środa, 20 stycznia 2016

Miniaturka - Mistrzostwa w Quiddichu

Długo się zastanawiałam czy dodać tą miniaturkę, zaczęłam ją pisać gdy doszło kilka miesięcy temu do ataków w Paryżu, gdy patrzyłam na relację telewizyjną w telewizji, wiedziałam, że chcę to przenieść na papier. Nie wiedziałam jak więc najłatwiej było mi to dodać do świata magii. Takie połączenie było najlepsze wtedy tak uważałam. Dokończyłam ją w weekend i troszkę zmieniłam zakończenie. 

Mam nadzieję, że się Wam spodoba. Nie ma tutaj Dramione. Ale jest Hermiona.

Następna będzie w Walentynki, których nie obchodzę, ale napisać coś mogę.

pozdrawiam



- Tak! Tak! Tak! Złoty znicz jest w rękach Pottera. Anglia wygrywa z Irlandią 360 do 180! Nie wiem czy jeszcze mnie ktoś słyszy, ale mam nadzieję, że tak! Bo to jest niesłychane, w końcu po tylu latach zdobywamy Mistrzostwo! A wszystko dzięki jemu! Nasz genialny Harry Potter i jego drużyna. Tak to oni jedyni w tym kraju. Gratuluję wam i dziękuję wszystkim kibicom za wsparcie swoich krajów. - krzyczał komentator mistrzostw świata w Quiddichu. Na stadionie powstałym w dolinie gór, pomiędzy zaśnieżonymi szczytami był tak wielki hałas, że prawie nikt go nie słyszał. Osiem lat po zwycięstwie nad Voldemortem cały  świat oglądał lub słuchał transmisji z meczu. Stadion szalał, ludzie skakali z radości, krzyczeli, gwizdali. 

Hałas, który powstał spowodował lawinę, która mimo zabezpieczeń magicznych spowodowała gwałtowne stoczenie się wielkiej masy śniegu. Spadła ona na jedną z trybun, gdzie siedziało wielu Anglików.

Kilkadziesiąt minut wcześniej...

- Hermiona daj mi małego zajmę się nim - mówił Ron Weasley do brunetki trzymającej na rękach płaczącego 3- letniego chłopca
- Przecież widzisz, że Dan nie chce zostać z tobą i płacze. Więc nie zostawię cię z nim! - powiedziała głośniej kobieta - Zostaje z tobą Katie i Sean, więc proszę cię zajmij się nimi. Nie spuszczaj ich z oczu, są jeszcze mali, więc żeby nic się im nie stało, dobrze? 
- Chyba wiem jak się mam zając własnymi dziećmi. 
- Może i wiesz, ale za bardzo kochasz Quiddich i boję się, że znów zapomnisz o bliźniakach.
- To, że raz zapomniałem nie oznacza, że jestem złym ojcem. - powiedział wkurzony chłopak
- Dzieci - zwróciła się Hermiona do swoich 7- letnich bliźniaków - Trzymajcie się blisko ojca, dobrze? Nie odchodźcie od niego nigdzie, a jak coś to szukajcie osób ubranych w niebieskie kamizelki i mówcie, że się zgubiliście. Oni wtedy wam pomogą. Ja zabiorę waszego braciszka ze mną. - schyliła się do swoich pociech, pocałowała je, odwróciła się i odeszła na trybunę gdzie siedzieli pracownicy Ministerstwa Magii z jej departamentu przestrzegania prawa. 
Od 3,5 roku była rozwiedziona z Ronem. Jak zawsze winę ponosił chłopak, który miał problem z wiernością, problem z opieką nad dziećmi i pamięcią, że oczywiście, że je posiada. Jedynym wyjściem był rozwód, który sprawił, że jeszcze mniej pamiętał, że posiadał rodzinę, ale dziś w czasie mistrzostw chciał się nimi pochwalić. Jedynie Dan, który prawie wcale nie widywał ojca nie chciał z nim zostać. Bliźniaki za to każdą chwilę chcieli i dziś pozwoliła im zostać.

Nikt nie spodziewał się najgorszego...

Po stoczeniu się lawiny, na trybunach wybuchł chaos. Ludzie uciekali, jako, że nie można się było aportować zostało im bieganie. To był jeden wielki harmider. Nie patrzyli gdzie biegną, czy też po kim. Wiedzieli jedno trzeba uciekać. Większości przypomniały się wydarzenia przed kilkunastu lat gdy po mistrzostwach znak Voldemorta pokazał się na niebie. Teraz było podobnie.

           Najgorzej mieli ci, którzy wiedzieli, że na zawalonej trybunie był ktoś bliski. Taką osobą była właśnie Hermiona, która stała na swojej trybunie trzymając syna i patrzyła się w stronę gdzie kiedyś stała trybuna z fanami. Stała i patrzyła nie wierząc w to co się stało. W pewnej chwili krzyknęła i chciała biec w tamtą stronę, ale trzymała syna i nie wiedziała co z nim zrobić. Nie miała wyjścia i dała syna dla swojej asystentki.
- Amelia, błagam potrzymaj Dana i zostań z nim tutaj, albo nie, lepiej idź do mojego domu, dobrze? Uważaj, żeby nikt cię nie potrącił. Czary strzegące znasz, ja, ja muszę lecieć. Błagam zajmij się małym. - mówiąc to oddaliła się szybko i biegła w przeciwnym kierunku niż inni kibice.

            Gdy dotarła pod trybunę okazało się, że nic tam nie było. Na miejscu byli już aurorzy, którzy zabezpieczyli magią to miejsce i nie pozwolili, żeby kolejna lawina spadła na nich. Gdy byli pewni, że miejsce jest bezpieczne, zaczęli osuwać powoli śnieg. Hermiona nie wiedziała co robić, stała sparaliżowana. Bała się, że dzieci są gdzieś tam same i czy przeżyły... Tego nie wiedziała. Jej serce zamarło z rozpaczy. Wiedziała, że musi być dzielna. Aurorzy poprosili ją o pomoc w osuwaniu i sprzątaniu i przede wszystkim szukaniu wszystkich ludzi, ale ona tego nie słyszała i jedynie patrzyła na to wszystko.
             Dopiero Minister Magii potrafił ją wybudzić z letargu. Jego słowa sprawiły, że zaczęła im pomagać. Jedni byli odpowiedzialni za usuwanie drewna i innych materiałów, inni jak Hermiona szukaniem ludzi. Chciała to robić ze względu na bliźniaki i Rona. Szło to bardzo wolno. Niestety żywioł jakim była lawina sprawił, że chwilowo udało im się wydobyć jedynie martwe ciała czarodziejów. Dziewczyna płakała z każdą kolejną osobą co raz bardziej, wiedziała, że znalezienie żywych dzieci są zerowe, a jednak nie mogła się poddać. Wierzyła, że może jakimś cudem się uda. Ale chwilowo było źle, bardzo źle. Całe miejsce było odgrodzone, wezwano lekarzy z Munga aby sprawdzali osoby, czy może ktoś ma jakieś oznaki życia w sobie.

            Czasu na znalezienie było co raz mniej, a miejsce przedstawiało coś okropnego. Ciała, czasami w częściach, czasami trudno było rozpoznać daną osobę, bo była w strasznym stanie, do tego ludzie, którzy stali i czekali na jakieś wieści, dziennikarze, oraz inne osoby sprawiały, że każdy pomagający był strasznie przytłoczony tym wszystkim. Najgorszym momentem okazało się znalezienie ciała Rona. Z jego ciała wystawały kości i wnętrzności, zamiast brzucha miał wielką ranę. Gdy dziewczyna go zobaczyła podbiegła do niego i uklękła przed nim. Jakim był mężem takim był, ale był jej cząstką, dzięki niemu miała dzieci i przez to teraz płakała.
            Ktoś odciągnął ją od ciała byłego męża i przytulił, nie wiedziała kim była ta osoba, ale była jej wdzięczna. Zanotowała jedynie to, że był to mężczyzna i to wysoki. Płakała mu w sweter i płakała. Nawet nie zauważyła, że stoi tak przytulona i płacząca pół godziny, była wdzięczna, że może się do kogoś przytulić. Po tym czasie otarła łzy, cicho podziękowała i wróciła do pracy. Miała jeden cel - dzieci.
            Gruzów było co raz mniej, martwych za to co raz więcej, pracy również było dużo. A dzieci jak nie było tak nie ma. Minuty mijały, noc przemijała i zaczynał się nowy dzień. Gdzieś w dali można było zobaczyć wschód słońca i Hermiona przypomniała sobie słowa Legolasa z Władcy Pierścieni: "Wschodzi czerwone słońce, w nocy przelano krew". Jak te słowa pasowały dzisiaj i mimo, że to natura doprowadziła do tej tragedii to prawdą było, że to było straszne, wręcz tragiczne wydarzenie dla czarodziejskiej Wielkiej Brytanii.

