poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Rozdział 15

Udało się i jest już nowy rozdział nr 15.
Jestem z niego dumna, choć przyznaję, był inny plan na ten rozdział i miał on zawierać co innego. Ale zrodził mi się inny pomysł i tak mamy taką końcówkę jaka została napisana.
Oczywiście te dwa czary są moim pomysłem. Co raz bardziej zbliżamy się do okrągłych 2 tys odwiedzin. Piękna liczba, szkoda, że nie tak pięknie jest komentarzy. Czasami mam ochotę przestać pisać, bo nie ma odzewu i nie wiem czy to się Wam podoba, czy nie. A przecież nawet jedno słowo może dużo dać, chociażby motywację do kolejnego rozdziału

Zapraszam do czytania



Niedzielny poranek przywitał wszystkich deszczem i pochmurnym niebem. Do tego zimny wiatr sprawił, że w salonie postanowiono rozpalić kominek. Śniadanie pierwszy raz od przybycia Narcyzy i Draco jak i również rodziców Miony było bardzo ciche i spokojne. Każdy był zatopiony we własnych myślach.
Harry myślał o Celine i nie mógł się już doczekać jutrzejszego wieczoru, na który został zaproszony do Griffina a dziś miał mieć lekcję jazdy na motorze z nim. Dzięki przyjacielowi Miony w tygodniu miał dostać prawko na motor „po znajomości”. I mimo, że zbytnio nie wiedział o co chodziło z tym słowem to czuł, że chodziło o pieniądze. Bo właśnie zawsze w takich sytuacjach o pieniądze chodzi. Ale nie przejmował się tym bo cieszył się samym faktem, że będzie mógł kupić motor i zacząć jeździć na tych maszynach. Wiedział, że Miona kochała ten środek transportu, chociaż sama nie prowadziła go to często była pasażerką sąsiada. Nie mogę się doczekać, ale umówiłem się na 11 więc mam jeszcze troszkę czasu.
- Harry? – Miona zagadnęła bruneta – Wszystko dobrze?
- Tak Mionka, jest ok. – teraz rozglądając się po jadalni zauważył, że został przy stole sam z Hermioną
- Wyglądasz troszkę za bardzo… Jakby to powiedzieć… Zamyślony? Ale i też zadowolony, więc czyżbyś myślał o pewnej blondynce? – zapytała z uśmiechem
- To też, ale bardziej o dzisiejszej lekcji. Czuję się jakbym był w pierwszej klasie i czekał na lekcję latania. To takie dziwne, jestem dorosłym człowiekiem i nie powinienem się zachowywać jak dziecko. A mam ochotę skakać z radości…
- To oczywiste, przez Voldzia nasze dzieciństwo nie było szczęśliwe. Każdego roku coś się działo. Owszem była adrenalina, radość z przygód. Ale nie mieliśmy możliwości wyszaleć się i zaznać życia nastolatków. Bez drugiej połówki, z różnych powodów…
- Masz rację. Nasze życie było pozbawione zabawy, nie to co Malfoya. Jaki był w szkole taki był, ale te ciągle imprezy u Ślizgonów to było coś czego w naszym domu brakowało.
- Szkoda, prawda? Wiesz Harry zazdrościłam im, tylko nic nie wspominaj mu ok.?
- Ty Miona? Najlepsza uczennica Hogwartu od czasów Roweny? Nie wierzę – brunet zaczął się śmiać – ale ja chyba też tak troszkę im zazdrościłem. To było męczące. Ten wzrok uczniów, gdy przechodziliśmy korytarzami. Ciągłe plotki, artykuły w gazetach i niestety ciągła obawa o życie, zamiast radości i poznawania świata magii
- Ale to już się skończyło. Nawet nie wiesz jak zawsze cieszyłam się, mogąc wrócić na wakacje do rodziców, do przyjaciół. Owszem kocham ciebie i Ginny i Rona, ale tutaj daleko od magii było inaczej. Zapominałam o tym całym złu jakie nas spotykało. – troszkę posmutniała i zamyśliła się dziewczyna, ale po kilku sekundach potrząsnęła głową jakby chciała wywalić z myśli pewne wspomnienia i znów się uśmiechnęła i powiedziała – Ale Harry powinniśmy zapomnieć o tym co było i cieszyć się z tego co mamy, no może nie Malfoy ale reszta owszem. Zwłaszcza, że teraz jesteśmy razem. Ty zaraz pójdziesz na lekcję jazdy a ja chyba pójdę na basen
- A która już godzina? – spojrzał się na zegarek i doszedł do wniosku, że ma jeszcze ponad godzinkę – to może razem pójdziemy na basen co?
- Nie ma sprawy więc chodźmy
             Na basenie spędzili kilka minut. Ćwiczeń na basenie zbyt dużo nie było. Miona w swoim czarnym jednoczęściowym kostiumie leżała na materacu i słuchała muzyki. 

Harry natomiast zrobił kilka długości basenu i doszedł do wniosku, że za szybko wszedł do wody, więc również wziął jeden z materacy i tak jak Hermiona postanowił na nim popływać. Tak minął im czas, w czasie którym brunet postanowił zapytać się przyjaciółki o Celine. Dziewczyna oczywiście za dużo nie mówiła. Powiedziała jedynie, że blondynka jest aktorką, która teraz często będzie wyjeżdżać za granicę bo dostała rolę, ale jest naprawdę świetną kobietą i do tego samotną. Przed 11 Harry wyszedł z basenu
- Harry pamiętaj o 17 mamy gości
- Wiem Mionka i pamiętam.
Gdy dziewczyna została sama, zaczęła wspominać wczorajszy dzień. Musiała przyznać, że był to dzień wyjątkowy. Poczuła się wspaniale w czasie sesji, zwłaszcza w sukni ślubnej. Stojąc z Malfoyem była bardzo zdenerwowana, ale też i szczęśliwa. Ta chwila, ten moment, tego delikatnego muśnięcia był niezwykły. Nie myślała, że taki zwykły pocałunek może sprawić, aby w jej brzuchu pojawiły się motylki. Gdyby to nie był tylko Malfoy… Cóż to za ironia, że poczuła się tak wspaniale w jego towarzystwie. Nie mogła zaprzeczyć, że był przystojny i miał urok niegrzecznego chłopca, ale ten jego charakter… Pewnie gdyby spotkali się pierwszy raz w miejscu, w którym nie było czegoś takiego jak podziały na czystych i brudnych to pewnie sprawiłaby wszystko aby się z nim spotkać. Ale, że życie jest pełne paskudnych niespodzianek musiała go poznać, gdy miała 11 lat i wchodziła do świata, które było dla niej nowością i w którym mimo, że w nauce była najlepsza to niestety jeśli chodzi o pochodzenie to była na tym gorszym miejscu dla ¼ szkoły. Mimo to znalazła przyjaciół, ale gorzej z miłością. Był Krum na czwartym roku, ale to było jedynie zauroczenie, które tak jak szybko przyszło tak samo szybko minęło. Później Ron, ale to również była pomyłka, ten związek od początku nie miał sensu i to z różnych powodów. Zawsze był zazdrosny i nie tylko o nią, ale również o sławę. Wiadomo, że to Harry pokonał Voldzia i każdy to wiedział, ale w prasie napisali, że pomogła mu ona Hermiona Granger, najwybitniejsza uczennica. Zapomnieli wspomnieć o Ronie i to przelało czarę… Obraził się na nich, jakby to oni mieli w tym swój wpływ. Później niby wszystko było ok., troszkę się razem spotykali, ale potem znów to samo. Zazdrość z jego strony i po miesiącu od wojny wyjechał bez słowa. Teraz Miona została sama i jak na razie czuła się dobrze z tym, ale dzień wczorajszy sprawił, że pewna bariera padła i poczuła się dobrze, aż za dobrze…
Jej rozmyślenia przerwał obiekt myśli, który specjalnie skoczył do wody jak najbliżej materacu. Jego skok sprawił, że wpadła do basenu. Wynurzając się wyglądała na wściekłą
- Malfoy! – krzyknęła
- Tak to ja, tak brzmi moje nazwisko – odpowiedział z uśmiechem chłopak
- Masz cały basen i musiałeś skakać obok mnie?
- Musiałem. Wiem, że myślałaś o mnie, więc chciałem być jak najbliżej ciebie – uśmiechnął się do niej i odpłynął na drugi koniec basenu, gdy zauważył, że była wkurzona i szła w jego kierunku. Po chwili jednak zmieniła zdanie i wyszła z basenu.
- Wychodzę, nie mam zamiaru być w tym samym miejscu co ty! – krzyczała – I nie waż się gapić na mój tyłek
- Jakże bym śmiał patrzeć na twój mugolski tyłek – odpowiedział jej, a myślach dopowiedział sobie ja go pożeram wzrokiem a nie patrzę.
A że jej tyłek już zniknął w szatni to zaczął pływać. Widział gdy Potter opuścił posesję i wtedy dopiero postanowił pójść na basen. Nie chciał, żeby brunet widział co robi w wolnym czasie, na jego nieszczęście w docelowym miejscu wylegiwała się osoba, przez którą nie mógł zasnąć. A teraz tak leżała w czarnym obcisłym stroju, gdzie było widać jej idealne długie nogi. Na twarzy był widoczny delikatny uśmiech, więc pewnie rozmyślała o czymś miłym a on nie byłby sobą gdyby tego obrazka nie rozwalił. To był spontan kiedy wskoczył do wody. Lubił te ich rozmowy, ile dawały one mu szczęścia zwłaszcza gdy mógł zaobserwować ten błysk w oczach. Teraz gdy wychodziła nie mógł nie patrzeć się na nią. Bądź co bądź na mugolkę była świetnie zbudowana. Ale przecież sama prowokowała swoim wyglądem i tym ruchem bioder gdy szła. No dobrze musi przestać myśleć tak o niej bo coś zaraz zacznie się budzić tam w dole a tego by nie chciał przecież. Mówił sobie, że trzeba ćwiczyć, żeby odpędzić myśli od niej. Od zawsze uważał, że ważny jest sport. Przeważnie biegał, ale tutaj u mugoli nie ma takiej możliwości, więc pozostał mu basen.
Hermiona musiała się na czymś rozładować swoją złość i wybrała do tego bieżnię. 30 minut ostrego biegu sprawiło, że złość na Malfoya jej przeszła i czas do obiadu mogła poświecić czytaniu. Najpierw prysznic a potem czas na relaks. Wybrała jeden z tomów Kwartetu Weselnego Nory Roberts , bo potrzebowała czegoś lekkiego aby móc zapomnieć o wkurzającym, przystojnym gościu. Czas do obiadu zleciał szybko zawsze gdy czytała. I zapomniałaby o posiłku gdy nie usłyszała przez interkom głosu Lucasa, który przypomniał jej, że za 10 minut ma być w jadalni. Ubrała się szybko w spodnie z kwiatowym motywem i zwykłą czarną podkoszulkę. Do tego baleriny i była gotowa zejść na dół. 



