sobota, 13 lutego 2016

Miniaturka miłosna na Walentynki

Piszę dzisiaj, bo jutro nie znajdę czasu, a obiecałam.
Jestem, ale długo zastanawiałam się, czy coś dodać. 
Niby każda z nas pisze, że robi to dla siebie nie dla innych. Ale powiedzmy sobie prawdę, jeśli w ciągu dwóch miesięcy jest 2 tysiące wejść i tylko jeden komentarz, to o co w tym chodzi? 
Lubię pisać, moim marzeniem zawsze była książka z moją powieścią lub zbiorem opowiadań. Ale czy jest sens?

Napisałam miniaturkę miłosną, gdzie to nie dramione jest najważniejsze, oni są w tle. Pierwszy raz napisałam o Ginny i jej miłości. Potrzebowałam zmiany, dlatego też inaczej jest nawet napisane te opowiadanie. Przenosimy się w różne miejsca z przeszłości i mam nadzieję, że się Wam spodoba. 



- Mamo, mam problem - powiedziała Maria wchodząc do domu swoich rodziców. Była wysoką siedemnastoletnią blondynką o piwnych oczach, czyli połączeniem Draco i Hermiony Malfoy.
- Coś się stało? - zapytała się jej matka wychodząc z kuchni - Przygotowuję kolację dla dzisiejszych gości, więc zapraszam do kuchni. Pomożesz mi. - Gdy weszły do kuchni, starsza kobieta wstawiła wodę na kawę, a później podała córce pomidory do krojenia.
- Pokrój je do sałatki. Jaki masz problem kochanie? 
- Nie jaki mam problem mamo, tylko kto jest moim problemem.
- No dobrze, kto jest tym problemem? - zapytała starsza kobieta, choć w duchu znała już odpowiedź
- Ten wnerwiający, parszywy, denerwujący Zabini!!!
- Przecież młody Zabini jest taki miłym chłopcem. Nie wiem co ci w nim nie pasuje Mario. Rozumiem, gdybyś tak powiedziała o jego ojcu, ale Maks jest w porządku.
- Uroczym? Nie znasz go mamo, nie wiesz jaki jest naprawdę. Z tego co ja zauważyłam ma tylko jedno w głowie.
- Co takiego? - powiedziała z lekkim niepokojem Hermiona
- Nie o tym mówię o czym myślisz. Mamo, jak możesz? Nie no... Jego jedyna myśl jaką ma, ta jego jeszcze pusta głowa to "jak doprowadzić do zawału Marię Malfoy". Mam już go dosyć. Mamo, jesteś najlepszą czarownicą jaką znam. Do dziś w Hogwarcie są omawiane twoje zasługi dla świata czarodziejów i to jak pomagałaś wujkowi Harremu, oraz cały czas mówią że jesteś i byłaś najmądrzejszą czarownicą. Więc mamo, błagam cię pomóż mi i spraw, żeby on zniknął.
- Kochanie to tak nie działa. Nie mogę ci pomóc, żeby zniknął. W końcu to syn mojej przyjaciółki. Naprawdę nadal wspominają mnie w szkole? To naprawdę... Miło...
- Błagam mamo... - mówiąc to popatrzyła na matkę wzrokiem, który gdy była małą dziewczynką sprawiał, że miała wszystko
- Wiesz, że ten wzrok na mnie nie działa? Na twojego ojca owszem, ale nie na mnie. Mario jesteś już na tyle dorosła kobietą, że powinnaś wiedzieć jedno: faceci rozwijają się dłużej od kobiet. Na tym etapie Maks ma około 15 lat. A jeśli weźmiesz pod uwagę poziom inteligencji jego ojca to domyśl się,  po kim mógł odziedziczyć zachowanie i inteligencję. 
- Czyli to wina wujka Blaise?
- Tak to jego wina i jeśli mówisz że... Co tak dokładnie denerwuje cię w jego zachowaniu?
- Mamo, przede wszystkim to, że wszędzie za mną chodzi, wyskakuje w szkole za jakiejś zbroi czy przejścia. Wszędzie jest tam gdzie ja i tylko zaklęcia McDrętwej sprawiają, że nie wszedł za mną do łazienki. Ale żeby nie było próbował. Dlaczego się śmiejesz w takim momencie? - zapytała załamanym głosem dziewczyna
- Wybacz, ale jak? McDrętwa? Biedna Minerwa, jeśli uczniowie ją tak teraz nazywają. 
- Mamo, to ja tu mam problem a nie ona, czemu bardziej obchodzi cię była profesor, a nie własna córka? 
Hermiona podeszła do Marii i przytuliła ją mówiąc
- Jesteś najważniejszą osobą na świecie, dla mnie i twojego ojca nie liczy się nikt inny. Musisz to zapamiętać. A co do Maksa to bardzo przypomina on swojego ojca. Zabini był taki sam, ale chodźmy na górę pokażę Ci coś. 

Matka z córką weszły na górę do sypialni. Hermiona otworzyła szafę i wyciągnęła z niej myślodsiewnie. Położyła ją na biurku i wyjęła z kieszeni spodni różdżkę. 
- Mam nadzieję, że wiesz co to jest i co chcę zrobić - Gdy dziewczynka potwierdziła, Hermiona skupiła się na kilku myślach i dodała je do myślodsiewnii. - Pokażę Ci kilka sytuacji, które po wojnie sprawiły, że Ginny i Blaise są razem i miały też wpływ na życie moje i Draco. Najlepiej będzie jeśli nie będziesz nic komentować. Możesz się śmiać, bo będzie śmiesznie. Jesteś gotowa to na trzy, ok? Raz, dwa, trzy.

* przystanek numer jeden kawiarnia na Pokątnej Młodsza wersja Hermiony i Ginny odpoczywały w kawiarni po zrobieniu zakupów na bal z okazji drugiej rocznicy pokonania największego zbrodniarza świata magii. Z daleka było widać, że są szczęśliwe. Rozmawiały i śmiały się. W pewnym momencie do ich stolika dosiedli się dwaj panowie. Blondyn i brunet. Dwa przeciwieństwa. Blondyn z miną złego chłopca, który za karę musi siedzieć w kawiarni i przy stoliku, a brunet na ustach miał wielki uśmiech.
- Mionka i moja wiewióreczka, jak ja za wami się stęskniłem. Prawda Smoku? Dziś o was rozmawialiśmy, że dawno nie było was widać i czy będziecie na balu. Co tam słychać Mionka? Słyszałem, że dużo czasu spędzasz w podróży. Czyżby praca w CMSZ (Czarodziejskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych) była taka wymagająca? Czy bardziej ciągle urlop? Podobno dobrze płacą, to prawda?
- A co Zabini szukasz pracy? - powiedziała Ginny i było widać,  że nie podoba jej się osoba, z którą musi rozmawiać - Masz pecha, wiesz? W ministerstwie pracują tylko inteligentni ludzie, wiec to nie jest dla ciebie. Może udałoby ci się w mugolskim świecie, ale tam też trzeba mieć coś w głowie. Nawet do sprzątania chodników. 
- Oj ruda, ty to masz żarcik udany. I za to jesteś wielka, choć patrząc na ciebie to ile masz wzrostu co? Bo dziwie się ze przy 150 cm w kapeluszu pozwalają ci pić kawę. Powinnaś już wiedzieć, że rodzina Zabini nie pracuje, a jak już coś robi to z nudów. Ale co ja będę ci to tłumaczyć. Wyjdź za mnie to się przekonasz jak żyją elity. - z tymi słowami brunet wstał i wyszedł razem z przyjacielem 
- Ginny, o co w tym chodziło? 
- Nie wiem, a czemu się nie odezwałaś? - powiedziała zła dziewczyna
- Kiedy miałam coś powiedzieć jak Zabini prowadził monolog. Dziwne, że Malfoy nawet się nie odezwał.

Obie dziewczyny miały o czym rozmyślać po spotkaniu, ale Maria nie zobaczyła dalszego ciągu, bo przeniosła się w następne miejsce, usłyszała szept swojej matki, że to co teraz zobaczy to jest to co pokazała jej Ginny i kazała jej zachować we własnych wspomnieniach na wszelki wypadek, gdyby ją kiedyś porwano.

*przystanek numer dwa spacer powrotnyGinny uznała, że wieczór po pracy w redakcji jest taki piękny, że szkoda się aportować i wolała wrócić piechotą. Miała dosyć blisko, bo tylko dwa kilometry do swojego domku. Więc co to dla niej, dla dziewczyny, która biega rano trzy razy więcej. Niestety spacer nie okazał się taki miły jak przypuszczała. Miała dziwne wrażenie, że ktoś ją obserwuje. Przechodząc przez park nawet kilka razy obejrzała się czy przypadkiem jej ktoś nie śledzi. STAŁA CZUJNOŚĆ! pamiętała te słowa profesora, dlatego starała się wyłapać każdy szczegół,  czy ktoś się nie zbliża przypadkiem. Ale nic nie słyszała tylko czuła, że ktoś jej siedzi na ogonie. Gdy wchodziła do klatki, odwróciła się i zobaczyła jak pewien brunet macha do niej, idiotyczne uśmiechając się. Pokazała mu środkowy palec i weszła do środka kamienicy gdzie mieszkała.

*przystanek nr trzy poranna joga 
Ginny i Hermiona co drugi dzień starały się dbać o formę i albo biegały, albo chodziły na jogę. Jako, że był deszczowy dzień były właśnie w sali ćwiczeń, budynku multisportowego. Nowość w świecie magii. 
- Mionka, chyba coś się ze mną dzieje, bo czuję się znów obserwowana. - mówiąc to zaczęła się rozglądać, ale nie widziała w promieniu 20 metrów żadnego faceta.
- Przesadzasz, na tym piętrze nie ma żadnego faceta, chyba, że ktoś lubi jogę. 
- Może masz rację, ale ja nadal czuje jakby ktoś się na mnie patrzył.  - mówiąc to popatrzyła za drzwi i jako, że nie widziała nikogo nawet żadnej kobiety, troszkę się odprężyła. Na szczęście Ginny, to Hermiona popatrzyła na przeszklona ścianę gdzie na moment wydawało jej się, że widzi znanego jej bardzo dobrze wysokiego bruneta, który starał się schować za gazetą i odejść w stronę schodów. Później do końca zajęć i po wyjściu z jogi nie widziała już go.