            Musiała odpocząć i przeszła do jednego z białych namiotów by napić się szybko kawy i pójść do toalety, tam znów pozwoliła sobie na łzy i przygnębienie. Wiedziała, że jest nikła nadzieja na odnalezienie żywych dzieci. Były jeszcze takie małe, bezbronne i niewinne. Poznawały dopiero świat, a mistrzostwa miały być czymś co będą pamiętać do końca życia, czymś czym będą mogły się chwalić w szkole za kilka lat. To miała być niespodzianka i coś pięknego. Serce miało cały czas nadzieję, że będzie dobrze, rozum za to podpowiadał jej, że zostanie sama z najmłodszym, że w tym jednym dniu straciła trójkę ludzi, których kochała. 
             Wiedziała, że musi wrócić i dalej pomagać i przede wszystkim szukać swoich dzieci. Starła ostatnie łzy, przemyła twarz zimną wodą i otarła ją papierowym ręcznikiem, popatrzyła na swoje odbicie w lustrze i przeraziła się. Wyglądała okropnie, ale co się dziwić. Czerwone i podkrążone oczy, brudne włosy tak samo ubranie, poszarpane i całe w brudzie. Nie miała czasu, żeby zmienić ubranie, bo to nie miało żadnego znaczenia. Jedyna myśl i cel to dzieci i z tym postanowieniem wyszła i poszła w stronę zawalonej trybuny. 

            Wracając usłyszała śmiech tak bardzo podobny do śmiechu jej małej córeczki, ale wiedziała, że to nie może być ona. Bo jakim cudem udałoby się jej być w tamtym namiocie. Znów zaczęła pomagać, mijały minuty, aż wreszcie ktoś podszedł do niej
- Przepraszam, czy pani Hermiona?
- Tak to ja - odpowiedziała zmęczonym głosem
- Czy może pani pójść ze mną?
- Mam pomóc w innym miejscu?
- Nie o to chodzi. Pani Hermiono znaleźliśmy pani dzieci - powiedział cicho mężczyzna, a brunetka na te słowa się załamała, zaczęła płakać, a mężczyzna próbował ją uspokoić, co niestety nie udawało mu się
- Naprawdę proszę pójść ze mną. Dzieci się martwią o panią i płaczą, że nie mogą pani znaleźć
Gdy powiedział te słowa, dziewczyna podniosła głowę do góry i popatrzyła na niego
- Co takiego? Co pan powiedział?
-  Że dzieci płaczą, bo się zgubiły - powiedział powoli
- Żyją, one żyją prawda?
- Tak żyją i czy możemy już iść do nich. - I nie czekając na niego zaczęła biec przed siebie w stronę namiotów. Wchodziła do każdego rozstawionego i wołała je. Gdy wychodziła z trzeciego namiotu, zobaczyła, że przy wejściu do następnego stoi jej mała Katie. Zawołała dziewczynkę i z jej oczu popłynęły łzy. Gdy Katie zobaczyła matkę, coś powiedziała i po chwili, które wydawały jej się godzinami, obok dziewczynki pojawił się chłopiec, jej syn Sean.
Dzieciaki uśmiechnęły i zaczęły biec w stronę matki i przytuliły się do niej.
- Nie płacz mamusiu, nie bądź smutna - powiedział Sean
- To nie są łzy smutku, kochanie, ja się cieszę i to łzy radości - mówiąc to cały czas trzymała dzieci w objęciach - Moje kochane małe szkraby, co wy tu robicie?
- Mami, a nie będziesz zła na nas? - powiedział chłopiec
- Wiesz, że nigdy nie jestem zła
- Bo ja chciałem siusiu a tato powiedział, że nie pójdzie ze mną i jestem już dużym chłopcem i powinienem iść sam, ale się bałem.
- I ja z nim poszłam i się zgubiliśmy jak wracaliśmy, nie mogliśmy trafić do taty - powiedziała Katie a jej głosik zaczął drżeć z emocji - Ale mówiłaś, że mamy iść do kogoś kto ma niebieską kamizelkę i widzieliśmy jakąś panią i poszliśmy. A ona nie mogła ciebie znaleźć. I czekaliśmy tak długo na ciebie.
- Nic się już nie martwcie, jestem przy was i nigdzie się nie wybieram. - powiedziała przez łzy i radość jaka w niej nastąpiła na ich widok - Nie powinniście się sami oddalać, więc chyba czeka was kara...
Katie i Sean zrobili smutne minki na słowo kara
- Wracamy do domu, gdzie czeka na was wielkie pudełko lodów i owoców. Zrobimy ucztę i to jest wasza kara - gdy to mówiła, dzieci uśmiechnęły się, a ona była szczęśliwa, bo mimo straty Rona udało się i czuła, że ktoś czuwa nad nią, bo dzieci są całe i zdrowe. A dla każdej kobiety najgorsze co może być to strata tych małych istotek, które tworzą cel w naszym życiu.

sobota, 9 stycznia 2016

Miniaturka - Zakazany Taniec

Próbuję wrócić do mojego pierwszego opowiadania i nawet nie spodziewałam się, że będzie to takie trudne. Plan jest taki, że będę dalej pisać, ale nie mam chwilowo motywacji do dalszych losów Miony i Draco. Wrócę  z tamtym, obiecuję. 
Jak na razie napisałam taką o to krótką miniaturkę, bardziej wspomnienie. Lubię tego typu miniaturki, tzn rozmowy matki z córką. 
Zapraszam do czytania...


- Mamo, chyba się zakochałam - powiedziała nastoletnia ruda dziewczynka wchodząc do sypialni swojej matki
- Naprawdę kochanie? A kto jest tym szczęśliwym chłopcem?
- Paul, mój partner z tańców - dziewczynka usiadła na łóżku matki i przyglądała się jej, gdy ta czesała swoje długie kasztanowe włosy - I wiesz co mamo? To jest chyba ten, który będzie moim jedynym. Gdzieś przeczytałam, że taniec z odpowiednią osobą spowoduje prawdziwe szczęście i oderwanie się od świata. Doświadczyłaś tego kiedyś?
- Izzy, wiesz przecież jak twój ojciec tańczy. Z nim nie da się tańczyć - uśmiechnęła się kobieta i popatrzyła na zdjęcie, które miała na toaletce. Przedstawiało ono Hermionę i jej męża Rona z dnia ślubu. - Więc chyba te słowa nie są aż tak dokładne do wszystkich zakochanych.
- Ale nigdy nie przeżyłaś czegoś takiego? Że pomimo pełnej sali ludzi tańczących, liczyłaś się tylko ty i ukochana osoba, trzymająca cię w ramionach? Wiem, że tato jest kiepski, ale chyba nie był jedynym z którym tańczyłaś, co?
- Oczywiście, że tańczyłam też z innymi mężczyznami. Był Harry, bracia Rona, oraz koledzy ze szkoły i pracy. Pamiętam również mój pierwszy ważny taniec. Na czwartym roku był bal i wtedy poprosił mnie Wiktor Krum, abym została jego partnerką na tą jedną noc. Byłam bardzo przejęta tym że to mnie wybrał. Uwierz mi, ale byłam wtedy typowym molem książkowym - uśmiechnęła się Hermiona
- Ty molem? Nie wierzę. Ale mów dalej mamo. - zachęciła dziewczynka mamę
- Nie był przystojny, ale miał w sobie coś. Byłam nim zauroczona, tańczyłam z nim pierwszy taniec przed wszystkimi uczniami w szkole i byłam strasznie zestresowana. Tańczyłam z nim prawie całą noc, niestety twój tata był wtedy strasznie zazdrosny, ale nie byliśmy wtedy jeszcze razem. Ale taniec mimo, że był przyjemny i czułam się bezpiecznie to nie było to jeszcze to. 
- Naprawdę? Myślałam, że też coś takiego ci się przydarzyło.
- Niestety Izzy, ale cieszę się, że tobie się udało i możesz zatracić się w tańcu i sprawić, że świat wokół ciebie znika.

Dziewczynka uśmiechnęła się do matki i wyszła z sypialni.

- Obyś kochanie tylko tego nie zapomniała, nawet jak ci się nie powiedzie z tym chłopcem, to musisz to pamiętać, tak jak ja pamiętam zakazany taniec z nim. - powiedziała Hermiona już do zamkniętych drzwi i przypomniała sobie Bal po pokonaniu Voldemorta gdy była Prefektem Naczelnym i musiała zatańczyć ostatni taniec z Nim. Z pewnym Blondynem. Zamknęła oczy i przypomniała sobie tamten dzień.

