poniedziałek, 8 września 2014

Zawsze to podejrzewałam

Zawsze podejrzewałam, że Albusa ciągnie do panów... a dziś dopiero okazało się, że już o tym autorka kiedyś wspomniała.



"Ta miłość była wielką tragedią profesora"

To, że prof. Albus Dumbledore (dyrektor szkoły magii w Hogwart - jedna z głównych postaci serii książek o Harrym Potterze) jest gejem, ujawnia sama autorka powieści w 2007 roku. Zrobiła to na spotkaniu z fanami książek, dzięki którym stała się najbogatszą pisarką na świecie.
- Zapałał uczuciem do innego maga, Gellerta Grindelwalda. Jednak gdy Grindelwald zwrócił się w stronę ciemnej magii, Dumbledore załamał się i postanowił zwalczyć swojego rywala. Ta miłość była wielką tragedią profesora - powiedziała.

http://www.tvn24.pl/kultura-styl,8/dumbledore-gejem-oszukalas-nas-i-zarobilas-miliony-autorka-harry-ego-pottera-odpowiada,466209.html

sobota, 6 września 2014

Rozdział 17

Przed Wami kolejny rozdział. Większość miałam już napisane dawno, ale nawal pracy nie pozwolił mi na szybszą publikację. I nawet to co jest poniżej to nie jest to wszystko co miało być. Ale, że chciałam coś dodać, to muszę to zrobić teraz. Mam nadzieję, że się spodoba.

pozdrawiam



Granger!!! Co to ma być do cholery? – krzyk wpadającego do pokoju blondyna obudził śpiącą w  łóżku brunetkę. Dziewczyna przestraszona podskoczyła wręcz w łóżku i rozejrzała się na boki, gdy zobaczyła, że to tylko pewien irytujący blondyn zapytała się go spokojnie
- Mordują kogoś? Rodzice moi wrócili? Czy mam gości? Pali się? -  z każdym pytaniem była co raz bardziej rozbudzona
- Nie, nie, nie i jeszcze raz nie.
- Więc czemu mnie budzisz Malfoy? – gdy chciała się znów położyć do spania, chłopak podszedł do niej i usiadł na jej łożu. Dziewczyna również usiadła i oparła się o ścianę. Dopiero teraz zauważyła, że trzyma portret od Paula. Ten portret na którym jest sama z nim w sukni ślubnej, uśmiechnęła się na moment wspominając wczorajszy wieczór i od razu poprawił się jej humor. 
– O widzę, że rozpakowałeś prezent od Paula, mam nadzieję, że ci się podoba, bo ja swój mam zamiar powiesić w salonie nad kominkiem – dodała z nutką rozbawienia.
- Czyś ty zgłupiała? – chłopak zapytał się jej, przy okazji spoglądając na nią i uśmiechając się w duchu za pomysł z koszulką nocną, która była mocno wycięta i powtórzył raz jeszcze – Co to ma być do cholery? – dzięki temu jak siedzieli na łóżku miał idealny widok na górną część jej ciała, co z chęcią wykorzystywał i nawet już nie był taki zdenerwowany jak jeszcze 15 minut temu, gdy otworzył pakunek. Ten widok umilił mu ranek tego był pewien.
- Ale o co ci chodzi? – nie rozumiejąc chłopaka zaczęła się zastanawiać jak dotarła do łóżka, po chwili zauważyła, że jest za bardzo odkryta i zakryła się kołdrą. – jeśli chodzi ci o portret to prezent, każdy z nas dostał dwa. Jedno grupowe a drugie właśnie takie. Wiem, wiem, wiem i ja też nie jestem zadowolona, że musieliśmy razem. Nawet nie wiesz jak bardzo chciałam być w parze z tym aktorem. Był boski, te oczy, uśmiech i te dołeczki a jego ciało… coś idealnego
- Co ty nie powiesz a jeszcze wczoraj w nocy mówiłaś, że to ja jestem silny i przystojny – nie mógł nie wspomnieć o tym blondyn, widząc zaskoczenie na twarzy byłej gryfonki dodał – Nie mów, że nie pamiętasz tej wczorajszej nocy? I nie musisz się aż tak zakrywać, już wszystko widziałem wczoraj – widząc jej minę i szok w oczach dodał – Nie pamiętasz naprawdę? A pamiętasz historię tej boskiej koszulki jaką masz na sobie?
Hermiona spojrzała pod kołdrę i widząc nieznaną jej zieloną koszulkę, wyskoczyła szybko z łóżka i pobiegła do garderoby, a potem do łazienki. Chłopak usłyszał tylko głośny krzyk, potem kilka przekleństw i po dwóch minutach znów zobaczył dziewczynę w jej sypialni. Ale widach, że skorzystała z szybkiej toalety i niestety nałożyła szlafrok
- Co to jest Malfoy? Jak? Gdzie? Kiedy? To twoja wina? Twój pomysł? Jak mogłeś? – dziewczyna wyrzucała krótkie pytania z siebie niczym z karabinu i z każdym następnym była co raz bardziej cicha, aż wreszcie usiadła na łóżku i złapała się za głowę
- Przestań się tak pytać i zacznij oddychać. – odpowiedział jej uśmiechając się w duchu. Dzięki jej minie i przejęciu cała złość już przeszła i teraz miał tylko jeden wielki ubaw z dziewczyny, usiadł specjalnie obok niej – A ta noc była wyjątkowa i uwierz mi. Nigdy jej nie zapomnę – dodał szeptem kładąc swoją dłoń na jej kolano i delikatnie zaczął sunąc nią w górę i w dół uda
- Malfoy, nawet nie zaczynaj tak gadać i nie dotykaj mnie– dziewczyna wstała i podeszła do okna. Kilka razy wzięła głęboko powietrze, w myślach policzyła od 10 w dół i odwróciła się. Popatrzyła na blondyna krótko i podeszła do niego, złapała go za koszulkę i przybliżyła się do– powiedz prawdę co się stało w nocy, i nawet nic nie zmyślaj, bo…
- Bo co moja ty gryfineczko? – odpowiedział rozbawiony chłopak zastanawiając się ile jeszcze może tak z niej się pośmiać i patrząc w jej oczy doszedł do wniosku, że czas na zabawę.
- W nocy jakoś nie miałaś nic przeciwko, żebym cię dotykał. Sama nawet przylgnęłaś do mnie swoim ponętnym ciałem. Chcesz dokładnie wiedzieć jak było wczoraj? Nie ma sprawy – i podniósł ją jak pannę młodą i rzucił na łóżko i przybliżył się do niej prawie kładąc się na niej i mówiąc do ucha
 – No tak w skrócie to ta noc tak wyglądała – poczuł jak zadrżała, więc dodał szeptem – czy chcesz żebym dalej kontynuował? Albo też możemy zacząć od początku od momentu na schodach? Co ty na to? – gdy zobaczył, że potwierdziła, a jej oczy wręcz zabłysły z ciekawości i z czegoś czego nie mógł wiedzieć czym było dodał – to poproś a może się uda dostać ci coś więcej niż same przyniesienie do łóżka, ale na dzień dzisiejszy tylko zmieniłem  koszulkę zaklęciem. - I wyszedł z pokoju w wielkim uśmiechem na ustach, zabierając po drodze portret z podłogi, gdzie spadł wcześniej.
Dziewczyna leżała w łóżku i była w dużym szoku. Nie wiedziała co było prawdą a co jego wymysłem. Wczorajszy wieczór był z dużą ilością alkoholu, nawet nie pamiętała kiedy ostatnio tyle wypiła. Owszem pamiętała Harrego i Celine, pamiętała tańce, obrazy i rozmowy. Nawet to jak powiedziała przy wszystkich, oczywiście gdy Harry już wyszedł, że uważa Malfoya za jednego z przystojniejszych facetów jakich do tej pory poznała. Oczywiście musiała wmawiać Celine i Jasmin, a najbardziej dla Paula, że są tylko kolegami i nic nie ma między nimi, ale jej przyjaciele jej nie uwierzyli. Były wręcz zdziwione, że ich przyjaciółce udało się trzymać ręce z dala od niego. Według nich wyglądał jak McSteamy i brunetka musiała im przyznać rację po dłuższym przemyśleniu.
Oczywiście Hermiona była dumna, że na nią on tak nie działał, że cały czas uważa go za nadętego, egoistycznego dupka, który zamieszkał w jej królestwie. Tak myślała do dziś. Czy to mogło być prawdą, że powiedziała mu jaki jest przystojny i silny? Wątpiła, żeby kłamał, więc chyba musiała być bardzo pijana, ale to nie zmienia faktu jak się dostała do łóżka i dlaczego ma na sobie taką koszulkę.
            Było tylko jedno wyjaśnienie, blondyn mówił prawdę. A jego słowa teraz wskazywały, że nic więcej nie było i bardzo się z tego cieszy. Ale czemu jej ciało zadrżało gdy szepnął jej do ucha? A jego dotyk, to jak ją rzucił na łóżko sprawiło, że się wręcz za bardzo podnieciła. Dawno nie czuła się tak przy żadnym facecie i doszła do wniosku, że jeśli coś się nie zmieni to pójdzie do łóżka z blondynem. Działał na nią, ten typ złego chłopca, zawsze miała do takich słabość. Wiedział co robi, niby delikatny dotyk, muśnięcie, szept i było już po niej. Jedynie co jej pozostało to prysznic, tylko zimny…
            Dziewczyna poszła do łazienki, zdjęła koszulkę i powiedziała do swojego odbicia w lustrze:
- swoją drogą trzeba przyznać, że koszulka ta jest bardzo seksowna. Zieleń świetnie podkreśliła moją cerę, tylko ten smok… Gdyby nie to, że to znak Malfoya to pewnie bym częściej w niej teraz spała, ale niestety… - i wrzuciła ją do kosza na pranie, a potem wzięła prysznic. Zimny prysznic oczywiście, żeby zapomnieć o jego dotyku. Gdy zamknęła oczy pod strumieniem wody, przypomniała sobie pewne urywki. Ale czy to mogła być prawda, że przytuliła się do niego jak wziął ją ręce. I miał rację był silny… A to źle wróżyło… Po chwili zmieniła zimny strumień na cieplejszy, wymyła włosy i wyszła. Ubrała się w luźne spodnie i koszulkę i zeszła do kuchni poprosić o późne śniadanie. Czekając i popijając sok przy kuchennym stole rozmawiała z Sookie. W pewnym momencie do kuchnie weszła Amanda
- Dziwne
- Co jest dziwne?
- O panienka Hermiona! Nie wiem czy mogę powiedzieć
- Oczywiście, że możesz Amando
- No bo panienki gość zapytał się mnie czy wiem co oznacza McSteamy, więc mu powiedziałam, że mega ciacho
Hermiona słysząc to wypluła sok, który właśnie piła.
- Co takiego? A skąd on to wziął? O nie… - dziewczyna w myślach chciała sobie przypomnieć, czy tak go przypadkiem nie nazwała. Przecież przypadek to nie jest, że wczoraj tak mówiły dziewczyny o nim a dziś pyta się o te słowo.
- Zapytałam się go czy chodzi mu o aktora z serialu – mówiła dalej Amanda -  i powiedział, że został tak nazwany przez pewną kobietę i nie wie co oznaczało to słowo, więc mu powiedziałam co oznacza
- Ciekawe co to za kobieta – próbowała powiedzieć normalnie dziewczyna i poprosiła o dolanie soku i żeby ktoś przyniósł jej śniadanie do pokoju. Doszła do wniosku, że chyba jednak trzeba teraz unikać blondyna.
            Poszła do pokoju i czekając na śniadanie zaczęła rozmyślać.
- Po pierwsze i najważniejsze jak McSteamy? Musiała coś mu powiedzieć, przecież sam by nie wymyślił, więc to ona. Nie ma innego wyjaśnienia. Ale co teraz? Jak żyć mają? Chyba nie ma innego wyjścia, będzie go unikać, to najlepsze rozwiązanie.
Po chwili usłyszała pukanie do drzwi i Amanda przyniosła jej posiłek.
- Amando, jeśli możesz to przynoś mi wszystkie posiłki do pokoju dobrze? Śniadanie, obiad i kolację przez najbliższe dni. Mam pewien projekt i muszę się skupić.
- Oczywiście panienko