*przystanek nr cztery wieczór w klubie 
Dziewczyny siedziały w kącie klubu i popijając drinki słuchały piosenek jazzowych. Grała nowa amerykańska kapela i byli świetni. Dziewczyny często zaglądały do ,,Muszli" bo znajdował się blisko ich miejsca zamieszkania. Patrzyły właśnie na bliźniaczki Patil, które próbowały dojść do ich stolika. Gdy usiadły wszystkie razem zaczęły rozmawiać o najbliższym balu, oraz o pracy. Starały się nie zwracać uwagi na innych ludzi. Były rozpoznawalne, ale czego oczekiwać od obcych, którzy rzadko mogą zobaczyć piękne kobiety w jednym miejscu. A do tego bliźniaczki były modelkami pracującymi zarówno w świecie magii i mugolskim. W pewnym momencie podszedł  do nich kelner z butelką szampana i kieliszkami. 
- Zamówienie dla pięknych pań - powiedział 
- To chyba pomyłka - odpowiedziała mu Padma - niczego nie zamawiałyśmy 
- Kazano mi przekazać, żeby wypiły Panie a zwłaszcza Ginewra za zdrowie jej ukochanego diabełka.
- Słucham? Jak? Ginewra? Kto kazał panu to powiedzieć? - zapytała Ginny 
- Brunet przy barze - odwrócił się, że wskazać kierunek, ale już tam nikogo nie było - Chyba ten miły człowiek już opuścił nasz klub. W każdym bądź razie powiedział, że będzie pani wiedziała o kogo chodzi.
Mówiąc to otworzył szampana i rozlał go do kieliszków. Ginny nie była zadowolona i doszła do wniosku, że Zabini chce ja doprowadzić do szaleństwa, chociaż musiała przyznać, że miał gest i wybrał najdroższy trunek jaki był dostępny w klubie. 

*przystanek nr pięć salon Hermiony 
- Hermiona, musisz mi pomóc. Jesteś najmądrzejszą kobieta jaką znam. Wydaje mi się, że Zabini mnie prześladuje, co mogę zrobić żeby temu zaradzić, owszem mogłabym go potraktować upiorograckiem, ale to za mało.
- Z tego co zauważyłam to możesz iść do sądu, żeby zabronił mu zbliżania się do ciebie. Niczego innego nie zrobisz, prawo czarodziejskie nie jest na takim samym wysokim poziomie co mugolskie. Więc jeśli zakaz zbliżenia by się udał to byłoby coś. Ale tak jak mówię, w prawie czarodziejskim jest za dużo pustych kartek i nie traktują nachodzenia takiego jako czegoś sprzecznego z prawem. Dopiero napaść lub porwanie sprawiłoby, że masz szansę na coś, ale i wtedy byłoby trudno. Zabini to stary ród, a wiesz jak ich traktują...
- Musze coś zrobić, bo dziś znów go widziałam jak byłam w sklepie. Wyobraź sobie, że stał kilka półek dalej i udawał ze mnie tam nie ma. Później stałam na stoisku z warzywami a ten niby przypadkiem tez oglądał ziemniaki i śmiał się do siebie. On naprawdę potrzebuje jakiejś pomocy tego od głowy. Jak to się nazywa... Głowolog?
- Psycholog lub psychiatra, w zależności jak z nim źle, to któryś z nich może z nim rozmawiać i zająć się nim. Jesteś pewna, że potrzebujesz sądu? Może wystarczy z nim pogadać. 
- Jestem pewna, obawiam się,  że i ja będę potrzebował tego kogoś od głowy jak będzie już po wszystkim.

*przystanek nr sześć sypialnia Hermiony w dniu balu
Dziewczyny stały w sypialni przed lustrem i przyglądały się swojemu odbiciu, chciały mieć pewność, że wyglądają idealnie. Obie w pięknych sukniach: Mionka w długiej złotej, a Ginny w długiej czarnej. 



Wyglądały pięknie. W pewnym momencie do szyby w pokoju podleciała sowa i zapukała w okno, brunetka otworzyła jej i ptak wleciał do pokoju z małą paczką, która spadła na ręce rudej. Dziewczyna otworzyła paczuszkę, w której był list i kolejna paczka. Gdy Hermiona otwierała pudełko Ginny przeczytała na głos:
                                                   
                                                    Dla mojej Ukochanej od zakochanego Diabełka.  


- Ginny - powiedziała do przyjaciółki Miona - Nie stój tak, tylko zobacz co dostałaś i od kogo taki prezent?
- On jest niemożliwy - powiedziała dziewczyna patrząc na to, co trzymała w rękach brunetka - Ta spinka jest piękna, ale dlaczego? Jak ja go teraz nienawidzę. Miona co mam zrobić z Zabinim?
- Nie wiem Ginny, ale masz rację spinka jest piękna i będzie wyglądała ślicznie w twoich włosach. Załóż ją, szkoda takiego prezentu.
- Najwyżej przy wszystkich ją ściągnę i rzucę nią w niego. Mam idealny plan jak mnie wkurzy i wtedy może odczepi się ode mnie.


*przystanek nr siedem Wielka Sala - Hogwart

- Mionka tu jest pięknie jak w w krainie lodu. Ten wystrój  i ozdoby.
-Masz rację, widać, że ktoś się postarał przy urządzaniu balu. Ciekawe czy będzie dużo osób z naszego rocznika. Powinni zaprosić wszystkich, którzy  walczyli i mam nadzieję że tak jest.
- I chyba widzę bliźniaczki przy stoliku z ... Czy to Neville, Dean i Colin? Jeśli to oni, to będzie z kim się bawić, brakuje tylko Harrego 
- Który stoi właśnie za wami - Gdy dziewczyny się odwrócił wpadły w ramiona przyjaciela - Ciesze się ze was widzę, chodźmy usiądziemy i niech zacznie się zabawa.
Pierwszy taniec Harry zatańczył z Ginny, bawili się świetnie, tańczyli również drugi i trzeci. Brunetka z bliźniaczkami zmieniały się za to po każdym tańcu partnerem. Potem zrobili przerwę, w czasie której Miona z przyjaciółką poszły na taras na świeże powietrze. Stały i podziwiamy gwiazdy.
-Jak tu pięknie. Minęły jedynie dwa lata od tamtych trudnych lat i nauki w Hogwarcie. Troszkę żałuję, że to już się skończyło. To były piękne czasy mimo wszystko. Ginny popatrz tylko na przyrodę, las i ten widok. Czy jest gdzieś indziej taki piękny widok na gwiazdy?
- Jest Granger w posiadłości Malfoy. Wielki taras na dachu przygotowany na imprezy i momenty we dwoje - Gdy to mówił dziewczyny odwróciła się I zobaczyły Malfoya i Zabiniego  w czarnych frankach, obie musiały przyznać jedno, wyglądali bosko, wręcz idealnie.
- A was kto tu zaprosił? - zapytała się ruda - Z tego co pamiętam to bal jest tylko dla osób walczących z Voldemortem, a nie dla jego popleczników. 
- Oj ruda,  gdybyś nie pamiętała to przypominam, że byliśmy po waszej stronie.
- Tak sobie wmawiaj Zabini.  Po co tu jesteś? Zbliż się do mnie a zobaczysz, że pójdę do prawnika, żebyś dostał zakaz zbliżania się do mnie. I wyślą cie jeszcze do tego no... Psychiatry.  Dobrze mówię Miona?
- Tak dobrze. Czemu nie bawicie się ze wszystkimi, tylko nam przeszkadzacie rozmawiać? 
- Ty mów Zabini to był twój pomysł. - powiedział znudzonym głosem blondyn
- Więc. .. 
- Nie zaczyna się od zdania od więc  - powiedzieli razem Granger i Malfoy,  popatrzyli na siebie i uśmiechnęli się delikatnie
- Nie przerywajcie mi. Ruda chciałem zaprosić cie do tańca. 
- Nie. Po moim tropie - i tupnęła nogą, czego nie było widać przez długa suknię 
- Ale dlaczego? No proszę jeden taniec, błagam cię, jestem świetny w tańcu. No zgodzisz się?  pliiiisssss... 
- Powiedziałam nie, nie dociera do tej pustej główki? 
- Nie bądź taka, przecież wiem, że z chęcią byś zatańczyła ze mną. Widzę to w twoich oczach.
- Diabeł, kompromitujesz się. Zachowaj choć trochę godności. - powiedział Blondyn patrząc na to co robił jego przyjaciel
- Wiem co robię. Zróbmy tak, jeden taniec i jak Ci się nie spodoba to koniec, ale jak zobaczę choć cień uśmiechu to tańczymy dalej. Jeden taniec, zgadzasz się? 
- Na 100% jeden?
- Tak, chyba, że będziesz uśmiechnięta to wtedy będzie następny. 
- Niech będzie, zgoda. Ale Miona musi zatańczyć z fretką. - i uśmiechnęła się 
- My? Dlaczego my? - kolejny raz powiedzieli razem
- Nie zgadzam się - znów razem
- Błagam - Zabini padł na kolana i zaczął iść w stronę Hermiony, gdy był przed nią próbował pocałować ją w stopy
- No dobra niech będzie, ale tylko jeden - powiedziała uśmiechnięta dziewczyna, uciekając od chłopaka
- To teraz ty Draco, Smoku mój kochany, zrób to dla Diabełka swojego - również na kolanach kierował się w stronę przyjaciela, ale ten sam podszedł do niego i popchnął go mówiąc - Nie ośmieszaj się Blaise, jesteś arystokratą, a nie klaunem. Wstań i działaj, bo to wstyd dla mojej rodziny, że mam takiego kumpla. A ty Granger, chodź zatańczymy jak przystało na ludzi z wyższych sfer.
Zaskoczona brunetka dała się poprowadzić blondynowi do Wielkiej Sali na taniec, usłyszała jedynie głos bruneta - Widzisz ruda? Nie masz wyjścia idziemy tańczyć.

*przystanek nr osiem kuchnia Ginny
- Gdzie zniknęłaś po balu, szukałam cię wszędzie... - powiedziała Hermiona wchodząc do mieszkania przyjaciółki - Martwiłam się, że coś ci się stało, że zostałaś porwana czy coś...
- Gdzie ja byłam? Pytasz się mnie? Mnie? To ja na ciebie czekałam a jedyne co robiłaś to tańczyłaś z tym durnym blondasem
- Bo mi kazałaś z nim zatańczyć i mnie pociągnął na parkiet, nie miałam wyjścia.
- No jasne nie miałaś wyjścia, mogłaś po jednym zakończyć, ale nie ty tańczyłaś dalej i dalej aż do końca. Miona co się z tobą stało? Przecież wy nie rozmawiacie ze sobą. 
- I nie rozmawialiśmy, to był tylko taniec. Okazało się, że jednak arystokraci mają jedną dobrą zaletę i są wybitnymi tancerzami. Nie powiesz mi, że Zabini był inny, bo śmiałaś się prawie cały czas.
- To zrozumiałe, było co niestety muszę przyznać i powiem to tylko jeden, jedyny raz. Było super. Powiedziałam i już nigdy tego nie powtórzę.
- Jesteś pewna Ginny? - zapytała się brunetka
- Tak jestem pewna. - powiedziała z pewnością w głosie

*przystanek nr dziewięć salon Hermiony
- Miona? Gdzie jesteś - usłyszała brunetka jak ktoś wpadł do jej mieszkania, a potem do salonu - A tutaj się schowałaś?
- Nigdzie się nie schowałam Ginny, tylko piję kawę w swoim własnym salonie, masz ochotę na coś do picia?
- Nie, przyszłam na minutkę. Muszę ci coś powiedzieć i pokazać. - mówiąc to wyjęła z kieszeni pogiętą kartkę, którą starała się wyprostować i podała ją przyjaciółce. - Zobacz co dziś dostałam z bukietem czerwonych róż.
Hermiona wzięła do ręki i przeczytała

                                                  Słońce moje jedyne, ja Twój pokorny sługa, 
                                 więzień Twojego serca zapraszam Cię na kolację w dniu dzisiejszym
                                                         do restauracji Dwa Światy na godzinę 20.
                                                                                      Błagam bądź...