          Ostatni dzień w Hogwarcie dla siódmoklasistów był połączony z balem na cześć Wielkiej Trójki, czyli Harrego, Rona i Hermiony. Pokonanie Voldemorta miało wielki wpływ na wszystkich i ze względu na to, że ta Trójka kończyła szkołę, dyrektorka uznała, że to najlepsza data świętowania. 
          Ostatni taniec miał zostać rozpoczęty przez Prefektów Naczelnych, najlepszych uczniów czyli Hermiony i Draco Malfoya. Oboje mimo, że się pogodzili to jednak ich spotkania to było jedynie cześć i do widzenia. 
Nie było wyzwisk, kłótni, ale też i nie było miłych rozmówek. Przeważnie mijali się, ignorowali. Co było o wiele lepsze niż kłótnie. Oboje postawili na naukę i byli najlepsi. Tyle samo punktów na egzaminach, czyli same Wybitne. Ale teraz musieli razem zatańczyć. 
           Hermiona dobrze to pamiętała. Jak powoli podeszła do blondyna i oboje wyszli na środek sali. Gdy zaczęły grac pierwsze takty walca wiedeńskiego, uśmiechnęła się. Kochała ten taniec. Uważała, że to jeden z najpiękniejszych tańców jaki istniał. Gdy wziął ją w ramiona poczuła bezpieczeństwo. Zamknęła oczy i dała się ponieść muzyce. Takt za taktem chłopak prowadził ją po mistrzowsku. Podniesienie, obrót, powrót, to wszystko było bardzo płynne i piękne. Oboje wyglądali i tańczyli jakby byli parą taneczną od kilku lat, a przecież to był pierwszy raz gdy byli tak blisko siebie. Czuła się jak w niebie i chciała aby ten taniec trwał i trwał. Wydawało jej się, że są sami na parkiecie, tylko ona i on. Oboje pośród bajkowej scenerii. 
           To był ten moment gdy poczuła wolność, miłość, bezpieczeństwo i magię. Tak Magia była najlepszym słowem opisującym te cztery wspólne minuty. Ostatnie uniesienie i skończyła się muzyka, spojrzenie w oczy i to był ostatni raz gdy go widziała. Gdy popatrzył w jej w oczy i odszedł. A ona została sama pośród par, które między czasie również zaczęły tańczyć. 

           Minęło już 16 lat od momentu gdy świat po raz ostatni widział Malfoya. Do dziś nikt nie wie gdzie się podział. Jedni uważali, że wyjechał do Paryża, inni do Stanów. A jeszcze inni, że trafił do psychiatryka. Były również pogłoski, że kupił wyspę gdzieś na Karaibach i tam zamieszkał samotnie. A ona wiedziała jedno. Kochała Rona, ale to Malfoy, ta jedna chwila z nim sprawiła, że poczuła tą magię, o której dziś wspomniała jej córka.

środa, 23 grudnia 2015

Świąteczna miniaturka :) Wesołych Świąt

Wesołych Świąt!!! 

Jako, że jutro Wigilia i zaczynają się święta, które uwielbiam dodaję dziś miniaturkę. Można powiedzieć, że świąteczną, ale tak nie do końca. Z jednej strony widać w niej zarys świąt, a z drugiej można ją nazwać epilogiem do opowiadanka Bahamy.  Ale też ma w sobie to co mamy właśnie w Polsce, czyli święta bez śniegu...

Mam nadzieję, że się Wam spodoba. 

A teraz życzę Wam Wesołych i Pogodnych Świąt. 

Mam nadzieję, że prezenty już spakowane i potrawy przygotowane. Ja zrobiłam sobie przerwę żeby dodać miniaturkę pomiędzy ubieraniem choinki a pieczeniem ciast. 

Mój brat doszedł do wniosku, że osoby czytające powinny mieć swoją własną choinkę i o to rezultat jego starań :) 



Zapraszam do czytania...




- Mamo! Gdzie jesteś? - krzyknęła około 12 letnia brunetka wchodząc do pokoju rodziców.

- Amy, na balkonie.
Dziewczynka udała się za głosem matki i wyszła na balkon. Gdy kobieta usłyszała kroki córki odwróciła się do niej. Można było zauważyć podobieństwo między kobietami. Obie zgrabne, ładne brunetki z magią w piwnych oczach. Młodsza usiadła obok matki i przyglądała się oceanowi. 
- Mamo, cieszę się, że tu jestem, ale...  nie brak ci czasami śniegu?
- Skąd takie pytanie kochanie?
- Jutro mamy Wigilię i tak jakoś dziwnie jest. Jak zostałam w tamtym roku w Salem na święta to było magicznie i wyjątkowo. Było dużo śniegu i zabawy. A dzisiaj jest jakoś tak dziwnie. 
- Jakoś nigdy nie przeszkadzało ci to. Zawsze się cieszyłaś z takiej pogody. Amy co się dzieje? 
- Mamo, ja chyba kocham zimę. A tu jej nie ma. - Kobieta tylko się uśmiechnęła
- Amy, ja też czasami tęsknię za aurą zimy, zwłaszcza gdy są święta. Magia wtedy jest bajeczna. Ale przyzwyczaiłam się do tego jak jest, nic nie mów Draco, ale czasami troszkę, żałuję, że mieszkamy na Bahamach. Ale pamiętaj, że to nasza tajemnica - mówiąc to uśmiechnęła się i przytuliła córkę - A teraz powiedz mi jakie masz do mnie pytanie.
- Skąd wiesz, że chcę cię o co zapytać? 
- Jestem twoja matką, wiem wszystko. A tak naprawdę widzę to w twoich oczach. Jesteś bardzo podobna do mnie, gdy byłam w wieku szkolnym.
- Wiem, tato mi to zawsze powtarza i ciocia Ginny też. Masz rację mam pytanie o święta w Hogwarcie jak wtedy wyglądały u was w szkole?
- Święta w Hogwarcie? Kochanie były magiczne. - kobieta zamknęła oczy i  z uśmiechem na twarzy zaczęła opowiadać - Zamek jest wielki i jakby wyjęty z baśni o królewnach, to tak jakby ucieleśnienie marzeń każdej młodej kobiety. Nie spędzałam świąt w szkole, przeważnie wyjeżdżałam do rodziców lub do rodziny Ginny. Tylko jedne święta spędziłam, te na ostatnim roku. Oczywiście zawsze było w ostatni wieczór pożegnanie z genialnym jedzeniem, wśród drzewek choinkowych ubranych w kolory wszystkich domów. Tak samo w naszych pokojach wspólnych stały wielkie choinki. Wujek Harry, o którym ci tyle opowiadaliśmy bardzo często zostawał na święta w szkole. Mówił wtedy, że czuł się samotny. 
- A jak wyglądał ten twój jedyny raz?
- Zostałam wtedy w szkole z Ginny i bawiłyśmy się świetnie. Gdy wstałyśmy, prezenty leżały w nogach naszych łóżek, było ich dosyć dużo ale przede wszystkim były to słodycze, zapakowane pojedynczo w paczki. Później schodziło się na śniadanie, spacer wokół zamku. Zabawy na śniegu. Dopiero wieczorem była wspólna kolacja przy jednym stole dla wszystkich, którzy zostali.
- I to był ten romantyczny czas dla cioci?
- Tak, tam właśnie na kolacji wigilijnej dla tych zostających, Ginny i Blaise po raz pierwszy się lepiej poznali i zakochali. No może nie tak zakochali, ale zrobili ten pierwszy krok.
- Czyli jaki?
- Blaise robił jakieś głupie uwagi względem Ginny, więc ona rzuciła w niego jedzeniem. 
- Naprawdę? - Amy zaczęła się śmiać - I co zrobiła reszta osób przy stole?
- Również zaczęła się obrzucać jedzeniem. Profesorowie uciekli dosyć szybko z Wielkiej Sali, a młodzież miała zabawę.
- I ty też razem z tatą się tam polubiliście?
- To jeszcze nie był ten czas, ale owszem wtedy na kilka minut staliśmy się sojusznikami.
- Jak to? - Amy była bardzo ciekawa tego co mówiła jej mama Hermiona 
- Oboje z Draco jak tylko zobaczyliśmy co się dzieje, schowaliśmy się pod stołem i można powiedzieć, że do końca tej walki tam siedzieliśmy pod zaklęciem kameleona. 
-  I nikt was nie słyszał?
- Nie lubiliśmy się wtedy z twoim ojcem więc nie pisnęliśmy słówkiem do siebie. Poczekaliśmy aż skończy się jedzenie i wszyscy wyjdą z sali i wtedy też my wróciliśmy do siebie, żegnając się jedynie skinieniem głowy. Taki milczący pakt.
- I to był jedynie czas miłości cioci i wujka?
- Można tak powiedzieć. To były fajne czasy. Ale nie pod względem świątecznym, cieszę się, że tylko raz spędziłam je z dala od rodziny. Wiesz córciu? Nawet tutaj jak jesteśmy, jest upał, plaża, i ocean to brakuje mi moich rodziców. Święta z młodości miały swój urok i były to idealne dni. Szkoda, że nie miałaś możliwości poznać swoich dziadków. Byliby zachwyceni taką wnuczką, ale nie zmienimy przeszłości.
- Mamo, nie smuć się w tym roku jestem z wami. Tylko w tamtym roku musiałam zostać w szkole, ale takie są wymagania Salem. Było miło, ale tęskniłam za wami i za żartami wujka Blaise. - mówiąc to Amy wstała i przytuliła się do matki - Jak myślisz co tato wymyślił w tym roku dla gości hotelowych?
- Podobno ma to być niespodzianka. Ale jak go znam pewnie wielka kolacja ze wszystkimi gośćmi i jedyna różnica to menu. Będziemy wszyscy siedzieć przy basenie i świetnie się bawić, będą kolędy, albo jakieś inne świąteczne piosenki, wszyscy pracownicy będą razem z nami, więc jest co robić. Ale najważniejsze Amy, że jesteśmy razem, w rodzinie i możemy te święta spędzić z kochającymi się ludźmi.
- Tylko bez śniegu. 
- Niestety bez śniegu, ale jak chcesz na któryś weekend stycznia możemy w Alpy na narty się wybrać, wtedy zobaczysz swojego ojca w akcji.
- Nie rozumiem, tato nigdy przecież nie jeździł na nartach.
- No właśnie, tylko musimy pamiętać o kamerze, żeby to uwiecznić - Obie kobiety zaczęły się śmiać, wyobrażając sobie Draco Malfoya pierwszy raz na nartach. - A teraz chodźmy go poszukać i powiedziemy mu o nartach.
- A może jeszcze niech wujek Blaise z nami jedzie? 
- To jest dobry pomysł. Musimy wtedy zabrać ze sobą dwie kamery. - kobiety śmiejąc się i obejmując wyszły z apartamentu i skierowały się na poszukiwania ich męża i ojca w jednej osobie...