Obiad minął spokojnie. Oczywiście Jane z Narcyzą wypytywały się o sesję. Jakie kreacje, w jakich miejscach były plenery robione. I wszystko by było dobrze, gdyby nie ostatnie pytanie o sesję weselną. Oboje Hermiona i Draco zaczerwienili się i żadne nie wiedziało co powiedzieć. W końcu brunetka oznajmiła wszystkim, że trudno to opisać i muszą poczekać na zdjęcia od Paula. Oczywiście fotograf obiecał, że dostaną kilka zdjęć i będą mogli się pochwalić swoją profesjonalną sesją. Te słowa normalnie nie wystarczyłyby Jane i Narcyzie, ale widok twarzy dzieci powiedziały im więcej niż słowa, więc odpuściły. Po obiedzie przeszli do salonu, gdzie kobiety usiadły przed kominkiem i napiły się kawy a mężczyźni z filiżankami postanowili posiedzieć w ciszy. Oczywiście pan Granger był przyzwyczajony do tej ciszy w salonie, tak samo jak Malfoy, który był wychowany tak jak każdy arystokrata.
            Gdy dochodziła 17 Narcyza z Jane poszły do kuchni przygotować herbatę dla gości, którzy mieli zaraz przyjść. Hermiona w tym czasie poszła do garderoby po białą koszulę i razem z Draco wyszli z domu i udali się w stronę bramy. Nie było jeszcze Harrego i Miona troszkę się martwiła, nie chciała przyjmować Ministra bez przyjaciela, więc miała nadzieję, że ten przybędzie w jak najszybszym czasie. Gdy podeszli do bramy okazało się, że profesor Snape czekał już na nich. W ciszy poczekali jeszcze z 5 minut i przybył również Kingsley. Nie wyglądał najlepiej, widać było od razu, że coś się stało. Pytanie tylko czy w jego życiu prywatnym czy w czarodziejskim. Ale nikt nic nie komentował i w ciszy przeszli do biblioteki.
            Minister był zdziwiony domem, który widział. Wiedział, że panna Granger nie należy do ubogich osób, ale nie zdawał sobie sprawy, że jest bogata. W domu niby mugolskim, ale tak naprawdę czarodziejskim czuć było magię. Była obecna wszędzie i czuł ją w kościach. Zastanawiał się również co robi w jej domu Snape. Owszem był przyjacielem Malfoyów, ale dlaczego przyszedł? Te i inne pytania kłębiły się w jego głowie. Do tego dochodziło dzisiejsze południe… Był zmęczony a dopiero była 17 i pewnie z tego domu jeszcze musi do biura iść. Za dużo jak na wolny dzień.
- Ministrze - odezwała się jako pierwsza Narcyza gdy wszyscy czarodzieje zasiedli w bibliotece – co pana sprowadza do nas?
- Pani Malfoy, owszem chciałbym z Panią porozmawiać i z paniczem. Czy moglibyśmy zostać sami?
- Wykluczone – odezwał się profesor – Kingsley, jestem tutaj, bo tak Narcyza chciała. Tak samo zostanie w pomieszczeniu panna Granger gdyż to jest jej dom i wszyscy chcemy wiedzieć co masz nam do powiedzenia. Bo przyznaję, nie widzę żadnego powodu dla którego tu przyszedłeś.
- A więc tak – powiedział troszkę zdenerwowany minister – chciałem się dowiedzieć czegoś o Lucjuszu. Czy ktoś go odwiedzał, przychodziły sowy, wysyłał jakieś informacje
- Nie – odpowiedział Draco
- Ale co nie?
- Nie, nikt go nie odwiedzał. Nie, nikomu nic nie wysyłał i nie, nikt nie pisał do niego. Z tego co pamiętam miał bransoletę, więc nie wychodził i nie mógł czarować, więc był odcięty od świata. Czy ma pan jeszcze jakieś pytanie? Bo o wiele bardziej interesuje mnie czy już pan minister wie kto go zamordował, zamiast zadawać te idiotyczne pytania o naszym ojcu.
- Nadal nie wiemy i nadal trwa śledztwo. Myśleliśmy nawet o tym, żeby przenieść was w bezpieczne miejsce
- Dlaczego pan tak myślał? – zapytała się Hermiona – tylko proszę odpowiedzieć szczerze, wydaje mi się, że profesor Snape będzie wiedział kiedy pan zataja pewne informacje – gdy spojrzała na profesora ten delikatnie skinął głową w jej kierunku
- Chodzi o to panno Granger, że dziś doszło do kolejnego morderstwa. Rodzina Brooks, która należała do popleczników Sami – Wiecie – Kogo
- Chciał pan powiedzieć Voldemorta? Przecież on już nie żyje, wiec nie wiem czemu czarodzieje boją się nadal wymawiać jego imię – odpowiedziała mu brunetka
- To z przyzwyczajenia - trochę się zdenerwował - ale w każdym bądź razie ta sama metoda została użyta. Zginęły nawet małe dzieci. Zwłoki dzieci znaleziono na podwórku wśród zabawek za domem, więc musieli ich szukać i to zrobić. Do tego na zwłokach Marka Brooksa została doczepiona kartka "śmierć śmierciorzeńcom". Dlatego panie Malfoy pytam się o kontakty waszego ojca. Wcześniejsze morderstwa popleczników były wykonane na dorosłych a tu są też dzieci
- Może dlatego, że przy wcześniejszych poplecznicy nie mieli dzieci? – odpowiedział z nutką irytacji w głosie Snape – czy pomyślałeś Kingsley o tym? A czy wiecie co to za organizacja?
- Nie mamy żadnych śladów, nic co mogłoby nas zaprowadzić gdzieś dalej. Nie podpisali się, są silni magicznie i nie wiemy co robić. Oczywiście nas zespół aurorów ciągle pracuje nad wszystkim ale nie wiemy ile to potrwa. Dlatego też najlepszym rozwiązaniem będzie jeśli Pani Malfoy wraz z synem zostaną umieszczeni w jakimś bezpiecznym miejscu.
- I to jest wasz plan? – zapytał się Snape
- Tak
- W takim razie może pan opuścić mój dom – powiedziała Miona – uważam, że to głupi pomysł a Narcyza i Draco są bezpieczni w moim domu
- Ale to stwarza zagrożenie pani rodzinie, a tam my będziemy mieć ich pod swoją opieką
- Ministrze – odezwał się młody Malfoy – rozumiem, że chce nam pan zapewnić bezpieczeństwo, ale jeśli Granger i profesor Snape uważają, że lepiej nam będzie tutaj to uważam, że tak ma zostać, prawda mamo?
- Oczywiście synu. Ministrze, dziękujemy za czas jaki nam pan okazał, ale proszę mi wybaczyć mam migrenę i chciałabym się położyć. – mówiąc to Narcyza wstała i poszła do swojego pokoju
- A jeszcze jedno – powiedział Draco – Potter coś wspomniał, że macie nasze rzeczy
- No tak zapomniałem o tym – mówiąc to wyjął małą paczuszkę z kieszeni – tu jest to wszystko co znaleźliśmy, nie jest tego dużo. Jeśli macie ochotę, to możecie iść na waszą ziemię i może coś wyszukacie jeszcze z gruzów. Teren jest już zabezpieczony od mugoli, ale nie ma żadnych innych czarów. Teraz jeśli pozwolicie opuszczę was. Gdybyś Malfoy zmienił zdanie, daj znać Potterowi lub wyślij sowę. Panno Granger, czy odprowadzi mnie pani?
- Oczywiście ministrze
Hermiona i Kingsley wyszli, pierwsze słowa ministra zostały dopiero wypowiedziane pod brama
- Panno Granger, mam nadzieję, że wiesz co robisz pozwalając im tutaj mieszkać.
- Proszę się nie martwic, żaden czarodziej nie przekroczy bramy bez mojego pozwolenia, więc nikt nie wejdzie na mój teren. Kilka osób się o to postarało więc są bezpieczni.
- Oczywiście. Gdybyś zmieniła zdanie wiesz co robić, uważam, że to co robisz jest głupotą. A jesteś przecież rozsądną uczennicą.  – kłaniając się wyszedł i zniknął z cichym dźwiękiem aportacji
Dziewczyna wróciła do domu i od razu skierowała się do biblioteki
- Profesorze, co pan wyczytał z jego myśli?
- Słucham panno Granger?
- Proszę mi nie ściemniać, widziałam pana oczy i twarz jak Kingsley mówił i wiem na pewno, że użył pan leglimencji
- I myślisz, że wszedłbym do czyjegoś umysłu bez pozwolenia?
- Oczywiście
- I nie mylisz się – wygiął usta w coś co miało przypominać uśmiech – on doszedł do wniosku, że jeśli w przypadku Brooks zabili też dzieci, to mogą też chcieć dokończyć sprawę rodziny Lucjusza. Może nie była to jego przewodnia myśl, ale pojawiło się to w jego głowie. Również była myśl, że Potter nie może brać udziału we wszystkich akcjach.
- Czyli Minister ma coś na sumieniu? – odpowiedziała zamyślona Hermiona
- Pytanie tylko co – dopowiedział Malfoy – Profesorze?
- Tak Draco?
- Czy jest możliwość, żeby się wybrać na teren mojego domu? – zapytał z nadzieją blondyn
- Możliwość jest, ale ciekawi mnie czy nie obserwują domu
- Więc zróbmy to teraz – powiedziała dziewczyna i gdy mężczyźni spojrzeli na nią kontynuowała – nikt nie będzie się nas spodziewać o tej godzinie a myślę o tym, żebyśmy poszli tam koło 20. I do tego możemy pojechać samochodem. Dzięki temu możemy przejechać nim obok posesji. Jako czarodzieje zobaczymy czy nikogo nie ma dzięki łatwemu czarowi szpiegującemu - populi quaerere. Znalazłam ostatnio te zaklęcie w jednej z ksiąg o magii starodawnej i zapomnianej. Dzięki niemu możemy prześwietlić jakieś 3 ha, które chcemy zwiedzić. Będziemy wiedzieli również będąc na tym terenie czy nie zbliża się jakiś czarodziej. Ale wydaje mi się, że będąc na terenie możemy dodać zaklęcie, takie jak mam u siebie czyli atque hospitum modo exercitui. Dzięki niemu nikt oprócz Malfoya i jego krwi oraz jego gości jakich wprowadzi nie wejdzie.
- To nie głupi pomysł Granger – blondyn spojrzał na nią z pochwałą w oczach
- A co pan o tym sądzi profesorze – zapytała się z nadzieją w oczach dziewczyna
- Uważam, że czasami myślisz, więc o 20 będziemy na miejscu.
- To super – ucieszyła się Miona i klasnęła w dłonie, spojrzała na zegarek i powiedziała – jest po 18 więc myślę, że za 30 minut widzimy się na kolacji i po kolacji wybierzemy się. Może Harry już wtedy wróci. W każdym bądź razie trzeba się przebrać i powiadomić kuchnię. Sokie już powinna wrócić. – i z tymi słowami wyszła do kuchni a potem do saloniku rodziców oznajmić im, że będzie gość na kolacji, a potem wszyscy wychodzą na akcję.


