wspomniałam.
- Co on tu robi i dlaczego się z nim całowałaś, jak do tego doszło? Tylko mów prawdę, błagam. Nie zniosę więcej kłamstw - powiedziała wręcz ze smutkiem ruda
- Ginny, jest dobra wiadomość i zła, a dokładniej tych złych jest więcej. Ale zacznę od momentu spotkania w recepcji. Wiesz, że ten hotel jest tylko dla par, prawda? Jak byłam w recepcji, jakaś głupia recepcjonistka nie chciała mi dać ani dostawki, ani dwóch pokoi ani nic. Kłóciłam się z nią i wtedy z bocznego wejścia wyszedł Malfoy. Załatwił nam te dwa pokoje za darmo. Jak to ujął po starej znajomości. Powiedział, że jest współwłaścicielem a jego wspólnik jest teraz po za wyspą. Rano dosiadł się do mnie na śniadaniu, potem przyszedł z obiadem i zaprosił mnie na kolację. Właśnie z niej wróciliśmy i tak jakoś mało brakowało a byłby pocałunek, tylko na szczęście ktoś nam przerwał. Więc dzięki Ginny za to, serio. Nie wiem co by było potem. Pewnie czułabym się jak idiotka.
- Właściciel tak? Wie co się stało? Dlaczego jesteśmy tu same razem?
- Musiałam mu powiedzieć o tym, dzięki temu możesz siedzieć ile chcesz w hotelu i nie musisz się martwić o nic i to jedyna dobra wiadomość.
- To jaka jest zła oprócz tego, że Malfoy jest tutaj?
- Jego wspólnik. Nie wiem jak ci to powiedzieć, ale przypominam, że to był twój pomysł odnośnie hotelu. Nie pozwoliłaś mi sprawdzić tego miejsca i niestety...
- No wyduś to z siebie, przecież nie może być nic gorszego niż porzucenie w dniu ślubu.
- Może być, uwierz mi, że może być i jest to Zabini - ostatnie słowo Hermiona powiedziała tak cicho, że Ginny nie usłyszała dokładnie
- Możesz powtórzyć? Bo nie usłyszałam.
- To Zabini. On jest wspólnikiem. I jutro wraca z Jamajki. - Na te słowa ruda nalała sobie kolejną porcję whisky, wypiła ją, pomyślała o Zabinim tutaj i wypiła kolejną porcję alkoholu. Podeszła do okna, odsłoniła je, popatrzyła na ocean i na  niebo zasłane gwiazdami. Minęło kilka minut zanim się odezwała.
- I co teraz? - zapytała - Wyjeżdżamy? Wracamy do Londynu? Nie wiem czy jeszcze wytrzymam i jego.
- Ginny a nie mówiłaś mi, że Diabeł to już zamknięta sprawa? Jeśli nadal tak uważasz to nie ma co wyjeżdżać. Tu jest tyle miejsc, że będziesz rzadko go widywać - mówiąc to Hermiona sama nie wierzyła w to co mówiła.
Jej samotny dzień był wypełniony w 70% pewnym blondynem, więc wiedziała, że Zabini nie pozwoli zapomnieć o sobie pewnej rudej osóbce. I na to po cicho liczyła. Czas gdy Ginny była w związku z nim był mimo wszystko najlepszy ze wszystkich w jakich była. I mimo, że nie rozumiała postępowania przyjaciółki, która sama była szalona i idealnie z Diabłem współgrali. Ale niestety to nie wystarczyło i zmiana jakiej dokonali nie wyszła na dobre. Teraz patrzyła na Ginny i widziała, że jest pod wpływem whisky, ale mimo wszystko starała się myśleć. Wyglądało to śmiesznie. Chodziła po pokoju i próbowała wyszukać wady i zalety pobytu na Bahamach. W końcu przystanęła i popatrzyła znów na gwiazdy.