Hermiona znów została sama w pokoju i doszła do wniosku, że trzeba coś zmienić. Nie może tak nic nie robić całymi dniami, wiec wzięła posiłek i przeszła do tajemnego pokoju. Musiała napisać do McGonagall miała jej podać dokumenty i książki i nic, więc dziewczyna wzięła pióro i papier i napisała do niej list

Profesor McGonagall
Zwracam się z prośbą o przesłanie potrzebnych dokumentów do przyśpieszonego kursu egzaminacyjnego na prawo. Proszę również o listę podręczników bądź też książki, które będą mi potrzebne.

Z wyrazami szacunku
Hermiona Granger

Dziewczyna zadowolona z krótkiej notatki przywołała sowę i wysłałam list.

- No to teraz czeka mnie jedynie czekanie na odpowiedź i będą mogła zacząć przygotowywać się na egzamin. Później pójdę na studia, zdam je i otworzę swoją własną kancelarię. I będę najlepsza jak zawsze. Muszę to uczcić – i z uśmiechem na ustach podeszła do barku po czerwone wino, nalała je sobie i wyszła na taras pooddychać świeżym powietrzem. Ale zbyt długo nie nacieszyła się tym chwilowym szczęściem, ponieważ zobaczyła w oddali spacerujących po ogrodzie Narcyzę z synem. I cale szczęście z mojej przyszłej wyśnionej przyszłości diabli wzięło… A miało było tak pięknie. Ale cóż zrobić.

Resztę tego dnia jak i trzy następne spędziła w swoim pokoju na nauce magii bezróżdżkowej i niewerbalnej, uważała, że dawno nie miała czasu ćwiczyć więc teraz jest okazja. Oczywiście w duchu wiedziała, że to tylko wymówka przeciwko spotkaniom z Malfoyem, ale sama się do tego nie przyznawała.
Co dziennie Amanda przynosiła jej posiłki i zabierała stare tace, dziwiła się, że dziewczyna zamknęła się w pokoju i nie wychodzi z niego. Tak jak ona myślała o tym cała służba i nawet zastanawiali czy nie zadzwonić po jej rodziców.       
Myśleli również nad rozmową z Harrym, ale ten wychodził wcześnie rano i wracał bardzo późno gdy większość już spała. Niestety doszło do kolejnego ataku na rodzinę Starks i to morderstwo było jeszcze bardziej brutalne od poprzedniego. Nawet żona została torturowana, a dzieci nie znaleziono, więc teraz szukali ich dalszej rodziny by sprawdzić czy może ich tam nie wywieziono. Wiec Harry miał zbyt dużo pracy a zbyt mało czasu na spanie, nie mówiąc już rozmowie z Mioną, a jeszcze gorsze dla niego było to, że miał nr telefonu do Celine a nie miał nawet kiedy zadzwonić.
              Najbardziej cieszył się z takiej sprawy Draco. Cisza, spokój i radość z tego, że cały dom miał dla siebie. Zwłaszcza, że jego matka pokochała pewne pudełko z ruchomymi, gadającymi zdjęciami i co raz więcej czasu spędzała przed nim. Mówiła, że to jest bardzo fascynujące i nie wyobraża sobie życia bez tego. Poprosiła nawet Lucasa, żeby te pudełko wstawić do jej sypialni. I z tego co Draco dowiedział się po 2 dniach od matki, że ta rzecz która nazywała się telewizorem była wg niej oczywiście najlepszą jaka powstała i została wymyślona przez mugoli. 
              Więc chłopak miał czas na basen, bibliotekę i rozmyślanie. I niestety najwięcej w jego głowie było myśli na temat gospodyni. Musiał przyznać, że to co się wydarzyło w jej sypialni było ciekawe. Oczywiście nie planował się przespać z nią, w końcu to mugolaczka a mu nie wypada wejść do łóżka z taka osobą. Przecież to nie godne arystokratycji, ale z drugiej strony, wystarczyło, że szepnął jej coś do ucha to ona od razu zadrżała, do tego miała świetne ciało i trudno mu się było do tego przyznać, ale miała coś w sobie, zwłaszcza jak się złościła. Jej oczy ciskały wtedy wręcz błyskawice i to mu się podobało. Był dumny z siebie i teraz uważał, że to był dobry pomysł zanieść ją wtedy do sypialni i zmiana jej koszulki. Uwielbiał kobiety w takich kusych nocnych koszulkach, które zwłaszcza górne partie miały mocno wycięte. A gdy dowiedział się co oznaczało McSteamy to był bardzo zaskoczony, tym bardziej czy było możliwe, że uważała go za mega przystojniaka? 
                Po dłuższym czasie tego typu rozmyśleniach wziął książkę wcześniej przyniesioną z biblioteki i zaczął ją czytać. Przeczytał później jeszcze dwie książki w ciągu tych dni 3 dni i zaczął się nudzić. Nie miał co robić. Nudził się i zaczął chodzić w kółko w swoim pokoju, od ściany do okna, od okna do ściany. I gdy tak któryś raz z kolei doszedł do okna zauważył lecącą sowę z paczką w jego stronę. Szybko otworzył okno i wpuścił ją do środka. Sowa upuściła paczkę na łóżko i odleciała powrotem. Chłopak rozpakował pakunek i okazało się, że w środku są dwie mniejsze paczuszki jedna podpisana dla niego a druga dla Granger. Otworzył tą swoją i wypadł z niej list, który zaczął czytać.:

Panie Malfoy,

   Zaadresowałam przesyłkę na Pana, ze względu na to, że również to Pana dotyczy i przede wszystkim liczę, że odda Pan drugą paczkę Hermionie Granger. Tak jak wcześniej rozmawialiśmy, doszedł Pan do wniosku, że będzie studiował prawo w przyśpieszonym tempie. Taką samą decyzję podjęła panna Granger i dlatego też mam nadzieję, że współpraca się Wam uda. 
            W tym roku na ten kierunek Starszyzna podjęła decyzję, że wszystkich podzielą w pary i tak będziecie zdawać egzaminy praktyczne i teoretyczne. Dokładnie nie wiem na czym będzie polegać to, ale wiem, że wszystko będzie się sumowało i liczona będzie średnia. Dlatego też udałam się do Francji, żeby poprosić Starszyznę o połączenie Pana i Pannę Granger jako jedną parę. Jesteście, a raczej byliście moimi najlepszymi uczniami i mam nadzieję, że nadal tak pozostanie. Chciałabym również zaznaczyć, że w Waszej sytuacji to będzie najlepsze rozwiązanie. 
          Dopiero wczoraj dostałam Wasze książki, te wszystkie, które uważam, że przydadzą się Wam w nauce. Proszę aby przekazał Pan drugą paczuszkę koleżance. Pierwszy wstępny egzamin odbędzie się w 12 grudnia i mam nadzieję, że przyniesiecie chlubę swojej szkole.

Pozdrawiam

M. McGonagall
PS.: zapomniałam dodać, że większość książek uda się odczytać tylko jeśli będziecie w odległości do 3 metrów od siebie.
PS 2.: Starszyzna poprzez Wasze nazwiska połączyła Was w pary magiczne i dlatego tylko tak będziecie musieli pracować



- No to mam przechlapane – powiedział chłopak i zaczął wyjmować książki z paczki, którą dostał – tych książek jest chyba z trzydzieści. Porąbało ich na tej uczelni czy jak? I dlaczego wszędzie tam gdzie ja to i ta Granger… to jakieś jest wielkie nieporozumienie…. Dlaczego???

niedziela, 17 sierpnia 2014

Rozdział 16

Nie wiem jak, ale przed Wami 16 rozdział. Kiedy następny nie wiem, ale zaglądajcie co jakiś czas może się pojawi :D 

Hermiona kierowała się do swojego pokoju gdy na schodach spotkała Harrego, który wyglądał strasznie. Cały był w kurzu i wyglądał na bardzo zmęczonego.
- Harry? Jak ty wyglądasz? Co się stało?
- Kolejne morderstwo, ta sama ekipa co u Malfoyów – odpowiedział jej chłopak – choć do mnie to ci opowiem
- Był u nas minister – zaczęła brunetka – powiedział o rodzinie Brooks i dzieciach…
- To był przerażający widok – zaczął chłopak i usiadł na łóżku – byłem u Griffina, jak dostałem wezwanie na lusterko i udałem się tam. Oczywiście zamiast domu same gruzy, ciało Brooksa po Avadzie w miejscu gdzie kiedyś był salon, ale przed tym jak to rzucili to były jeszcze tortury, czyli dodają rozwijają się. A potem gdy przeszliśmy na coś co kiedyś było podwórzem, placem zabaw to również okazało się, że i dzieci i matka zostały zamordowane. Na szczęście tylko Avada.
- To straszne
- A powiedz mi co mówił Kingsley?
- Wersja oficjalna czy prawdziwa?
- Prawdziwa i jak zdobyta? – zapytał ze zdziwieniem brunet
- Umysł człowieka jest fascynujący. Niektórzy mówią, że wszystko co robią jest dla naszego bezpieczeństwa a tak naprawdę mają pomysł. Złapać przestępców podając im świeże mięso na talerzu pod nos.
- Czekaj, czekaj. Chcesz mi powiedzieć, że Kingsley chciał wydać Malfoyów?
- Jesteś taki mądry Harry – powiedziała dziewczyna z uśmiechem
- Wymyślił sobie, że jeśli Malfoy będzie z matką w innym miejscu to może mordercy pójdą do nich i wtedy będzie można ich złapać. Bo wg niego w domu Lucjusza nie zabili wszystkich.
- Skąd to wiesz?
- Leglimencja plus Snape i wiemy wszystko
- No cóż muszę powiedzieć, że to był dobry pomysł, że chciał tu być. Ale rozumiem, że Malfoy zostaje u nas?
- Oczywiście i o 19 idziemy na akcję, wiesz jeśli czujesz się na siłach to zapraszam do wzięcia udziału
- Jaka akcja?
- Odwiedzimy dom Malfoya i szukamy ich rzeczy. Niby Kingsley przyniósł co nie co, ale wiesz jak to jest. Nie zawsze wszystko Auror weźmie to co ma znaczenie dla rodziny. Wzięli same rzeczy, które wg niego mogły mieć jakieś powiązania z Lucjuszem i jego ekipą wzajemnej adoracji. Jedziemy moim autem, więc robimy wycieczkę – uśmiechnęła się dziewczyna i wstała – a teraz weź prysznic, przebierz się w czyste ubrania i za 15 minut widzimy się na kolacji. Pamiętaj to tajna misja – dokończyła szeptem i wyszła z pokoju kierując się do siebie, gdzie przebrała się w czarną bluzę, białą bokserkę, niebieskie jeansy i czarne conversy. Do tego tylko czapka z daszkiem i była gotowa.


Zeszła na kolację, gdzie przy stole już czekali na nią jej rodzice. Usiadła i czekała na resztę, streszczając rodzicom plany na wieczór. Po chwili zeszła Narcyza z synem i profesorem, a tuż za nimi zjawił się również Harry. Gdy dziewczyna popatrzyła na nich roześmiała się. Obaj młodzi chłopacy wyglądali identycznie. Czarne spodnie, czarne bluzy i czarne adidasy
- Brakuje wam tylko kominiarek i moglibyście iść na akcję
- A ty nie wyglądasz lepiej, również na czarno – odpowiedział jej brunet
- Ale ja mam niebieskie spodnie – powiedziała z uśmiechem dziewczyna i zaczęli jeść posiłek. Po posiłku Miona poszła po samochód a panowie czekali na nią pod drzwiami. Gdy pojazd podjechał Snape usiadł z przodu, a młodzi z tyłu.
            Normalnie nie wsiadłbym do samochodu – myślał Snape – ale chyba już oszalałem na starość. Nie dość, że siedzę w pojeździe, który prowadzi gryfonka to jeszcze uznałem, że jej plan jest dobry. Ale byłem tak wściekły na Kingsleya, że chciałem mu zrobić krzywdę, bardzo wielką krzywdę. Nawet nie powiedziałem im o jego wszystkich myślach. Mam nadzieję, że z jego strony to były zwykłe głupoty, ale chyba trzeba powiadomić Granger, że może spodziewać się jakiś aurorów lub też tajnych agentów Ministra pod peleryną w okolicach swojego domu. Czemu ten człowiek nie weźmie się za morderców a nie ubzdurał sobie, że Narcyza i Draco mu wszystko podadzą na srebrnej tacy. Co za dureń z niego…
A jeśli chodzi o durniów to ma teraz na głowie trzech młodych zadowolonych z najbliższej przyszłości dzieciaków na głowie. Jedyna pozytywna rzecz w tym wszystkim jest to, że mogę zobaczyć jak działają pod presją i przede wszystkim jak to traktują i niestety tylko Granger ma jakieś pojęcie. A Draco i Potter z tego co widzę, traktują wszystko jak zabawę. Kto niby pozwolił być Potterowi aurorem, jeśli reszta ma taki sam charakter co on to nie dziwię się, że to sami idioci pilnują porządku w naszym świecie. Wątpię, żeby jakiekolwiek niebezpieczeństwo na nas czyhało, ale niech mają się na baczności i będą również uważać na co dzień.
- Profesorze? – odezwała się dziewczyna – proszę otworzyć ten schowek nad pana nogami, dobrze? – gdy to zrobił mówiła dalej – widzi pan tą małą sakiewkę? Proszę ją otworzyć i wyjąc z niej zawartość i rozdać każdemu po jednej
            Gdy Snape wyjął z sakiewki mniejsze sakiewki od razu domyślił się, że dziewczyna pomyślała o wszystkim. Każda sakiewka była tak zaczarowana, że można było do niej wszystko włożyć.
- Dobry pomysł - powiedział – Wkładajcie do nich wszystko co uznacie za przydatne. Musimy być tam jak się da najkrócej. Macie godzinę i ani minuty więcej. Więc żadnych zabaw, rozczulania, zastanawiania – i w myślach dodał zero kłopotów, choć pewnie i tak nie będzie żadnych a to, że ich nastraszy będzie miało lepszy wpływ na ich pracę i szybciej wróci do zamku by móc w samotności napić się Ognistej