poniedziałek, 28 lipca 2014

do rozdziału 14 + miniaturka

Alexis jeśli chodzi o aktorów do wcześniejszego rozdziału to wybrałam tą dwójkę ze względu na ich wygląd. Potrzebowałam aktorów, która razem grała w filmie i oboje mieli jakieś fajne sesje. A że często natykam się na ich wspólne zdjęcia to wydawali mi się idealnym rozwiązaniem. 
Przykład ich wspólnych zdjęć z sesji, czyż nie wyglądają uroczo?





A jeśli chodzi o kolejny rozdział to pewnie w sierpniu coś napiszę, ale kiedy to jeszcze nie wiem.
We wcześniejszym poście miniaturka, zachęcam do czytania

pozdrawiam

Miniaturka nr 1 :)

Moja pierwsza miniaturka, taka troszkę inna i tak naprawdę nie wiem czy się Wam spodoba. Mogę tylko powiedzieć, że to był mój sen jeśli chodzi o większość opowiadanka. Przyznaję się, że nie potrafię pisać, tak krótkich opowiadań, więc to nowość dla mnie.

Zapraszam do czytania

                Minęło 20 lat od pokonania Lorda Voldemorta, świat magiczny od tego czasu żył w ciszy i spokoju. Zero wojen, dziwnych morderstw i nienawiści do niemagicznych.
Cieple powietrze sprzyjało wiosennym spacerom, o czym przekonała się Hermiona z Harrym. Przechadzka po spokojnym osiedlu, gdzie mieszkali rodzice tej filigranowej brunetki było milą odskocznia od dnia codziennego. Ich praca jaką wykonywali rzadko kiedy pozwalała się im spotkać. On szef działu aurorów a ona uznana na świecie magomedyk specjalizujący się w kardiochirurgi, również w świecie mugoli. Choć Miona bardzo rzadko odwiedzała rodziców to 18 urodziny siostry, były powodem jej przyjazdu a przyjaciel ze szkoły wiedział, że taka okazja na spacer i spotkanie może się długo nie powtórzyć.
Harry bardzo się ucieszył, że mógł spotkać się z nią. Postanowili, że będą spacerować po dzielnicy domków, gdzie mieszkali czarodzieje i ich rodziny mugolskie. Na tym jednym osiedlu mieszkali zarówno rodzice Miony z jej młodszą siostrą Aleksą, która również posiadała moc, jak i również po przeciwnej stronie osiedla mieszkał Ron z Luną. I tam się właśnie kierowali. Osiedle te w większości to alejki ogromnego parku, który był w centrum tej dzielnicy i był tworzony w liniach prostych i miał około po 5 km, dzięki czemu idąc prosto przed siebie, mogli z łatwością trafić do kolegi ze szkoły. 
Mimo, że nie widzieli się od dawna, to na początku mieli problemy z rozmową, oboje nie wiedzieli od czego zacząć, ale po pewnym czasie ich rozmowa potoczyła się gładko, że aż doszli w rejony kamienic, które od domu rodziców Miony były oddalone o jakieś 3 km, a mieszkał tam ich przyjaciel Ron ze swoją żoną Luną i czwórką dzieci. Przechodząc obok jednej z kamienic, Hermiona zaczęła oglądać i szukać pomysłu na wystrój balkonu, ale to co zobaczyła na jednym z balkonów zmroziło jej krew. Krzyknęła i zbladła na twarzy. Harry się przestraszył:
- Kochanie, co się dzieje?  Dobrze się czujesz?- nie mogąc odpowiedzieć wskazała palcem na jeden z balkonów. Chłopak powiódł wzrokiem za nią i sam stanął z szokowany.
Minęło kilka sekund zanim się ocknął i zaczął trzeźwo myśleć, wiedział że najpierw musi się zająć przyjaciółką, żeby nie musiała dłużej patrzeć na to.