- Dobra zostajemy i udajemy, że wybrałyśmy się na wakacje. Więc lepiej, żeby Zabini się nie dowiedział o moim ślubie. Jutro będzie tak jakby się nic nie stało. Będzie zabawa, słońce, plaża i drinki z palemką - z tymi słowami poszła do łazienki zapominając, że w pokoju ktoś został. Hermiona słysząc ostatnie zdanie i jej wyjście do łazienki, uśmiechnęła się i doszła do wniosku. że również czas na nią. Wiedziała, że musi być wypoczęta na jutrzejszy dzień. Zwłaszcza, że odbędzie się zderzenie Rudej z Diabełkiem.

wtorek, 15 września 2015

Bahamy część 4

Zapomniałam wczoraj dodać rozdział. Nie wiem jak to się stało. Chyba już mylą mi się dni i nawet nie wiem co jest w danym dniu.
Zapraszam do czytania 

Hermiona uśmiechnęła się i położyła na plecach. Zakładając okulary na oczy zaczęła rozmyślać. I doszła do wniosku, że Malfoy się zmienił. Owszem był przystojny, czasami uważała, że nie ma chyba bardziej boskiego faceta na świecie od niego. Ale nie tylko jego wygląd ją zaskoczył, ale i osobowość. Musiała to przyznać zmienił się na lepsze. W czasie tych kilku godzin rano i teraz wywarł na niej ogromne wrażenie. Był miły, przyniósł jej obiad, ani razu jej nie obraził i niestety miał w sobie to coś, co ciągnęło do niego kobiety. Dziewczyna wiedziała, że świat się zmienił od wojny minęło dobrych kilka lat, 5 lat minęło od ich ostatniego spotkania. Chłopak miał rację, w Anglii miałby problem z interesami, mimo, że został oczyszczony to w pamięci pozostaje wszystko, a tutaj niby też pod Brytyjską flagą, ale życie toczyło się inaczej. Hermiona zazdrościła mu, teraz leżąc przy basenie i zażywając kąpieli słonecznej marzyła o tym, aby te dni spędzone w Sandals trwały jak najdłużej.
Nawet nie zauważyła kiedy minęła 17 i musiała się zacząć szykować na kolację, miała ochotę na to, tym bardziej na tej malowniczej wyspie. Była troszkę zła na Draco, że nawet nie dał jej możliwości tylko powiedział, że przyjdzie po nią o 19 i tyle. Teraz nie miała wyboru, więc wzięła swoje rzeczy i poszła do pokoju przyszykować się. Dopiero jak była w pokoju i rozebrała się, zobaczyła swoje plecy. Chociaż trudno było to nazwać plecami, były całe czerwone jak włosy Rudej. Poczuła jak wszystko ją piecze. Wzięła zimny prysznic bo tylko to dało jej troszkę wytchnienia. W samym ręczniku zrobiła makijaż, ułożyła włosy i miała teraz problem co założyć. Każdy stanik jaki przymierzała za bardzo naciskał na spieczoną skórę pleców i niestety nawet nie zauważyła kiedy wybiła 19 i ktoś zapukał do jej drzwi. Zakrywając się znów ręcznikiem otworzyła je i oczywiście punktualny Draco czekał na nią.
- No, no tak byś mogła mnie zawsze witać, ale muszę cię zmartwić przyjemności zostawmy na potem, najpierw kolacja
- Nawet mnie nie denerwuj, chyba musimy zrezygnować z kolacji – mówiąc to Miona wpuściła chłopaka do pokoju
- Dlaczego? Czyżbyś miała inne plany wobec mnie? Po szybkim zastanowieniu chyba jednak wole zacząć wieczór od deseru – Draco rozsiadł się na kanapie i zaprosił ręką dziewczynę do siebie – To co zaczynamy zabawę?
- Tylko jedno ci w głowie. Nawet nie wiesz jak chciałam popłynąć na wyspę, ale chyba przesadziłam z opalaniem, a na to nie ma eliksiru ani zaklęcia i nie mogę się w nic ubrać bo wszystko mnie pali – gdy mówiła o tym Draco wstał i podszedł do niej. Obrócił ją tak, że mógł zobaczyć jej plecy i kark i aż gwizdnął. Szybko poszedł do jej łazienki i wrócił z buteleczką czegoś zielonego.