Gdy wjeżdżali w najbliższą wioskę od dworu Draco, dziewczyna zwolniła i jechała jak najwolniej się dało. Otworzyła okno i krzyknęła
- populi quaerere – z różdżki wystrzelił biały promień, który uformował się w mgłę.
 Mgła osiadła na najbliższym otoczeniu i w miarę jak się posuwali samochodem do dworu mgła posuwała się razem z nimi tworząc szpiegującą barierę. Pozostała w miejscu dopiero gdy wjechali za miejsce gdzie kiedyś była brama. Miona zaparkowała samochód jak najbliżej rozpoczęcia się gruzów. Na szczęście zaklęcie nic nie wykazało, więc bez problemu wysiedli z samochodu. Dziewczyna rzuciła wtedy atque hospitum modo exercitui i wiedzieli, że nawet jeśli ktoś się zjawi w okolicach ogrodzenia to będą mieć czas by uciec.
Rozdzielili się i każdy zaczął chodzić po gruzach co chwilę schylając się aby coś podnieść. Dzięki zaklęciu Lumos mogli mieć dobra widoczność, po kilku minutach Miona zebrała kilka książek, a w jednym miejscu gdzie było dużo potłuczonej porcelany naprawiła ją i okazało się, że były to 3 filiżanki w delikatne różyczki. Zamieniła kamień w szkatułkę i włożyła je do środka a potem do sakiewki. Chodząc dalej zobaczyła ramkę ze zdjęciem. Wzięła je do ręki i okazało się, że na fotografii była Narcyza z małym blondynkiem. Oboje uśmiechali się i huśtali się na w cieniu drzew. Hermiona uśmiechnęła się i również schowała to. Idąc dalej zauważyła wystające z gruzów wieko, podeszła i rękoma próbowała dostać się do tego. Okazało się, że to był kuferek, może nie był największy, ale był pięknie ozdobiony, oczyściła go i również wrzuciła do sakiewki. Później już nic nie znalazła. Po kilku minutach usłyszała jak Snape woła wszystkich więc poszła do samochodu i wsiadła za kierownicą. Po chwili wróciła reszta. Spojrzała w lusterku i zauważyła smutek w oczach blondyna, do tego były zaczerwienione wyglądał jakby płakał, ale nic nie mówiła. Doszła do wniosku, że potrzebuje ciszy, nie tylko on. Dlatego też włączyła cicho radio i spokojnie wrócili do domu.
Snape był zadowolony, że mogą wrócić. Wiedział, że będzie spokój i nic się nie stanie. Był zdziwiony tym co zastał we dworze, kiedyś to miejsce było tak piękne, bogate i eleganckie. Wszędzie było widać pieniądze i historię rodziny. Jedynie czego brakowało to ciepło. Dom był zimny tak jak jego gospodarz i emanował bogactwem jak Lucjusz. Wszędzie obrazy, zbroje, popiersia i inne rzeczy, które kosztowały majątek lub były ich dziedzictwem. Co innego teraz jak podjeżdżali pod dom Granger. Również wielki, bogaty i elegancki dom, ale jak inny. Czuć w nim ciepło i miłą, przyjazną atmosferę. Nie dziwił się, że Narcyza tak dobrze się poczuła w domu Granger, choć troszkę go to niepokoiło.

Profesor Snape wysiadł z pojazdu, gdy brama się otwierała, oddał swoją sakiewkę dla dziewczyny i aportował się do zamku, a Miona i chłopaki weszli do domu i każdy skierował się do swojego pokoju. Wcześniej ustalili, że sakiewki wyjmą po śniadaniu w Sali treningowej. Miona weszła do swojej czarodziejskiej komnaty i wyszła na balkon w celu rzucenia zaklęcia populi quaerere. Wiedziała, że dzięki temu będzie wiedziała czy jakiś czarodziej nie pojawi się w otoczeniu jej posiadłości.

Kolejny dzień zaczął się dosyć słonecznie. Hermiona wstała dosyć późno, wiedziała, że na śniadanie jest już spóźniona, dlatego też postanowiła najpierw pójść ćwiczyć. Przebrała się w szorty i stanik sportowy.


 Wzięła sakiewkę swoją i profesora i poszła na trening. Zostawiła rzeczy w sali a samo poszła do drugiej do drugiego pomieszczenia z przyrządami. Na początku włączyła muzykę i troszkę porozciągała się a potem weszła na bieżnię. 20 minut szybkiego biegu dobrze jej zrobiło, jeszcze tylko orbiterek i mogła zakończyć kilku minutami jogi. Nawet nie zauważyła jak pewien blondyn był zafascynowany jej osobą. A nawet nie tyle jej idealnym ciałem w czasie biegu a właśnie tym biegiem na maszynie.
- Granger? – wszedł do środka – jak to działa?
- Co takiego? – odpowiedziała mu zdyszana dziewczyna
- No to, że możesz biegać, też chcę spróbować
- Nic prostszego, musisz wejść i wcisnąć jedynie start. A tymi strzałkami zwalniasz lub zwiększasz tempo. Tak samo na tym co teraz ja ćwiczę, to samo robisz.
- I co tak zawsze ćwiczysz? – zapytał się z ciekawością blondyn
- Jak jest brzydka pogoda, lub mróz, albo nie chce mi się wychodzić z domu. Ale biorąc pod uwagę, że sprzęt jest od tygodnia w tym miejscu to dopiero zaczynam – uśmiechnęła się i powróciła do ćwiczeń
- A sakiewki z wczoraj gdzie masz?
- Są już na drugiej Sali. Tam jest najwięcej miejsca więc pomyślałam, że może będzie wam tam lepiej wszystko zobaczyć. Chociaż nie wiem co macie w środku.
- Dobra dzięki
 Draco obiecał sobie, że dziś wieczorem jak Granger wyjdzie z Potterem to on przyjdzie tutaj. Wszystko będzie idealnie na pierwszy raz jak będzie sam oczywiście. Popatrzył jeszcze na gryfonkę i wyszedł po matkę. Dostał już od Pottera worek i teraz wystarczyło obejrzeć. Chociaż nie liczył na swoje ubrania lub też swoje rzeczy, to miał nadzieję, że chociaż coś będzie…
Gdy wrócił z matką zauważył, że Granger musiała wyczarować stolik i dwa fotele i dzbanek z kawą i filiżanki. W myślach podziękował jej, nie musiała tego robić a jednak zrobiła. Poczuł, że będzie musiał jej to wynagrodzić.
Zaczęli wszystko wykładać z sakiewek. On ze swojej wyjął jakieś wazoniki, które udało mu się  na miejscu złożyć, kilka figurek, porcelany i barek jedyna rzecz z której się ucieszył, że ją znalazł. Oczywiście to co było w środku zostało stłuczone ale ważne, że jest barek.
Po kilku minutach zauważył, że matka patrzy się smutno w jakieś zdjęcie. Gdy podszedł bliżej zauważył, że na tym zdjęciu jest on jak miał około czterech lat wraz z matką. To był jeszcze czas radości w domu, gdy bez obaw mógł się bawić z matką i przebywać z nią. Później z roku na rok było co raz gorzej, ale w końcu teraz jest już wolny.
Siedzenie nad tymi rzeczami zajęło im ponad 3 godziny i mimo, że nie było tego dużo to każda jedna rzecz miała jakąś wartość. Narcyzie bardzo spodobały się rzeczy znalezione przez gryfonkę. Zwłaszcza kuferek, w którym miała swoje pamiątki… Sam kuferek dostała od Syriusza na zakończenie szkoły i była to jej jedyna rzecz od brata. W środku znajdowały się zdjęcia z dzieciństwa jej synka, jakieś listy, stara biżuteria i inne rzeczy, które miały dla niej znaczenie. Do tego udało się odzyskać filiżanki, mimo, że tylko trzy sztuki to zawsze coś, uwielbiała i teraz mogła z przyjemnością zabrać je do swojej sypialni.
Pośród rzeczy znalezionych było jeszcze kilka książek przeważnie romanse, kilka staroci do których tak bardzo nie byli przywiązani, więc w końcu doszli do wniosku, że to co nie jest potrzebne zostanie w sakiewkach a te rzeczy które mają znaczenie zabierają do pokoi.
W czasie obiadu Narcyza podziękowała bardzo Hermionie, za czas, za pomysł i przede wszystkim za to co znaleźli. Brunetka nie spodziewała się tego i jedynie skinęła głową. Posiłek minął im dosyć szybko, chociażby dlatego, że obecna była tylko Hermiona, Narcyza i Draco. Harry od rana był w Ministerstwie, tak samo jak państwo Granger, którzy chcieli odwiedzić kilka swoich klinik w tym tygodniu w Wielkiej Brytanii i zrobili sobie taki wypad kilku dniowy. Po obiedzie kobiety poszły do salonu na filiżankę herbaty i przy okazji włączyły telewizor, gdzie leciał właśnie pierwszy odcinek serialu Duma i Uprzedzenie. Narcyza była zafascynowana serialem i tym jak w takim cienkim pudełeczku można coś zobaczyć. Po jakimś czasie Hermiona udała się na górę aby przygotować się do imprezy. Wzięła kąpiel, upięła włosy w kok, przeszła do garderoby i wybrała z szafy czarną koronkową sukienkę i do tego siwy żakiecik. Jeszcze tylko czarne buty, torebka i biżuteria i była gotowa.