             Widok był straszny. Na 2 piętrze na tarasie był człowiek. Człowiek samobójca, który się powiesił. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie jego strój i wygląd, co było dosyć dziwne w tym wszystkim. Po kilku godzinach dla Hermiony najbardziej pozostało właśnie to w pamięci jak był ubrany. Troszkę dziwnie było zobaczyć człowieka w takim stroju. Powiesił się mając na sobie brązowy garnitur, w zielone liście, a do tego słomkowy kapelusz na głowie, z pod którego wystawały rude włosy. To było straszne. A jego ubiór? Tak jakby chciał wyglądać dla kogoś elegancko, żegnając się z tym światem. Ale najgorsze było to, że tym samobójcą był Ron, ich najlepszy przyjaciel. Przyjaciel, którego również nie widzieli tyle lat, a dziś chcieli mu zrobić niespodziankę i  odwiedzić go. Ale niestety spóźnili się okazało się, że jakieś 30 minut. 
                 30 minut tyle wystarczyło a może by żył nadal. W rozmowie z Luna dowiedzieli się, że żona ich zmarłego przyjaciela zachorowała na raka piersi, którego zbyt późno wykryto a co za tym idzie zostało jej tylko kilka miesięcy życia i Ron nie był wstanie się z tym pogodzić. A że nie miał z nimi kontaktu to wszystko w sobie tłumił i to wszystko kiedyś musiało dać upust emocji i postanowił pisząc w liście, który zostawił, że to jest najlepsze pożegnanie z tym światem.
              Pomimo 20 lat gdy się rzadko widzieli to jednak przyjaźń pozostała i ten wstrząs sprawił, że postanowili coś zmienić w swoim życiu. O tego czasu Harry z Mioną spotykali się raz w miesiącu zawsze w pierwszą sobotę miesiąca. Cały dzień poświęcali wspomnieniom i swoim emocjom, życiem, doszli do wniosku, że przyjaźń jest najważniejsza i tylko to pomoże im dożyc starości, zwłaszcza, że oboje byli samotni i wcześniej ich całym światem była praca i praca, której poświęcili wszystko. Teraz postanowili, że trzeba to zmienić. Mimo, że nie znaleźli swojej drugiej połowy to doszli do wniosku, że im będą starsi to tym częściej będą się spotykać, aż w końcu gdy oboje mieli około 60 lat zamieszkali razem, aby z kimś dzielić swoje życie na starość. Bo najważniejsze jest dzielić życie z kimś kto jest dla nas przyjacielem.

wtorek, 15 lipca 2014

Rozdział 14

Do końca nie jestem pewna jak to się stało, ale przed Wami kolejny rozdział. Cieszę się, że co dziennie jest po 10-15 odwiedzin mojej strony, ale proszę zostawcie czasami chociaż słowo zachęty.
Ten tydzień miałam lekki w pracy a do tego piękna pogoda sprawiła, że moja głowa oszalała. 
Rozdział troszkę krótszy ale jest :D
Na koniec kilka zdjęć plenerów, miejsc, oraz sukni o których myślałam pisząc ten rozdział.
Zapraszam

Poranek dla wszystkich był ciężki. Wstać po 5 rano, żeby o 6 być już w limuzynie, to nie było najlepsze rozpoczęcie dnia zwłaszcza po wieczornej imprezie. Ale co zrobić, wszyscy się zgodzili. Jedyną osobą która była szczęśliwa to Paul. Obudził wszystkich oczywiście jak to miał w zwyczaju wskakując do łóżek swoich przyjaciół, jedynie ominął łóżka Harrego i Draco. Nie znał ich na tyle dobrze, żeby od razu wskakiwać do ich łóżek. Jeszcze dziś pamiętał chłodny głos bruneta z sypialni Miony. I mimo, że wiedział o dobrym charakterze chłopaka to jednak zdawał sobie sprawy, że stoi na straży prawa więc nie wiadomo czy przypadkiem nie ma gdzieś broni pod poduszką. Postanowił pukać do ich drzwi aż usłyszał ich krzyk.  
Wszyscy pięć minut przed umówioną godziną zeszli do limuzyny zabierając ze sobą kawę, którą trzymał Lucas na tacy przed drzwiami. Wyglądali strasznie, każdemu chciało się dalej spać a nie siedzieć w aucie.
- Po jaką cholerę my się zgodziliśmy na to. Paul ja cię kiedyś zabiję – odezwał się Mark – i mam nadzieję, że Harry od sprawy zbrodni będziesz z daleka się trzymać – odezwał się Potter
- O to się nie martw, nawet pomogę ci ukryć ślady zbrodni
- Popieram cię braciszku. Nie pamiętam kiedy byłam ostatnio tak zmęczona – ziewnęła Jasmin
- Ale was chociaż nie bolą nogi i biodra, czuję się jakby ktoś walcem mi po nich przejechał. Nie czuję nawet "jego" z tego bólu
- Griffin – odezwała się Hermiona – nie czujesz swojego małego przyjaciela bo zbyt dużo wczoraj tańczyłeś, ale to dziwne, że masz zakwasy – zastanowiła się chwilę dziewczyna – zawsze mówiłeś, że masz kondycję jak mało kto a tu taka niespodzianka. Kilka minut tańca i wysiadłeś. Czuję się zawiedziona
- No dobra przyznaję się do tego kondycji nie mam, ale do innych rzeczy sama wiesz jaka dobra – i uśmiechnął się chłopak
- No dobra Paul – przewał im Harry – gdzie najpierw jedziemy?
- Do ogrodu botanicznego, powinno wam się spodobać, wieczorem w apartamencie kilka zdjęć a jutro w pałacu. Pogoda może i nie jest najlepsza i nie będzie zbyt ciepło, ale cóż takie życie modeli.
- Już nie mogę się doczekać, ale mam nadzieję, że jakieś śniadanie będzie na nas czekało.
- A ty tylko o jedzeniu Mark, ale tak czeka na was śniadanie
- Jak tak to możemy jechać dalej. Draco? A czemu ty się nie odzywasz, powiedz coś ciekawego o sobie albo o czym myślisz. - zwrócił się do blondyna Paul
- Nie mam nic do powiedzenia oprócz tego jak uciec z tego miejsca
- Dobre – zaczął śmiać się Mark z wypowiedzi blondyna – też o tym myślałem jak jechałem pierwszy raz na sesję do magazynu sportowego. To była istna katastrofa.
- Pamiętam tą sesję twoją bracie. Ja jeszcze wtedy aż tak nie grałam dobrze, żebym i ja musiała brać udział. Było komicznie uwierzcie mi. Wyobraźcie sobie, że Mark stał jakby mu ktoś kij od miotły przyczepił do nóg i kręgosłupa. Nie poruszał się, stał prosto, a mina jakby ktoś go obdzierał ze skóry. Dosłownie – Jasmin zaczęła się śmiać a za nią reszta towarzystwa
- No dobra kochani – odezwała się Miona – wydaje mi się, że trzeba spróbować się wyciszyć ok.? Może uda się nam zdrzemnąć.
Reszta drogi minęła w spokoju. Jedni jak Griffin i Mark siedzieli na smart fonie i przeglądali pocztę i strony biznesowe bądź sportowe, dziewczyny próbowały zasnąć a Harry i Draco zastanawiali się co tu robią. Gdy dojechali na miejsce poszli od razu do pokojów specjalnie dla nich przygotowanych. Dziewczyny które szły przodem po przekroczeniu drzwi pisnęły z zachwytu i pobiegły do blondynki, która już na nich czekała.
- Celine, jesteś. Jak my się stęskniłyśmy – powiedziała Jasmin
- Nie było mnie tylko kilka dni co będzie jak wyjadę na kilka miesięcy
- Jak to co? Oczywiście, że odwiedzimy ciebie w USA.
- To bardzo się cieszę, a teraz pozwólcie, ale pójdę się przywitać z panami – i mówiąc to Celine podeszła do chłopaków i przywitała się z każdym. – Paul nawet nie wiesz jak się cieszę, że mogę brać udział w sesji tej. Powiedziałam o tym mojemu menagerowi i uznał to za świetną promocję. Tym bardziej, że odcinki z moim udziałem będą na wiosnę tak samo jak ta sesja. Więc idealnie.
- Chociaż ty jedna jesteś szczęśliwa z tego powodu
- Hermi, Jasmin – zawołała przyjaciółki – a kim są ci wysocy przystojniacy, stojący pod ścianą? Zwłaszcza ten brunet
- To znajomi z mojej szkoły, chodź poznasz ich
Po krótkim przywitaniu, Paul kazał wszystkim przebrać się w szlafroki a potem siadać przed lustra i tam każdą osobą z osobna zaczęły zajmować się makijażystki i fryzjerzy. Po kilku minutach przyszły również kolejne trzy osoby, które miały brać razem z nimi udział w sesji. Celine szeptem powiedziała Mionie, że blondyn i brunetka, którzy właśnie przyszli to znani amerykańscy aktorzy znani z SAGI zmierzch, a ruda wysoka dziewczyna jest podobno jedną z lepszych polskich modelek.
Oczywiście panowie dosyć szybko przeszli do następnego pokoju gdzie w spokoju mogli przymierzyć ubrania do pierwszej sesji i zrobić minimalne przeróbki. Później mieli czas dla siebie, zanim kobiety by się nie przygotowały. Panie natomiast siedząc przed lustrami zajadały się owocami, piły wodę i rozmawiały. Okazało się, że aktorka nazywała się Ashley i była bardzo miłą kobietą tak samo jak Polka Iza.
Dziewczyny tak były pogrążone w rozmowie, że nawet nie zauważyły gdy ich wygląd był gotowy. Każda miała rozpuszczone falowane włosy spięte z jednej strony. Do tego czerwone usta i smoky eses. Gdy przeszły do tymczasowej garderoby od razu zaczęły się przebierać w wieczorowe suknie. Suknie były piękne, ale oczywiście to Elie Saab więc czego można się było spodziewać, do tego jeszcze szpilki od Jimmy Choo i  dziewczyny były już gotowe.
Weszły do ogrodu i od razu podeszły do przyjaciół.
- Moje panie – zaczął Griffin – wyglądacie przepięknie – zwracając się do nowych w towarzystwie – a was piękne panie nie miałem jeszcze przyjemności poznać. Jestem Griifin a ci tutaj to Mark, Harry i Draco
- Miło was poznać. Jestem Ashely
- A ja Iza
- A jestem Kellan, nie miałem jeszcze możliwości się z wami przywitać – powiedział blondyn, podchodząc w idealnym granatowym garniturze Diora
- Witaj Kellan – powiedziała z delikatnym uśmiechem Miona – jestem Hermiona, ta blondynka to Celine a to jest Jasmin. Tak patrzę na całe te towarzystwo i coś czuję, że będzie idealnie.
- To co zaczynamy? – podchodząc do wszystkich powiedział Paul. I zaczęła się ciężka praca.   