- Hermi, no to ładnie się urządziłaś. Ale ja wielki Draco zaraz ci pomogę. Chociaż dziwne, że taka mądra czarownica jak ty, tak się spaliła i do tego pani doktor. Usiądź na łóżku, albo jeszcze lepiej połóż się. Na szczęście dla ciebie i innych gości w każdym pokoju są specjalne żele z aloesu. Chłodzą i łagodzą, więc zaraz Ci go wmasuję, ale najpierw zadzwonię na wyspę i przełożę kolację na 20:30 bo kilka minut będziesz musiała z tym poleżeć.
             W czasie gdy Hermiona kładła się na łoże, chłopak wykonał szybki telefon. Potem usiał obok niej i odchylił ręcznik. Po chwili dziewczyna poczuła coś zimnego, a potem ciepłe i delikatne palce chłopaka, kiedy powoli wmasowywał aloes na jej plecach i karku. Jego palce były jakby muśnięcia, które sprawiały, że Hermiona czuła się co raz bardziej odprężona ale i podniecona. Dotykał ją jakby była z porcelany i chyba nie zdawał sobie sprawy co z nią robi. Teraz cieszyła się, że leży na brzuchu bo na 100% by zobaczył jej zarumienione policzki. Ale Draco wiedział co robi. Z jednej strony nie chciał za bardzo mocno wmasować jej specyfiku, bał się, żeby nie piekło, ale z drugiej strony teraz cieszył się z delikatności jaką jej sprawiał. Musiał przyznać, że ma skórę delikatną i miękką, a dotykanie jej sprawiało mu wielką przyjemność tym bardziej, że widział jak reagowała jej skóra. Schodził co raz niżej i niżej i sam czuł, że sprawia mu to za dużo przyjemności. Jego ciało samo zaczęło odczuwać bliskość dziewczyny. Miał wielką ochotę pocałować ją i gdy zbliżał się ustami w stronę karku, coś mu przerwało, a dokładniej zadzwonił jego telefon i przerwał tą magiczną chwilę.
            Draco aż podskoczył, wyprostował się i wstał do telefonu, który odłożył wcześnie na stolik. Odebrał telefon i wyszedł na balkon. W czasie gdy chłopak z kimś rozmawiał, Hermiona odetchnęła z ulgą. Czując jego palce, jego dotyk zaczęła sobie wyobrażać ich razem. Jego palce wręcz paliły  od tego dotyku, chciała więcej i więcej. A nie tylko plecy i kark. W myślach zaczęła liczyć od dziesięciu w dół i tak kilka razy i gdy wiedziała, że już nie czuje tych motylków i nie powinna mieć zarumienionych policzków, odwróciła głowę w kierunku balkonu przez który wszedł Malfoy. Dopiero teraz mogła mu się przyjrzeć i musiała przyznać, że wyglądał świetnie. Jasne spodnie a do tego biała koszula z podwiniętymi rękawami. Niby zwykły i prosty zestaw, ale wyglądał świetnie.
            Po 15 minutach leżenia w ciszy dziewczyna wstała i przeszła do łazienki z wybranymi po drodze ubraniami. Nadal nie mogła założyć stanika więc zapięcie owinęła dodatkowym kawałkiem materiału dzięki czemu stanik nie podrażniał jej skóry. Nałożyła do tego białą koronkową sukienkę i płaskie sandałki i była już gotowa na kolację na wyspie. Gdy wyszła z pokoju Draco czekał już na nią. Zdziwiła się jego miną, nie był za bardzo z czegoś zadowolony, więc domyśliła się, że coś się stało. Ale wolała poczekać aż sam zacznie rozmowę. Wzięła małą beżową torebkę i wyszli z pokoju. Skierowali się na pomost gdzie już czekała na nich prywatna łódka do wyłącznego użytku właścicieli tego kompleksu, udali się nią na wyspę. Hermiona płynąc cieszyła się, że mogła podziwiać takie widoki jakie są na Bahamach. Wiatr we włosach, szum fal oceanu i tylko ona i on. Popatrzyła na Draco i zauważyła, że i on na nią spogląda, a gdy się uśmiechnął poczuła coś dziwnego, taka mała iskierka nadziei obudziła się w niej na myśl o lepsze jutro.