niedziela, 6 grudnia 2015

Bahamy 12

I nadszedł czas pożegnania z tym opowiadaniem BAHAMY. Troszkę, żałuję bo mogłabym pisać dalej, ale kiedyś trzeba zakończyć wszystko.
Przed Wami ostatni rozdział, który mam nadzieję, że spodoba się Wam. 
Nie chciałabym się powtarzać, ale liczę na komentarze.


Zapraszam do czytania!!!


- Ginny?
- Miona! Nie uwierzysz co się stało!
- Co się stało? Ja tu się zamartwiam wydzwaniam po szpitalach, policji, kostnicy a ty tu tak... - nie mogła dokończyć swoich słów bo przyjaciółka przytuliła się do niej i krzyknęła coś co sprawiło, że odebrało jej głos
- Wyszłam za mąż!!!
- Miona! Ciesz się razem ze mną. Czemu milczysz? - mówiąc to Ginny rozluźniła ucisk i popatrzyła na przyjaciółkę - Nie cieszysz się? 
- To niespodzianka. Nie wiem co powiedzieć... - powiedziała cicho dziewczyna, potrząsnęła głową i wręcz krzyknęła - Cieszyć się? Jak mogłaś, wyjechać bez słowa, chociaż kartkę trzeba był napisać a nie. Ginny ja chciałam FBI wzywać, bo baliśmy się o ciebie, o was - mówiąc to popatrzyła również na bruneta, który stał troszkę dalej w obawie, że dziewczyna zamiast mówić może zrobić mu krzywdę. Potem popatrzyła znów na przyjaciółkę i uśmiechnęła się do niej - Ginny jesteś szalona i za to nie mogę się na ciebie gniewać. Gdzie się pobraliście? I jak do tego doszło. Przecież...
- Tak wiem o tym - powiedziała młoda mężatka i obejmując brunetkę poszły w stronę pokoju cały czas rozmawiając. - To było niezwykłe, byliśmy na kolacji i długo rozmawialiśmy, okazało się, że cały czas mnie kochał i kocha i jakoś tak wyszło. To było szalone wiem, ale jednak go kocham i Miona to jest niezwykłe. 
- Wiem kochana, ale nie zmienia to faktu, że się martwiłam z Draco o was. 
- Z Draco? Od kiedy jesteście po imieniu? - zaciekawiła się Ginny
- Od dawna, ale nie zmieniaj tematu gdzie wyjechaliście? - mówiąc to weszły do pokoju brunetki i dziewczyna otworzyła wino 
- Do Vegas, wiem to dziwne, ale miało to swój urok. Miałam na sobie zwykłą sukienkę, poszliśmy do jednej z tych kapliczek i jakiś koleś udzielił nam ślubu. Potem noc w hotelu w kształcie piramidy i wróciliśmy do was. Ale nie martw się, wszystko jest na płycie, nie wiem o co chodzi, ale koleś powiedział, że na niej jest zapis ślubu.
- To super. 
Na tego typu rozmowach minęło im jeszcze kilka godzin. Dziewczyny doszły do wniosku, że następnego dnia zjedzą wspólną kolację z chłopakami. Ruda powiedziała, że jej mąż ma jakiś pilny wyjazd rano na Jamajkę i wyjedzie tam na cały dzień wraz z blondynem. 
         Cały następny dzień dziewczyny spędziły na rozmowie i opalaniu. Przez ten czas Ginny tylko raz przestraszyła się jak powie o weselu własnej matce. Wiedziała, że kobieta będzie zła, dlatego też doszła do wniosku, że Miona jak wróci do kraju to wyśle jej sowę. Tak ona, Ginny planowała zamieszkać na Bahamach a potem na Jamajce i przekazać te wszystkie informacje za pośrednictwem sowy. Długo rozmawiała z Zabinim na temat przeprowadzki i to było jedyne wyjście. Życie w raju, gdzie miała zostać bez Hermiony obok. Brunetka powiedziała również, że teraz jak nie jest jej już potrzebna, to może  wracać do kraju, gdzie czekała na nią praca.
Nadszedł wieczór i czas wspólnego posiłku. Kolacja minęła im w miłej atmosferze. Rozmawiali, śmiali się, wygłupiali. Pierwszy raz cała czwórka bawiła się świetnie. Pracownicy widzieli, że tworzą zgraną drużynę. Zabini na każdym kroku wymawiał "Moja Żona" jakby to było coś wspaniałego, do czego powoli się przyzwyczajał. Młodzi byli szczęśliwi i z daleka było to widać, natomiast Draco i Miona, w środku odczuwali zazdrość i smutek, ale cieszyli się ze szczęścia swoich przyjaciół. Gdy wracali do ośrodka Giiny zapytała się Miony przy wszystkich
- Hermi? To o której jutro masz samolot?
- Samolot? - zapytał Draco 
- O 7 muszę być już na lotnisku. To jedyna możliwość, żeby zdążyć na lot o 11 z Miami do Londynu.
- To wcześnie - opowiedziała ruda - Ale wstanę i odwiozę cię na lotnisku, dobrze?
- Jasne - odpowiedziała brunetka.
- Jesteś już spakowana? jak chcesz to mogę ci pomóc.
- Muszę tylko kilka ubrań schować a tak to wszystko już gotowe..
         Draco gdy usłyszał tą rozmowę poczuł jakby w jego sercu powstał straszny ciężar, nie mógł zebrać myśli, nie wiedział co się stało. Wiedział, jedynie że nie jest dobrze i przyczyną tego jest wyjazd pewnej dziewczyny.
         Szedł za nimi co raz wolniej i wolniej, aż został daleko w tyle i nie słyszał o czym mówią. W końcu odwrócił się i poszedł usiąść nad basenem. Zamknął oczy i myślał. Po kilku minutach wstał i podjął męską decyzję. Poszedł do jej pokoju. Stanął przed drzwiami i zapukał. Gdy otworzyły się drzwi wszedł do pokoju i zobaczył, że walizki są już prawie do końca spakowane
- Czyli jednak wyjeżdżasz?
- Najwyższy czas, nie jestem już potrzebna Ginny, ona ma już męża a ja muszę wracać do szarej codzienności.
- Jakoś nie widzę zadowolenia i chęci.
- Dziwisz się? Te kilka dni dały mi dużo odpoczynku, naładowałam akumulatory i jestem znów gotowa do działania. 
- Nie możesz zostać? - powiedział z nadzieją chłopak
- Niestety. Przyjechałam żeby pomóc przyjaciółce i moja pomoc już się skończyła. Jak zauważyłeś znalazła miłość i już nie jestem jej do niczego potrzebna.
- Ale może innym jesteś - powiedział cicho chłopak
- Co powiedziałeś? - zapytała zaskoczona dziewczyna 
- Powiedziałem - chłopak wiedział,  że nie ma już odwrotu - Powiedziałem, że są jeszcze inni, którzy chcieliby żebyś została.
- Nie wiem kto chciałby mojej obecności tutaj. 
- Ja chciałbym, żebyś została.
- Mam tu zostać, żeby leczyć pacjentów. Bo nie wiem jak to sobie wyobrażasz. - powiedziała zdziwiona dziewczyna, nie rozumiejąc blondyna
- A powiadali, że jesteś najmądrzejszą uczennicą. No cóż powiem to raz jeszcze. Zostań dla mnie tutaj. -
Dziewczyna była tak zaskoczona, że nie wiedziała co odpowiedzieć. Malfoy podszedł do niej mówiąc:
- Czuję coś do ciebie. Czy to jest miłość? Nie wiem, bo nigdy jej nie zaznałem. Wiem, że jak jesteś obok to jest łatwiej, jest przyjemniej. Nie umiem mówić pięknie, nigdy nie musiałem, ale spójrz mówię to teraz. Zostań. Jak nie dla mnie to nie wiem ze względu na ocean, plażę, wyspę. Albo na te krewetki w tempurze. Zostań. - I z tymi słowami ją pocałował, w swój pocałunek włożył jak najwięcej swoich uczuć, poczuł, że dziewczyna odwzajemniła jego pocałunki. To było jak magia, delikatnie ale i żarliwie, namiętność połączyła się z nutą romantyczności. Niestety nie trwało to długo i po chwili, która była zdecydowanie zbyt krótka dziewczyna odepchnęła delikatnie od siebie chłopaka. Widział na jej twarzy rumieńce, w oczach pożądanie i zaskoczenie
- Draco - powiedziała cicho - Ja, ja nie mogę. Wybacz, ale wyjdź i nie mogę. - popatrzyła na niego smutnymi oczami, chłopak wiedział i widział w tych oczach oprócz smutku, niepewność, wstyd, nie był pewien do końca. Znał na tyle dziewczynę, że nie mógł jej zachęcać, sama musiała podjąć decyzje.
- Wyjdę Miona, ale musisz wiedzieć jedną rzecz. Ten pocałunek sama czułaś jaki był, musiałem sprawdzić, czy to było to samo. I wiem, że wrócisz, może nie za tydzień, miesiąc, ale nie minie rok aż znów się spotkamy. 
- Draco? Jak? O czym ty mówisz? Dlaczego uważasz, że to jest to samo? - zapytała się dziewczyna zaintrygowana słowami chłopaka
- Ja wiem i wiem, że i ty wiesz. Nie będę mówić żegnaj, powiem jedynie widzimy się za jakiś czas - I z tymi słowami podszedł do dziewczyny i na koniec pocałował ją delikatnie w usta i wyszedł z jej pokoju.
         Dziewczyna zaskoczona tym wszystkim jeszcze długo stała w miejscu i spoglądała na drzwi za którymi wyszedł chłopak. Po kilku sekundach potrząsnęła głową i wróciła do pakowania. Potraktowała to co się stało jak sen i próbowała zapomnieć. 