                                                                                                                                      Twój Diabeł

 - I co sądzisz Miona? - zapytała się Ginny
- Wydaje mi się, że powinnaś pójść. Dwa Światy? Ginny przecież to najlepsza i najdroższa restauracja na świecie. Dałabym dużo, żeby się tam wybrać. 
- To możesz iść za mnie, bo ja chyba... Nie, ja wiem, że nie pójdę. - powiedziała twardo ruda
- Nie wygłupiaj się, musisz tam być, chociażby ze względu na jedzenie. A potem opowiesz mi wszystko jak smakowało, jak wygląda w środku restauracja.
- Ale mam tam być w towarzystwie JEGO!!!
- Już wymyślasz, jakbyś się źle bawiła na balu i z nim nie tańczyła. Możesz być na tej kolacji dla samego posiłku i miejsca. A jak przy okazji z nim pogadasz to nie będzie źle. Ktoś coś mówił, że było super ostatnio - powiedziała brunetka uśmiechając się delikatnie
- Nie wypominaj mi, moich słów, byłam jeszcze pod wpływem...
- Chwili?
- Nie, alkoholu. 
- Więc idź i posiedź w restauracji, a jak będziesz się dobrze bawić to tylko będzie lepiej. Same mówiłyśmy wczoraj, że są oni dobrze wychowani. Nie będzie się źle zachowywać, w końcu to arystokracja. Widziałaś kiedykolwiek, żeby przy stole Ślizgonów, ktoś zachowywał się jak twój brat?
No właśnie nie. Najwyżej po kolacji rzucisz na niego jakąś klątwę.
- Masz rację, jedno złe spojrzenie, słowo, czyn a będzie upiorogracek - z tymi słowami skierowała się w stronę drzwi - Dzięki Mionka za pomoc, jak nie wrócę i nie dam znać to oznacza, że mnie porwał i przyjdź wtedy na ratunek
- Nie ma za co i daj znać jak wrócisz
- Dam na 100%. Pa
- Pa Ginny, baw się dobrze - Hermiona wróciła do czytanej książki

Około godziny 20:00 tego samego dnia 

Hermiona leżała na kanapie i oglądała komedię romantyczną. Na dźwięk pukania do szyby szybko wstała i podeszła do okna gdzie czekała sówka z listem. Dziewczyna odwiązała list i przeczytała:

                                     Miona jestem pijana, pomóż. jestem u tego idioty. Pomóżżżżżżżżżż

Nie mając wyjścia, ubrała się szybko i teleportowała się pod dom bruneta.

*przystanek numer jedenaście korytarz nieznany

- Zabini!!! Jesteś tam? Otwieraj te cholerne drzwi - krzyczała Hermiona przed drzwiami Zabiniego - Nie chcesz otwierać? To nie - mówiąc to wyjęła różdżkę i wypowiedziała zaklęcie otwierające. Drzwi się otworzyły i dziewczyna po cichu weszła do środka. 
- Psst Granger - zamykając drzwi usłyszała męski szept - Nie zamykaj ich!!!
Niestety było już za późno i drzwi się zamknęły. Dziewczyna odwróciła się w stronę głosu, ale nie widziała nikogo. W pewnej chwili poczuła jak ktoś przyciska ją do drzwi i zatyka usta dłonią. Przy uchu usłyszała
- Granger co tu robisz? Bądź cicho i się nie bój. To ja. Dlaczego do cholery zamknęłaś te drzwi? Przez ciebie nie wyjdziemy do rana. 
- Co takiego? To ty Malfoy? Dlaczego jesteś pod kameleonem? Czemu nie wyjdziemy?
- Ten idiota Zabini po 18 okazało się, że rzuca zaklęcie zamknięcia na swoją posesję. Do rana nie wyjdziemy. Ale co tu robisz? Chyba nie zostałaś zaproszona, co?
- Ginny mi napisała, że tu jest i jest pijana. Umówiłyśmy się, że gdzie by nie była przyjdę po nią, więc gdzie ona jest?
- W salonie leży na kanapie, a raczej leżała jak wychodziłem. 
- Widziałeś ją? A co ty tam robiłeś? Szpiegowałeś? - zapytała się go Hermiona
- Ja ją tak, ale ona mnie nie. Nie wiedziałem, że... Cisza - gdy to powiedział oboje usłyszeli kobiecy krzyk, a potem pisk zadowolenia i śmiech dziewczyny
- Chyba się dobrze bawią - powiedział blondyn - Chodź musimy wyjść, bo jak znam Diabła, to na śmiechu się nie skończy - mówiąc to wziął ją za rękę i pociągnął w stronę schodów
- Ale Ginny - zaczęła brunetka
- Nie martw się o nią, nie krzyczy jeszcze z przerażenie, ale krzyczeć będzie. A teraz chodź zanim dojdzie do czegoś, czego wolałbym uniknąć. Czekaj chwilę, rzucę na ciebie również kameleona, ok? Teram możemy uciekać.
Przechodząc obok wejścia do salonu oboje odwrócili się i to co zobaczyli sprawiło, że Malfoy szepnął
- Moje oczy, błagam chodźmy stąd - mówił widząc całujących się, a do tego na pół rozebranego przyjaciela
- Masz rację, idziemy - przytaknęła brunetka i oboje weszli po schodach na górę do pokoju, który jak się okazało był przypisany blondynowi
- Dobra Malfoy mów coś, bo jak jest tak cicho to zdaje mi się, że wszystko słychać i mi się skręca żołądek.
- Masz rację to co się dzieje na dole to jest fuj, fuj, fuj. Nie śmiej się, kocham sex, ale widzieć jak to chce zrobić mój najlepszy kumpel to aż mi nie dobrze. 
- Lepiej powiedz mi, co robiłeś w domu Diabła?
- Nudziło mi się, więc butelka w dłoń i do kumpla, a tu niespodzianka. Jego nie ma, a później był z pijaną rudą. Lepiej powiedz co ty tu robisz?
- Mówiłam ci, że Ginny mi napisała, że jest pijana i żebym przybyła po nią. Więc jestem, ale nie tego się spodziewałam. Gdyby była pijana tak mocno, mocno to by nie wisiała teraz nad Zabinim...
- Bardziej bym powiedział, że jest pod nim, ale kontynuuj - wtrącił się blondyn
- Malfoy nie denerwuj mnie. Miałam w końcu wolny wieczór i chciałam odpocząć, a muszę siedzieć zamknięta w pokoju i do tego musimy być cicho, ale nie na tyle, żeby ich słyszeć i jeszcze do tego...
- Granger wyluzuj. Możemy normalnie rozmawiać, to jest mój pokój i są tu odpowiednie zaklęcia. Nie usłyszą nas, nie wejdą i my też ich nie usłyszymy. A teraz siadaj na łóżku i zaraz wypijemy coś. - Mówiąc to podszedł do barku w kącie pokoju i wyjął butelkę wina oraz dwa kieliszki.
W tym czasie Hermiona rozejrzała się po pokoju i musiała przyznać, że podobało jej się to co widziała. Ładne proste meble typowo sypialniane, beżowe ściany, wielkie okna wychodzące na ogród. 
- Masz napij się - mówiąc to usiadł na łóżku obok niej i podał jej kieliszek - To jak chciałaś spędzić ten piękny wieczór, bo jestem pewny, że teraz będzie niezapomniany. - jego głos zaczął być delikatny i cichy
- Masz rację, bo nigdy nie zapomnę tego, że siedzę tutaj z tobą, zamiast móc w spokoju wypić wino w swoim salonie, przy zapalonym kominku - powiedziała również cicho dziewczyna, próbując ukryć mimo wszystko zadowolenie, że nie spędzi kolejnego wieczoru sama
- Chcesz romantyczności? Nie ma sprawy - wyjął różdżkę i rozpalił w kominku - Na więcej nie licz, nie jestem z tych romantycznych. To jak tam w pracy ci idzie? Słyszałem, że macie jakieś problemy w ministerstwie. 
- Nie mogę o tym mówić. 
- Możesz, dostałem wezwanie od Ministra z prośbą, żeby pojechać z tobą do Paryża w najbliższy weekend. Mam już nawet teczkę sprawy i jestem spakowany

*przystanek numer dwanaście salon Hermiony

- Miona jesteś? - Ginny wpadła do salonu jak burza 
- A jak myślisz? Jak weszłaś do mojego mieszkania, to oznacza, że jestem w domu.
- Nie gniewaj się za tamto, minęły już dwa tygodnie a ty nadal jesteś na mnie zła?
- Zła? Ginny, to co widziałam śni mi się po nocach... - powiedziała zła brunetka
- Nasz sex? Aż tak było dobrze? No było dobrze, nie będę ukrywać, ale...
- Nie Ginny. Śni mi się, że jestem zamknięta i nie mogę wyjść bo jakiś koleś w masce nie pozwala na to. Nie ważne, widzę, że ty w innym świecie jesteś teraz.
- Miona, wybacz mi i... Wiem!!! - krzyknęła i uśmiechnęła się - przyjdź dziś do mnie, wypijemy, pogadamy, jak kiedyś
- A to nie jesteś z Zabinim umówiona?
- Nie była z nim, ani nie rozmawiałam od ostatniego razu i nie mam zamiaru.
- Dlaczego Ginny? Podobno było super.
- Było, ale to nie zmienia faktu, że Zabini to idiota. Przyjdź wieczorem opowiesz mi o pobycie w Paryżu z blondynem
- Dobrze będę