Na co dzień Paul był miłym, zwariowanym chłopakiem, lecz gdy był w pracy zamieniał się w człowieka wrednego, upartego i do bycia dobrym brakowało mu dużo. Modele i modelki dostali w kość. Fotograf był bezwzględny. Jego przyjaciele wiedzieli jak pracuje, bo widzieli go w akcji. Kellan z Ashley mieli już nie jedną sesję za sobą tak samo jak Iza, która tych sesji miała tyle, że nawet trudno jej zliczyć to.
Najgorzej było dla Malfoya, dla którego to była pierwsza praca i teraz miał problem. Stać w danej pozycji albo poruszać się tak jak chciał fotograf to było za dużo dla niego. Przecież nikt nie ma prawa nim dyrygować, ale zgodził się i teraz nie może odejść bo jak to by wyglądało. Potter i Granger wtedy mieliby radochę. A on jako prawdziwy Malfoy jak coś postanowił to tak musi pozostać. Cieszył się jedynie, że modelka która stała obok niego to była nowo poznana brunetka i nie należała ona do grona przyjaciół Granger.
            Zdjęcia w ogrodzie minęły im dosyć szybko. Potem była przerwa na mały lunch i znów zmiana klimatu. Kobiety miały bardziej szalone fryzury ciemniejszy makijaż do tego sukienki bardziej błyszczące. Faceci zostali ubrani natomiast w ubrania typu sportowa elegancja. Kolejna sesja został zorganizowana na wynajętym balkonie w centrum Londynu. Kilka ujęć przy zachodzie słońca z drinkami i piwem. Luźna kompozycja miała na celu pokazać przyjaźń między nimi.
            Do domu wszyscy wrócili zmęczeni i niestety wiedzieli, że czekają ich jeszcze dwa dni tej męki. Piątek i sobota minęła im szybko. Pobudka z samego rana, limuzyna, styliści i sesja. Kolejne ubrania, kolejne miejsca. Najbardziej cieszyli się z typowo sportowej sesji w parku, na rowerach, rolkach,  która miała pokazać, że nawet w bluzie kobieta może wyglądać ciekawie. Natomiast ostatnia sesja w sukniach ślubnych to już była ciężka praca. Paul połączył ich w pary: Harry z Celine, Jasmin i Kellan, Ashley i Mark, Griffin i Iza oraz Miona i Draco. Wszyscy oprócz ostatniej dwójki byli zadowoleni, a najbardziej cieszył się Harry, któremu ta drobna blondyneczka wpadła w oko. Poustawiał ich w miejscu gdzie było bardzo romantycznie. Dwie huśtawki po środku trzech dużych drzew dały piękny widok. Celine i Iza na huśtawkach delikatnie były huśtane przez swoich partnerów. W środku metr dalej za huśtawkami stał Kellan z Jasmin i obejmował ją od tyłu. Z lewej Ashley z Markiem udawali, że tańczą w rytm delikatnej melodii a z prawej Draco miał pocałować swoją partnerkę w czoło, obejmując ją w talii. I z tym zadaniem było najtrudniej im na początku. Ale nie minęło nawet kilka minut a muzyka która Grala w tle, włączona przez Griffina prawiła, że każdy z nich wczuł się w swoją rolę. Niby taki zwykły pocałunek, ale był bardzo czuły i słodki.
            Na początku Draco był zły i wkurzony, że niby on wielki Draco Malfoy ma całować szlamę? Nie ma nawet mowy, nic nie jest wstanie skłonić go do tego. Owszem Granger wyglądała ślicznie i tak niewinnie jak zobaczył ją pierwszy raz. Miał ochotę podejść do niej i przytulic ją i pocałować, ale się opamiętał. Przecież on nie będzie się aż tak nisko upadać. Teraz patrząc na wszystkie te pary jak tworzą i wcielają się w przyszłych małżonków poczuł że i on chce aby to tak wyglądało. Zwłaszcza, że Potter śmiał się i flirtował z tą blondynką. To co on nie potrafi? Wygra…
            Hermiona po ostatnim śniadaniu w środę gdy uzmysłowiła sobie, że uważa Malfoya za bardzo przystojnego faceta, bała się. Bała się, że wyśmieje ją, bała się, że posunie się za daleko. W czarnym garniturze Bossa wyglądał jak młody bóg, a ona mając na sobie tą piękną suknię ślubną czuła się jak księżniczka. Podczas przymiarki o mało co nie popłakały się zakładając te suknie, nawet żartowały śpiewając pieśni weselne. A teraz ma być blisko z Malfoyem, no cóż nie ma wyjścia. Trzeba grac jak Paul wymaga.
            Nie było tak źle – oboje pomyśleli po zakończeniu, zero kłótni, dogryzek. W końcu udawali przyjaciół ze szkoły przed wszystkimi i mimo, że było trudno to dosyć dobrze im to poszło. Draco i Miona pomyśleli również, że z chęcią by to powtórzyli. Oczywiście nie suknia i cała oprawa, ale ta bliskość, ten dotyk, ten prąd który przebiegł po złączeniu dłoni. To było coś nowego dla ich dwojga. Wiele razy byli w bliskich kontaktach z innymi partnerami, ale pierwszy raz poczuli jakieś przyciąganie względem siebie, czego się troszkę przestraszyli. Można powiedzieć, że sobotę kończyli z mętlikiem w głowie, ale też zdali sobie sprawę z tego, że od teraz coś się zmieni.
            Przebierając się w swoje prywatne ubrania i zmywając makijaż chcieli zaprosić na imprezę Ashley, Izę i Kellana ale ci odmówili. Podobno Ash i Kellan mieli zaplanowane plany i tylko dziewczyny domyśliły się, że ta dwójka chciała zostać sama. Z daleka było widać, że ciągnie ich do siebie, te ukradkowe spojrzenia, uśmiechy… Iza natomiast miała za 4 godziny samolot do Japonii i tam na kolejne sesje. Wypili jedynie szampana i zjedli owoce i sery i każdy odjechał w swoją stronę.