          Wieczór, który spędzili na wyspie był cudowny. Piękna plaża, drzewa, zapalone girlandy na całej powierzchni wyspy i restauracja w stylu greckim sprawiły, że czas spędzony tam minął im tak szybko, że zapomnieli o całym otaczającym ich świecie. Rozmawiali o prostych sprawach, nie poruszali żadnych ważnych. Uważali oboje, że ta kolacja ma być czymś przyjemnym. I po wielu latach po szkole każdemu z nich do głowy weszła mała myśl, że tak mogłaby wyglądać ich przyszłość. Tu na tej plaży jedząc kraby i popijając białe wino było tak idealnie, że tylko głupiec nie zakochałby się. Wracali w ciszy, w Londynie rzadko kiedy Miona miała możliwość obserwować niebo, a tutaj było jak na wyciągnięcie ręki. Człowiek spoglądał w górę i widział niebo pełne gwiazd. Gdy dopłynęli do kompleksu hotelowego i zeszli z pomostu Mionę zaciekawił pewien widok
- Draco, a co to za skupisko ludzi siedzących tam za plażą? - mówiąc to pokazała gdzie siedziało kilkanaście par
- A to jest miejsce, z którego najbardziej dumny jest Zabini. Jako, że od 20 nie podajemy przekąsek, które serwowane są w barach za tym miejscem co oni tam siedzą, to Diabeł wpadł na pomysł, żeby zrobić tam taras widokowy na gwiazdy dla zakochanych. Każda para siedzi przy mini ognisku, są koce, leżaki, poduszki i wino. Zawsze to jakaś atrakcja i podobno jest to romantyczne.
- Świetny pomysł i z tego widzę, to ludzie z chęcią tam przesiadują.
- Zakochani lubią takie głupoty - odpowiedział jej Malfoy z nutką smutku w głosie
- A ty tego nie lubisz? Nie podobają ci się takie rzeczy? Takie małe głupoty, które kochają kobiety?
- Mam pieniądze, więc nie muszę być romantyczny przy wszystkich. Wolę prywatność, nie widzę potrzeby być romantyczny przy ludziach. Mogę kupić wyspę i tam zabrać moją kobietę na kolację przy świecach. Tak jak dziś ciebie - powiedział to z błyskiem w oku, którego nie zauważyła dziewczyna
- No tak pieniądze zmieniają wszystko - odpowiedziała Miona i zastanowiła się chwilę nad słowami chłopaka. Owszem kolacja była romantyczna. Ale w jaki sposób chłopak to postrzegał nie wiedziała, dla niej to była jakby randka choć na początku tak o tym nie myślała, ale miejsce, cisza, nastrój zmieniał wszystko. Przecież mogli zostać i pójść do jakiejś innej restauracji i posiedzieć tam gdzie i reszta gości hotelowych. 
           Nawet nie zauważyła jak była już na swoim piętrze i stała pod drzwiami własnego pokoju. Wieczór minął im tak szybko i przyjemnie, że teraz oboje zastanawiali się co zrobić. Patrzyli sobie w oczy i nastała ta chwila na pocałunek. Powoli zbliżyli się do siebie i gdy dzieliły ich milimetry, drzwi obok się otworzyły i wyszła z nich Ginny.

zdjęcie wyspy 

poniedziałek, 7 września 2015

Bahamy część 3

Kolejny tydzień za nami. 
7 dni i około 100 wejść na bloga.
To bardzo fajny wynik. Tylko szkoda, że zero komentarzy. 

Jeśli się Wam podoba zostawcie chociaż jedno słowo jakieś.

 Zawsze staram się komentować to co czytam, ze względu na szacunek do autora. Jeśli ktoś z Was pisze, to wie, że nie jest to takie proste. I mimo, że każdy z nas pisze dla siebie to również pokazujemy to, po przez udostępnianie na blogu i dajemy czytelnikom jakąś naszą cząstkę. 

A teraz zapraszam do czytania.