*przystanek numer trzynaście salon Ginny

- I mówię mu, żeby sobie darował, bo i tak nie pójdę z nim na tą kolację. - powiedziała Hermiona siedząc w salonie przyjaciółki popijając wino
- Ale i tak poszłaś, przecież to najlepsza restauracja w Paryżu.
- Masz rację, była i bawiłam się świetnie. Ciekawość zwyciężyła, no i oczywiście możliwość odwiedzenia tego zakątku miasta. Gdyby nie jego nazwisko to nigdy byśmy nie dostali tam stolika. Swoją drogą ciekawe gdzie jeszcze otwierają drzwi na samo nazwisko Malfoy. W ogóle jest to fascynujące. No bo zobacz Ginny oni są jedynie bogaci. I na tym koniec. A wszyscy wręcz padają przed nimi i kłaniają się im. Przecież nie są królową Brytyjską, to tylko zwykli ludzie. - mówiła dziewczyna wstając, żeby nalać sobie jeszcze jedną lampkę, dolała również wino przyjaciółce
- Miona tak było zawsze. Jest kilka rodzin arystokracji w świecie czarodziejskim, gdzie właśnie nazwisko pozwala im na wszystko. Chcą pracować w ministerstwie nie ma sprawy, dostają od razu wysokie stanowisko. Nie ważne czy mają wiedzę czy nie, wszystko im przysługuję. Zazdroszczę ci czasami życia w świecie mugolskim, gdzie trzeba naprawdę zapracować na siebie. Zmieniając temat. Jesteś zadowolona z wyjazdu? Udało ci się wszystko załatwić?
- Tak i niestety była to przede wszystkim zasługa Malfoya i żargonu prawniczego, albo jego nazwiska nie wiem. W każdym bądź razie kryzys zażegnany. Jedyna zła rzecz, że Minister chce, abym już z nim cały czas współpracowała, wszystkie wyjazdy, biuro dostanie obok mojego i od teraz wszystko razem. Dzięki temu jego nazwisko pozwoli na więcej, bo każdy go zna i się z nim liczy. No i wiedza niestety.
- Wiedza? - zapytała się zdziwiona dziewczyna - To on ma coś w tej głowie?
- Niestety ma i przez to, nie mogłam zakwestionować decyzji Ministra.
Ginny już chciała coś powiedzieć, ale przeszkodził jej cichy alarm oznaczający, że ktoś wszedł na posesję. Obie dziewczyny podeszły do okna i to co zobaczyły sprawiło, że uśmiechnęły się. Pod oknem stał Blaise Zabini ubrany w czarny garnitur, trzymał w ręku bukiet białych lilii. Za nim stało kilkunastu mężczyzn w białych garniturach z gitarami. Gdy tylko ta grupa zobaczyła, że są obserwowani to zaczęli śpiewać. Śpiewali piosenkę o miłości Righteous Brothers - Unchained Melodydy. Chórek był wspaniały, Blaise również. Nie miał talentu do śpiewu, ale dawał z siebie wszystko. Było cudownie, dziewczyny otworzyły okno i słuchały. Po piosence chłopak uklęknął i wyjął z garnituru podłużne pudełeczko:
- Ginny, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją dziewczyną? Nie spałem od ostatniej nocy, cały czas myślę o tobie, nie mogę spać, jeść, trzeźwo myśleć. Bądź ze mną już na zawsze. - mówił to takim głosem, że Ginny stała jak zauroczona w oknie. Nie mówiła nic. W pewnym momencie odwróciła się i odeszła od okna. Hermiona stała cały czas patrząc z okna na bruneta oraz widząc kątem oka na przyjaciółkę, która myślała chodząc. W pewnym momencie stanęła popatrzyła się na przyjaciółkę i uśmiechnęła się. Wyszła z domu i podeszła do bruneta, położyła mu jedną dłoń na policzku, a drugą ręką walnęła go mocno w ramię:
- Co ty sobie wyobrażasz? Jak możesz mi taki wstyd robić? Śpiewać pod oknem? Wiedziałam, że masz coś nie tak z głową. Co ci odbiło? - zaczęła zadawać pytania ruda
- Miłość Ginny, miłość do ciebie. - powiedział spokojnym głosem chłopak patrząc w oczy ukochanej i pocałował ją.


Niestety Maria nie zobaczyła już nic więcej, bo świat zawirował i znów stała w sypialni swojej mamy.
- Widzisz kochanie tak to wyglądało, Blaise miał inne pomysły tego jak poderwać Ginny.
- Wujek zawsze był dziwny, ale mamo, a dlaczego masz wspomnienia cioci?
- Bo ciocia się bała, że może zostać porwana przez Blaise, więc poprosiła żebym zachowała jej wspomnienia i miała je na wszelki wypadek.
- Aha, czyli, że... to dziedziczne, tak? - powiedziała zmartwiona dziewczynka
- Niestety tak kotku, ale nie martw się, jeśli prawdziwie kochasz to zaczniesz się śmiać z tego.
- A ty z tatą zeszliście się kiedy? Bo chyba coś zaczęło kiełkować w czasie gdy wujek podrywał ciocię, co? - zapytała Maria
- Wtedy udało się nam normalnie rozmawiać, potem wspólna praca i tak jakoś wyszło. Nie był on zbytnio romantyczny, ale dla mnie ważne było coś innego.
- Tak? A co takiego? - zaciekawiła się dziewczynka
- Miał coś takiego jak mózg, a uwierz mi kochanie, to było dla mnie najważniejsze i nadal jest. Sama wspomniałaś dzisiaj, że nadal w szkole mówią o mnie jako o tej najmądrzejszej, twój ojciec był drugi w szkole. Miał wiedzę na różne tematy dzięki temu rozmawialiśmy normalnie. Mogliśmy jakoś zapełnić czas w podróżach, a potem powoli i dosyć długo to wszystko kiełkowało i przyszedł czas na miłość. A jeśli chodzi o ciebie i młodego to macie czas.
- Tak mamo, tylko, żeby on miał inny charakter. Lubię go, ale to nie miłość. Bardziej mnie irytuje i wnerwia, ale ma coś w sobie, jeśli musiałabym się przyznać.
- Tylko nie mów tacie o nim, bo wiesz jaki on jest - powiedziała z uśmiechem Hermiona
- Tak wiem, przecież gdyby się dowiedział, że jego księżniczka ma problemy przez jakiegoś faceta, to by go chyba zabił. I wiesz co jest najlepsze mamo? W tym przypadku chyba bym pomogła ojcu.
- Chodź, zejdziemy na dół i przygotujemy się na gości i rodzinkę Zabinich. - Hermiona przytuliła córkę. Wiedziała, co czuła jej córka więc nie martwiła się jej słowami. Dawała im góra dwa lata i wiedziała, że będzie ślub. Oni znali się od małego i byli zawsze razem, więc kwestią czasu miała być miłość. 
Ale to za dwa lata dopiero... Dwa lata...

środa, 20 stycznia 2016

Miniaturka - Mistrzostwa w Quiddichu

Długo się zastanawiałam czy dodać tą miniaturkę, zaczęłam ją pisać gdy doszło kilka miesięcy temu do ataków w Paryżu, gdy patrzyłam na relację telewizyjną w telewizji, wiedziałam, że chcę to przenieść na papier. Nie wiedziałam jak więc najłatwiej było mi to dodać do świata magii. Takie połączenie było najlepsze wtedy tak uważałam. Dokończyłam ją w weekend i troszkę zmieniłam zakończenie. 

Mam nadzieję, że się Wam spodoba. Nie ma tutaj Dramione. Ale jest Hermiona.

Następna będzie w Walentynki, których nie obchodzę, ale napisać coś mogę.

pozdrawiam



- Tak! Tak! Tak! Złoty znicz jest w rękach Pottera. Anglia wygrywa z Irlandią 360 do 180! Nie wiem czy jeszcze mnie ktoś słyszy, ale mam nadzieję, że tak! Bo to jest niesłychane, w końcu po tylu latach zdobywamy Mistrzostwo! A wszystko dzięki jemu! Nasz genialny Harry Potter i jego drużyna. Tak to oni jedyni w tym kraju. Gratuluję wam i dziękuję wszystkim kibicom za wsparcie swoich krajów. - krzyczał komentator mistrzostw świata w Quiddichu. Na stadionie powstałym w dolinie gór, pomiędzy zaśnieżonymi szczytami był tak wielki hałas, że prawie nikt go nie słyszał. Osiem lat po zwycięstwie nad Voldemortem cały  świat oglądał lub słuchał transmisji z meczu. Stadion szalał, ludzie skakali z radości, krzyczeli, gwizdali. 

Hałas, który powstał spowodował lawinę, która mimo zabezpieczeń magicznych spowodowała gwałtowne stoczenie się wielkiej masy śniegu. Spadła ona na jedną z trybun, gdzie siedziało wielu Anglików.

Kilkadziesiąt minut wcześniej...

- Hermiona daj mi małego zajmę się nim - mówił Ron Weasley do brunetki trzymającej na rękach płaczącego 3- letniego chłopca
- Przecież widzisz, że Dan nie chce zostać z tobą i płacze. Więc nie zostawię cię z nim! - powiedziała głośniej kobieta - Zostaje z tobą Katie i Sean, więc proszę cię zajmij się nimi. Nie spuszczaj ich z oczu, są jeszcze mali, więc żeby nic się im nie stało, dobrze? 
- Chyba wiem jak się mam zając własnymi dziećmi. 
- Może i wiesz, ale za bardzo kochasz Quiddich i boję się, że znów zapomnisz o bliźniakach.
- To, że raz zapomniałem nie oznacza, że jestem złym ojcem. - powiedział wkurzony chłopak
- Dzieci - zwróciła się Hermiona do swoich 7- letnich bliźniaków - Trzymajcie się blisko ojca, dobrze? Nie odchodźcie od niego nigdzie, a jak coś to szukajcie osób ubranych w niebieskie kamizelki i mówcie, że się zgubiliście. Oni wtedy wam pomogą. Ja zabiorę waszego braciszka ze mną. - schyliła się do swoich pociech, pocałowała je, odwróciła się i odeszła na trybunę gdzie siedzieli pracownicy Ministerstwa Magii z jej departamentu przestrzegania prawa. 
Od 3,5 roku była rozwiedziona z Ronem. Jak zawsze winę ponosił chłopak, który miał problem z wiernością, problem z opieką nad dziećmi i pamięcią, że oczywiście, że je posiada. Jedynym wyjściem był rozwód, który sprawił, że jeszcze mniej pamiętał, że posiadał rodzinę, ale dziś w czasie mistrzostw chciał się nimi pochwalić. Jedynie Dan, który prawie wcale nie widywał ojca nie chciał z nim zostać. Bliźniaki za to każdą chwilę chcieli i dziś pozwoliła im zostać.

Nikt nie spodziewał się najgorszego...

Po stoczeniu się lawiny, na trybunach wybuchł chaos. Ludzie uciekali, jako, że nie można się było aportować zostało im bieganie. To był jeden wielki harmider. Nie patrzyli gdzie biegną, czy też po kim. Wiedzieli jedno trzeba uciekać. Większości przypomniały się wydarzenia przed kilkunastu lat gdy po mistrzostwach znak Voldemorta pokazał się na niebie. Teraz było podobnie.