Napisała sms do Harrego, żeby przyszedł jak wróci do Griffina i wyszła przed dom czekać na Paula, który miał po nią zajechać. Gdy przyjechali do sąsiada dziewczyny, Miona weszła do domu a Paul powiedział, że zaraz wejdzie. Okazało się, że wszyscy goście już byli i tylko czekali na nich. Po chwili Paul wszedł do domu z wielką torbą, z której wystawały prostokątne zawinięte w szary papier paczki. Oczywiście dziewczyny pisnęły, bo już domyśliły się co może być w środku. Mark i Griffin natomiast podeszli do barku i nalali sobie podwójną whisky. Wiedzieli, że bez mocnego trunku nie przeżyją najbliższych godzin. W tym momencie żałowali, że wzięli udział w sesji.
- Tak sobie myślę – rozpoczął Paul – że z prezentem ode mnie poczekamy na Harrego ok.?
- Nie wiem czy jest sens, wczoraj dostał pilne wezwanie i dziś od rana miał znów pracować dłużej. Nawet nie wiem czy uda mu się urwać i być dzisiaj – powiedziała Miona
- No to rozdawaj – powiedziała uśmiechnięta Celine, choć troszkę posmutniała na wieść, że może nie być Harrego – jestem ciekawa jak wyszłam, ale jak udało ci się to zrobić w tak szybkim czasie?
- Cały wczorajszy dzień i dziś siedziałem nad tym i jak na razie każdy dostanie po 2 wyrobionych zdjęciach, więc mam nadzieję, że wybaczycie. Ale są gotowe na wasze ściany i mam nadzieję, że się tam znajda
- Z chęcią je powieszę, jeśli będą na nim same nasze panie – powiedział Griffin
- I najlepiej w samej bieliźnie, ale wtedy bez mojej siostry – dodał Mark i stuknął się szklanką whisky z kolegą
- No to was niestety muszę zapewnić, że nie ma bielizny tylko ostatnia sesja – mówiąc to Paul rozdał dla każdego pakunek z ich imieniem.
Dla Miony dał 3 pakunki, żeby mogła je dać również dla Harrego i Malfoya. Każdy rozwinął swój prezent i okazało się, że podostawali jedno grupowe zdjęcie w sukniach i każdy osobne z partnerem. Miona patrząc na grupowe rozczuliła się. Musiała przyznać że wszyscy wyglądali pięknie i wiedziała, że na 100% te zdjęcie będzie miała w sypialni. Drugie natomiast z Draco. Paul uwiecznił ich ostatnie chwile gdy w końcu udało im się połączyć. Ona z delikatnym uśmiechem na ustach i on pochylony do niej i składający całusa. Doszła do wniosku, że i ten obraz powiesi ale to już w jej magicznej sypialni, tak aby nikt nie widział.
Po 30 minutach gdy zaczęli imprezować przyszedł Harry, był zmęczony  było to widać już z daleka, ale nie przeszkodziło mu to w flircie z Celine. Wszyscy uśmiechnęli się widząc tą parkę czule rozmawiającą w koncie salonu. Popijali wino i rozmawiali zbliżając się co raz bliżej do siebie, więc tylko chwila dzieliła ich od pocałunku, ale tego już nie chcieli oglądać. Dali im prywatność. Jako, że Harry był bardzo zmęczony to wrócił wcześniej do domu zabierając zdjęcia nie tylko swoje ale i również Miony i Malfoya. Gdy wychodził impreza trwała nadal, uważał, że troszkę Miona przesadza już z alkoholem ale w tym przypadku nic nie mógł powiedzieć.
Dziewczyna koło drugiej w nocy została odprowadzona do domu przez Marka. Była pijana i to bardzo, chłopak czekał aż wejdzie do domu i dopiero wtedy wrócił do domu Gryffina. Troszkę trwało zanim przebyła drogę od bramy do drzwi, bo co chwilę zbaczała z drogi. Gdy weszła do domu usiadła na chwilę na schodkach i zamknęła oczy opierając głowę o ścianę. I tak zastał dziewczynę Malfoy, którego obudził się w nocy i usłyszał zamykanie się drzwi wejściowych. Postanowił sprawdzić czy to ktoś ze służby czy jak, więc założył szybko spodnie od dresów i zabrawszy ze sobą różdżkę zszedł cicho na dół. Widok jaki ujrzał rozbawił go. Granger spała na schodach… w krótkiej sukience, żakiecie i w szpilkach skuliła się i spała. Musiało być jej nie wygodnie i zastanawiał się co zrobić. Obudzić ją, żeby weszła na górę czy samemu zanieść. Postanowił, że zaniesie ją. Wziął ją delikatnie na ręce i musiał przyznać, że była leciutka. Gdy wchodził na górę to dziewczyna wtuliła się w niego i zrobiło mu się gorąco. Jak wchodził do jej sypialni i miał już zamiar ją położyć do łóżka, Miona otworzyła oczy
-  Draco? Gdzie ja jestem? – zapytała szeptem
- W swoim pokoju, zasnęłaś na schodach
- Aha. Dziękuję
- Świat schodzi na psy, bo Granger mi dziękuję. Ale nie ma za co
- Jest za co. Jesteś silny i przystojny, a nawet mogę powiedzieć, że wręcz McSteamy wiesz o tym? Pewnie wiesz… Chce mi się spać – i mówiąc te słowa, odwróciła się i zasnęła. Malfoy jednym zaklęciem zmienił jej sukienkę w srebną koszulkę nocną z wielkim zielonym smokiem i również zaklęciem zdjął jej buty. Wyszedł po cichu z pokoju a gdy był już u siebie zaczął się śmiać.
- Ciekawe czy jutro będzie pamiętać, że nazwala mnie silnym i przystojnym, tylko co oznacza to McSteamy? – i z tymi słowami również poszedł spać




*McSteamy – dla tych co nie oglądali serialu Chirurdzy to można to przetłumaczyć jako Mega Ciacho

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Rozdział 15

Udało się i jest już nowy rozdział nr 15.
Jestem z niego dumna, choć przyznaję, był inny plan na ten rozdział i miał on zawierać co innego. Ale zrodził mi się inny pomysł i tak mamy taką końcówkę jaka została napisana.
Oczywiście te dwa czary są moim pomysłem. Co raz bardziej zbliżamy się do okrągłych 2 tys odwiedzin. Piękna liczba, szkoda, że nie tak pięknie jest komentarzy. Czasami mam ochotę przestać pisać, bo nie ma odzewu i nie wiem czy to się Wam podoba, czy nie. A przecież nawet jedno słowo może dużo dać, chociażby motywację do kolejnego rozdziału