            Gdy wszyscy oprócz Paula siedzieli już w limuzynie uznali, że spotkają się dopiero w poniedziałek wieczorem u Griffina. Teraz byli za bardzo zmęczeni aby świętować zakończenie. Ale obiecali sobie, że poniedziałek będzie ich. Gdy tylko Miona z Draco i Harrym wyszli z samochodu pod rezydencją to każde z nich rozeszło się do swoich pokoi aby odpocząć po ciężkich dniach.

 Suknia Izy
 Suknia Celine
 suknia Miony
                                              Suknia Ashley i Jasmin






i na koniec suknie ślubne
 Alice

                                           Celine                      Jasmin                    Iza
                                                             Hermiona

wtorek, 8 lipca 2014

Rozdział 13

Zapraszam na kolejny rozdział
Notkę dedykuję Alexis. Mam nadzieję, że nadal będziesz z chęcią czytać moje opowiadanie.
Jakiś czas temu miałam 1500 wejść na bloga. Byłam bardzo zadowolona, bo już jakiś wynik. Żałuję jedynie, że tak mało osób komentuje, więc nawet nie wiem czy to czyta ktoś. 

Nie, nie, nie i jeszcze raz nie dla tego domu i tej szlamy. Jak ja jej nienawidzę. Z chęcią posłałbym Avadę w jej stronę a potem uciekł w jakieś odludne miejsce. Nawet na drugi koniec świata, byle jak najdalej od niej. Co ona sobie wyobraża, że jest pępkiem świata, że to jak jest bogata czyni ją jakąś pieprzoną królową? I teraz może się wręcz litować nad biednym, osieroconym człowiekiem, który chwilowo, powtarzam chwilowo jest bez środków do życia. Niech tylko oddadzą nam dostęp do skrytki a zobaczy kto tak naprawdę jest biedny. Ona i tylko ona. Jej majątek a mój to dwa odlegle światy. Zobaczy co się stanie…
Mam jej dosyć i z chęcią wyszedłbym teraz z tego domu i już nigdy nie wrócił. Tylko co z matką? Ona nie ucieknie, jest za słaba, żeby powiedzieć dość i coś zmienić w swoim życiu. Więc muszę zostać i się męczyć i znosić to całe towarzystwo wzajemnej adoracji. A będzie jeszcze gorzej. Jak znów ci mugole jutro przyjdą to chyba harakiri urządzę sobie. Co oni sobie myślą, że są pępkiem świata? Wchodzą jak do siebie i jeszcze ten w sypialni Granger… Co on sobie wyobrażał podrywać mnie. Wiem, że każdy mnie pragnie, ale bez przesady tylko brakowało żeby jakiś pedzio to robił i to jeszcze w towarzystwie szlamy, która się z tego śmiała i tego pożal się Złotego Chłopca. I on ma być tutaj jutro i nocować. Chyba trzeba będzie zamknąć się od środka w pokoju… I pilnować matki oczywiście. Tyle mugoli, żeby nikt jej nic nie zrobił. No dobra 1:0 dla Granger zostaję.
Ciekawe kiedy moja matka przyjdzie z reprymendą, bo że przyjdzie to jestem tego pewny w 100 procentach. Ona i te jej zasady kobiety idealnej i przykładnej czysto krwistej damy… Zawsze to podziwiałem u niej, że nie ważne gdzie, ważne jak… Jej motto, wszędzie jesteś damą teraz doprowadza mnie do furii.
Oho, chyba ich słyszę. Na pewno ktoś wchodzi po schodach… No tak matka z resztą… Ciekawe o czym tak dyskutują. Słyszę, że drzwi obok się zamykają czyli Potter jest u siebie a dalej nic się nie dzieje. Nie zachodzi do mnie? Ciekawe… Pewnie jutro to zrobi. Jak tak to niech tak będzie.
Malfoy od momentu wyjścia z salonu zamknął się w swoim pokoju i prowadził monolog. Był zły i było to widać, chodził po pokoju w kółko i miał chęć coś rozwalić. Z biegiem czasu ta złość ustępowała, a gdy usłyszał kroki był już na tyle spokojny, że czekał już tylko na matkę. Psychicznie nastawił się na jej słowa, a tu niespodzianka poszła sobie dalej. Wiedział, że jeśli od razu nie przyszła, to później już nie będzie jej i rozmowę odłoży do dnia następnego. Chłopak wziął prysznic i poszedł spać.
Następnego dnia zszedł przed 8 na śniadanie oczywiście w ubraniach, które miał dzień wcześniej. Chciał się zapytać kiedy będą nowe, ale był za bardzo dumny, więc usiadł przy stole i czekał. Dopiero co wszystko było przez Amandę przygotowywane i podawane. Dowiedział się również, że zaraz reszta też zejdzie na posiłek. Po chwili na śniadanie zeszła Granger, która była już w pełni ubrana i gotowa wręcz do wyjścia. Zasiadła do stołu i zaczęła od owsianki z owocami.


Malfoy musiał przyznać, że prezentowała się świetnie. Sweter i spodnie, które miała na sobie wyglądały idealnie na niej. A te wysokie buty? I jeszcze ten delikatny makijaż, dzięki niemu mógł zobaczyć jakie ma wielkie brązowe oczy i te usta. Stworzone do całowania. Wiedziała co robi nakładając na nie tylko błyszczyk. Czy ona zdawała sobie sprawę z własnego wyglądu? Pewnie tak i to była jej broń na większość mięczaków… Ale nie na niego…
- Malfoy!!! – krzyknęła dziewczyna – Czy ty mnie słuchasz?
- Yyyy, tak, ale powtórz co mówiłaś – ocknął się chłopak, tak się na nią zapatrzył, że nie słyszał co do niego mówiła
- Pytałam się, czy widziałeś się z matką. Po śniadaniu, jak Harry zejdzie i się pośpieszy wybieramy się na miasto on do biura a ja po wczorajsze zakupy, które zamówiłam – powiedziała biorąc do ręki croissanta i dżem brzoskwiniowy
- I dlaczego mi o tym mówisz?
- Może dlatego – zaczęła co raz bardziej tracić cierpliwość – że zamówiłam tobie ubrania, w których będziesz chodzić. Zawsze coś może się im stać. Mogę na przykład zmienić kolor na jakieś pastele, biel lub kupić ci ubranka różowe bądź w kwiatki. I w takie piękne ciuszki ubierzesz się dzisiaj na imprezę i będziesz w nich chodzić na co dzień.
- Nie odważysz się
- Oj żebyś wiedział, jaką mam ochotę na to. Z radością zobaczyłabym cię w spodniach w arbuzy a do tego sweter z grubej wełny w małe koliberki.
- Tylko spróbuj a zobaczysz co oznacza wściekłość Draco Malfoya
- Oj się boję, biednego Draconka, któremu nie spodobały się spodenki – złość była co raz bardziej widoczna w ich oczach, ale coś jeszcze się kryło w nich, jakby lekka nuta rozbawienia, o której nie zdawali sobie sprawy
- Co tam kochani? – przerwał im Harry
- Kochani? – zapytała się dziewczyna
- Naćpałeś się? – w tym samym czasie zapytał się blondyn
- Mam dziś wspaniały humor – odpowiedział brunet i usiadł do stołu – To co Miona, śniadanko i wyruszamy?
- Jasne. Ja już kończę więc pośpiesz się. – Wiedziała, że ma jeszcze czas więc dolała sobie kawy do filiżanki i popatrzyła na chłopaków. Musiała przyznać, że oboje prezentowali się dobrze. Harry w białej koszuli i czarnych spodniach wyglądał bardzo elegancko i przede wszystkim przystojnie. Ale to musiało z przykrością stwierdzić, że Malfoy wyglądał bosko. Zwykle jeansy i czarna bokserka, do tego potargane blond włosy. Z przykrością stwierdziła, że po raz pierwszy popatrzyła na niego troszkę inaczej. To chyba wina tej kawy. Zawsze ją rozluźniała, ale żeby do tego stopnia. Cholera jasna, on jest mega przystojny.
- Harry – powiedziała z lekkim niepokojem dziewczyna
- Tak Miona?
- Będę czekała w samochodzie pośpiesz się
Dziewczyna szybko wyszła z salonu i udała się do samochodu. Nie minęło nawet 5 minut a w samochodzie pojawił się brunet i wyjechali z domu.
- Hermi, czemu tak szybko uciekłaś z jadalni? – zapytał się chłopak
- Nie rozumiem o czym mówisz
- Jak to nie. Siedziałaś, piłaś kawę i w pewnym momencie o mało co nie wylałaś jej. Wstałaś jakby goniło cię stado hipogryfów. Więc co się dzieje?
- Nic Harry, zamyśliłam się. Zaraz tutaj jest park, więc wypuszczę cię i możesz się aportować dalej.
- Jasne, nie myśl, że jak teraz mi nie wyśpiewałaś swoich myśli to tak zostanie… Znajdę sposób i dowiem się wszystkiego.
- Nawet na to nie licz przyjacielu – uśmiechnęła się dziewczyna i gdy przejeżdżali obok parku, zatrzymała samochód. Harry wysiadł a ona pojechała dalej do centrum.