           Następnego dnia z samego rana Ginny odwiozła samochodem hotelowym przyjaciółkę na lotnisko. Pożegnały się i Hermiona poszła w stronę miejsca odprawy i samolotu. Gdy siedziała w samolocie czuła tęsknotę. Nie wiedziała tylko czego bardziej będzie jej brakowało: miejsca, przyjaciółki, a może za czymś jeszcze tęskniła? Gdy przesiadła się do samolotu z Miami do Londynu, poczuła się samotna w tym wielkim miejscu, gdzie nikogo nie znała. Wypiła trochę wina i cały lot praktycznie przespała. 
           Wróciła do domu, zrobiła pranie, posprzątała, wysłała sowę do szpitala, że następnego dnia wraca do pracy, kolejną sowę z listem do rodziców Ginny i tak minął jej pierwszy dzień po powrocie z urlopu.
            Później minął kolejny dzień w pracy i kolejny i kolejny. Miała tyle zaległości papierkowej i tylu pacjentów, że nie miała czasu na nic, nawet nie zauważyła jak minął miesiąc od powrotu. Pracowała dużo, miała nadgodziny, nie myślała przez ten czas o wakacjach aż do momentu listu od przyjaciółki.             
           Ginny pisała, że dużo starają się spędzać czasu tylko we dwoje, często jeżdżą na Jamajkę, a hotel, który się tam buduje to będzie coś idealnego. Pisała również, że zaczęła planować wystrój apartamentu, w którym zamieszka z mężem i ma tyle pomysłów na wystrój, że nie wie który wybrać. Treść listu była wręcz cukierkowa, same miłe, słodkie słowa. Było można wyczytać, że dziewczyna jest zakochana i szczęśliwa. Troszkę jej zazdrościła, ale również cieszyła się, że przyjaciółka w końcu odnalazła swoje miejsce na świecie. Ginny dużo przeżyła w swoim życiu i ta miłość dobrze jej zrobi. Da jej wolność i szczęście, na które zasługiwała.
            I to był ten moment kiedy brunetce przypomniało się wszystko: relaks, klimat, hotel i on, chłopak, który złożył jej pewną propozycję związaną z przyszłością. Ale czy ona była gotowa? Tego nie wiedziała i bardziej uważała, że to był jakiś sen i blondyn nie odwiedził jej wieczorem, a tym bardziej nie pocałował. Przez ten jeden list poczuła się jakby to nie miesiąc, a jeden dzień minął od wyjazdu z wyspy. Znów w sercu zrodziło się poczucie samotności i braku drugiej osoby. Rzadko miewała takie myśli. Przeważnie nie miała czasu na rozmyślanie o swoim życiu. Uważała, że jest jej teraz idealnie, że jest w takim momencie życia, które pozwala jej na wszystko  i nie koniecznie potrzebna jest jej druga osoba.
            Zrobiła sobie gorącą czekoladę, włączyła płytę z delikatną muzyką i usiadła na kanapie. Zaczęła wspominać dzieciństwo, szkołę, pracę i ostatnie wydarzenia na wyspie. Nie byłaby sobą, gdyby nie robiła w myślach notatek, nie szukała zalet i wad i przede wszystkim wiedziała jedno, że musiała oddzielić serce od rozumu. Serce było za wyspą i tym co ta wyspa reprezentowała a rozum jednak podpowiadał jej, że nie powinna myśleć o czymś ulotnym, tylko zostać tu gdzie ma pracę, dom i życie. 
            Tylko co to jest za życie, gdy jest w nim sama, bez rodziców, przyjaciółki. Może warto spróbować? Poddać się fascynacji i szaleństwu. Przeżyć kilka chwil, które sprawią, że w życiu może coś się zmienić. 
             Myśląc o tym wszystkim dziewczyna zasnęła, następnego dnia nie miała czasu zastanawiać się nad przyszłością. Zaspała, więc poranek minął jej na szybkim prysznicu, ubraniu się i udaniu się na dyżur. Dzień mijał jej w miarę spokojnie, miała kilku pacjentów, którymi się zajmowała. Kilka minut przed końcem dyżuru, do szpitala transportowano nagły przypadek. Mężczyzna został zaatakowany przez hipogryfa, był w strasznym stanie i dziewczyna wiedziała, że nie wróci do domu o normalnej porze. Pacjent był w miarę przytomny i powtarzał dwa słowa kieszeń i Jane. Nie miała czasu myśleć o co chodzi, ale gdy tylko mężczyzna złapał ją za rękę i popatrzył w jej oczy i znów powtórzył te słowa:
- Moja kieszeń, Jane...
- Mam sprawdzić co jest w kieszeni? - gdy mężczyzna potwierdził, wyjęła z kieszeni jego spodni małe pudełeczko a w nim pierścionek
- Jak odejdę - powiedział ledwo słyszalnym głosem
- Proszę nic nie mówić, musi pan oszczędzać się. Hipogryf troszkę narobił szkód w pana organizmie i musimy panu pomoc.
- Da to pani Jane? 
Hermiona pokiwała głową, że odda i wtedy jej pacjent stracił przytomność. Był w strasznym stanie i leczenie go zajęło jej dużo czasu. Lekarstwa, zaklęcia, eliksiry, a gdy skończyła była szczęśliwa, mężczyzna przeżyje, to było pewne. Cieszyła się w tym momencie z tego, że jest czarownicą bo tylko dzięki temu mogła go uratować. Gdy wyszła z sali gdzie leczyła go, podbiegła do niej śliczna blondynka:
- Co z nim?
- Pani jest osobą spokrewnioną z pacjentem?
- Tak. Jestem Jane, jego dziewczyna, byliśmy w lesie na polanie i wtedy podleciał ten stwor i go zaatakował. Tak się bałam, co z nim? - zakończyła piskliwym głosem dziewczyna.
- Będzie wszystko dobrze. Przez noc będzie nieprzytomny, ale do rana obudzi się. Proszę się nie martwic.
- Dziękuję pani - i z tymi słowami przytuliła Hermionę - mogę z nim posiedzieć?
- Oczywiście.