Zapraszam do czytania



Niedzielny poranek przywitał wszystkich deszczem i pochmurnym niebem. Do tego zimny wiatr sprawił, że w salonie postanowiono rozpalić kominek. Śniadanie pierwszy raz od przybycia Narcyzy i Draco jak i również rodziców Miony było bardzo ciche i spokojne. Każdy był zatopiony we własnych myślach.
Harry myślał o Celine i nie mógł się już doczekać jutrzejszego wieczoru, na który został zaproszony do Griffina a dziś miał mieć lekcję jazdy na motorze z nim. Dzięki przyjacielowi Miony w tygodniu miał dostać prawko na motor „po znajomości”. I mimo, że zbytnio nie wiedział o co chodziło z tym słowem to czuł, że chodziło o pieniądze. Bo właśnie zawsze w takich sytuacjach o pieniądze chodzi. Ale nie przejmował się tym bo cieszył się samym faktem, że będzie mógł kupić motor i zacząć jeździć na tych maszynach. Wiedział, że Miona kochała ten środek transportu, chociaż sama nie prowadziła go to często była pasażerką sąsiada. Nie mogę się doczekać, ale umówiłem się na 11 więc mam jeszcze troszkę czasu.
- Harry? – Miona zagadnęła bruneta – Wszystko dobrze?
- Tak Mionka, jest ok. – teraz rozglądając się po jadalni zauważył, że został przy stole sam z Hermioną
- Wyglądasz troszkę za bardzo… Jakby to powiedzieć… Zamyślony? Ale i też zadowolony, więc czyżbyś myślał o pewnej blondynce? – zapytała z uśmiechem
- To też, ale bardziej o dzisiejszej lekcji. Czuję się jakbym był w pierwszej klasie i czekał na lekcję latania. To takie dziwne, jestem dorosłym człowiekiem i nie powinienem się zachowywać jak dziecko. A mam ochotę skakać z radości…
- To oczywiste, przez Voldzia nasze dzieciństwo nie było szczęśliwe. Każdego roku coś się działo. Owszem była adrenalina, radość z przygód. Ale nie mieliśmy możliwości wyszaleć się i zaznać życia nastolatków. Bez drugiej połówki, z różnych powodów…
- Masz rację. Nasze życie było pozbawione zabawy, nie to co Malfoya. Jaki był w szkole taki był, ale te ciągle imprezy u Ślizgonów to było coś czego w naszym domu brakowało.
- Szkoda, prawda? Wiesz Harry zazdrościłam im, tylko nic nie wspominaj mu ok.?
- Ty Miona? Najlepsza uczennica Hogwartu od czasów Roweny? Nie wierzę – brunet zaczął się śmiać – ale ja chyba też tak troszkę im zazdrościłem. To było męczące. Ten wzrok uczniów, gdy przechodziliśmy korytarzami. Ciągłe plotki, artykuły w gazetach i niestety ciągła obawa o życie, zamiast radości i poznawania świata magii
- Ale to już się skończyło. Nawet nie wiesz jak zawsze cieszyłam się, mogąc wrócić na wakacje do rodziców, do przyjaciół. Owszem kocham ciebie i Ginny i Rona, ale tutaj daleko od magii było inaczej. Zapominałam o tym całym złu jakie nas spotykało. – troszkę posmutniała i zamyśliła się dziewczyna, ale po kilku sekundach potrząsnęła głową jakby chciała wywalić z myśli pewne wspomnienia i znów się uśmiechnęła i powiedziała – Ale Harry powinniśmy zapomnieć o tym co było i cieszyć się z tego co mamy, no może nie Malfoy ale reszta owszem. Zwłaszcza, że teraz jesteśmy razem. Ty zaraz pójdziesz na lekcję jazdy a ja chyba pójdę na basen
- A która już godzina? – spojrzał się na zegarek i doszedł do wniosku, że ma jeszcze ponad godzinkę – to może razem pójdziemy na basen co?
- Nie ma sprawy więc chodźmy
             Na basenie spędzili kilka minut. Ćwiczeń na basenie zbyt dużo nie było. Miona w swoim czarnym jednoczęściowym kostiumie leżała na materacu i słuchała muzyki. 

Harry natomiast zrobił kilka długości basenu i doszedł do wniosku, że za szybko wszedł do wody, więc również wziął jeden z materacy i tak jak Hermiona postanowił na nim popływać. Tak minął im czas, w czasie którym brunet postanowił zapytać się przyjaciółki o Celine. Dziewczyna oczywiście za dużo nie mówiła. Powiedziała jedynie, że blondynka jest aktorką, która teraz często będzie wyjeżdżać za granicę bo dostała rolę, ale jest naprawdę świetną kobietą i do tego samotną. Przed 11 Harry wyszedł z basenu
- Harry pamiętaj o 17 mamy gości
- Wiem Mionka i pamiętam.
Gdy dziewczyna została sama, zaczęła wspominać wczorajszy dzień. Musiała przyznać, że był to dzień wyjątkowy. Poczuła się wspaniale w czasie sesji, zwłaszcza w sukni ślubnej. Stojąc z Malfoyem była bardzo zdenerwowana, ale też i szczęśliwa. Ta chwila, ten moment, tego delikatnego muśnięcia był niezwykły. Nie myślała, że taki zwykły pocałunek może sprawić, aby w jej brzuchu pojawiły się motylki. Gdyby to nie był tylko Malfoy… Cóż to za ironia, że poczuła się tak wspaniale w jego towarzystwie. Nie mogła zaprzeczyć, że był przystojny i miał urok niegrzecznego chłopca, ale ten jego charakter… Pewnie gdyby spotkali się pierwszy raz w miejscu, w którym nie było czegoś takiego jak podziały na czystych i brudnych to pewnie sprawiłaby wszystko aby się z nim spotkać. Ale, że życie jest pełne paskudnych niespodzianek musiała go poznać, gdy miała 11 lat i wchodziła do świata, które było dla niej nowością i w którym mimo, że w nauce była najlepsza to niestety jeśli chodzi o pochodzenie to była na tym gorszym miejscu dla ¼ szkoły. Mimo to znalazła przyjaciół, ale gorzej z miłością. Był Krum na czwartym roku, ale to było jedynie zauroczenie, które tak jak szybko przyszło tak samo szybko minęło. Później Ron, ale to również była pomyłka, ten związek od początku nie miał sensu i to z różnych powodów. Zawsze był zazdrosny i nie tylko o nią, ale również o sławę. Wiadomo, że to Harry pokonał Voldzia i każdy to wiedział, ale w prasie napisali, że pomogła mu ona Hermiona Granger, najwybitniejsza uczennica. Zapomnieli wspomnieć o Ronie i to przelało czarę… Obraził się na nich, jakby to oni mieli w tym swój wpływ. Później niby wszystko było ok., troszkę się razem spotykali, ale potem znów to samo. Zazdrość z jego strony i po miesiącu od wojny wyjechał bez słowa. Teraz Miona została sama i jak na razie czuła się dobrze z tym, ale dzień wczorajszy sprawił, że pewna bariera padła i poczuła się dobrze, aż za dobrze…
Jej rozmyślenia przerwał obiekt myśli, który specjalnie skoczył do wody jak najbliżej materacu. Jego skok sprawił, że wpadła do basenu. Wynurzając się wyglądała na wściekłą
- Malfoy! – krzyknęła
- Tak to ja, tak brzmi moje nazwisko – odpowiedział z uśmiechem chłopak
- Masz cały basen i musiałeś skakać obok mnie?
- Musiałem. Wiem, że myślałaś o mnie, więc chciałem być jak najbliżej ciebie – uśmiechnął się do niej i odpłynął na drugi koniec basenu, gdy zauważył, że była wkurzona i szła w jego kierunku. Po chwili jednak zmieniła zdanie i wyszła z basenu.
- Wychodzę, nie mam zamiaru być w tym samym miejscu co ty! – krzyczała – I nie waż się gapić na mój tyłek
- Jakże bym śmiał patrzeć na twój mugolski tyłek – odpowiedział jej, a myślach dopowiedział sobie ja go pożeram wzrokiem a nie patrzę.
A że jej tyłek już zniknął w szatni to zaczął pływać. Widział gdy Potter opuścił posesję i wtedy dopiero postanowił pójść na basen. Nie chciał, żeby brunet widział co robi w wolnym czasie, na jego nieszczęście w docelowym miejscu wylegiwała się osoba, przez którą nie mógł zasnąć. A teraz tak leżała w czarnym obcisłym stroju, gdzie było widać jej idealne długie nogi. Na twarzy był widoczny delikatny uśmiech, więc pewnie rozmyślała o czymś miłym a on nie byłby sobą gdyby tego obrazka nie rozwalił. To był spontan kiedy wskoczył do wody. Lubił te ich rozmowy, ile dawały one mu szczęścia zwłaszcza gdy mógł zaobserwować ten błysk w oczach. Teraz gdy wychodziła nie mógł nie patrzeć się na nią. Bądź co bądź na mugolkę była świetnie zbudowana. Ale przecież sama prowokowała swoim wyglądem i tym ruchem bioder gdy szła. No dobrze musi przestać myśleć tak o niej bo coś zaraz zacznie się budzić tam w dole a tego by nie chciał przecież. Mówił sobie, że trzeba ćwiczyć, żeby odpędzić myśli od niej. Od zawsze uważał, że ważny jest sport. Przeważnie biegał, ale tutaj u mugoli nie ma takiej możliwości, więc pozostał mu basen.
Hermiona musiała się na czymś rozładować swoją złość i wybrała do tego bieżnię. 30 minut ostrego biegu sprawiło, że złość na Malfoya jej przeszła i czas do obiadu mogła poświecić czytaniu. Najpierw prysznic a potem czas na relaks. Wybrała jeden z tomów Kwartetu Weselnego Nory Roberts , bo potrzebowała czegoś lekkiego aby móc zapomnieć o wkurzającym, przystojnym gościu. Czas do obiadu zleciał szybko zawsze gdy czytała. I zapomniałaby o posiłku gdy nie usłyszała przez interkom głosu Lucasa, który przypomniał jej, że za 10 minut ma być w jadalni. Ubrała się szybko w spodnie z kwiatowym motywem i zwykłą czarną podkoszulkę. Do tego baleriny i była gotowa zejść na dół. 