Harrods miejsce gdzie uwielbiała robić zakupy, w którym czuła się jak w najlepszym miejscu na ziemi. Zaparkowała na parkingu i poszła po swoje zamówienie. Na szczęście w sklepie gdzie odbierała swoje rzeczy znali ją na tyle dobrze, że dosyć szybko udało jej się wszystko zapłacić i sprawdzić czy jest. Obładowana torbami wróciła do samochodu. Uważała, że czeka ją teraz nagroda więc po drodze zajechała na szybkie espresso i makaroniki, które uwielbiała. Kupiła jeszcze ich na drogę i przede wszystkim na jutrzejszą kawę z rodzicami. Była w wyśmienitym humorze, kochała zakupy a jeszcze bardziej te małe ciasteczka makaroniki. Do tego wizja dzisiejszego spotkania z rodzicami i już wiedziała, że nic a tym bardziej nikt nie zepsuje jej tego dnia.
Wróciła szybciej niż się spodziewała, dochodziła dopiero 13 więc miała jeszcze godzinkę do spotkania z przyjaciółmi. Gdy weszła do mieszkania to pierwsze co zrobiła to zawołanie Draco. Okazało się, że był w salonie w matką więc nie musiała wołać drugi raz
- Czemu krzyczysz kobieto? – zapytał się chłopak
- O dobrze, że jesteś. Musisz mi pomóc przynieść pakunki z samochodu – złapała go za rękę i wyprowadziła na zewnątrz.
Chłopak był tak zaskoczony, że pozwolił się prowadzić a do tego jeszcze nic nie mówił jak dziewczyna wepchnęła mu wręcz do ręki pełno toreb. Ledwo niosąc to wszystko, położył wszystko w salonie.
- Uważaj, tam są bardzo delikatne ubrania twojej mamy, no i kilka twoich – mówiąc to dziewczyna zaczęła rozdzielać na kupki rzeczy, które zakupiła i tak każdy dostał nowe ciuszki. Malfoy nawet nie podziękował, gdy brał swoje na górę ale widziała w jego oczach zadowolenie. Narcyza wzięła swoje a brunetka wchodząc na górę zabrała również Harrego. Ubrania chłopaka zostawiła w jego pokoju i poszła do siebie aby się przebrać w coś wygodniejszego. Gdy to zrobiła zeszła na dół zobaczyć jak wszystko wygląda. Była zadowolona. Jadalnia została przygotowana na kolację dla 10 osób.  W salonie i jadalni wazonach stały świeżo ścięte róże i dało to idealny klimat w pomieszczeniach na spotkanie w miłym gronie. Dziewczyna również zajrzała do kuchni i zobaczyła, że praca idzie pełną parą. Pokoje rodziców również były już przygotowane. Nawet nie zauważyła gdy doszła 14 i powoli zaczęli schodzić się przyjaciele.
            Pierwsze co zrobili jej przyjaciele to siłownia i zumba. Panowie byli zadowoleni, że jako pierwsi mogli używać jej sprzętu. Uwielbiali ruch co można z łatwością było zobaczyć po ich ciele. Trzech wysokich wysportowanych facetów czysty testosteron… A Miona i Jasmin to uwielbiały. Gdyby była jeszcze Celine to już byłoby idealnie, ale niestety plan zdjęciowy ważniejszy. Ważne, że dojedzie na sesję Paula. Dziewczyny natomiast zajęły się tańcem, ale na początku zaczęły od jogi. Uważały, że krótkie rozluźnienie pozwoli na im na ploteczki. Po 30 minutach gdy włączyły tańce i minęły trzy kawałki zauważyły, że do tańca dołączyli się również panowie. Razem w piątkę ich taniec wyglądał zabawnie, zwłaszcza ruchy bioder ich kolegów. Trzeba powiedzieć, że mieli bardzo duży dystans do siebie a ich przyjaźń pozwoliła się im bawić. Ich taniec z jednej strony zabawa, ale z drugiej ruchy dziewczyn przy tańcach latino zwłaszcza biodra, piersi były wykonywane bardzo dokładnie, co sprawiało namiętny taniec, który mógłby rozpalić nie jednego faceta. Tak dobrze się bawili, że nie zauważyli nawet jak ktoś przyglądał się im zza przeszklonych drzwi. Dopiero po jakimś kawałku i obrocie Mark zauważył dodatkową widownię. Szepnął słówkiem do Griffina i obaj pod pretekstem pójścia po wodę podbiegli do drzwi i zaciągnęli Malfoya do środka. Miona nacisnęła pauzę i wszyscy odwrócili się do blondyna
- No Draco – odezwała się Jasmin – zapraszamy do tańca
- Ja nie tańczę – odezwał się chłopak
- Nie wierzę, masz ciało stworzone do ruchu i tańca – powiedział Paul do niego i mrugnął do niego
- Dajcie mu spokój – odezwała się Miona – jak nie chce to nie, nie będziemy go zmuszać
- Choć raz mówisz mądrze – przerwał jej Malfoy
- Oczywiście, że mówię mądrze, w końcu po co mamy kazać ci tańczyć jeśli po prostu tego nie potrafisz, albo po prostu moja ulubiona freteczka tchórzy – uśmiechnęła się do niego wyzywając go do potyczki słownej
- Ja nie potrafię tańczyć? Chyba śnisz kobieto. Jestem w tym najlepszy – powiedział troszkę zirytowany chłopak, co jak co, ale on wiedział co to taniec. 
              Gdy był młodszy uczył się kroków ale to było kiedyś a tutaj będzie musiał powtarzać ruchy za kimś czymś co było w tym plastiku na ścianie. Ale powiedział sobie, że im pokaże. Na szczęście założył już nowe ubrania i czuł się o wiele lepiej mając na sobie coś czego nie miał wcześniej Złoty Chłopiec. Niby to tylko spodnie dresowe i czarna bokserka i zwykle adidasy, ale były nowe a to się liczyło najbardziej. Teraz stanął obok nich i doszedł do wniosku, po jakiego czorta wszedł na piętro byłej Gryfonki. Ciekawość zgubiła go. Słyszał muzykę i krzyki i był ciekawy jak bawią się mugole a to co zobaczył na piętrze było dziwne. Sala gdzie byli wszyscy była duża. Jakiś sprzęt pod ścianą odgrodzony szybą. A piątka mugoli stała w drugim końcu sali i skakali, albo tańczyli. Owszem kobiety tańczyły, a to co wyprawiali faceci trudno nazwać było tańcem bardziej jakąś zabawą. Teraz i on sam stał razem z nimi obok Granger i musiał tańczyć. I wszystko dlatego, że nazwała go fretką i to do tego tchórzliwą. Ale zobaczą, że Malfoy zawsze wszystko robi najlepiej, więc 1:1 mamy. 
              Brunetka znowu włączyła zumbę i wszyscy zaczęli się bawić. Na samym początku najwięcej z siebie dawali oczywiści Granger i Malfoy. Mimo wielu pomyłek jak na pierwszy raz wychodziło im co raz lepiej wszystko. Energia jaka przechodziła pomiędzy nimi była jak iskra namiętności. Reszta zauważyła, że coś pomiędzy jakby iskrzyło. Co chwilę zauważali ukradkowe spojrzenia tej dwójki i mimo rywalizacji na twarzach widzieli również nutkę rozbawienia. Po 20 minutach treningu wszyscy padli na podłogę
- Czuję się jakby ktoś przejechał po mnie walcem – odezwał się pierwszy Griffin
- Bo trzeba coś więcej robić na siłowni a nie jedyny twój trening to sex – odpowiedział mu Mark, który wstał i poszedł po wodę dla każdego – popatrz tylko na mnie - pokazał swój umięśniony brzuch - same mięśnie zawdzięczam ciężkiej pracy, ćwiczeniom i teraz nawet nie czuję się zmęczony, a nie tylko sex i sex
- Ty i sex? – odpowiedział mu – Przecież to jest coś czego ci brakuje w życiu
- Dobra panowie, spokój – odezwała się Jasmin – My z Mionką idziemy się przygotować
- Masz rację kochana – Hermiona i Jasmin wstały – przypominam wam, że o 19 wszyscy spotykamy się w salonie, żeby przywitać rodziców. Tylko ładnie się ubierzcie – dodała z uśmiechem i wyszła z Jasmin
W Sali ćwiczeń zostali sami chłopacy i pierwszy rozmowę zaczął Draco
- Dobra ja też się zbieram
- Poczekaj Draco, mam pytanie do ciebie – powiedział Paul
- Jakie?
- Jest taka sprawa i tak naprawdę już każdy się zgodził nawet Harry. Potrzebuję osób do pewnej pracy. I chciałem się zapytać czy byś się zgodził
- Nie.
- Nie? Ale dlaczego? Proszę musisz się zgodzić – padł przed nim na kolana – jesteś moją jedyną nadzieją. Błagam... Zrobię wszystko co mi tylko rozkażesz. Zrób to. Proszę...
- A co miałbym robić? – zapytał z ciekawości blondyn
- Ładnie wyglądać
- I tylko tyle? – był ciekawy ale również miał wielką ochotę go prosić by w końcu przestał klęczeć przed nim, co innego gdyby to była kobieta ale nie ten facet, więc wolał się zgodzić, a jeśli nie musi nic robić trudnego to co mu szkodzi. 
- Tak tylko tyle.
- Zgadzam się – i wyszedł zanim by Paul coś jeszcze powiedział
- Udało się – ucieszył się fotograf i doszedł do wniosku, że najbliższa sesja będzie idealna
- Tylko nie skacz z radości za bardzo – odezwał się Griffin i zaproponował - To co teraz basen? – Panowie poszli na basen i czas przygotowań minął wszystkim dosyć szybko.