           Najgorzej mieli ci, którzy wiedzieli, że na zawalonej trybunie był ktoś bliski. Taką osobą była właśnie Hermiona, która stała na swojej trybunie trzymając syna i patrzyła się w stronę gdzie kiedyś stała trybuna z fanami. Stała i patrzyła nie wierząc w to co się stało. W pewnej chwili krzyknęła i chciała biec w tamtą stronę, ale trzymała syna i nie wiedziała co z nim zrobić. Nie miała wyjścia i dała syna dla swojej asystentki.
- Amelia, błagam potrzymaj Dana i zostań z nim tutaj, albo nie, lepiej idź do mojego domu, dobrze? Uważaj, żeby nikt cię nie potrącił. Czary strzegące znasz, ja, ja muszę lecieć. Błagam zajmij się małym. - mówiąc to oddaliła się szybko i biegła w przeciwnym kierunku niż inni kibice.

            Gdy dotarła pod trybunę okazało się, że nic tam nie było. Na miejscu byli już aurorzy, którzy zabezpieczyli magią to miejsce i nie pozwolili, żeby kolejna lawina spadła na nich. Gdy byli pewni, że miejsce jest bezpieczne, zaczęli osuwać powoli śnieg. Hermiona nie wiedziała co robić, stała sparaliżowana. Bała się, że dzieci są gdzieś tam same i czy przeżyły... Tego nie wiedziała. Jej serce zamarło z rozpaczy. Wiedziała, że musi być dzielna. Aurorzy poprosili ją o pomoc w osuwaniu i sprzątaniu i przede wszystkim szukaniu wszystkich ludzi, ale ona tego nie słyszała i jedynie patrzyła na to wszystko.
             Dopiero Minister Magii potrafił ją wybudzić z letargu. Jego słowa sprawiły, że zaczęła im pomagać. Jedni byli odpowiedzialni za usuwanie drewna i innych materiałów, inni jak Hermiona szukaniem ludzi. Chciała to robić ze względu na bliźniaki i Rona. Szło to bardzo wolno. Niestety żywioł jakim była lawina sprawił, że chwilowo udało im się wydobyć jedynie martwe ciała czarodziejów. Dziewczyna płakała z każdą kolejną osobą co raz bardziej, wiedziała, że znalezienie żywych dzieci są zerowe, a jednak nie mogła się poddać. Wierzyła, że może jakimś cudem się uda. Ale chwilowo było źle, bardzo źle. Całe miejsce było odgrodzone, wezwano lekarzy z Munga aby sprawdzali osoby, czy może ktoś ma jakieś oznaki życia w sobie.

            Czasu na znalezienie było co raz mniej, a miejsce przedstawiało coś okropnego. Ciała, czasami w częściach, czasami trudno było rozpoznać daną osobę, bo była w strasznym stanie, do tego ludzie, którzy stali i czekali na jakieś wieści, dziennikarze, oraz inne osoby sprawiały, że każdy pomagający był strasznie przytłoczony tym wszystkim. Najgorszym momentem okazało się znalezienie ciała Rona. Z jego ciała wystawały kości i wnętrzności, zamiast brzucha miał wielką ranę. Gdy dziewczyna go zobaczyła podbiegła do niego i uklękła przed nim. Jakim był mężem takim był, ale był jej cząstką, dzięki niemu miała dzieci i przez to teraz płakała.
            Ktoś odciągnął ją od ciała byłego męża i przytulił, nie wiedziała kim była ta osoba, ale była jej wdzięczna. Zanotowała jedynie to, że był to mężczyzna i to wysoki. Płakała mu w sweter i płakała. Nawet nie zauważyła, że stoi tak przytulona i płacząca pół godziny, była wdzięczna, że może się do kogoś przytulić. Po tym czasie otarła łzy, cicho podziękowała i wróciła do pracy. Miała jeden cel - dzieci.
            Gruzów było co raz mniej, martwych za to co raz więcej, pracy również było dużo. A dzieci jak nie było tak nie ma. Minuty mijały, noc przemijała i zaczynał się nowy dzień. Gdzieś w dali można było zobaczyć wschód słońca i Hermiona przypomniała sobie słowa Legolasa z Władcy Pierścieni: "Wschodzi czerwone słońce, w nocy przelano krew". Jak te słowa pasowały dzisiaj i mimo, że to natura doprowadziła do tej tragedii to prawdą było, że to było straszne, wręcz tragiczne wydarzenie dla czarodziejskiej Wielkiej Brytanii.

            Musiała odpocząć i przeszła do jednego z białych namiotów by napić się szybko kawy i pójść do toalety, tam znów pozwoliła sobie na łzy i przygnębienie. Wiedziała, że jest nikła nadzieja na odnalezienie żywych dzieci. Były jeszcze takie małe, bezbronne i niewinne. Poznawały dopiero świat, a mistrzostwa miały być czymś co będą pamiętać do końca życia, czymś czym będą mogły się chwalić w szkole za kilka lat. To miała być niespodzianka i coś pięknego. Serce miało cały czas nadzieję, że będzie dobrze, rozum za to podpowiadał jej, że zostanie sama z najmłodszym, że w tym jednym dniu straciła trójkę ludzi, których kochała. 
             Wiedziała, że musi wrócić i dalej pomagać i przede wszystkim szukać swoich dzieci. Starła ostatnie łzy, przemyła twarz zimną wodą i otarła ją papierowym ręcznikiem, popatrzyła na swoje odbicie w lustrze i przeraziła się. Wyglądała okropnie, ale co się dziwić. Czerwone i podkrążone oczy, brudne włosy tak samo ubranie, poszarpane i całe w brudzie. Nie miała czasu, żeby zmienić ubranie, bo to nie miało żadnego znaczenia. Jedyna myśl i cel to dzieci i z tym postanowieniem wyszła i poszła w stronę zawalonej trybuny. 

            Wracając usłyszała śmiech tak bardzo podobny do śmiechu jej małej córeczki, ale wiedziała, że to nie może być ona. Bo jakim cudem udałoby się jej być w tamtym namiocie. Znów zaczęła pomagać, mijały minuty, aż wreszcie ktoś podszedł do niej
- Przepraszam, czy pani Hermiona?
- Tak to ja - odpowiedziała zmęczonym głosem
- Czy może pani pójść ze mną?
- Mam pomóc w innym miejscu?
- Nie o to chodzi. Pani Hermiono znaleźliśmy pani dzieci - powiedział cicho mężczyzna, a brunetka na te słowa się załamała, zaczęła płakać, a mężczyzna próbował ją uspokoić, co niestety nie udawało mu się
- Naprawdę proszę pójść ze mną. Dzieci się martwią o panią i płaczą, że nie mogą pani znaleźć
Gdy powiedział te słowa, dziewczyna podniosła głowę do góry i popatrzyła na niego
- Co takiego? Co pan powiedział?
-  Że dzieci płaczą, bo się zgubiły - powiedział powoli
- Żyją, one żyją prawda?
- Tak żyją i czy możemy już iść do nich. - I nie czekając na niego zaczęła biec przed siebie w stronę namiotów. Wchodziła do każdego rozstawionego i wołała je. Gdy wychodziła z trzeciego namiotu, zobaczyła, że przy wejściu do następnego stoi jej mała Katie. Zawołała dziewczynkę i z jej oczu popłynęły łzy. Gdy Katie zobaczyła matkę, coś powiedziała i po chwili, które wydawały jej się godzinami, obok dziewczynki pojawił się chłopiec, jej syn Sean.
Dzieciaki uśmiechnęły i zaczęły biec w stronę matki i przytuliły się do niej.
- Nie płacz mamusiu, nie bądź smutna - powiedział Sean
- To nie są łzy smutku, kochanie, ja się cieszę i to łzy radości - mówiąc to cały czas trzymała dzieci w objęciach - Moje kochane małe szkraby, co wy tu robicie?
- Mami, a nie będziesz zła na nas? - powiedział chłopiec
- Wiesz, że nigdy nie jestem zła
- Bo ja chciałem siusiu a tato powiedział, że nie pójdzie ze mną i jestem już dużym chłopcem i powinienem iść sam, ale się bałem.
- I ja z nim poszłam i się zgubiliśmy jak wracaliśmy, nie mogliśmy trafić do taty - powiedziała Katie a jej głosik zaczął drżeć z emocji - Ale mówiłaś, że mamy iść do kogoś kto ma niebieską kamizelkę i widzieliśmy jakąś panią i poszliśmy. A ona nie mogła ciebie znaleźć. I czekaliśmy tak długo na ciebie.
- Nic się już nie martwcie, jestem przy was i nigdzie się nie wybieram. - powiedziała przez łzy i radość jaka w niej nastąpiła na ich widok - Nie powinniście się sami oddalać, więc chyba czeka was kara...
Katie i Sean zrobili smutne minki na słowo kara
- Wracamy do domu, gdzie czeka na was wielkie pudełko lodów i owoców. Zrobimy ucztę i to jest wasza kara - gdy to mówiła, dzieci uśmiechnęły się, a ona była szczęśliwa, bo mimo straty Rona udało się i czuła, że ktoś czuwa nad nią, bo dzieci są całe i zdrowe. A dla każdej kobiety najgorsze co może być to strata tych małych istotek, które tworzą cel w naszym życiu.

sobota, 9 stycznia 2016

Miniaturka - Zakazany Taniec

Próbuję wrócić do mojego pierwszego opowiadania i nawet nie spodziewałam się, że będzie to takie trudne. Plan jest taki, że będę dalej pisać, ale nie mam chwilowo motywacji do dalszych losów Miony i Draco. Wrócę  z tamtym, obiecuję. 
Jak na razie napisałam taką o to krótką miniaturkę, bardziej wspomnienie. Lubię tego typu miniaturki, tzn rozmowy matki z córką. 
Zapraszam do czytania...