Obiad minął spokojnie. Oczywiście Jane z Narcyzą wypytywały się o sesję. Jakie kreacje, w jakich miejscach były plenery robione. I wszystko by było dobrze, gdyby nie ostatnie pytanie o sesję weselną. Oboje Hermiona i Draco zaczerwienili się i żadne nie wiedziało co powiedzieć. W końcu brunetka oznajmiła wszystkim, że trudno to opisać i muszą poczekać na zdjęcia od Paula. Oczywiście fotograf obiecał, że dostaną kilka zdjęć i będą mogli się pochwalić swoją profesjonalną sesją. Te słowa normalnie nie wystarczyłyby Jane i Narcyzie, ale widok twarzy dzieci powiedziały im więcej niż słowa, więc odpuściły. Po obiedzie przeszli do salonu, gdzie kobiety usiadły przed kominkiem i napiły się kawy a mężczyźni z filiżankami postanowili posiedzieć w ciszy. Oczywiście pan Granger był przyzwyczajony do tej ciszy w salonie, tak samo jak Malfoy, który był wychowany tak jak każdy arystokrata.
            Gdy dochodziła 17 Narcyza z Jane poszły do kuchni przygotować herbatę dla gości, którzy mieli zaraz przyjść. Hermiona w tym czasie poszła do garderoby po białą koszulę i razem z Draco wyszli z domu i udali się w stronę bramy. Nie było jeszcze Harrego i Miona troszkę się martwiła, nie chciała przyjmować Ministra bez przyjaciela, więc miała nadzieję, że ten przybędzie w jak najszybszym czasie. Gdy podeszli do bramy okazało się, że profesor Snape czekał już na nich. W ciszy poczekali jeszcze z 5 minut i przybył również Kingsley. Nie wyglądał najlepiej, widać było od razu, że coś się stało. Pytanie tylko czy w jego życiu prywatnym czy w czarodziejskim. Ale nikt nic nie komentował i w ciszy przeszli do biblioteki.
            Minister był zdziwiony domem, który widział. Wiedział, że panna Granger nie należy do ubogich osób, ale nie zdawał sobie sprawy, że jest bogata. W domu niby mugolskim, ale tak naprawdę czarodziejskim czuć było magię. Była obecna wszędzie i czuł ją w kościach. Zastanawiał się również co robi w jej domu Snape. Owszem był przyjacielem Malfoyów, ale dlaczego przyszedł? Te i inne pytania kłębiły się w jego głowie. Do tego dochodziło dzisiejsze południe… Był zmęczony a dopiero była 17 i pewnie z tego domu jeszcze musi do biura iść. Za dużo jak na wolny dzień.
- Ministrze - odezwała się jako pierwsza Narcyza gdy wszyscy czarodzieje zasiedli w bibliotece – co pana sprowadza do nas?
- Pani Malfoy, owszem chciałbym z Panią porozmawiać i z paniczem. Czy moglibyśmy zostać sami?
- Wykluczone – odezwał się profesor – Kingsley, jestem tutaj, bo tak Narcyza chciała. Tak samo zostanie w pomieszczeniu panna Granger gdyż to jest jej dom i wszyscy chcemy wiedzieć co masz nam do powiedzenia. Bo przyznaję, nie widzę żadnego powodu dla którego tu przyszedłeś.
- A więc tak – powiedział troszkę zdenerwowany minister – chciałem się dowiedzieć czegoś o Lucjuszu. Czy ktoś go odwiedzał, przychodziły sowy, wysyłał jakieś informacje
- Nie – odpowiedział Draco
- Ale co nie?
- Nie, nikt go nie odwiedzał. Nie, nikomu nic nie wysyłał i nie, nikt nie pisał do niego. Z tego co pamiętam miał bransoletę, więc nie wychodził i nie mógł czarować, więc był odcięty od świata. Czy ma pan jeszcze jakieś pytanie? Bo o wiele bardziej interesuje mnie czy już pan minister wie kto go zamordował, zamiast zadawać te idiotyczne pytania o naszym ojcu.
- Nadal nie wiemy i nadal trwa śledztwo. Myśleliśmy nawet o tym, żeby przenieść was w bezpieczne miejsce
- Dlaczego pan tak myślał? – zapytała się Hermiona – tylko proszę odpowiedzieć szczerze, wydaje mi się, że profesor Snape będzie wiedział kiedy pan zataja pewne informacje – gdy spojrzała na profesora ten delikatnie skinął głową w jej kierunku
- Chodzi o to panno Granger, że dziś doszło do kolejnego morderstwa. Rodzina Brooks, która należała do popleczników Sami – Wiecie – Kogo
- Chciał pan powiedzieć Voldemorta? Przecież on już nie żyje, wiec nie wiem czemu czarodzieje boją się nadal wymawiać jego imię – odpowiedziała mu brunetka
- To z przyzwyczajenia - trochę się zdenerwował - ale w każdym bądź razie ta sama metoda została użyta. Zginęły nawet małe dzieci. Zwłoki dzieci znaleziono na podwórku wśród zabawek za domem, więc musieli ich szukać i to zrobić. Do tego na zwłokach Marka Brooksa została doczepiona kartka "śmierć śmierciorzeńcom". Dlatego panie Malfoy pytam się o kontakty waszego ojca. Wcześniejsze morderstwa popleczników były wykonane na dorosłych a tu są też dzieci
- Może dlatego, że przy wcześniejszych poplecznicy nie mieli dzieci? – odpowiedział z nutką irytacji w głosie Snape – czy pomyślałeś Kingsley o tym? A czy wiecie co to za organizacja?
- Nie mamy żadnych śladów, nic co mogłoby nas zaprowadzić gdzieś dalej. Nie podpisali się, są silni magicznie i nie wiemy co robić. Oczywiście nas zespół aurorów ciągle pracuje nad wszystkim ale nie wiemy ile to potrwa. Dlatego też najlepszym rozwiązaniem będzie jeśli Pani Malfoy wraz z synem zostaną umieszczeni w jakimś bezpiecznym miejscu.
- I to jest wasz plan? – zapytał się Snape
- Tak
- W takim razie może pan opuścić mój dom – powiedziała Miona – uważam, że to głupi pomysł a Narcyza i Draco są bezpieczni w moim domu
- Ale to stwarza zagrożenie pani rodzinie, a tam my będziemy mieć ich pod swoją opieką
- Ministrze – odezwał się młody Malfoy – rozumiem, że chce nam pan zapewnić bezpieczeństwo, ale jeśli Granger i profesor Snape uważają, że lepiej nam będzie tutaj to uważam, że tak ma zostać, prawda mamo?
- Oczywiście synu. Ministrze, dziękujemy za czas jaki nam pan okazał, ale proszę mi wybaczyć mam migrenę i chciałabym się położyć. – mówiąc to Narcyza wstała i poszła do swojego pokoju
- A jeszcze jedno – powiedział Draco – Potter coś wspomniał, że macie nasze rzeczy
- No tak zapomniałem o tym – mówiąc to wyjął małą paczuszkę z kieszeni – tu jest to wszystko co znaleźliśmy, nie jest tego dużo. Jeśli macie ochotę, to możecie iść na waszą ziemię i może coś wyszukacie jeszcze z gruzów. Teren jest już zabezpieczony od mugoli, ale nie ma żadnych innych czarów. Teraz jeśli pozwolicie opuszczę was. Gdybyś Malfoy zmienił zdanie, daj znać Potterowi lub wyślij sowę. Panno Granger, czy odprowadzi mnie pani?
- Oczywiście ministrze
Hermiona i Kingsley wyszli, pierwsze słowa ministra zostały dopiero wypowiedziane pod brama
- Panno Granger, mam nadzieję, że wiesz co robisz pozwalając im tutaj mieszkać.
- Proszę się nie martwic, żaden czarodziej nie przekroczy bramy bez mojego pozwolenia, więc nikt nie wejdzie na mój teren. Kilka osób się o to postarało więc są bezpieczni.
- Oczywiście. Gdybyś zmieniła zdanie wiesz co robić, uważam, że to co robisz jest głupotą. A jesteś przecież rozsądną uczennicą.  – kłaniając się wyszedł i zniknął z cichym dźwiękiem aportacji
Dziewczyna wróciła do domu i od razu skierowała się do biblioteki
- Profesorze, co pan wyczytał z jego myśli?
- Słucham panno Granger?
- Proszę mi nie ściemniać, widziałam pana oczy i twarz jak Kingsley mówił i wiem na pewno, że użył pan leglimencji
- I myślisz, że wszedłbym do czyjegoś umysłu bez pozwolenia?
- Oczywiście
- I nie mylisz się – wygiął usta w coś co miało przypominać uśmiech – on doszedł do wniosku, że jeśli w przypadku Brooks zabili też dzieci, to mogą też chcieć dokończyć sprawę rodziny Lucjusza. Może nie była to jego przewodnia myśl, ale pojawiło się to w jego głowie. Również była myśl, że Potter nie może brać udziału we wszystkich akcjach.
- Czyli Minister ma coś na sumieniu? – odpowiedziała zamyślona Hermiona
- Pytanie tylko co – dopowiedział Malfoy – Profesorze?
- Tak Draco?
- Czy jest możliwość, żeby się wybrać na teren mojego domu? – zapytał z nadzieją blondyn
- Możliwość jest, ale ciekawi mnie czy nie obserwują domu
- Więc zróbmy to teraz – powiedziała dziewczyna i gdy mężczyźni spojrzeli na nią kontynuowała – nikt nie będzie się nas spodziewać o tej godzinie a myślę o tym, żebyśmy poszli tam koło 20. I do tego możemy pojechać samochodem. Dzięki temu możemy przejechać nim obok posesji. Jako czarodzieje zobaczymy czy nikogo nie ma dzięki łatwemu czarowi szpiegującemu - populi quaerere. Znalazłam ostatnio te zaklęcie w jednej z ksiąg o magii starodawnej i zapomnianej. Dzięki niemu możemy prześwietlić jakieś 3 ha, które chcemy zwiedzić. Będziemy wiedzieli również będąc na tym terenie czy nie zbliża się jakiś czarodziej. Ale wydaje mi się, że będąc na terenie możemy dodać zaklęcie, takie jak mam u siebie czyli atque hospitum modo exercitui. Dzięki niemu nikt oprócz Malfoya i jego krwi oraz jego gości jakich wprowadzi nie wejdzie.
- To nie głupi pomysł Granger – blondyn spojrzał na nią z pochwałą w oczach
- A co pan o tym sądzi profesorze – zapytała się z nadzieją w oczach dziewczyna
- Uważam, że czasami myślisz, więc o 20 będziemy na miejscu.
- To super – ucieszyła się Miona i klasnęła w dłonie, spojrzała na zegarek i powiedziała – jest po 18 więc myślę, że za 30 minut widzimy się na kolacji i po kolacji wybierzemy się. Może Harry już wtedy wróci. W każdym bądź razie trzeba się przebrać i powiadomić kuchnię. Sokie już powinna wrócić. – i z tymi słowami wyszła do kuchni a potem do saloniku rodziców oznajmić im, że będzie gość na kolacji, a potem wszyscy wychodzą na akcję.