          Niestety noc musiała spędzić w szpitalu i monitorować pacjenta co godzinę. Nie musiała przychodzić tak często, ale pudełeczko z pierścionkiem miała cały w kieszeni i chciała dać je chłopakowi jak się obudzi. I udało się, obudził się nad ranem gdy po raz kolejny sprawdzała jego stan. Jane oczywiście spała z głową na jego łóżku i nie zobaczyła nawet jak lekarka podaje chłopakowi malutki skarb. Chłopak spojrzał na Hermionę i podziękował jej. Nie musiał nic mówić, jego oczy wyrażały wszystko. Miona wyszła z pokoju, ale przez szybę patrzyła jak pacjent budzi dziewczynę, widziała jak Jane przytuliła się ze łzami w oczach do chłopaka. I wtedy on podniósł rękę z pudełeczkiem i podał je jej. Poruszał delikatnie ustami i dziewczyna mogła się tylko domyśleć o czym mówił. Zobaczyła jak dziewczyna otworzyła pudełko i wyjęła pierścionek, nałożyła go na palec i rozpłakała się. Ten moment poruszył serce Hermiony. Widziała wiele razy oświadczyny na szpitalnym łóżku, zawsze to wyglądało słodko, ale dziś? To było coś innego, w tym właśnie momencie Miona chciała się znaleźć na miejscu Jane. Zamknęła oczy i próbowała wczuć się w ich sytuację, a gdy je otworzyła to mignęła jej twarz pewnego blondyna i wiedziała już co trzeba zrobić. 

              Wróciła do swojego gabinetu i napisała pismo o bezpłatny roczny urlop, spakowała swoje prywatne rzeczy i wysłała je do swojego mieszkania. Wróciła do siebie, wrzuciła do walizki najważniejsze letnie ubrania, kosmetyczkę, książki, albumy i inne rzeczy, które miały wartość sentymentalną, zadzwoniła po taxi i czekając na pojazd napiła się kawy. Chodząc po mieszkaniu i sprawdzając czy ma to co jej się przyda, po cichu żegnała się z każdym kątem. Wiedziała, że wyjedzie na długo, czy na całe dalsze życie tego nie pewna, ale doszła do wniosku, że jeśli nie spróbuje to nie dowie się czy warto. Najwyżej będzie żałować, ale ważne że próbuje prawda?

               Gdy była już na lotnisku i potem usiadła w samolocie, zaczęła się śmiać. Śmiała się głośno, aż ludzie zaczęli dziwnie na nią patrzeć. Ale nikt nic nie mówił. Całą podróż była w dobrym humorze. Gdy doleciała do Miami i czekała na kolejny lot uświadomiła sobie, że nie kupiła jeszcze nic Młodej Parze, więc na lotnisku kupiła im kosz słodyczy. Lot na Bahamy był szybki i nawet nie zauważyła, że jest już na miejscu. Jeszcze jedna podróż taxi i była w hotelu.
             I wtedy się przestraszyła. A co jeśli słowa chłopaka były kłamstwem? Może ma już kogoś? Może to była tylko zabawa, a ona się dała nabrać? Z tymi myślami weszła na teren hotelu i skierowała się w stronę recepcji. Nie musiała wchodzić do środka, bo Draco już z daleka jak wychodził z jakiegoś bocznego pomieszczenia. Zobaczył ją, przetarł oczy jakby z zaskoczenia i chciał się upewnić, że to nie są halucynację. I gdy zobaczył, że dziewczyna zrobiła krok w jego stronę, on również zrobił krok do niej. I tak pomału, krok za krokiem zbliżali się do siebie.
- Minął miesiąc i 3 dni, wiedziałem, że wrócisz. - Mówiąc to patrzył się w jej oczy
- Podziękuj hipogryfowi, to dzięki niemu tu jestem tak szybko.
- Nie wiem o co ci chodzi, ale kupie mu kwiaty i wyślę w podziękowaniu - uśmiechnął się do niej i zrobił to o czym marzył od miesiąca.

Pocałował ją tak jak jeszcze żaden mężczyzna tego nie zrobił. 
Mijały lata i dziewczyna była pewna jednej rzeczy. Nie żałowała niczego.

środa, 11 listopada 2015

Bahamy 11

Mamy dziś piękne święto, wolność która pozostała dała nam wszystko. Nawet to, że dziś każdy z nas Polaków, może bez problemów pisać swojego bloga i opisywać w nim co tylko chce. Nigdy nie wiadomo gdybyśmy mieli coś innego niż demokrację. Gdyby ktoś patrzył na nasze słowa, teksty. Mamy wolność i cieszmy się z tego, że możemy mieć dostęp do wszystkiego. To jest ważne. Możemy powiedzieć i napisać co chcemy i nie jesteśmy z tego rozliczani. Ale też piszemy dla innych.

Ja piszę dla siebie, lubię pisać. Daje mi to radość i moim marzeniem jest wydać książkę z takimi własnie krótkimi opowiadaniami. Czy mi się uda? Nie wiem, ale będę dążyć do tego. Bo dzięki wolności każdy z nas ma taką możliwość. 

Dziś wstawiam kolejny rozdział opowiadania Bahamy. Pozostał już tylko jeden rozdział, który dodam w ciągu dwóch tygodni. 

Zapraszam.