- Mamo, chyba się zakochałam - powiedziała nastoletnia ruda dziewczynka wchodząc do sypialni swojej matki
- Naprawdę kochanie? A kto jest tym szczęśliwym chłopcem?
- Paul, mój partner z tańców - dziewczynka usiadła na łóżku matki i przyglądała się jej, gdy ta czesała swoje długie kasztanowe włosy - I wiesz co mamo? To jest chyba ten, który będzie moim jedynym. Gdzieś przeczytałam, że taniec z odpowiednią osobą spowoduje prawdziwe szczęście i oderwanie się od świata. Doświadczyłaś tego kiedyś?
- Izzy, wiesz przecież jak twój ojciec tańczy. Z nim nie da się tańczyć - uśmiechnęła się kobieta i popatrzyła na zdjęcie, które miała na toaletce. Przedstawiało ono Hermionę i jej męża Rona z dnia ślubu. - Więc chyba te słowa nie są aż tak dokładne do wszystkich zakochanych.
- Ale nigdy nie przeżyłaś czegoś takiego? Że pomimo pełnej sali ludzi tańczących, liczyłaś się tylko ty i ukochana osoba, trzymająca cię w ramionach? Wiem, że tato jest kiepski, ale chyba nie był jedynym z którym tańczyłaś, co?
- Oczywiście, że tańczyłam też z innymi mężczyznami. Był Harry, bracia Rona, oraz koledzy ze szkoły i pracy. Pamiętam również mój pierwszy ważny taniec. Na czwartym roku był bal i wtedy poprosił mnie Wiktor Krum, abym została jego partnerką na tą jedną noc. Byłam bardzo przejęta tym że to mnie wybrał. Uwierz mi, ale byłam wtedy typowym molem książkowym - uśmiechnęła się Hermiona
- Ty molem? Nie wierzę. Ale mów dalej mamo. - zachęciła dziewczynka mamę
- Nie był przystojny, ale miał w sobie coś. Byłam nim zauroczona, tańczyłam z nim pierwszy taniec przed wszystkimi uczniami w szkole i byłam strasznie zestresowana. Tańczyłam z nim prawie całą noc, niestety twój tata był wtedy strasznie zazdrosny, ale nie byliśmy wtedy jeszcze razem. Ale taniec mimo, że był przyjemny i czułam się bezpiecznie to nie było to jeszcze to. 
- Naprawdę? Myślałam, że też coś takiego ci się przydarzyło.
- Niestety Izzy, ale cieszę się, że tobie się udało i możesz zatracić się w tańcu i sprawić, że świat wokół ciebie znika.

Dziewczynka uśmiechnęła się do matki i wyszła z sypialni.

- Obyś kochanie tylko tego nie zapomniała, nawet jak ci się nie powiedzie z tym chłopcem, to musisz to pamiętać, tak jak ja pamiętam zakazany taniec z nim. - powiedziała Hermiona już do zamkniętych drzwi i przypomniała sobie Bal po pokonaniu Voldemorta gdy była Prefektem Naczelnym i musiała zatańczyć ostatni taniec z Nim. Z pewnym Blondynem. Zamknęła oczy i przypomniała sobie tamten dzień.

          Ostatni dzień w Hogwarcie dla siódmoklasistów był połączony z balem na cześć Wielkiej Trójki, czyli Harrego, Rona i Hermiony. Pokonanie Voldemorta miało wielki wpływ na wszystkich i ze względu na to, że ta Trójka kończyła szkołę, dyrektorka uznała, że to najlepsza data świętowania. 
          Ostatni taniec miał zostać rozpoczęty przez Prefektów Naczelnych, najlepszych uczniów czyli Hermiony i Draco Malfoya. Oboje mimo, że się pogodzili to jednak ich spotkania to było jedynie cześć i do widzenia. 
Nie było wyzwisk, kłótni, ale też i nie było miłych rozmówek. Przeważnie mijali się, ignorowali. Co było o wiele lepsze niż kłótnie. Oboje postawili na naukę i byli najlepsi. Tyle samo punktów na egzaminach, czyli same Wybitne. Ale teraz musieli razem zatańczyć. 
           Hermiona dobrze to pamiętała. Jak powoli podeszła do blondyna i oboje wyszli na środek sali. Gdy zaczęły grac pierwsze takty walca wiedeńskiego, uśmiechnęła się. Kochała ten taniec. Uważała, że to jeden z najpiękniejszych tańców jaki istniał. Gdy wziął ją w ramiona poczuła bezpieczeństwo. Zamknęła oczy i dała się ponieść muzyce. Takt za taktem chłopak prowadził ją po mistrzowsku. Podniesienie, obrót, powrót, to wszystko było bardzo płynne i piękne. Oboje wyglądali i tańczyli jakby byli parą taneczną od kilku lat, a przecież to był pierwszy raz gdy byli tak blisko siebie. Czuła się jak w niebie i chciała aby ten taniec trwał i trwał. Wydawało jej się, że są sami na parkiecie, tylko ona i on. Oboje pośród bajkowej scenerii. 
           To był ten moment gdy poczuła wolność, miłość, bezpieczeństwo i magię. Tak Magia była najlepszym słowem opisującym te cztery wspólne minuty. Ostatnie uniesienie i skończyła się muzyka, spojrzenie w oczy i to był ostatni raz gdy go widziała. Gdy popatrzył w jej w oczy i odszedł. A ona została sama pośród par, które między czasie również zaczęły tańczyć. 

           Minęło już 16 lat od momentu gdy świat po raz ostatni widział Malfoya. Do dziś nikt nie wie gdzie się podział. Jedni uważali, że wyjechał do Paryża, inni do Stanów. A jeszcze inni, że trafił do psychiatryka. Były również pogłoski, że kupił wyspę gdzieś na Karaibach i tam zamieszkał samotnie. A ona wiedziała jedno. Kochała Rona, ale to Malfoy, ta jedna chwila z nim sprawiła, że poczuła tą magię, o której dziś wspomniała jej córka.

środa, 23 grudnia 2015

Świąteczna miniaturka :) Wesołych Świąt

Wesołych Świąt!!! 

Jako, że jutro Wigilia i zaczynają się święta, które uwielbiam dodaję dziś miniaturkę. Można powiedzieć, że świąteczną, ale tak nie do końca. Z jednej strony widać w niej zarys świąt, a z drugiej można ją nazwać epilogiem do opowiadanka Bahamy.  Ale też ma w sobie to co mamy właśnie w Polsce, czyli święta bez śniegu...

Mam nadzieję, że się Wam spodoba. 

A teraz życzę Wam Wesołych i Pogodnych Świąt. 

Mam nadzieję, że prezenty już spakowane i potrawy przygotowane. Ja zrobiłam sobie przerwę żeby dodać miniaturkę pomiędzy ubieraniem choinki a pieczeniem ciast. 

Mój brat doszedł do wniosku, że osoby czytające powinny mieć swoją własną choinkę i o to rezultat jego starań :) 



Zapraszam do czytania...




- Mamo! Gdzie jesteś? - krzyknęła około 12 letnia brunetka wchodząc do pokoju rodziców.

- Amy, na balkonie.
Dziewczynka udała się za głosem matki i wyszła na balkon. Gdy kobieta usłyszała kroki córki odwróciła się do niej. Można było zauważyć podobieństwo między kobietami. Obie zgrabne, ładne brunetki z magią w piwnych oczach. Młodsza usiadła obok matki i przyglądała się oceanowi. 
- Mamo, cieszę się, że tu jestem, ale...  nie brak ci czasami śniegu?
- Skąd takie pytanie kochanie?
- Jutro mamy Wigilię i tak jakoś dziwnie jest. Jak zostałam w tamtym roku w Salem na święta to było magicznie i wyjątkowo. Było dużo śniegu i zabawy. A dzisiaj jest jakoś tak dziwnie. 
- Jakoś nigdy nie przeszkadzało ci to. Zawsze się cieszyłaś z takiej pogody. Amy co się dzieje? 
- Mamo, ja chyba kocham zimę. A tu jej nie ma. - Kobieta tylko się uśmiechnęła
- Amy, ja też czasami tęsknię za aurą zimy, zwłaszcza gdy są święta. Magia wtedy jest bajeczna. Ale przyzwyczaiłam się do tego jak jest, nic nie mów Draco, ale czasami troszkę, żałuję, że mieszkamy na Bahamach. Ale pamiętaj, że to nasza tajemnica - mówiąc to uśmiechnęła się i przytuliła córkę - A teraz powiedz mi jakie masz do mnie pytanie.
- Skąd wiesz, że chcę cię o co zapytać? 
- Jestem twoja matką, wiem wszystko. A tak naprawdę widzę to w twoich oczach. Jesteś bardzo podobna do mnie, gdy byłam w wieku szkolnym.
- Wiem, tato mi to zawsze powtarza i ciocia Ginny też. Masz rację mam pytanie o święta w Hogwarcie jak wtedy wyglądały u was w szkole?
- Święta w Hogwarcie? Kochanie były magiczne. - kobieta zamknęła oczy i  z uśmiechem na twarzy zaczęła opowiadać - Zamek jest wielki i jakby wyjęty z baśni o królewnach, to tak jakby ucieleśnienie marzeń każdej młodej kobiety. Nie spędzałam świąt w szkole, przeważnie wyjeżdżałam do rodziców lub do rodziny Ginny. Tylko jedne święta spędziłam, te na ostatnim roku. Oczywiście zawsze było w ostatni wieczór pożegnanie z genialnym jedzeniem, wśród drzewek choinkowych ubranych w kolory wszystkich domów. Tak samo w naszych pokojach wspólnych stały wielkie choinki. Wujek Harry, o którym ci tyle opowiadaliśmy bardzo często zostawał na święta w szkole. Mówił wtedy, że czuł się samotny. 
- A jak wyglądał ten twój jedyny raz?
- Zostałam wtedy w szkole z Ginny i bawiłyśmy się świetnie. Gdy wstałyśmy, prezenty leżały w nogach naszych łóżek, było ich dosyć dużo ale przede wszystkim były to słodycze, zapakowane pojedynczo w paczki. Później schodziło się na śniadanie, spacer wokół zamku. Zabawy na śniegu. Dopiero wieczorem była wspólna kolacja przy jednym stole dla wszystkich, którzy zostali.
- I to był ten romantyczny czas dla cioci?
- Tak, tam właśnie na kolacji wigilijnej dla tych zostających, Ginny i Blaise po raz pierwszy się lepiej poznali i zakochali. No może nie tak zakochali, ale zrobili ten pierwszy krok.
- Czyli jaki?
- Blaise robił jakieś głupie uwagi względem Ginny, więc ona rzuciła w niego jedzeniem. 
- Naprawdę? - Amy zaczęła się śmiać - I co zrobiła reszta osób przy stole?
- Również zaczęła się obrzucać jedzeniem. Profesorowie uciekli dosyć szybko z Wielkiej Sali, a młodzież miała zabawę.
- I ty też razem z tatą się tam polubiliście?
- To jeszcze nie był ten czas, ale owszem wtedy na kilka minut staliśmy się sojusznikami.
- Jak to? - Amy była bardzo ciekawa tego co mówiła jej mama Hermiona 
- Oboje z Draco jak tylko zobaczyliśmy co się dzieje, schowaliśmy się pod stołem i można powiedzieć, że do końca tej walki tam siedzieliśmy pod zaklęciem kameleona. 
-  I nikt was nie słyszał?
- Nie lubiliśmy się wtedy z twoim ojcem więc nie pisnęliśmy słówkiem do siebie. Poczekaliśmy aż skończy się jedzenie i wszyscy wyjdą z sali i wtedy też my wróciliśmy do siebie, żegnając się jedynie skinieniem głowy. Taki milczący pakt.
- I to był jedynie czas miłości cioci i wujka?
- Można tak powiedzieć. To były fajne czasy. Ale nie pod względem świątecznym, cieszę się, że tylko raz spędziłam je z dala od rodziny. Wiesz córciu? Nawet tutaj jak jesteśmy, jest upał, plaża, i ocean to brakuje mi moich rodziców. Święta z młodości miały swój urok i były to idealne dni. Szkoda, że nie miałaś możliwości poznać swoich dziadków. Byliby zachwyceni taką wnuczką, ale nie zmienimy przeszłości.
- Mamo, nie smuć się w tym roku jestem z wami. Tylko w tamtym roku musiałam zostać w szkole, ale takie są wymagania Salem. Było miło, ale tęskniłam za wami i za żartami wujka Blaise. - mówiąc to Amy wstała i przytuliła się do matki - Jak myślisz co tato wymyślił w tym roku dla gości hotelowych?
- Podobno ma to być niespodzianka. Ale jak go znam pewnie wielka kolacja ze wszystkimi gośćmi i jedyna różnica to menu. Będziemy wszyscy siedzieć przy basenie i świetnie się bawić, będą kolędy, albo jakieś inne świąteczne piosenki, wszyscy pracownicy będą razem z nami, więc jest co robić. Ale najważniejsze Amy, że jesteśmy razem, w rodzinie i możemy te święta spędzić z kochającymi się ludźmi.
- Tylko bez śniegu. 
- Niestety bez śniegu, ale jak chcesz na któryś weekend stycznia możemy w Alpy na narty się wybrać, wtedy zobaczysz swojego ojca w akcji.
- Nie rozumiem, tato nigdy przecież nie jeździł na nartach.
- No właśnie, tylko musimy pamiętać o kamerze, żeby to uwiecznić - Obie kobiety zaczęły się śmiać, wyobrażając sobie Draco Malfoya pierwszy raz na nartach. - A teraz chodźmy go poszukać i powiedziemy mu o nartach.
- A może jeszcze niech wujek Blaise z nami jedzie? 
- To jest dobry pomysł. Musimy wtedy zabrać ze sobą dwie kamery. - kobiety śmiejąc się i obejmując wyszły z apartamentu i skierowały się na poszukiwania ich męża i ojca w jednej osobie...