poniedziałek, 28 lipca 2014

do rozdziału 14 + miniaturka

Alexis jeśli chodzi o aktorów do wcześniejszego rozdziału to wybrałam tą dwójkę ze względu na ich wygląd. Potrzebowałam aktorów, która razem grała w filmie i oboje mieli jakieś fajne sesje. A że często natykam się na ich wspólne zdjęcia to wydawali mi się idealnym rozwiązaniem. 
Przykład ich wspólnych zdjęć z sesji, czyż nie wyglądają uroczo?





A jeśli chodzi o kolejny rozdział to pewnie w sierpniu coś napiszę, ale kiedy to jeszcze nie wiem.
We wcześniejszym poście miniaturka, zachęcam do czytania

pozdrawiam

Miniaturka nr 1 :)

Moja pierwsza miniaturka, taka troszkę inna i tak naprawdę nie wiem czy się Wam spodoba. Mogę tylko powiedzieć, że to był mój sen jeśli chodzi o większość opowiadanka. Przyznaję się, że nie potrafię pisać, tak krótkich opowiadań, więc to nowość dla mnie.

Zapraszam do czytania

                Minęło 20 lat od pokonania Lorda Voldemorta, świat magiczny od tego czasu żył w ciszy i spokoju. Zero wojen, dziwnych morderstw i nienawiści do niemagicznych.
Cieple powietrze sprzyjało wiosennym spacerom, o czym przekonała się Hermiona z Harrym. Przechadzka po spokojnym osiedlu, gdzie mieszkali rodzice tej filigranowej brunetki było milą odskocznia od dnia codziennego. Ich praca jaką wykonywali rzadko kiedy pozwalała się im spotkać. On szef działu aurorów a ona uznana na świecie magomedyk specjalizujący się w kardiochirurgi, również w świecie mugoli. Choć Miona bardzo rzadko odwiedzała rodziców to 18 urodziny siostry, były powodem jej przyjazdu a przyjaciel ze szkoły wiedział, że taka okazja na spacer i spotkanie może się długo nie powtórzyć.
Harry bardzo się ucieszył, że mógł spotkać się z nią. Postanowili, że będą spacerować po dzielnicy domków, gdzie mieszkali czarodzieje i ich rodziny mugolskie. Na tym jednym osiedlu mieszkali zarówno rodzice Miony z jej młodszą siostrą Aleksą, która również posiadała moc, jak i również po przeciwnej stronie osiedla mieszkał Ron z Luną. I tam się właśnie kierowali. Osiedle te w większości to alejki ogromnego parku, który był w centrum tej dzielnicy i był tworzony w liniach prostych i miał około po 5 km, dzięki czemu idąc prosto przed siebie, mogli z łatwością trafić do kolegi ze szkoły. 
Mimo, że nie widzieli się od dawna, to na początku mieli problemy z rozmową, oboje nie wiedzieli od czego zacząć, ale po pewnym czasie ich rozmowa potoczyła się gładko, że aż doszli w rejony kamienic, które od domu rodziców Miony były oddalone o jakieś 3 km, a mieszkał tam ich przyjaciel Ron ze swoją żoną Luną i czwórką dzieci. Przechodząc obok jednej z kamienic, Hermiona zaczęła oglądać i szukać pomysłu na wystrój balkonu, ale to co zobaczyła na jednym z balkonów zmroziło jej krew. Krzyknęła i zbladła na twarzy. Harry się przestraszył:
- Kochanie, co się dzieje?  Dobrze się czujesz?- nie mogąc odpowiedzieć wskazała palcem na jeden z balkonów. Chłopak powiódł wzrokiem za nią i sam stanął z szokowany.
Minęło kilka sekund zanim się ocknął i zaczął trzeźwo myśleć, wiedział że najpierw musi się zająć przyjaciółką, żeby nie musiała dłużej patrzeć na to.

             Widok był straszny. Na 2 piętrze na tarasie był człowiek. Człowiek samobójca, który się powiesił. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie jego strój i wygląd, co było dosyć dziwne w tym wszystkim. Po kilku godzinach dla Hermiony najbardziej pozostało właśnie to w pamięci jak był ubrany. Troszkę dziwnie było zobaczyć człowieka w takim stroju. Powiesił się mając na sobie brązowy garnitur, w zielone liście, a do tego słomkowy kapelusz na głowie, z pod którego wystawały rude włosy. To było straszne. A jego ubiór? Tak jakby chciał wyglądać dla kogoś elegancko, żegnając się z tym światem. Ale najgorsze było to, że tym samobójcą był Ron, ich najlepszy przyjaciel. Przyjaciel, którego również nie widzieli tyle lat, a dziś chcieli mu zrobić niespodziankę i  odwiedzić go. Ale niestety spóźnili się okazało się, że jakieś 30 minut. 
                 30 minut tyle wystarczyło a może by żył nadal. W rozmowie z Luna dowiedzieli się, że żona ich zmarłego przyjaciela zachorowała na raka piersi, którego zbyt późno wykryto a co za tym idzie zostało jej tylko kilka miesięcy życia i Ron nie był wstanie się z tym pogodzić. A że nie miał z nimi kontaktu to wszystko w sobie tłumił i to wszystko kiedyś musiało dać upust emocji i postanowił pisząc w liście, który zostawił, że to jest najlepsze pożegnanie z tym światem.
              Pomimo 20 lat gdy się rzadko widzieli to jednak przyjaźń pozostała i ten wstrząs sprawił, że postanowili coś zmienić w swoim życiu. O tego czasu Harry z Mioną spotykali się raz w miesiącu zawsze w pierwszą sobotę miesiąca. Cały dzień poświęcali wspomnieniom i swoim emocjom, życiem, doszli do wniosku, że przyjaźń jest najważniejsza i tylko to pomoże im dożyc starości, zwłaszcza, że oboje byli samotni i wcześniej ich całym światem była praca i praca, której poświęcili wszystko. Teraz postanowili, że trzeba to zmienić. Mimo, że nie znaleźli swojej drugiej połowy to doszli do wniosku, że im będą starsi to tym częściej będą się spotykać, aż w końcu gdy oboje mieli około 60 lat zamieszkali razem, aby z kimś dzielić swoje życie na starość. Bo najważniejsze jest dzielić życie z kimś kto jest dla nas przyjacielem.