Poranek minął im na czekaniu. Malfoy obdzwaniał wszystkie miejsca jakie tylko mu przyszły do głowy. Niestety nic, więc zaczął również dzwonić po szpitalach, policji i nawet do izby wytrzeźwień. I dalej nie było efektu. Hermiona wiedziała, że jej przyjaciółka jest szalona i robi dziwne rzeczy, ale nigdy nie odeszłaby bez odzewu, bez swoich rzeczy. Bali się początkowo, że może wypłynęli w rejs i są gdzieś na środku oceanu. Na szczęście wszystkie łódki były. Nie mogli zgłosić zaginięcia, bo niby gdzie? Pozostało im czekać na wiadomość. Czekali i czekali, aż w końcu chłopak nie wytrzymał.
- Dobra Hermiona, nie możemy się tak martwic. Są dorośli, może pojechali na wycieczkę i jak to oni zapomnieli nam powiedzieć.
- Ginny by nigdy nie zapomniała o takim czymś. Nie wyjechałaby bez informacji.
- Widziałaś ich ostatnio na pomoście, te spojrzenie, radość chłopaka. Pewnie chcieli mieć spokojne miejsce tylko we dwoje. I nie chcą nam powiedzieć, że są razem. Jakbyśmy nie wiedzieli. Musimy poczekać do tej doby, albo więcej... 
- No...
- Do której godziny jesteś wstanie wytrzymać bez wpadania w panikę?
- Nie wiem do 19? - powiedziała cicho dziewczyna
- Dobra, to jeśli o 19 ich nie będzie to ty wpadasz w panikę, a ja dzwonię na policję i zgłaszam zaginięcie, ok?
- Ok.
- Więc mamy plan, a teraz chodź na śniadanie, bo musimy coś zjeść. 
Oboje udali się na posiłek do gabinetu chłopaka, gdzie zamówili lekkie dania. 
- Nie możemy tak siedzieć bez rozmowy, tak w ciszy. Powiedz coś?
- Co chcesz wiedzieć? - powiedziała od niechcenia dziewczyna
- Pomyślmy - odpowiedział z uśmiechem chłopak - Masz kogoś?
- Co?
- Zapytałem się czy spotykasz się z kimś?
- Nie, nie spotykam się z nikim. Czemu robisz taką zdziwioną minę? 
- Jesteś śliczną dziewczyną i do tego mądrą, więc dziwię się.
- Nie mam czasu na facetów, randki i życie dodatkowe. Jedyne co robię to praca i praca. 
- Sama to wybrałaś? Takie życie w pracy?
- Ty Draco też jesteś cały czas w pracy i jakoś ja się nie dziwie temu.
- Ale ja mam ocean i moja praca jest spokojna. Rzadko dzieje się coś złego w hotelu. Jedyne dziwne rzeczy jakie są to nagłe śluby i to wszystko. Plan był dobry żeby zrobić hotel tylko dla par, jest łatwiej. A ty sama wybrałaś taką pracę, żeby tyle pracować?
- Są braki w szpitalu i niestety czasami pracuję nawet i za trzy osoby. Kocham tą pracę, lubię pomagać ludziom, ale...
- Czasami chciałabyś zapomnieć i odpocząć?
- I to bardzo. Bałam się, że mogę się wypalić w najbliższym czasie, że nie będę mogła wejść do szpitala nie myśląc o tym kiedy wyjdę. Mówiono mi, że może nastać dzień, kiedy stanę przed pacjentem będę trzymała różdżkę i nie będę wstanie zrobić żadnego ruchu względem chorego. Tak nawet mówiła psycholog, która współpracuje ze wszystkimi lekarzami.
- Kto?
- Psycholog. Taka nowość, ze świata mugolskiego. Osoba, która ma za zadanie rozmawianie z lekarzami, pielęgniarkami, aby wspomagać ich rozmową i pomocą psychiczną. Każdy lekarz co pół roku ma taką rozmowę i bez jej zgody nie można wykonywać swojej pracy. Przyznaję i nie skacz z radości teraz - powiedziała z uśmiechem - ale cieszę się, że tutaj jestem. Wyciszyłam się i jest mi łatwiej, stres i zmęczenie gdzieś znikło. Więc jest lepiej, byłoby idealnie ale nie ma pewnej rudej dziewczyny. To jedyny minus na ta chwilą.
Dziewczyna mówiąc to na początku zaczęła się uśmiechać, Draco widział uśmiech na jej twarzy pierwszy raz od wieczoru na pomoście. Wczoraj i dziś była bardzo smutna i chłopak nie chciał żeby była znowu nieszczęśliwa. Popatrzył przez okno i wpadł mu do głowy pomysł.
- Tak się zastanawiam... - zaczął blondyn
- Tak?
- Co zrobimy teraz? Przyznam się, że nudzi mi się i muszę zrobić coś żeby myśleć o czymś innym. Mam pewien pomysł.
- Jaki? 
- Masz ochotę nurkować? Jest piękna pogoda i moglibyśmy poszukać Nemo - uśmiechnął się i mrugnął do dziewczyny
- Wiesz co to Nemo? Teraz to jestem zaskoczona.
- Oczywiście, w końcu mieszkam na Bahamach. Pełno ludzi szuka Nemo i je znajduje, więc musiałem się nauczyć czym to jest. To jak płyniemy?
- Niech ci będzie, ale od razu mówię, że nie umiem nurkować. 
- Tym się nie martw, potrzebne będą ci tylko płetwy i maska z rurką. Daje ci 30 minut i spotykamy się na pomoście. 
Oboje udali się do swoich pokoi i przebrali się. Po 30 minutach Hermiona i Draco płynęli już za wyspę gdzie była rafa koralowa i możliwość oglądania życia podwodnego. Była piękna pogoda, słońce świeciło i chłopak wiedział, że widoczność w wodzie będzie idealna. 
Weszli do wody i spędzili na podziwianiu rafy całą godzinę. Hermiona miała początkowo obawy i na początku cały czas trzymała za rękę chłopaka. Dzięki temu czuła się bezpieczniej, ale po paru minutach zaczęła sama oglądać to co się działo pod wodą. A widok był niesamowity. Może nie przypominało to Wielkiej Rafy Koralowej, ale i tak było ślicznie. W oddali widziała zatopiony statek i chciała tam podpłynąć, zaczęła się oddalać w tamtą stronę, ale coś ją powstrzymało. Tą osobą był Draco, który tylko pokiwał głową, że to nie najlepszy pomysł i pociągnął ją w stronę powrotną do łódki. Jeszcze kilka minut pobyli w wodzie i wrócili na łódkę.
- Czemu nie pozwoliłeś mi popłynąć w stronę statku? - zapytała jako pierwsza dziewczyna
- Bo po pierwsze to za daleko, nie można aż tak daleko odpływać, a po drugie tam nic nie ma. To tylko jakiś wrak bardziej nowoczesny niż historyczny. Nic ciekawego. No i już musimy wracać do hotelu. Nie wiem jak ty, ale ja strasznie zgłodniałem i mam ochotę na jakieś kraby. 
- Niech będzie, ale może zjemy na wyspie? 
- Nie ma sprawy. 
Popłynęli na wyspę, zamówili kraby i zupę rybną. Przy lampce białego wina Hermiona zapytała się:
- Dlaczego mówisz, że statek był za daleko. Przecież było blisko. Nie rozumiem tego.
- Nie powiedziałem ci, że nie można oddalać się od łódki dalej niż 15 metrów. Zapomniałem o tym, chodzi o bezpieczeństwo. Dawno nie były widziane tutaj rekiny, ale nigdy nie wiadomo. Dlatego te 15 metrów jest ważne, łatwiej dopłynąć. No i jednak to jest woda, żywioł nigdy nic nie wiadomo. Przeważnie jak wypływa się na wodę to na łódce zostają minimum 2 osoby. Jedna pilnuje ludzi a druga patrzy na wodę. Bezpieczeństwo ponad wszystko.
- Stała czujność - powiedziała dziewczyna i zaczęła się śmiać, gdy przypomniała sobie białą kulkę, popatrzyła na chłopaka i jeszcze bardziej zaczęła się śmiać, ten jakby czytał w jej myślach zrobił złą minę, ale po chwili również się uśmiechnął - Tak to były fajne czasy. Gdyby nie pewien idiota pewnie nasze życie by wyglądało inaczej. 
- Masz rację. Niestety urodziliśmy się w takich czasach i nic nie zrobimy. Ważne, że teraz jest już spokój i można podróżować, żyć bez obawy o rodzinę, swoje własne zdrowie, życie. 
- Niestety są osoby, które musiały opuścić kraj i wyjechać daleko - powiedział smutniejszym głosem chłopak
- Nie masz tak źle. Nadal jesteś pod brytyjską flagą, a tutaj jest pięknie z chęcią bym została na dłużej. - powiedziała dziewczyna rozmarzonym głosem i popatrzyła się na ocean - To miejsce ma jakąś magiczną aurę. Jest pięknie, daje chęć do wszystkiego
- Więc zostań. Tutaj też jest szpital, może nie magiczny, ale co to dla ciebie nauczyć się mogolskich sztuczek. A jak coś możesz w hotelu mieć gabinet lekarski. Jest też Miami tylko 40 minut samolotem - wymieniał chłopak opcje możliwości zatrzymania jej na wyspie
- Widzę, że masz wyobraźnię. Ale to chyba nie dla mnie. Nie wiem czy byłabym wstanie opuścić Londyn
- Mówisz chyba, więc to jakaś nadzieja dla mojego hotelu - uśmiechnął się chłopak - Hermiona jak coś drzwi mojego hotelu stoją otwarte. Ale dosyć tego dobrego i na nas już czas dochodzi 18. 
- 18? Już? Kiedy ten czas minął. Została nam godzinka i... - posmutniała brunetka
- Będzie dobrze i tego się trzymamy, jasne? A teraz wracajmy.
Gdy dopłynęli do pomostu i wysiedli, udali się do swoich pokoi gdzie każde z nich wzięło prysznic i przebrało się w czyste ubrania. Spotkali się ponownie w holu ich budynku i wyszli w stronę biura chłopaka. Gdy mieli już wchodzić do budynku recepcji usłyszeli jak ktoś biegnie i woła imię dziewczyny. Brunetka odwróciła się i zobaczyła swoją przyjaciółkę.
- Ginny?
- Miona! Nie uwierzysz co się stało!
- Co się stało? Ja tu się zamartwiam wydzwaniam po szpitalach, policji, kostnicy a ty tu tak... - nie mogła dokończyć swoich słów bo przyjaciółka przytuliła się do niej i krzyknęła coś co sprawiło, że odebrało jej głos
- Wyszłam za mąż!!!

poniedziałek, 2 listopada 2015

Bahamy część 10

Witajcie!

Dziś troszkę krótszy rozdział, właśnie ukończony. 