niedziela, 6 grudnia 2015

Bahamy 12

I nadszedł czas pożegnania z tym opowiadaniem BAHAMY. Troszkę, żałuję bo mogłabym pisać dalej, ale kiedyś trzeba zakończyć wszystko.
Przed Wami ostatni rozdział, który mam nadzieję, że spodoba się Wam. 
Nie chciałabym się powtarzać, ale liczę na komentarze.


Zapraszam do czytania!!!


- Ginny?
- Miona! Nie uwierzysz co się stało!
- Co się stało? Ja tu się zamartwiam wydzwaniam po szpitalach, policji, kostnicy a ty tu tak... - nie mogła dokończyć swoich słów bo przyjaciółka przytuliła się do niej i krzyknęła coś co sprawiło, że odebrało jej głos
- Wyszłam za mąż!!!
- Miona! Ciesz się razem ze mną. Czemu milczysz? - mówiąc to Ginny rozluźniła ucisk i popatrzyła na przyjaciółkę - Nie cieszysz się? 
- To niespodzianka. Nie wiem co powiedzieć... - powiedziała cicho dziewczyna, potrząsnęła głową i wręcz krzyknęła - Cieszyć się? Jak mogłaś, wyjechać bez słowa, chociaż kartkę trzeba był napisać a nie. Ginny ja chciałam FBI wzywać, bo baliśmy się o ciebie, o was - mówiąc to popatrzyła również na bruneta, który stał troszkę dalej w obawie, że dziewczyna zamiast mówić może zrobić mu krzywdę. Potem popatrzyła znów na przyjaciółkę i uśmiechnęła się do niej - Ginny jesteś szalona i za to nie mogę się na ciebie gniewać. Gdzie się pobraliście? I jak do tego doszło. Przecież...
- Tak wiem o tym - powiedziała młoda mężatka i obejmując brunetkę poszły w stronę pokoju cały czas rozmawiając. - To było niezwykłe, byliśmy na kolacji i długo rozmawialiśmy, okazało się, że cały czas mnie kochał i kocha i jakoś tak wyszło. To było szalone wiem, ale jednak go kocham i Miona to jest niezwykłe. 
- Wiem kochana, ale nie zmienia to faktu, że się martwiłam z Draco o was. 
- Z Draco? Od kiedy jesteście po imieniu? - zaciekawiła się Ginny
- Od dawna, ale nie zmieniaj tematu gdzie wyjechaliście? - mówiąc to weszły do pokoju brunetki i dziewczyna otworzyła wino 
- Do Vegas, wiem to dziwne, ale miało to swój urok. Miałam na sobie zwykłą sukienkę, poszliśmy do jednej z tych kapliczek i jakiś koleś udzielił nam ślubu. Potem noc w hotelu w kształcie piramidy i wróciliśmy do was. Ale nie martw się, wszystko jest na płycie, nie wiem o co chodzi, ale koleś powiedział, że na niej jest zapis ślubu.
- To super. 
Na tego typu rozmowach minęło im jeszcze kilka godzin. Dziewczyny doszły do wniosku, że następnego dnia zjedzą wspólną kolację z chłopakami. Ruda powiedziała, że jej mąż ma jakiś pilny wyjazd rano na Jamajkę i wyjedzie tam na cały dzień wraz z blondynem. 
         Cały następny dzień dziewczyny spędziły na rozmowie i opalaniu. Przez ten czas Ginny tylko raz przestraszyła się jak powie o weselu własnej matce. Wiedziała, że kobieta będzie zła, dlatego też doszła do wniosku, że Miona jak wróci do kraju to wyśle jej sowę. Tak ona, Ginny planowała zamieszkać na Bahamach a potem na Jamajce i przekazać te wszystkie informacje za pośrednictwem sowy. Długo rozmawiała z Zabinim na temat przeprowadzki i to było jedyne wyjście. Życie w raju, gdzie miała zostać bez Hermiony obok. Brunetka powiedziała również, że teraz jak nie jest jej już potrzebna, to może  wracać do kraju, gdzie czekała na nią praca.
Nadszedł wieczór i czas wspólnego posiłku. Kolacja minęła im w miłej atmosferze. Rozmawiali, śmiali się, wygłupiali. Pierwszy raz cała czwórka bawiła się świetnie. Pracownicy widzieli, że tworzą zgraną drużynę. Zabini na każdym kroku wymawiał "Moja Żona" jakby to było coś wspaniałego, do czego powoli się przyzwyczajał. Młodzi byli szczęśliwi i z daleka było to widać, natomiast Draco i Miona, w środku odczuwali zazdrość i smutek, ale cieszyli się ze szczęścia swoich przyjaciół. Gdy wracali do ośrodka Giiny zapytała się Miony przy wszystkich
- Hermi? To o której jutro masz samolot?
- Samolot? - zapytał Draco 
- O 7 muszę być już na lotnisku. To jedyna możliwość, żeby zdążyć na lot o 11 z Miami do Londynu.
- To wcześnie - opowiedziała ruda - Ale wstanę i odwiozę cię na lotnisku, dobrze?
- Jasne - odpowiedziała brunetka.
- Jesteś już spakowana? jak chcesz to mogę ci pomóc.
- Muszę tylko kilka ubrań schować a tak to wszystko już gotowe..
         Draco gdy usłyszał tą rozmowę poczuł jakby w jego sercu powstał straszny ciężar, nie mógł zebrać myśli, nie wiedział co się stało. Wiedział, jedynie że nie jest dobrze i przyczyną tego jest wyjazd pewnej dziewczyny.
         Szedł za nimi co raz wolniej i wolniej, aż został daleko w tyle i nie słyszał o czym mówią. W końcu odwrócił się i poszedł usiąść nad basenem. Zamknął oczy i myślał. Po kilku minutach wstał i podjął męską decyzję. Poszedł do jej pokoju. Stanął przed drzwiami i zapukał. Gdy otworzyły się drzwi wszedł do pokoju i zobaczył, że walizki są już prawie do końca spakowane
- Czyli jednak wyjeżdżasz?
- Najwyższy czas, nie jestem już potrzebna Ginny, ona ma już męża a ja muszę wracać do szarej codzienności.
- Jakoś nie widzę zadowolenia i chęci.
- Dziwisz się? Te kilka dni dały mi dużo odpoczynku, naładowałam akumulatory i jestem znów gotowa do działania. 
- Nie możesz zostać? - powiedział z nadzieją chłopak
- Niestety. Przyjechałam żeby pomóc przyjaciółce i moja pomoc już się skończyła. Jak zauważyłeś znalazła miłość i już nie jestem jej do niczego potrzebna.
- Ale może innym jesteś - powiedział cicho chłopak
- Co powiedziałeś? - zapytała zaskoczona dziewczyna 
- Powiedziałem - chłopak wiedział,  że nie ma już odwrotu - Powiedziałem, że są jeszcze inni, którzy chcieliby żebyś została.
- Nie wiem kto chciałby mojej obecności tutaj. 
- Ja chciałbym, żebyś została.
- Mam tu zostać, żeby leczyć pacjentów. Bo nie wiem jak to sobie wyobrażasz. - powiedziała zdziwiona dziewczyna, nie rozumiejąc blondyna
- A powiadali, że jesteś najmądrzejszą uczennicą. No cóż powiem to raz jeszcze. Zostań dla mnie tutaj. -
Dziewczyna była tak zaskoczona, że nie wiedziała co odpowiedzieć. Malfoy podszedł do niej mówiąc:
- Czuję coś do ciebie. Czy to jest miłość? Nie wiem, bo nigdy jej nie zaznałem. Wiem, że jak jesteś obok to jest łatwiej, jest przyjemniej. Nie umiem mówić pięknie, nigdy nie musiałem, ale spójrz mówię to teraz. Zostań. Jak nie dla mnie to nie wiem ze względu na ocean, plażę, wyspę. Albo na te krewetki w tempurze. Zostań. - I z tymi słowami ją pocałował, w swój pocałunek włożył jak najwięcej swoich uczuć, poczuł, że dziewczyna odwzajemniła jego pocałunki. To było jak magia, delikatnie ale i żarliwie, namiętność połączyła się z nutą romantyczności. Niestety nie trwało to długo i po chwili, która była zdecydowanie zbyt krótka dziewczyna odepchnęła delikatnie od siebie chłopaka. Widział na jej twarzy rumieńce, w oczach pożądanie i zaskoczenie
- Draco - powiedziała cicho - Ja, ja nie mogę. Wybacz, ale wyjdź i nie mogę. - popatrzyła na niego smutnymi oczami, chłopak wiedział i widział w tych oczach oprócz smutku, niepewność, wstyd, nie był pewien do końca. Znał na tyle dziewczynę, że nie mógł jej zachęcać, sama musiała podjąć decyzje.
- Wyjdę Miona, ale musisz wiedzieć jedną rzecz. Ten pocałunek sama czułaś jaki był, musiałem sprawdzić, czy to było to samo. I wiem, że wrócisz, może nie za tydzień, miesiąc, ale nie minie rok aż znów się spotkamy. 
- Draco? Jak? O czym ty mówisz? Dlaczego uważasz, że to jest to samo? - zapytała się dziewczyna zaintrygowana słowami chłopaka
- Ja wiem i wiem, że i ty wiesz. Nie będę mówić żegnaj, powiem jedynie widzimy się za jakiś czas - I z tymi słowami podszedł do dziewczyny i na koniec pocałował ją delikatnie w usta i wyszedł z jej pokoju.
         Dziewczyna zaskoczona tym wszystkim jeszcze długo stała w miejscu i spoglądała na drzwi za którymi wyszedł chłopak. Po kilku sekundach potrząsnęła głową i wróciła do pakowania. Potraktowała to co się stało jak sen i próbowała zapomnieć. 