Następnego ranka Hermiona wstała dość wcześnie, przebrała się w sukienkę i sandałki, zrobiła delikatny makijaż i zeszła na śniadanie. Siedząc przy stoliku, obserwowała gości zasiadających w restauracji. Same pary, młodzi i seniorzy, widać było, że każdy z nich kochał swoją drugą połówkę, szczęście na twarzy było widoczne już z daleka i w takich właśnie momentach zazdrościła innym, że mają kogoś. Kochała swoją pracę, ale gdy wracała do domu, gdzie nikt nie czekał na nią, czuła się wtedy samotna.
            Rozmyślając tak nawet nie zauważyła, że do stolika ktoś się dosiadł.
- No, no Granger, a co ty tu tak sama siedzisz? Gdzie podziałaś Rudą? – obok przy Hermionie usiadł właściciel hotelu. Szare spodnie i biała koszula pasowały idealnie i dziewczyna musiała przyznać, że wyglądał w tym bosko.
- Malfoy? Co tu robisz?
- Chyba nie muszę ci tłumaczyć co robię w restauracji, w moim hotelu, prawda?
- Oh, nie o to mi chodzi, co robisz przy tym stoliku, razem ze mną? Nie boisz się, że ubrudzisz się czymś?
- Podobno jesteś najmądrzejszą czarownicą, ale jak tak ciebie słucham to w to wątpię i zastanawiam się, kto takie głupoty wymyśla. Powinnaś się obudzić i pomyśleć. Jesteśmy w moim hotelu, gdzie może przyjechać każdy, nie wiem czy to zauważyłaś, ale czasy się zmieniły.
- Jeśli tak mówisz, to może w końcu przestaniesz mówić do mnie Granger, co? Nie wiem czy o tym pamiętasz, ale mam imię.
- Wiem doskonale Hermiono – powiedział to tak zmysłowym głosem, że dziewczyna aż się zarumieniła. Jeszcze nikt mówiąc do niej po imieniu nie powiedział tego tak zmysłowo i jeszcze nigdy tak nie zareagowała.
Blond włosy chłopak widząc zarumienione policzki Miony, uśmiechnął się w duchu. Od bardzo dawnych czasów, ta dziewczyna budziła w nim ogień, podobała mu się. Wyjechał z kraju i po tych pięciu latach myślał, że mu dawno już przeszło. Ale gdy zobaczył ją wczoraj w swoim hotelu coś z jego serca jakby wyskoczyło, a jakaś nieznana radość i spokój zawładnęły jego sercem. Postanowił, że musi ją przekonać do siebie, pokazać jaki jest, że zmienił się i swoją mroczną przeszłość zostawił dawno za sobą.
- Hermiono – zwrócił na siebie jej uwagę – jeśli ja mam mówić do ciebie po imieniu, to mam nadzieję, że z twojej strony również usłyszę  moje imię. Wiem, że samo moje nazwisko pokazuję mój status, ale każdy je tutaj zna. A teraz, czy chciałabyś abym pokazał ci hotel?
- Oh, oczywiście Draco, możemy nawet teraz się przejść. Później mam ochotę troszkę poleżeć na słońcu. Tak dawno nie miałam urlopu i mimo, że wiem, że jestem tu dla Rudej to znam ją na tyle, że przez dwa dni jej nie zobaczymy – mówiąc to wstała od stolika i razem z Malfoyem udali się na spacer po kompleksie. Jako, że w skład hotelowy wchodziło kilka budynków, 2 baseny, plaża, część sportowa z kortami, spacer zajął im około godzinki. Gdy doszli do basenu przy plaży Malfoy zaproponował usiąść przy barze w celu wypicia czegoś zimnego.
- Draco, muszę przyznać, że cały ten kompleks jest piękny, jak to się stało, że zostałeś właścicielem w Nassau? To chyba był ryzykowny krok, co?