Kilka minut przed 19 Hermiona zeszła na dół gdzie zobaczyła, że w salonie siedzi już Narcyza w pięknej długiej zielonej sukni a obok niej są jeszcze Paul, Griffin i Mark. Gdy dziewczyna weszła do środka chłopaki aż gwizdnęli z podziwu. Wyglądała świetnie, specjalnie na tą okazję wybrała biało – czarną sukienkę i koronkowe szpilki.


Po chwili przyszła również Jasmin w delikatnej miętowej sukience. 

Dziewczyny prezentowały się wyjątkowo i teraz mając w dłoniach kieliszki z białym winem czekały na rodziców Miony i Harrego, który powinien już dawno wrócić z pracy.

Po 19 przyjechali rodzice i Hermiona była w siódmym niebie. Jej szczęście było wypisane na twarzy i Draco musiał przyznać, że dawno nie widział jej tak zadowolonej i szczęśliwej. Powitaniom nie było końca, wszyscy przyjaciele dziewczyny również z radością witali się z Państwem Granger. Dziewczyna przedstawiła również im Narcyzę i Draco i powiedziała, że później wszystko im wyjaśni. Gdy zasiedli do stołu wpadł zdyszany Harry i od razu pobiegł na górę. Wziął szybki prysznic i zszedł na dół. Przywitał się z gospodarzami a na pytanie Jasmin jak minął mu dzień w pracy odpowiedział, że miał dużo papierkowej roboty. Spojrzał znacząco na Hermionę i już wiedziała, że wieczorem będą mieli o czym rozmawiać. Wieczór minął im spokojnie.
Narcyza dosyć dużą część tego czasu spędziła w towarzystwie Jane Granger, która okazała się bardzo miłą kobietą i miały jedną wspólną miłość czyli modę i podróże. Pani Malfoy musiała przyznać, że bawiła się dobrze. Te spotkanie było inne niż te w do których była przyzwyczajona. Tutaj była radość, zabawa i szacunek i nie było tak sztywno jak w Dworze Malfoyów. Owszem zauważyła klasę i elegancję rodziców Hermiony i cieszyła się, że to w tym miejscu jest teraz, tym bardziej, że to dom na podobnym poziomie do jakiego była przyzwyczajona. A dzisiejsza rozmowa z tymi trzema młodymi chłopakami dała jej jakąś nadzieję na lepsze jutro. Adorowali ją, rozmawiali normalnie i poczuła się wyjątkowa mimo swojego wieku i chociaż zdawała sobie sprawę, że to jest dla nich zabawa albo też i normalność to dało jej jakąś satysfakcję, że jest coś warta. Zastanawiał się tylko jakie wiadomości ma Harry, czy coś wiadomo, ale musiała poczekać do zakończenia.
Draco, który siedział teraz pomiędzy przyjaciółmi dziewczyny i jej ojcem był zmęczony i troszkę wkurzony. Jedyna rzecz jaka mu się podobała to whisky, której w końcu mógł się napić., a marzył o tym od dawna. Nie rozumiał o czym oni mówią, oczywiście wiedział już czym jest samochód, ale ich rozmowa była o szybkości, jakiś koniach w tych samochodach. Czyli o czym? A gdy się go zapytali jakim on jeździ, to kompletnie nie miał pojęcia co im odpowiedzieć, ale wyręczyła go Granger mówiąc, że limuzyną i ma kierowcę. Wiec co to jest limuzyna? Nie wiedział, ale się dowie tego.
Wieczór minął dosyć szybko i gdy wszyscy kierowali się do swoich sypialni Paul przypomniał im, że o 6 mają być w limuzynie.
Miona przekazała Malfoyom i Harremu, żeby gdy się tylko przebiorą przyszli do jej pokoju. I nie minęło nawet 30 minut a wszyscy siedzieli już w jej magicznym pokoju. Narcyza i Draco byli pod wrażeniem, ale ważniejsze było teraz tylko co do powiedzenia ma Harry.
- No Potter, gadaj – powiedział zniecierpliwiony Malfoy
- Kingsley chce się z wami spotkać. I mimo, że powiedziałem mu, że nic nie wiecie to się uparł, więc nie ma  wyjścia
- Harry – odezwała się Miona – Tak myślałam, że będzie chciał nas odwiedzić. Ciekawe tylko skąd Snape o tym wiedział. Niech przyjdzie w niedziele po 17, wtedy służba ma wolne i będę mogła go wprowadzić bez problemu do domu. Trzeba napisać też liścik do Snape, żeby był obecny. – mówiąc to wstała i podeszła do biurka po papier i atrament. Napisała kilka słów i przyczepiła list do swojej sówki Ateny, gdy to pisała Harry kontynuował
- Oczywiście, nadal są na waszej posiadłości aurorzy, którzy szukają jakiś dowodów. Podobno znaleźli jakieś książki, obrazy, które nie zostały zniszczone więc namówiłem ministra żeby i to ze sobą zabrał, tak jak resztę rzeczy które są czyste. Podobno w gruzach znaleźli kartkę, która była tak jakby podrzucona. Na czystym pergaminie, zero śladów jakoby należała do waszego domu, bardziej ktoś ją podrzucił. Były na niej nazwiska kilku osób, które zostały zamordowane w ostatnim czasie i ostatnim nazwiskiem na tej liście był wasz ojciec. Więcej niestety nie mogę powiedzieć. Może Kingsley wam powie, ja nie mogę.
A teraz wybaczcie, ale muszę się wyspać, kto to wymyślił o 6 rano… - mówiąc to wyszedł z pokoju dziewczyny i skierował się do siebie

Narcyza i Draco byli zawiedzeni, że tak mało się dowiedzieli, zastanawiali się również o co w tym wszystkim chodzi. Czyżby ich mąż i ojciec był w coś zamieszany. Znali jego grzechy ale żeby aż tak… Czas to jedyne co im pozostało. Musieli czekać, może w niedzielę coś będą wiedzieć. Rozeszli się do pokoi i każdy położył się do łóżka mając mętlik w głowie.