             Hermiona i Draco wieczór spędzili na plaży przy lampce wina. Rozmawiali na temat Ginny i Blaise, o ich przeszłości i przyszłości. Oboje uważali, że ta dwójka ich przyjaciół pasuje do siebie. Oczywiście Hermiona była zdziwiona przemianą blondyna, zawsze był przeciwko związkom, miłości, ale widocznie te lata zmieniły ich wszystkich, dojrzeli do tego aby myśleć o czymś więcej niż zabawa i że to rodzina jest czymś ważnym w życiu. Chłopak opowiadał jej również o planach związanych z nowym hotelem na Jamajce, wspomniał, że to pomysł jego wspólnika i prawdopodobnie to Zabini się tam wyprowadzi w przyszłości, a on sam zostanie na Bahamach. 
            Wieczór minął im spokojnie, długo czekali na powrót przyjaciół. Chłopak powiedział jej, że na wyspie można być normalnie do 21, ale dla właścicieli, lub też z ich polecenia czas wydłużony jest nawet do północy. Wraz z biegiem godzin co raz mniej osób było na plaży. Owszem leżenie i możliwość obserwowania gwiazd była czymś wyjątkowym, ale ile można. W pewnym momencie Hermiona nawet pomyślała o książce, niestety brak światła przeszkodziłby jej czytać. Więc siedzieli i czekali. Oczywiście oboje w myślach uważali, że jest miło, spokojnie.
           Żadne z nich nie czuło się źle w swoim towarzystwie. Draco dostrzegł, że dziewczyna nadal jest mądra i oczytana, ale już nie jest przemądrzała, można z nią wyjść, posiedzieć w ciszy, albo i tez porozmawiać na wszystkie tematy. A do tego była piękna, tego nie mógł zapomnieć no i oczywiście nie chciała jego pieniędzy, jak większość kobiet z którymi się spotykał. Ale czy chciał się spotykać z Granger? Tego nie wiedział. Imponowała mu, podobała mu się, ale nie wiedział do końca czy to ta. Owszem w wyobraźni widział ich razem, tylko czy przeszłość pozwoli im na przyszłość. Tego nie wiedział...
        Kilka minut przed północą, kiedy Hermiona powoli odpływała w świat snów. Usłyszeli i zobaczyli motorówkę zbliżającą się do pomostu. Najpierw wysiadł z niej Blaise i przywiązał łódkę. Podszedł i podał rękę Ginny i pomógł jej wejść na pomost. Razem szli obok siebie przez kilka metrów i w pewnym momencie stanęli i odwrócili się w swoją stronę. Zabini wziął dłoń dziewczyny w swoją i położył ją na swoim sercu. Dziewczyna drugą dłoń położyła na jego policzku. Uśmiechnęła się do niego delikatnie, a potem odwróciła się i odeszła w stronę pokoju. A chłopak stał i patrzył jak odchodzi. Gdy zobaczył jak zniknęła za wejściem do budynku, odwrócił się w stronę oceanu i podniósł ręce do góry gestem zwycięstwa.
               Hermiona popatrzyła na Draco i uśmiechnęła się do niego. Oboje wiedzieli już o co chodzi i jak przebiegło spotkanie dawnych zakochanych. Dzięki temu również i im wszystko nagle się spodobało. Gdy zobaczyli, że Zabini wraca do hotelu tanecznym krokiem, dziewczyna wstała podziękowała blondynowi i również udała się do pokoju. Wzięła szybki prysznic i położyła się spać. 
          Następnego dnia wstała troszkę później i nie zastała już przyjaciółki w pokoju. Z nadzieją, że Ginny będzie na śniadaniu lub nad basenem poszła na posiłek. Po drodze do restauracji nigdzie jej nie widziała i niestety w sali przy stolikach też jej nie było. Zjadła śniadanie sama, pomyślała, że to kolejny posiłek na Bahamach gdzie jest sama, mimo przyjazdu z przyjaciółką. Miały być razem, a są osobno i troszkę to ją denerwowało. Do tego na śniadaniu zabrakło mleka do płatków i musiała zjeść pancakes. Miała co raz gorszy humor i wiedziała, że teraz będzie już tylko gorzej. Czuła to w środku, jeśli coś się nie zmieni lepiej do niej nie podchodzić. Musiała przyznać, że pierwszy raz od przyjazdu źle działało na nią bycie samą. Żałowała, że nie ma w ośrodku dzieci, singli, większych grup znajomych. W pewnym momencie nie wiedząc jak i kiedy wkurzyło ją przyglądanie się zakochanym i jedyne co mogła zrobić, to wyjść z restauracji. Wzięła jedynie na talerz cztery czekoladowe muffinki i troszkę owoców i wróciła do pokoju.                    
              Zdawała sobie sprawę, że przesadza i nie wie co się z nią dzieje, ale to była jakaś siła, która wciągnęła ją w smutek i rozdrażnienie. I nie były to te dni. Ale co to było nie wiedziała. Przeszła i minęła bez słowa Draco, których z uśmiechem chciał coś powiedzieć. Nie odezwała się do niego i nawet nie spojrzała w jego kierunku. Poszła dalej, aż weszła do swojego pokoju, wyjęła butelkę wina z barku, otworzyła ją, wzięła kieliszek  i położyła się na łóżku. Włączyła jakiś film i tak spędziła cały dzień. Oglądała film za filmem aż zasnęła.
          Następnego dnia obudziło ją pukanie do drzwi. Była zła, że ktoś ją obudził. Wstała wściekła i podeszła do drzwi, po drodze zobaczyła swoje odbicie w lustrze i jedyne co mogła powiedzieć, to to, że wyglądała jak jakiś potwór. Miała to gdzieś, najchętniej nawet by nie otworzyła, ale osoba po drugiej stronie drzwi nie dawała za wygraną. W końcu otworzyła je i spojrzała na osobę, która ją obudziła.
- Czego Malfoy?
- Malfoy? Już nie wspaniały Draco? 
- Odczep się! - i gdy chciała mu zamknąć drzwi ten wszedł do pokoju. Zauważył, że musiał ją obudzić, ale to z czym przyszedł było ważniejsze.
- Jeszcze raz się zapytam. Czego?
- Nie ma ich.
- Kogo? Wyjaśnij o czym mówisz i opuść mój pokój. Zajęta jestem. - mówiąc to znów weszła do łóżka i odwróciła się od niego, miała nadzieję, że tym pokaże mu, ze ma jej nie przeszkadzać.
- Zabini zaginął gdzieś i Ginny również. Od wczoraj, a nawet od momentu gdy się rozstali na pomoście nie widział ich nikt.
- Że co? - słowa te sprawiły, że dziewczyna wstała z łóżka i podeszła do chłopaka. Złapała go za marynarkę i spojrzała mu w oczy - Co takiego? Jak to zniknęła?
- Nie wiem i chcę wejść do jej pokoju, dlatego jesteś mi potrzebna. 
- A Zabini?
- Nie ma go, nie zostawił żadnej wiadomości, a w jego pokoju nic nie brakuje. Wszystko pozostało na miejscu. Dzwoniłem na Jamajkę nic nie wiedzą, nie kontaktował się. Do Anglii by nie wrócił, jedyna możliwość to Miami, ale dałby znać że się tam wybiera. Chciałem wczoraj się ciebie zapytać o nich, ale mogli wypłynąć na wyspę, lub nurkować. Więc sobie odpuściłem, ale dziś doszedłem do wniosku, że mogło coś się stać. On jest szalony, ale nie aż tak, żeby zniknąć bez śladu. 
- Dobra przestań gadać, daj mi 5 minut. Potrzebuję prysznicu i czystych ubrań - mówiąc to dziewczyna poszła do łazienki, chłopak w tym czasie zobaczył dokładnie jej pokój i doszedł do wniosku, że było źle. Wielki bałagan, pusta butelka po winie i puste talerze. Nie wiedział co się działo z brunetką i był tego ciekawy. Ale teraz nie było na to czasu. Miał inne zmartwienia.
Gdy dziewczyna wyszła z łazienki poszli do pokoju jej przyjaciółki. Oczywiście był wielki bałagan, Hermiona przejrzała szafki, szafę i łazienkę i nie znalazła nic co mogłoby naprowadzić ją na Ginny.
- Chyba mamy problem. Nie zginęło nic. Wszystko zostało, syf jaki był taki jest dalej. W łazience leży jej sukienka, którą miała na kolacji na wyspie. Czy brakuje jakiegoś ubrania nie wiem, ale wątpię. 
- Więc co robimy?
- Nie mam pojęcia Draco. Musimy czekać.