- Czy ryzykowny to nie wiem, ale nie było zbytnio wyjścia. Po wojnie nazwisko moje już nie dawało tego samego co wcześniej. Nie miałem możliwości dostania dobrej pracy, a coś chciałem robić. Własny biznes w Wielkiej Brytanii to nie byłby dobry pomysł, bo jakich miałbym klientów, do tego Blaise z Rudą się pokłócili i chciał wyjechać z kraju. Więc przyjechaliśmy tutaj i jakoś tak się stało, że wcześniejszy właściciel miał długi to zrobiliśmy interes. Pozmienialiśmy kilka rzeczy i tak powstało Sandals. Wspominałaś wcześniej, że to twój pierwszy urlop więc co robisz takiego? Bo nie wierzę, że zostałaś marnym aurorem, albo jakimś urzędasem.
- Wybrałam karierę magomedyka. Po wojnie owszem miałam propozycję na pracę w ministerstwie, ale praca przy biurku to nie dla mnie. Chciałam coś robić wielkiego i tak magomedycyna była najlepszym rozwiązaniem. Tak wspominasz o Zabinim, ale nigdzie go nie widziałam.
- Jest na Jamajce, postanowiliśmy otworzyć jeszcze jeden hotel, tylko, że tam będzie zarządzać Pansy i jej mąż Thomas. Blaise pojechał pozałatwiać papiery jakieś i jutro wraca dopiero.
- Dawno go nie widziałam, nie wiem tylko jak Ginny zareaguje na niego.
- Ja liczę na pojednanie, mimo wszystko Blaise miał zawsze na nią dobry wpływ.
- Może i tak, ale sam wiesz jak to się skończyło – w pewnym momencie Miona zaczęła się śmiać tak szczerze i serdecznie, że Malfoy sam nie wiedział co się dzieje – Draco, wybacz, ale właśnie dopadła mnie ta sytuacja. Ja i ty rozmawiamy ze sobą jakby nigdy nic się nie stało, owszem jak Ginny była z Blaisem tolerowaliśmy się, ale co się z nami teraz stało?
- Chyba dorośliśmy...
- Chyba masz rację, nigdy nie myślałam, że tak to się wszystko potoczy.
- Co masz na myśli?
- Jak Ginny była z Blaisem, myślałam, że nic nie będzie ich wstanie rozdzielić. Byli idealni, tzn pasowali do siebie, ale widocznie to nie wystarczyło. Gdy rozeszli się, byłam w szoku. Potem poznała Marka i znów się zakochała, ale jakoś nigdy za nim nie przepadałam, wydawał się być taki nudny, nie miał tego szaleństwa w sobie, nie potrafił zaskakiwać. Jego jedyne szaleństwo to list w kościele.
- To dlaczego z nim była? Jeśli mówisz, że to nudziarz
- Nie wiem, wydaje mi się, że szukała odskoczni, kogoś kto nie będzie jej przypominał Blaise. Jakiejś stabilizacji w życiu. Wydaje mi się, że marzył jej się po prostu dom z kominkiem i ogródkiem, dzieci i kochający mąż. Mimo, że wiemy o miłości to jednak Diabeł był szalony i razem to była mieszanka wybuchowa.
-  I widać jak to się skończyło. Wybacz, ale muszę iść do biura mimo, wszystko jestem szefem i muszę dbać o dobro gości.
Uśmiechając się Draco wstał i poszedł do siebie.
 Miona natomiast poszła do jednej z restauracji po jakieś lekkie przekąski i sok dla Rudej. Gdy wchodziła do jej pokoju, zobaczyła, że dziewczyna nadal leży w łóżku, na szczęście już nie płakała tylko cały czas patrzyła się w sufit. Hermiona położyła posiłek na stolik i usiadła na łóżku, biorąc dłoń przyjaciółki.
- I jak się czujesz? Spałaś coś w ogóle?
- Hermi, nie wiem czym dam radę, już nawet nie mogę płakać.
- Może byśmy przeszły się na spacer, posiedziały na plaży co?
- Nie obraź się, ale jeszcze nie teraz, za wcześnie jest jeszcze.
- Dobrze, ale zjedz chociaż coś, przyniosłam ci coś delikatnego.
- Jak dam sobie radę, Hermiono, nie patrz na mnie i idź na basen, odpoczywaj a ja obiecuję ci, że jutro postaram się wstać z łóżka.