           Następnego dnia z samego rana Ginny odwiozła samochodem hotelowym przyjaciółkę na lotnisko. Pożegnały się i Hermiona poszła w stronę miejsca odprawy i samolotu. Gdy siedziała w samolocie czuła tęsknotę. Nie wiedziała tylko czego bardziej będzie jej brakowało: miejsca, przyjaciółki, a może za czymś jeszcze tęskniła? Gdy przesiadła się do samolotu z Miami do Londynu, poczuła się samotna w tym wielkim miejscu, gdzie nikogo nie znała. Wypiła trochę wina i cały lot praktycznie przespała. 
           Wróciła do domu, zrobiła pranie, posprzątała, wysłała sowę do szpitala, że następnego dnia wraca do pracy, kolejną sowę z listem do rodziców Ginny i tak minął jej pierwszy dzień po powrocie z urlopu.
            Później minął kolejny dzień w pracy i kolejny i kolejny. Miała tyle zaległości papierkowej i tylu pacjentów, że nie miała czasu na nic, nawet nie zauważyła jak minął miesiąc od powrotu. Pracowała dużo, miała nadgodziny, nie myślała przez ten czas o wakacjach aż do momentu listu od przyjaciółki.             
           Ginny pisała, że dużo starają się spędzać czasu tylko we dwoje, często jeżdżą na Jamajkę, a hotel, który się tam buduje to będzie coś idealnego. Pisała również, że zaczęła planować wystrój apartamentu, w którym zamieszka z mężem i ma tyle pomysłów na wystrój, że nie wie który wybrać. Treść listu była wręcz cukierkowa, same miłe, słodkie słowa. Było można wyczytać, że dziewczyna jest zakochana i szczęśliwa. Troszkę jej zazdrościła, ale również cieszyła się, że przyjaciółka w końcu odnalazła swoje miejsce na świecie. Ginny dużo przeżyła w swoim życiu i ta miłość dobrze jej zrobi. Da jej wolność i szczęście, na które zasługiwała.
            I to był ten moment kiedy brunetce przypomniało się wszystko: relaks, klimat, hotel i on, chłopak, który złożył jej pewną propozycję związaną z przyszłością. Ale czy ona była gotowa? Tego nie wiedziała i bardziej uważała, że to był jakiś sen i blondyn nie odwiedził jej wieczorem, a tym bardziej nie pocałował. Przez ten jeden list poczuła się jakby to nie miesiąc, a jeden dzień minął od wyjazdu z wyspy. Znów w sercu zrodziło się poczucie samotności i braku drugiej osoby. Rzadko miewała takie myśli. Przeważnie nie miała czasu na rozmyślanie o swoim życiu. Uważała, że jest jej teraz idealnie, że jest w takim momencie życia, które pozwala jej na wszystko  i nie koniecznie potrzebna jest jej druga osoba.
            Zrobiła sobie gorącą czekoladę, włączyła płytę z delikatną muzyką i usiadła na kanapie. Zaczęła wspominać dzieciństwo, szkołę, pracę i ostatnie wydarzenia na wyspie. Nie byłaby sobą, gdyby nie robiła w myślach notatek, nie szukała zalet i wad i przede wszystkim wiedziała jedno, że musiała oddzielić serce od rozumu. Serce było za wyspą i tym co ta wyspa reprezentowała a rozum jednak podpowiadał jej, że nie powinna myśleć o czymś ulotnym, tylko zostać tu gdzie ma pracę, dom i życie. 
            Tylko co to jest za życie, gdy jest w nim sama, bez rodziców, przyjaciółki. Może warto spróbować? Poddać się fascynacji i szaleństwu. Przeżyć kilka chwil, które sprawią, że w życiu może coś się zmienić. 
             Myśląc o tym wszystkim dziewczyna zasnęła, następnego dnia nie miała czasu zastanawiać się nad przyszłością. Zaspała, więc poranek minął jej na szybkim prysznicu, ubraniu się i udaniu się na dyżur. Dzień mijał jej w miarę spokojnie, miała kilku pacjentów, którymi się zajmowała. Kilka minut przed końcem dyżuru, do szpitala transportowano nagły przypadek. Mężczyzna został zaatakowany przez hipogryfa, był w strasznym stanie i dziewczyna wiedziała, że nie wróci do domu o normalnej porze. Pacjent był w miarę przytomny i powtarzał dwa słowa kieszeń i Jane. Nie miała czasu myśleć o co chodzi, ale gdy tylko mężczyzna złapał ją za rękę i popatrzył w jej oczy i znów powtórzył te słowa:
- Moja kieszeń, Jane...
- Mam sprawdzić co jest w kieszeni? - gdy mężczyzna potwierdził, wyjęła z kieszeni jego spodni małe pudełeczko a w nim pierścionek
- Jak odejdę - powiedział ledwo słyszalnym głosem
- Proszę nic nie mówić, musi pan oszczędzać się. Hipogryf troszkę narobił szkód w pana organizmie i musimy panu pomoc.
- Da to pani Jane? 
Hermiona pokiwała głową, że odda i wtedy jej pacjent stracił przytomność. Był w strasznym stanie i leczenie go zajęło jej dużo czasu. Lekarstwa, zaklęcia, eliksiry, a gdy skończyła była szczęśliwa, mężczyzna przeżyje, to było pewne. Cieszyła się w tym momencie z tego, że jest czarownicą bo tylko dzięki temu mogła go uratować. Gdy wyszła z sali gdzie leczyła go, podbiegła do niej śliczna blondynka:
- Co z nim?
- Pani jest osobą spokrewnioną z pacjentem?
- Tak. Jestem Jane, jego dziewczyna, byliśmy w lesie na polanie i wtedy podleciał ten stwor i go zaatakował. Tak się bałam, co z nim? - zakończyła piskliwym głosem dziewczyna.
- Będzie wszystko dobrze. Przez noc będzie nieprzytomny, ale do rana obudzi się. Proszę się nie martwic.
- Dziękuję pani - i z tymi słowami przytuliła Hermionę - mogę z nim posiedzieć?
- Oczywiście.

          Niestety noc musiała spędzić w szpitalu i monitorować pacjenta co godzinę. Nie musiała przychodzić tak często, ale pudełeczko z pierścionkiem miała cały w kieszeni i chciała dać je chłopakowi jak się obudzi. I udało się, obudził się nad ranem gdy po raz kolejny sprawdzała jego stan. Jane oczywiście spała z głową na jego łóżku i nie zobaczyła nawet jak lekarka podaje chłopakowi malutki skarb. Chłopak spojrzał na Hermionę i podziękował jej. Nie musiał nic mówić, jego oczy wyrażały wszystko. Miona wyszła z pokoju, ale przez szybę patrzyła jak pacjent budzi dziewczynę, widziała jak Jane przytuliła się ze łzami w oczach do chłopaka. I wtedy on podniósł rękę z pudełeczkiem i podał je jej. Poruszał delikatnie ustami i dziewczyna mogła się tylko domyśleć o czym mówił. Zobaczyła jak dziewczyna otworzyła pudełko i wyjęła pierścionek, nałożyła go na palec i rozpłakała się. Ten moment poruszył serce Hermiony. Widziała wiele razy oświadczyny na szpitalnym łóżku, zawsze to wyglądało słodko, ale dziś? To było coś innego, w tym właśnie momencie Miona chciała się znaleźć na miejscu Jane. Zamknęła oczy i próbowała wczuć się w ich sytuację, a gdy je otworzyła to mignęła jej twarz pewnego blondyna i wiedziała już co trzeba zrobić. 

              Wróciła do swojego gabinetu i napisała pismo o bezpłatny roczny urlop, spakowała swoje prywatne rzeczy i wysłała je do swojego mieszkania. Wróciła do siebie, wrzuciła do walizki najważniejsze letnie ubrania, kosmetyczkę, książki, albumy i inne rzeczy, które miały wartość sentymentalną, zadzwoniła po taxi i czekając na pojazd napiła się kawy. Chodząc po mieszkaniu i sprawdzając czy ma to co jej się przyda, po cichu żegnała się z każdym kątem. Wiedziała, że wyjedzie na długo, czy na całe dalsze życie tego nie pewna, ale doszła do wniosku, że jeśli nie spróbuje to nie dowie się czy warto. Najwyżej będzie żałować, ale ważne że próbuje prawda?

               Gdy była już na lotnisku i potem usiadła w samolocie, zaczęła się śmiać. Śmiała się głośno, aż ludzie zaczęli dziwnie na nią patrzeć. Ale nikt nic nie mówił. Całą podróż była w dobrym humorze. Gdy doleciała do Miami i czekała na kolejny lot uświadomiła sobie, że nie kupiła jeszcze nic Młodej Parze, więc na lotnisku kupiła im kosz słodyczy. Lot na Bahamy był szybki i nawet nie zauważyła, że jest już na miejscu. Jeszcze jedna podróż taxi i była w hotelu.
             I wtedy się przestraszyła. A co jeśli słowa chłopaka były kłamstwem? Może ma już kogoś? Może to była tylko zabawa, a ona się dała nabrać? Z tymi myślami weszła na teren hotelu i skierowała się w stronę recepcji. Nie musiała wchodzić do środka, bo Draco już z daleka jak wychodził z jakiegoś bocznego pomieszczenia. Zobaczył ją, przetarł oczy jakby z zaskoczenia i chciał się upewnić, że to nie są halucynację. I gdy zobaczył, że dziewczyna zrobiła krok w jego stronę, on również zrobił krok do niej. I tak pomału, krok za krokiem zbliżali się do siebie.
- Minął miesiąc i 3 dni, wiedziałem, że wrócisz. - Mówiąc to patrzył się w jej oczy
- Podziękuj hipogryfowi, to dzięki niemu tu jestem tak szybko.
- Nie wiem o co ci chodzi, ale kupie mu kwiaty i wyślę w podziękowaniu - uśmiechnął się do niej i zrobił to o czym marzył od miesiąca.

Pocałował ją tak jak jeszcze żaden mężczyzna tego nie zrobił. 
Mijały lata i dziewczyna była pewna jednej rzeczy. Nie żałowała niczego.