- Oczywiście, jak coś mam telefon przy sobie więc dzwoń – mówiąc to Hermiona, poszła do swojego pokoju, aby przebrać się w kostium kąpielowy i zabierając torbę z książką i olejkiem do opalania wyszła na basen. Czytając książkę i opalając się nawet nie zauważyła jak minęła 15 i dopiero osoba, która wyrwała jej książkę z ręki przypomniała jej o reszcie otaczającym jej świata.
- Granger, Granger i co ja mam z tobą zrobić, godzina 15 a ty od ilu godzin leżysz i czytasz, co?
- Jak dobra lektura to i czas leci szybciej – gdy próbowała wstać poczuła jak plecy zaczynają ją delikatnie palić i jęknęła z bólu, zwracając uwagę na siebie – miałeś pracować, a znów ciebie spotykam.
- Każdy musi zjeść jakiś lunch, jadłaś już? Jak nie to zaraz przyniosę naszą specjalność, poczekaj chwilę – mówiąc to poszedł do jednego z barów z boku basenu.
Miona już czuła, że źle zrobiła biorąc taką grubą książkę, ale „Sto lat samotności” to taka piękna opowieść. Była na siebie zła, bo zapomniała się posmarować olejkiem, a przecież nie jest w Europie a na Bahamach a tutaj słońce jest mocniejsze. Trzy godziny leżenia na brzuchu będą wieczorem istną katorgą. Jej rozmyślania na temat własnej głupoty przerwał Malfoy niosący tacę z posiłkiem. Siadając na leżak dziewczyny położył między nich lunch.
- A o to moja droga specjalność hotelu: krewetki w cieście Tempura, istny nektar bogów, jeszcze nigdy takich nie jadłaś – mówiąc to uśmiechnął się do niej. Zauważyła, że przebrał się i miał na sobie teraz białą bokserkę i beżowe spodenki. Był jedynie w japonkach co dawało mu takiej inności, luzu, musiała przyznać, że w takich prostych ubraniach, gdzie widać było idealne mięśnie, sylwetkę robiło się jej gorąco.
   Tak samo jak Miona przyglądała się Draco to i on na nią zerkał z pożądaniem, ale co się dziwić czarne bikini na jej idealnym ciele wyglądało zabójczo. Aż miał ochotę sprawdzić czy też i jej skora jest taka miękka na jaką wygląda. Zawsze podziwiał ją, przeważnie ze względu na jej oczy i umysł ale teraz z chęcią chciałby mieć ją tylko dla siebie w swoim apartamencie. Ale wiedział, że jest ona inna niż wszystkie kobiety i on miał też inne priorytety. W tym momencie jego życia myślał o ustatkowaniu się, o żonie i dzieciach o kobiecie, która by z chęcią z nim zamieszkała w hotelu i tu spędzili resztę życia. Gdy tak oboje rozmyślali jedząc posiłek nie zauważyli tego, że duża część gości hotelowych często na nich spogląda, a jeszcze więcej pracowników. Każdy już słyszał od recepcjonistki Pameli kim jest ta dziewczyna i jaka to była ona nie miła wobec niej. A teraz szef z nią spędza połowę dnia. Starsze kobiety były zadowolone, że szef znalazł sobie jakąś miłą kobietę, młodsze natomiast były zazdrosne, bo każda liczyła, że to ona będzie mogła sobie posiedzieć nad basenem i móc zjeść, wypić i bez skrępowania się patrzeć na szefa.
- Hermi? Mogę tak mówić do ciebie? Co ja się pytam, oczywiście, że mogę – ciszę przerwał chłopak – Co powiesz na kolację na wyspie? Jeszcze nie widziałaś jej.
- Wyspie? Jakiej wyspie? Nie mów, że kupiliście wyspę dla siebie
- Oczywiście, wyspa znajduje się za tobą, zobacz to tamta w dali – oboje się odwrócili i Miona mogła zobaczyć w dali wysepkę, na której było widać kilka małych budyneczków – Ja wracam do pracy i o 19 zajdę po ciebie i płyniemy na wyspę – powiedział to taki głosem, że dziewczyna nie miała możliwości nawet się sprzeciwić, a chłopak powiedział to i odszedł.